|
|
|
Dlaczego potrzebne są parytety i jak ich bronić? |
Jednym z najważniejszych postulatów Kongresu Kobiet jest wprowadzenie kwot do ordynacji wyborczej (czyli zagwarantowanej liczby miejsc na listach wyborczych, np. 40% dla kobiet) lub parytetów (zagwarantowanych 50%, bo „parytet”, z łac. paritas, to „równość”; parytet stanowi więc równościową odmianę kwot), co spowoduje, że szanse kobiet w wyborach na wszystkich szczeblach poważnie wzrosną, a tym samym wzrośnie ich udział we władzy politycznej, a więc tam gdzie podejmuje się decyzje dotyczące życia wszystkich obywateli i obywatelek.
Mimo że w wielu demokratycznych krajach, również spoza Europy, parytety lub kwoty od dawna funkcjonują, w Polsce ciągle spotykają się z ogromną krytyką i niezrozumieniem.
Kinga Dunin i Magdalena Środa przygotowały listę funkcjonujących mitów na temat parytetów. Podają także wyjaśnienia/argmumety/odpowiedzi i obalają mity na ten temat.
Dlaczego potrzebne są parytety i jak ich bronić?
Mówią ci: Parytety (lub kwoty) spowodują, że politycy wybierani będą ze względu na płeć, a nie kwalifikacje.
Nieprawda. To teraz wybiera się polityków ze względu na płeć! Tradycyjnie i zgodnie ze stereotypem, na listach wyborczych umieszcza się mężczyzn i to niezależnie od ich kwalifikacji. Tymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych ambicjach. Kwestia braku kwalifikacji jest problemem pozornym, również dlatego, że nie wiadomo, na czym w ogóle polegają kwalifikacje polityczne i dlaczego kobiety mają mieć ich mniej niż mężczyźni. To właśnie dzięki kwotom powstaje szansa, że o udziale w polityce będą decydowały umiejętności i zalety kandydatów, a nie ich płeć.
Mówią ci: O tym, czym się zajmują politycy, powinien decydować interes społeczny, a nie płeć.
Ale to właśnie płeć (męska) decyduje o tym, co uważa się za ważne w polityce, a co za marginalne. W polskim parlamencie znajduje się 80% mężczyzn (w Senacie 92%), toteż nic dziwnego, że to męskie zainteresowania określają, na co ma iść strumień pieniędzy z budżetu. Pieniądze idą więc np. na Euro 2012, a nie na politykę socjalną. Obecnie sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują posłów. Jak pokazuje doświadczenie norweskie, wystarczy przełamać magiczną ilość 35% kobiet w parlamencie, aby marginalizowane dotąd kwestie kobiece zaczęły należeć do głównego nurtu problemów politycznych. A to jest w interesie wszystkich obywateli.
Mówią ci: Parytety (lub kwoty) naruszają zasadę równości i dyskryminują mężczyzn.
Nieprawda, to dotychczasowy system dyskryminuje kobiety, naruszając zasadę równości. Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem urzeczywistniania równości. Wszak w naszym społeczeństwie ponad 50% to kobiety, które nie mają dostatecznej reprezentacji. Mechanizm parytetów lub kwot dla kobiet, jest jednym ze sposobów tworzenia politycznej reprezentacji społeczeństwa. Równie uprawnionym jak progi wyborcze, prawne ograniczanie wieku wyborców, decydowanie o wielkości okręgów wyborczych, rezerwowanie miejsc dla mniejszości narodowych, etc. (Ironizują: To zróbmy kwoty dla łysych, bo też nie mają swojej reprezentacji! Gdyby o zarobkach pewnej grupy społecznej, ich statusie, braku dostępu do władzy, przemocy wobec nich, decydowała łysina, na pewno kwoty byłyby niezbędne by ochronić ich interes).
Mówią ci: Parytety (lub kwoty) naruszają demokratyczną zasadę wolnego wyboru.
Nieprawda, to bez kwot wolność wyboru jest ograniczona. Mechanizm kwotowy wolność poszerza, bo możemy wybierać nie tylko między mężczyznami, którzy są tradycyjnie nominowani przez innych mężczyzn, ale również między nimi a kobietami, które nigdy nie znalazłyby się na listach wyborczych gdyby nie mechanizm kwotowy. Dotychczasowy schemat wyboru oparty jest na stereotypach, według których to mężczyźni bardziej nadają się do polityki, więc tradycyjnie eliminuje się kobiety. System kwotowy zwiększa więc wolność wyboru: o kobiety właśnie.
Mówią ci: kwoty i parytety są czymś sztucznym, co się nie przyjmie.
Nieprawda: kwoty funkcjonują w polityce od dawna. Na przykład w ramach rządów koalicyjnych przyjmuje się określone kwoty dla partii wchodzących w koalicję. Poszczególne resorty obejmują politycy nie ze względu na ich kwalifikacje, ale ze względu na przyjęty system kwot (trzy resorty dla jednej partii, siedem dla innej, a gdy brakuje dla kolejnej partii koalicyjnej, sztucznie tworzy się dodatkowy resort, by wymogom politycznych kwot stało się za dość).
Mówią ci: Kobiety nie nadają się do polityki, bo polityka jest pełna brudów i agresji.
To właśnie parytety mogą zmienić. Jak pokazały badania COBS (czerwiec 2009) kobiety cieszą się większym zaufaniem ze względu na pracowitość, odpowiedzialność, troskę o innych, umiejętności negocjacyjne. Im więcej kobiet w polityce tym mniej awantur, ambicji i rywalizacji.
Mówią ci: Parytety to system, który upokarza kobiety. Kobiety nie potrzebują ułatwień, to poniżej ich godności!
Nieprawda: stosowanie zasad sprawiedliwości nigdy nie upokarza. Kwoty nie dają specjalnych i niezasłużonych przywilejów dla kobiet wynikających z płci, tylko likwidują niesprawiedliwe przywileje mężczyzn - wynikające z płci i z tradycji.
Mówią ci: Po co wam władza i tak jesteście lepsze!
Ta ckliwa formułka jest przejawem hipokryzji, która lekceważenie i pogardę wobec kobiet osłania fałszywym komplementem. Dlaczego to mężczyźni nie chcą stać się lepsi i oddać część politycznej władzy? (Tak pisał J.St.Mill już ponad sto pięćdziesiąt lat temu).
Mówią ci: Kobiety nie mają czasu na politykę, bo wolą macierzyństwo.
Nieprawda. Jest mitem przekonanie, że kobiety nie garną się do polityki. Kobiety chcą być aktywnie politycznie i jeśli będą, to z pewnością zadbają o wprowadzenie mechanizmów wspierających łączenie ról publicznych z wychowawczymi. Poza tym na statystyczną Polkę przypada 1,3 dziecka. Nawet jeśli poświęci ona kilka lat tylko na macierzyństwo – bo taki jest jej wybór – to pozostaje jej kilkadziesiąt lat na inne działania. Mając dzieci będzie miała tym większe motywacje by zmienić coś w Polsce, w której jej dzieci będą żyć. Poza tym polityka jest zajęciem, które łatwiej pogodzić z wychowaniem dzieci niż na przykład praca a fabryce czy w opiece zdrowotnej. Wystarczy urządzić w parlamencie żłobek i przedszkole.
Mówią ci: Kobietom nie chodzi o równość i sprawiedliwość tylko o władzę!
Chodzi i o równość, i o sprawiedliwość, i o władzę! Kobiety zawsze były przedmiotami politycznych decyzji, teraz powinny być jej podmiotami, powinny współkształtować wolę polityczną! Demokracja ma charakter reprezentatywny, dlaczego kobiety, tak różne od mężczyzn, dają się przez tych ostatnich reprezentować?
Jak jest w innych krajach?
Przykładowo. W Belgii już w 1994 roku przyjęto prawo, zgodnie z którym przedstawiciele jednej płci nie mogli stanowić na listach wyborczych więcej niż ¾ ogółu kandydatów. W 1999 – nie więcej niż 2/3. W przypadku jeśli ugrupowanie nie jest w stanie wystawić odpowiedniej liczby kobiet wśród ogółu kandydatów, miejsce na liście pozostaje puste (nie może być przyznane mężczyźnie). Rozwiązanie to zostało rozszerzone w 2002 roku o zapis dotyczący sposobu rozmieszczania kandydatów na listach wyborczych. Zgodnie z nim trzy czołowe pozycje na listach wyborczych nie mogły być zajmowane przez przedstawicieli tej samej płci. Zasada ta odnosi się do wyborów parlamentarnych, regionalnych i do Parlamentu Europejskiego. Od 2004 roku w wyborach do Parlamentu Europejskiego wszystkie ugrupowania polityczne zobligowane są do wystawiania równej liczby kandydatów obu płci.
Grecja: na początku tego wieku, zgodnie z artykułem 116,2 wprowadzony został wymóg umieszczania równej liczby kobiet i mężczyzn na listach wyborczych w wyborach lokalnych i regionalnych. Listy, które nie spełnia tego wymogu nie mogą być zarejestrowane.
Słowenia również należy do licznego grona państw, które wprowadziły prawne regulacje dotyczące kwot. Na listach wyborczych do Parlamentu Europejskiego musi się znaleźć co najmniej 40% kobiet. Po wprowadzeniu tego uregulowania odsetek kobiet wybranych do PE wyniósł 42,9%.
Dania: wszystkie rady, komisje, komitety w sektorze publicznym muszą w równym stopniu składać się z kobiet i mężczyzn, przestrzeganie parytetów jest obowiązkiem ministra do spraw równości płci, który zatwierdza składy wspomnianych organów.
W Finlandii w gremiach rządowych, doradczych, municypalnych, musi być co najmniej co najmniej 40% kobiet.
W Niemczech już od 1994 roku istnieje prawo, zgodnie z którym wszystkie podmioty nominujące zobowiązane są do wysuwania kandydatów obu płci na dane stanowisko.
Ciekawym przypadkiem jest Francja, która najpierw wprowadziła w 1982 roku zapis, dotyczący tego, że na listach wyborczych nie mogło się pojawić więcej niż 75% przedstawicieli tej samej płci, potem zapis ten został zakwestionowany jako niezgodny z konstytucją, która zabrania dzielenia suwerennego narodu na przedstawicieli różnych płci. Trzeba więc było zmienić konstytucję, co stało się roku 1999. Najpierw wprowadzono zmiany do konstytucji umożliwiające wprowadzenie parytetu, oraz zapis, że partie polityczne odpowiedzialne są za zapewnienie równego dostępu kobiet i mężczyzn do funkcji wybieralnych, a w 2000 roku, w wyniku „reformy parytetowej”, zmieniono prawo wyborcze wprowadzając nakaz parytetu (50%) na listach w wyborach przeprowadzanych w oparciu o system proporcjonalny (wybory municypalne, wybory do europarlamentu) a ponadto nakaz parytetu w obrębie wszystkich kandydatów danej partii w wyborach do parlamentu, opartych na systemie większościowym. Przy czym wszędzie kandydaci muszą być umieszczanie naprzemiennie. Wprowadzono też kary finansowe dla partii, które nie przestrzegają tych zasad (odstępstwo tolerowane to zaledwie 2%), a w przypadku wyborów lokalnych, listy które nie spełniają wymogów parytetowych nie są przyjmowane przez władze wyborcze.
System kwot spowodował, że odsetek kobiet wybranych w wyborach municypalnych w 2001 roku wynosił 47,5 % (w wyborach z 1995 roku – 27,5%), bardzo duża ilość kobiet weszła do Parlamentu Europejskiego, inaczej natomiast stało się z wyborami parlamentarnymi (zaledwie 13% kobiet), ponieważ partie wolały płacić kary niż umieszczać na listach wyborczych kobiety (i to wcale nie z braku chętnych).
Materiał przygowany przez Kingę Dunin i Magdalenę Środę dla Kongresu Kobiet Polskich |
dnia 10/07/2009
DZIEKI!
uwaga czysto edycyjna:
Mówią ci: Parytety (lub kwoty) naruszają zasadę równości i dyskryminują mężczyzn.
to miało byc wyróżnione kursywą, jak reszta, prawda? |
dnia 10/07/2009
Świetny tekst !
Moze udałoby sie go umieścić na łamach różnych gazet (np również Rp ? ) |
dnia 10/07/2009
o właśnie o coś takiego chodziło
a co gdy mówią: czy nie grozi nam zjawisko łapanki byleby wypełnić parytet?
czy nie złudne jest założenie, które wydaje się stać za cała sprawą, że więcej kobiet we władzy przełoży się na więcej działań na rzecz kobiet (tu przypomnienie znanego zjawiska utrącania kobiet przez kobiety na stanowiskach, brak kobiecej solidarności itp, również przykład braku spodziewanego przełożenia pisowskiego programu politycznego opartego na wartościach tradycyjnych, rodzinnych i katolickich na działania na rzecz kobiet i rodziny)
albo
czy nie grozi nam wypełnienie instytucji władzy kobietami bardziej działaczkami niż polityczkami, skupionymi na kwestiach specyficznie kobiecych kosztem spojrzenia z szerszej ponadpłciowej społecznej perspektywy? |
dnia 10/07/2009
to byłoby straszne, nie? gdybyśmy odeszli od dzisiejszej, zupełnie-nie-skupionej-na-kwestiach-całkiem-nie-kobiecych perspektywy?
poważnie: owszem, grozi.
nie, gwarancji nie ma.
Ale co? tak, jak jest, z forowaniem najgorszych męzczyzn - jest lepiej? oddajemy nie tylko los własny, ale i naszych córek, w ręce ludzi, którzy uważają je za reproduktorki "substancji" - i tak jest lepiej?
Gdybyż to byli u władzy Osiatyński i jemu podobni - uwierzyłabym, że niebezpieczeństwo jest realne. Ale póki u władzy są Tusk, Kaczyński, Niesiołowski, Gowin, i im podobni - nie martwiłabym się o to, że kobiety będą za dobre albo że będą miały za mało ponadpłciową perspektywę. |
dnia 10/07/2009
łapanka pewno byłaby lepsza niż ta elita, którą mamy dziś. |
dnia 10/07/2009
a co gdy mówią: czy nie grozi nam zjawisko łapanki byleby wypełnić parytet? można odpowiedzieć że obecnie łapanka jest rzeczą nagminną by wypełnić "ilość miejsc na liście do obsadzenia" i nie zauważyłam, żeby to kogokolwiek oburzało. jeśli wprowadzą parytet to łapanka będzie co najwyżej bardziej różnorodna  |
dnia 10/07/2009
czy nie złudne jest założenie, które wydaje się stać za cała sprawą, że więcej kobiet we władzy przełoży się na więcej działań na rzecz kobiet (tu przypomnienie znanego zjawiska utrącania kobiet przez kobiety na stanowiskach, brak kobiecej solidarności itp, również przykład braku spodziewanego przełożenia pisowskiego programu politycznego opartego na wartościach tradycyjnych, rodzinnych i katolickich na działania na rzecz kobiet i rodziny) nie jest złudne gdyż doświadczenie (skandynawia) pokazuje że przy co najmniej 35% udziale kobiet w parlamencie, zmienia się polityka priorytetów, i tzw. kwestie kobiece takie jak żłobki, opieka socjelna czy medyczna stają się nagle równie ważne jak polityka zagraniczna, obronna czy euro 2012. i to bez znaczenia do jakich frakcji owe 35% parlamentarzystek należy. |
dnia 10/07/2009
czy nie grozi nam wypełnienie instytucji władzy kobietami bardziej działaczkami niż polityczkami, skupionymi na kwestiach specyficznie kobiecych kosztem spojrzenia z szerszej ponadpłciowej społecznej perspektywy? jak w każdej inne sytuacji: na kogo zagłosujesz tego dostaniesz. jeśli społeczeństwo postanowi głosować na "działaczki" na listach zamiast na "polityczki" to będzie miało "działaczki" w sejmie i instytucjach władzy i dopiero wtedy zobaczymy jak te "działaczki" się sprawdzą.
parytet w tym wypadku odnosi się do LIST WYBORCZYCH a nie stanowisk, i jako taki nadal pozwala wyborcom okreslić kogo chcą mieć we władzach wszelakich! |
dnia 10/07/2009
czego chyba nie złapały "przeciwniczki" - albo udają, że nie załapały  |
dnia 10/07/2009
w skandynawii owszem, w to wierze, ale u nas...
na marginesie przy okazji dyskusji o parytetach pojawił się wątek poboczny z tym związany- ewolucja czy rewolucja? (z tezą że nasze społeczeństwo nie jest gotowe na rewolucję i opór wobec rewolucyjnych rozwiązań może oddalić pożądane efekty jeszcze bardziej niż działania ewolucyjne (przykład praw dla homoseksualistów) |
dnia 10/07/2009
mrau przeceniasz społeczeństwo, że ono wie na kogo głosuje, o ile zagłosuje w ogóle |
dnia 10/07/2009
parytety na listach wyborczych, to nie jest zadna rewolucja. to jest maly ewolucyjny kroczek, do zrobienia czym predzej. |
dnia 10/07/2009
w skandynawii owszem, w to wierze, ale u nas... Skandynawia to nie jest inna planeta, nie żyją tam zielone ludki z czułkami, które maja diametralnie inne poglądy niż przeciętni ludzie. akurat tam liczba kobiet w parlamencie przekroczyła magiczne 35% i dzięki temu można było zauważyć zmiany w postrzeganiu priorytetów przez władze. to stało się jak najbardziej ewolucyjnie i naturalnie, w tym sensie że kiedy w parlamencie zasiadło owo 35% procent kobiet, okazało się że znacząco wpłynęły one na politykę, mimo że nikt tego nie przewidywał i nie zakładał...
więc skoro u nas powoli wprowadza się standardy ochrony przyrody, segregacji śmieci i bezpiecznych samochodów, to myślę, że parytet też się przyjmie. i na pewno się nie dowiemy jak to w polsce działa, dopóki nie sprawdzimy tego w praktyce!!! |
dnia 10/07/2009
(z tezą że nasze społeczeństwo nie jest gotowe na rewolucję i opór wobec rewolucyjnych rozwiązań może oddalić pożądane efekty jeszcze bardziej niż działania ewolucyjne (przykład praw dla homoseksualistów) to może ktoś mi powie na co nasze społeczeństwo jest gotowe? bo jak pojawia się program "natura 2000" to społeczeństwo nie jest gotowe, nie jest także gotowe na elastyczny czas pracy, pary homoseksualne chodzące otwarcie po ulicy, wycofanie religii ze szkół, jeżdżenie normalnymi samochodami albo jeszcze lepiej: tworzenie alternatywy w postaci publicznego transportu... ciągle słyszę, że jesteśmy za biedni, za postkomunistyczni czy za "wierzący" by coś zaakceptować. czy to społeczeństwo jest na cokolwiek gotowe poza euro 2012????
inna sprawa że sondaż w dzisiejszej wyborczej pokazuje ze społeczeństwo na parytet jest jak najbardziej gotowe  |
dnia 10/07/2009
mrau przeceniasz społeczeństwo, że ono wie na kogo głosuje, o ile zagłosuje w ogóle demokracja zakłada że wyborca wie co robi. a jeśli nie wie... cóż, tym gorzej dla demokracji  |
dnia 11/07/2009
Ale po co odwoływać się aż do mitycznej Skandynawii, gdzie wszystko jest dobre i czyste, jak z Ikei.
Popatrzmy sobie tylko na Amerykę Łacińską. Z 18 krajów tego kontynentu, 11 wprowadziło kwoty lub parytety. Pierwsza zrobiła to Argentyna w 1991 roku.
Poza tym warto spojrzeć na państwo, które ma największy procent kobiet w parlamencie: to Rwanda. Państwa afrykańskie na prawdę gonią i przeganiają Europę pod tym względem.
Co do argumentu, że w Stanach nie ma parytetu dla kobiet, więc nie jest z nami tak źle. W Stanach nie ma też systemu powszechnej opieki zdrowotnej. Czy w takim kraju chcemy żyć? |
dnia 11/07/2009
Sądzę że osiągnięcie parytetu wzmocni wiarę kobiet w to że wszędzie jest ich miejsce i że mogą je zajmować bez lęku. |
dnia 11/07/2009
Dwa ciekawe wywiady w Gazecie Wyborczej.
Okazuje się, że gabinet PR premiera już podjął decyzję o tym, że skoro Kongres domaga się parytetów to mają zostać wprowadzone!
http://wyborcza.pl/1,75478,6810815,Nowak__Dojrzelismy_do_parytetu.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809345
A Radziszewska oczywiście jest przeciw, ponieważ w parlamencie i w PO nie ma dyskryminacji kobiet. Ciekawe kiedy się się pozbędą tego bezmózgowia:
http://wyborcza.pl/1,75478,6810795,Radziszewska__Edukacja_zamiast_parytetu.html |
dnia 11/07/2009
To miał być link do wywiadu z Nowakiem z kancelarii premiera.
http://wyborcza.pl/1,75478,6810815,Nowak__Dojrzelismy_do_parytetu.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809345 |
dnia 11/07/2009
warto spojrzeć na państwo, które ma największy procent kobiet w parlamencie: to Rwanda
bo wszyscy mężczyźni siedzą w obozach reedukacyjnych za zbrodnie ludobójstwa...
może jednak trzymajmy się skandynawii jako wzoru  |
dnia 11/07/2009
Nowak:
- Ten Kongres był nową jakością. Pokazał wielki potencjał kobiet
OOOO !
Dojrzeli do deklaracji słownych w sprawie parytetu m.in ,
ok, co dalej ? |
dnia 11/07/2009
to troche smutne że 'dojrzeli' w dzień po wynikach sondaży gazety, ale lepiej późno niż wcale  |
dnia 11/07/2009
to troche smutne że 'dojrzeli' w dzień po wynikach sondaży gazety,
Sondaż sondażem, ale oni się najbardziej boją stracenia kobiecego elektoratu bez którego Tusk nie będzie w stanie wygrać z Olechowskim.
Kongres jest dla nich zagrożeniem, bo zamiast skrompromitowanego SLD i PiS pojawiła się na scenie publicznej niesterowalna siła społeczna, która zaczyna działać.
Dlatego PO musi czym prędzej uciszyć dyskusję wokół parytetów, aby kobiety nie zaczęły się zastanawiać nad tym, że są przez ten rząd dyskryminowane i traktowane jako bezmyślny elektorat. |
dnia 11/07/2009
być może tak ... |
dnia 11/07/2009
Ciekawe jest to, że ostatnio media dość często przedstawiają propozycje parytetów jako osiągnięcie Kongresu Kobiet. |
dnia 11/07/2009
tak, to ciekawe. No ciekawe, dlaczego.
 |
dnia 11/07/2009
Jeszcze wczoraj myślałem, że z tej całej dyskusji o Kongresie i parytetach nic nie wyniknie tzn. w mediach będzie dużo gadania, a potem parlament uzna, że "się nie da". A tu w Gazecie Nowak twierdzi, że Tusk nowoczesny jest i idzie z duchem czasu i parytety się zrobi nie tak jak mówi SLD najpierw 30%, a potem 50% tylko od razu 50%.
Tylko ta Radziszewska ciągle gada od rzeczy. Może Bochniarzowa przekona Tuska, że Radziszewską należy wykopać ze stanowiska i np. namówić Chłoń-Domińczak aby została rzecznikiem praw kobiet. Byłoby pięknie... |
dnia 12/07/2009
Parytety obrosły wieloma mitami. Dziś możemy się dowiedzieć, że upokarzają kobiety, bo rodzą podejrzenia o to, że dostały się do władzy tylko za sprawą płci, ale jakoś nie zauważa się tego, że mężczyźni dziś dostają tę władzę i nikt nie patrzy się na ich kompetencje, ale medialność czy na to, ile wódki wypił z przewodniczącym partii. A kobiety, by dostać się do władzy, muszą albo być wsparte przez parytet albo trzeba zmienić ordynację wyborczą i sposoby finansowania partii. Bo co z tego, że każdy może założyć swoją partię, skoro partie obecne w Sejmie już wygrały, bo one mają pieniądze z budżetu na kampanię i nie są to małe pieniądze.
PS Przepraszam za offtop, ale pisząc ten post miałam ogromny problem z klawiaturą, k nie chce mi zbytnio wskakiwać, co można z tym zrobić? Przepraszam za ewentualne literówki, ale jakiś problem z klawiaturą się pojawił... |
dnia 12/07/2009
wydaje mi sie, ze chlopaki z po nie do konca potraktowali parytet powaznie. im sie wydaje, ze przyznanie 50% miejsc tylko na listach nic nie zmieni, ze to latwy gest, bo przeciez dalej to kolesie beda decydowac, kogo sie promuje podczas kampanii. moim zdaniem sie na tym lekcewazeniu kobiet przejada. na co czekam z niecierpliwoscia . |
dnia 12/07/2009
Radziszewska mnie załamała, jak osoba o takich konserwatywnych poglądach może bronić praw kobiet? Skoro ona nie zauważa podstawowych przykładów dyskryminacji kobiet i nie zamierza nic z tym robić... Normalnie ręce opadają...Naprawdę w całej PO nie ma normalnych osób, które poważnie podchodziłyby do problemu? Jak dla mnie mogłaby to nawet być Iwona Guzowska, wydaje się dużo bardziej sensowniejsza od naszej ukochanej Radzi. |
dnia 12/07/2009
Niech tak wierzą jak najdłużej. Mi ta ich nieświadomość nie przeszadza. Byle kobiety doczekały się parytetów. A jak wejdą one w życie, to panowie zobaczą, że kobiety wcale nie są tak niechętnie widziane w Sejmie przez wyborców. Jest ich dziś mało, a to dlatego, że skutecznie zamyka im się drogę do władzy. |
dnia 12/07/2009
know
Być może chłopaki mają chytry plan wystawienia na samej czołówce kobiet takich jak Radziszewska. Mi się wydaje, że parytety będą największym problemem dla PiS, PSL, SLD i SD Piskorskiego. Będą mieli niezłą łamigłówkę pt. jak znaleźć tyle konserwatywnych i bezwolnych kobiet takich jak Radzia. Nawet w przypadku SLD będzie problem, bo już teraz osoby startujące z SLD w 2007 roku nie chciały wejść do sejmu w zastępstwie europosłów/posłanek wyeksportowanych do Brukseli.
Ponadto jak znam PO to zrobią parytety, ale nie metodą suwakową tylko kobiety na ostatnich miejscach. Lub "zobowiążą" partie do parytetów bez nakładania jakichkolwiek kar za ich nieprzestrzeganie.
Na marginesie. Dziś w swoim programie Olejnik się popisała, bo zostawiła kwestię parytetów na ostatnie 2 minuty programu i poprosiła aby w dwóch zdaniach goście się wypowiedzieli. Ach ta solidarność i zrozumienie problemów kobiet.  |
dnia 12/07/2009
Nie żebym chciała bronić Moniki Olejnik, ale uważam, że tak postawione pytanie nie jest złe, wręcz przeciwnie. Bo gdy musisz się wypowiedzieć w ciągu kilku minut musisz to zrobić konkretnie, a sam widzisz, że nasi politycy uprawiają wodolejstwo, a tak musieli się się opowiedzieć za albo przeciw i zmierzać do sedna sprawy. Nie wiem, jak to wyglądało w praktyce, bo nie oglądałam tego programu Moniki Olejnik i kto w ogóle był gośćmi?
Myślę, że ze wszystkich partii obecnych w Sejmie największy problem z wystawieniem kandydatek będzie miał PSL. W tej partii naprawdę mało jest kobiet, odkąd tylko sięgam pamięcią. |
dnia 12/07/2009
w każdym razie we wszystkich mediach ( i chyba już w każdym tytule i audycji) odbywa się dyskusja o parytetach uwidocznionych dzięki KKP ! 
już to wszyscy/tkie zauważyli/ły !
tak, to jeden z sukcesów Kongresu !
- a teraz czas na konkrety, politycy !
 |
dnia 12/07/2009
Leona
Posłowie PiS zdażyli powiedzieć, że są przeciwko bo parytety są obraźliwe dla kobiet. Odbyło się to przy ogólnym rechocie męskiego towarzystwa. Ja uważam, że poświęcanie tydzień w tydzień 15 lub 20 minut temu co Tusk powiedział o Kaczorach lub co Sikorski powiedział o prezydencie nie jest aż tak ważne jak to czy kobiety zasługują na to, aby mieć narzędzie do tego aby uczestniczyć w równym stopniu w polityce, czy też "parytety je obrażają". Mnie obraża podejście Olejnik do kobiet.
Helena
Chyba żartujesz ten paskudny neoliberalny Kongres, gdzie feministki wszystko straciły ma jakieś plusy dodatnie. Niemożliwe.  |
dnia 12/07/2009
no , to Ty arena nie żartuj z tego 'paskudnego neoliberalnego Kongresu'  |
dnia 12/07/2009
Największą zaletą Kongresu Kobiet jest to, że teraz w każdej gazecie, w każdym programie dyskutuje się nt. parytetów, zwiększenia udziału kobiet w życiu publicznym, w ogóle doszło do rzeczy bardzo ważnej, rzadko spotykanej, problematyka kobieca zaistniała w głownym nurcie, wcześniej nikomu to się nie udało. |
dnia 12/07/2009
No przecież same autorytety oceniły, że Kongres miał służyć wypraniu mózgu za pomocą wróżki oraz neoliberalnej propagandy.
A propos tego, że Kongres paskudny i neoliberalny był znalazłem ciekawy news z zeszłego roku.
http://www.feminoteka.pl/news.php?readmore=2747
Drogie Polskie Feministki, Drogie Kobiety, Drogie Aktywistki, Europejskie Forum Feministyczne, które było planowane na 13-15 czerwca 2008 w Warszawie, nie odbędzie się.
Europejskie sieci współpracy, które od 2006 roku współtworzyły platformę Europejskiego Forum Feministycznego z powodów finansowych zdecydowały, ze kulminacja procesu w formie konferencji nie odbędzie się. Niestety, jesteśmy zmuszone odwołać spotkanie 500 feministek z całej Europy, które planowałyśmy zorganizować właśnie w Polsce w czerwcu 2008. Dyskusje, które już miały miejsce w ramach Forum zostaną zsumowane w formie publikacji.
Jakoś Mrozik z Szumlewiczem nie zjechali całego środowiska polskich feministek za to, że nie były w stanie zdobyć kasę i zrobić chociażby "Polskie Forum Feministyczne". A tu wredna Środa z złą Bochniach skombinowały 500 tysięcy z EFS za co pewnie zostaną ogłoszone głównymi defraudatorkami w kraju.
Właśnie próbowałem przebrnąć przez drugą część krytycznego podsumowania Kongresu datowanego na 3 czerwca autorstwa Ewy Charkiewicz. Dowiedziałem się, że Środa i Graff to skrajnie neo-liberalno-konserwatywne (pseudo)feministki i że prowadzą na zgubę ruch feministyczny a Kongres to ich narzędzie indoktrynacji w tym ich pseudo-feminizmie.
http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/f0074charkiewicz2009.pdf
Aż mi ciarki po plecach przeszły! 
Przeczytajcie a zrozumiecie swój błąd.
Tylko kto nas teraz rozgrzeszy? |
dnia 12/07/2009
Na szczescie moze nie potrzebujemy takiego rozgrzeszenia ,tyle pracy przed kolejnymi kongresami, ale ciary szły, fakt.
Szanowny Areno, dadam tylko jedno, tak zupelnie na marginesie.
Na Kongresie pracowała chyba setka bardzo młodych, fantastycznych kobiet. Były wolontariuszkami. Wykonały z usmiechem na twarzach (żadne tam koproracyjne hostessowskie usmeichanie sie) dantejską pracę podczass tych dwóch dni. I kiedy zaczęła się dowalanka pokongresowa, to czesto myślałam własnie o nich. takie miałam patetyczne mysli na temat tego, że się wewnętrznie nie zgadzam na to, czego one teraz doswiadczają, czytając, słysząc i pewnie nie raz nie dwa nie mogąc uwierzyć w to co czytają i słyszą. I nie chodzi mi tu o zatykanie wielogłosu publicznego - niech on sobie bedzie, ale bardziej doswiadczonym to ewentualnie ciary po plecach od tego zarzucania siatek pojeciowych chadzają i tyle, ale tym, które przezyły coś zbiorowego/społecznego/solidaryzujacego się (w Polsce), co nie było okołokoscielną, charytatywną czy też rozrywkową inicjatywą na taką skalę, tylko jednak jakosciowo i ideowo czymś tutaj nowym było. Było nowym tu czymś. Czymś było nowym tu. Tu czymś nowym było..D.C. al Coda |
dnia 13/07/2009
Ja rozumiem, że ludzie różnią się w opiniach na temat Kongresu Kobiet, ale niektórzy potrafią zrównać go z ziemią, kompletnie nie doceniając tego, co przyniósł Polkom. Wreszcie zaczęło się mówić o ich udziale w życiu publicznym, ba, nawet Jolantę Kwaśniewską zaczęto umieszczać w badaniach prezydenckich. Nie żeby wcześniej o niej nie wspominano, ale teraz dogłębnie bada się jej szanse. Nowak nawet popiera parytet i to od razu 50%. Zaszły pewne istotne zmiany, ale dla niektórych kongres pozostanie nic niewart, bo był zbyt "liberalny". |
dnia 13/07/2009
Dla mnie sprawa jest bardzo prosta kada grupa powinna mieć tyle % parytetu ile procent stanowi 
Tak więc :
Jeśli w kraju jest 51% kobiet to powinny mieć 51% parytetu
Jeśli w kraju jest 10% Czarnych to powinni mieć 10% parytetu
Jeśli w kraju jest 49% mężczyzn to powinni mieć 49% parytetu
Jeśli w kraju jest 7% geji to geje powinni mieć 7% parytetu
Jak dla mnie to system doskonały i sprawiedliwy nie ma w nim mowy na jakiekolwiek złe i nierówne traktowanie  |
dnia 13/07/2009
pozwole sobie przypomniec i niekarmieniu trolli w takim razie |
dnia 13/07/2009
Wystawienie pań na listę będzie w dużej mierze zależeć od panów, przy parytetach załapie się więcej pań lizusek, bo przecież panowie nie będą ryzykować dużej, podobnie jak ich silnej reprezentacji we władzy pań nie-lizusek.
Czy polskie społeczeństwo jest gotowe na coś więcej niż euro2012?
Na niewiele, może na ekologię. Na pewno nie na rewolucję w prawach dla homoseksualistów, nawet Kongres Kobiet nie był na to gotowy. |
dnia 13/07/2009
Fantazmy środowisk lewicowych coraz bardziej oderwane od normalnego życia i potrzeb zwykłych ludzi.
Parytety i równouprawnienie ale spróbujcie w swoim środowisku w pracy czy domu wprowadzić oprócz równouprawnienia równy podział obowiązków:
przecież ja tego nie będę robić- bo jestem kobietą- to dom
no chyba żartujesz że Ja miałabym coś takiego robić, przecież od tego są mężczyźni - to praca
I WCALE NIE CHODZI O JAKIEŚ CIĘŻKIE PRACE FIZYCZNE !!!
Gdybym źle życzył Pani Dunin i Środzie to zaprosiłbym je do mnie do pracy aby tam naszym paniom wytłumaczyły , że w ramach równouprawnienia powinny mieć takie same obowiązki (a nie tylko prawa) jak mężczyźni.
Znając swoje koleżanki to wyleciałyby ze sklepu tak tak że gdzieś tak w połowie sklepu miałyby I prędkość kosmiczną a przy drzwiach prędkość ucieczki i to z układu słonecznego. |
dnia 13/07/2009
dp,
a teraz się załapują wyłacznie panie lizuski, nespa?
Trudniej będzie znaleźć 50% lizusek niz 5 sztuk, nie sądzisz? (to z matematyki, za przeproszeniem ) |
dnia 13/07/2009
MTJ
Na Kongresie pracowała chyba setka bardzo młodych, fantastycznych kobiet. Były wolontariuszkami. Wykonały z usmiechem na twarzach (żadne tam koproracyjne hostessowskie usmeichanie sie) dantejską pracę podczass tych dwóch dni. I kiedy zaczęła się dowalanka pokongresowa, to czesto myślałam własnie o nich. takie miałam patetyczne mysli na temat tego, że się wewnętrznie nie zgadzam na to, czego one teraz doswiadczają, czytając, słysząc i pewnie nie raz nie dwa nie mogąc uwierzyć w to co czytają i słyszą. I nie chodzi mi tu o zatykanie wielogłosu publicznego - niech on sobie bedzie, ale bardziej doswiadczonym to ewentualnie ciary po plecach od tego zarzucania siatek pojeciowych chadzają i tyle, ale tym, które przezyły coś zbiorowego/społecznego/solidaryzujacego się (w Polsce), co nie było okołokoscielną, charytatywną czy też rozrywkową inicjatywą na taką skalę, tylko jednak jakosciowo i ideowo czymś tutaj nowym było. Było nowym tu czymś.
No właśnie mi o to chodzi. Jeśli specjalistki od "dekonstrukcji" zabierają się za dyskredytowanie ciężkiej pracy ogromnego sztabu wolontariuszek i zaczynają twierdzić, że to wszystko siły złego neo-liberalizmu, to mi ręce opadają. Zdyskredytowanie i zjechanie w czambuł Kongresu przez Ewę Charkiewicz Kongresu 3 czewrca to dla mniej szczyt złej woli i zwykłej ludzkiej zawiści. A wywody nt. Środy i Graff pozostawiam bez komentarza (same się komentują).
Dlatego też nie podobał mi się ton prześmiewczy krytyki Agnieszki Mrozik i Szumlewicza. Kobiety zorganizowały i uczestniczyły w Kongresie nie po to by podlizać się PO, pójść do wróżki lub zrobić promocję Citibankowi i firmie PR tylko z zupełnie innych powodów, które można patetycznie nazwać "siostrzeństwem". Można zaryzykować pytanie kto więcej zrobił dobrego dla "zwykłych kobiet" te wolontariuszki, czy uczone autorytety dyskredytujące ich pracę (bo przecież mają "fałszywą świadomość" ?
Tyle tylko, że radykalna lewica widzi wszędzie wrogów i woli promować portale głoszące wielkość "prawdziwego komunizmu bez wypaczeń Stalina" niż zauważyć, że Kongres dokonał zmniany jakościowej w debacie o prawach kobiet.
Jak pisałem z okopów jedynie co widać to wojska wroga.  |
dnia 13/07/2009
Malgo,
nie same, właśnie dlatego, ze teraz ich mało
nie sądzę, właśnie dlatego, że będzie ich dużo |
dnia 13/07/2009
a to proponuję powtórkę z matmy. Chyba że to kwestia takiej religii: jak jest gorzej to jest lepiej  |
dnia 13/07/2009
swoją drogą, nie zdaje mi się, żeby żeńska populacja kraju składała się w 50% z lizusek, ale może jestem nadmierną optymistką.
Sama ilość zwolniłaby niejedną lizuskę z lizania.
Jednak gdyby tak było, że parytet oznacza więcej lizusek, to panowie politycy chybaby go jednak poparli... 
Ale coś mi się zdaje, że popłoch jest: wszystko wszystko wszystko tylko nie parytety 
Jak mówi Brachu, dobrze, że Czarni w Ameryce nie wiedzieli, jaką szkodą jest dla nich akcja afirmatywna... 
(i jakich lizusów wypromowała ) |
dnia 13/07/2009
nie wydaje mi się, że to kwestia matematyki, ale cóż pożyjemy, zobaczymy |
dnia 13/07/2009
Brachu czyli Bratkowska? Jak to fajnie pogadać we własnym wtajemniczonym gronie, od razu człek się czuje członkiem elitarnego klanu.
Jeśli z czasem tak się stanie jak z Czarnymi, że za chwilę potrzebna będzie akcja afirmatywna dla Białych, to tym bardziej niepokoi mnie to co powiedziała kiedyś w wywiadzie prof Janion na pytanie czy kraj kobiet byłby lepszy, powiedziała mianowicie, że niektóre feministki tak uważają, ona nie. |
dnia 13/07/2009
nie wydaje mi się, że to kwestia matematyki, ale cóż pożyjemy, zobaczymy
matematyka się tym raczej nie przejmie 
co do "lepszości kraju": prawa nie należą się kobietom dlatego, że kobiety sa lepsze, tylko dlatego, że kobiety SĄ.  |
dnia 13/07/2009
Jeśli z czasem tak się stanie jak z Czarnymi, że za chwilę potrzebna będzie akcja afirmatywna dla Białych
Jakoś USA rządzane przez człowieka, który zyskał na akcji afirmatywnej jakoś wychodzą z kryzysu w jaki zostały wpędzone przez konserwatywny beton ze stajni Busha (biały-protestant do szpiku kości).
To że taki kretyn jak Bush-junior studiował na najlepszych uniwersytetach i został prezydentem chyba świadczy o tym, że jest za mało akcji afirmatywnej w USA. |
dnia 13/07/2009
w pytaniu do Janion chodziło o to, czy kraj rządzony przez kobiety byłby lepszy, o tym samym mówimy?
litości areno, co ma piernik... |
dnia 13/07/2009
czy KRAJ byłby lepszy? pod jakim względem i co ma piernik?? |
dnia 13/07/2009
To, że głupi mężczyzna z grupy dominującej odziedziczył stanowisko prezydenta po ojcu (a nie miał ku temu żadnych kwalifakacji merytorycznych). A taka Hillary Clinton (również związana rodzinnie z innym prezydentem) lub taki Barack Obama musieli(ły) włożyć kupę pracy po to aby wygrać wyścig o fotel prezydenta przeznaczony z definicji dla białych mężczyzn WASPów (nawet jeśli są urodzonymi kretynami).
Teraz jasne jaki jes związek parytetów i akcji afirmacyjnej? |
dnia 13/07/2009
eee, kiepski przykład, jedna jaskółka nawet niezbyt rozgarnięta wiosny nie czyni, a Hilary Clinton jest biała i nawet parytetów u nich nie stosują |
dnia 13/07/2009
Co do wywiadu z prof. Janion. Dokładnie to brzmiało tak: Pietrasik: "Polska kobiet byłaby lepsza? MJ: Niektóre feministki tak uważają. Ja nie mam takiej pewności, ale warto by może spróbować?" |
dnia 13/07/2009
no ale co to ma do rzeczy? i jakie są kryteria? |
dnia 15/07/2009
Parytety (lub kwoty) naruszają zasadę równości i dyskryminują mężczyzn.
Nieprawda, to dotychczasowy system dyskryminuje kobiety, naruszając zasadę równości. Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem urzeczywistniania równości. Wszak w naszym społeczeństwie ponad 50% to kobiety, które nie mają dostatecznej reprezentacji.
To, że mamy w praktyce do czynienia z dyskryminacją i naruszaniem zasady równości wobec prawa nie jest argumentem przeciw tezie, że parytety są pogwałceniem zasady równości wobec prawa. Zasada ta oznacza, że prawo ma być stosowane wobec wszystkich obywateli jednakowo, oznacza zatem w szczególności, że w pojęciu obywatel nie mieści się płeć, kolor skóry, wyznawana religia czy upodobania seksualne. Ponieważ obywatel jest jednostką ludzką, więc takie cechy, które są wspólne wszystkim ludziom (wiek na przykład), stanowią czasem podstawę różnicowania praw bez naruszania zasady równości.
Jak się wydaje, Autorki mieszają dwa pojęcia: równości wobec prawa i równości ludzi jako takich. Zasada równości obywateli wobec prawa nie stanowi podstawy do domagania się równości w uznaniu (szacunku) dla wszystkich ludzi; nie można się domagać uznania przez wszystkich, że ludzie są równi. Praktycznie: jeśli głoszę, że kobiety są głupsze od mężczyzn, to nie naruszam zasady równości wobec prawa; jeśli natomiast odmawiam zatrudnienia kobiecie tylko dlatego, że uważam mężczyzn za lepszych pracowników, to prawo naruszam. Nawet gdyby w społeczeństwie było 90% kobiet, nie stanowiło by to żadnego uzasadnienia dla wprowadzenia parytetów. Przeciwnie: zasada równości wobec prawa zakazuje stanowienia prawa dającego przywileje jakiejkolwiek grupie wewnątrz społeczeństwa.
Pominę kwestię, czy ludzie są równi. Istotne dla demokracji liberalnej wydaje się to, że reguły prawne nie powinny obejmować tego, co ludzie sądzą o sobie nawzajem. A demokracja nie polega, moim zdaniem, na "urzeczywistnianiu równości", lecz na obronie zasad ustroju, wśród których równość wobec prawa jest jedną z kluczowych. |
dnia 15/07/2009
demokracja nie polega, moim zdaniem, na "urzeczywistnianiu równości", lecz na obronie zasad ustroju, wśród których równość wobec prawa jest jedną z kluczowych
Otóż to. Dlatego nie wolno dyskryminować - ani kobiet, ani np. Murzynów. Autorki nic nie mieszają, sokratejczyk miesza. Nic nie usprawiedliwia dawania męzczynom (czy tez białym) przywilejów.
Fakt, że kobiety są ważniejsze od mężczyzn, to już zupełnie inna kwestia...  |
dnia 15/07/2009
Wszystko pokręciłeś, chcesz dowieść niedemokratyczności naszej konstytucji? Powodzenia. |
dnia 15/07/2009
Fakt, że kobiety są ważniejsze od mężczyzn, to już zupełnie inna kwestia...
Malgo_     |
dnia 15/07/2009
sokratejczyk
<ziew>
Wiesz, tak jak możesz sobie głosić, że kobiety są głupsze od mężczyzn, a ci ostatni są według ciebie lepszymi pracownikami, tak samo możesz sobie głosić, że jesteś na przykład palantem albo małym brudnym kutasikiem. I tak to nie zmieni faktu, że w twoim komentarzu nie ma zrozumienia dla podstawowej zasady:
Prawo jest dla ludzi, nie ludzie dla prawa.
Prawo nakazuje równość ludzi jako takich. WTF nie wiesz o tym? Jeżeli jesteś z gatunku tych, którzy w kodeksie muszą też mieć zapis, że wszyscy ludzie bez względu na wiek, płeć, rasę i wyznanie zasługują na szacunek, to przypominam ci, że taki zapis istnieje. I, cytując twoją ulubioną formułkę, WOBEC PRAWA jesteś zobowiązany się do tego dostosować.
Inną kwestią jest to, że prawo sobie, a mentalność sobie. I skuteczną metodą na mizognistyczną mentalność mężczyzn ( jak widzę, także twoją ) są PARYTETY. Tak, parytety są pogwałceniem mizoginizmu mężczyzn. A nie równości WOBEC PRAWA, bo za tą równością są. |
dnia 15/07/2009
Fakt, że kobiety są ważniejsze od mężczyzn, to już zupełnie inna kwestia...
zgadzam się, a myślę, ze Malgo zaraz to zgrabnie wyjaśni z punktu widzenia socjobiologicznego...
 |
dnia 15/07/2009
o rany, to jest łatwe i nie ma nic do rzeczy. Byle książka do biologii to wyjaśni. Otóż dawno, dawno temu...
Albo inaczej :
jeśli stoisz przed perpektywą zagłady Ziemi i musisz ocalić ludzki gatunek, a masz rakietę, w której jest tylko 10 miejsc, dla jedynej i ostatniej dziesiątki ludzi, którzy mogą przetrwać i - za przeproszeniem - kontynuować ludzkość, to ilu weźmiesz mężczyzn do tej rakiety, a ile kobiet?
I dalej nie ma to żadnego znaczenia. Ponieważ indywidualnie każda i każdy z nas ma tylko jedno życie. Z tego, że statystycznie meżczyźni są również gorszymi ludźmi (istnieje tylko jeden jasny korelat przestępczości: płeć), równiez nie wynika, że powinni mieć jako grupa mniejsze prawa, bo każdy powinien i powinna być oceniana indywidualnie.
Dokładnie z tego samego faktu - że statystycznie męzczyźni są gorsi, albo biologicznie mniej ważni - wcale nie wynika, że powinni mieć władzę, pasozytować i stanowić o losach wszystkich ludzi bez brania pod uwagę tych ludzi opinii. Nie ma żadnego powodu do braku parytetu.
pozdrawiaM |
dnia 15/07/2009
ok, nie twierdzę, ze to trudne, tylko, ze to lubisz, Malgo  |
dnia 15/07/2009
 |
dnia 15/07/2009
a "dawno dawno temu..." jest fascynujące
i wiem, że Ty wiesz, ale jakby ktoś tu jeszcze udawał, że nie wie 
Swoją drogą, sokratejczyk po imieniu powinien pamiętać, że demokrację wielokrotnie wymyślano dla mężczyzn, a nie dla ludzi. I że jak ma być dla ludzi, a nie dla mężczyzn, to trzeba ją do-myśleć.
Tzw. dyskurs dominujący lubi udawać, że nie dzieli ludzi na kobiety i meżczyzn. A jak jest naprawdę, to widać. Sokratejczyk, pięknie prosimy nie r... nie udawać Greka, bo sokrates byłby zgorszony  |
dnia 15/07/2009
Zgorszony? Malgo_ przecież oni wszyscy byli seksistami! To ja już wolę Safonę   |
dnia 17/07/2009
->SPLIN
Prawo nakazuje równość ludzi jako takich. WTF nie wiesz o tym? Jeżeli jesteś z gatunku tych, którzy w kodeksie muszą też mieć zapis, że wszyscy ludzie bez względu na wiek, płeć, rasę i wyznanie zasługują na szacunek, to przypominam ci, że taki zapis istnieje.
A który to zapis? Może faktycznie pora mi iść do mamra... |
dnia 17/07/2009
->Malgo_
Nic nie usprawiedliwia dawania męzczynom (czy tez białym) przywilejów.
A jakie przywileje mężczyzn są zapisane w prawie? Jako osobnik płci gorszej (i brzydszej) chętnie skorzystam... |
dnia 17/07/2009
sokratekczyk
Pała! Do powtórki wszystkie zapisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. I dożywotni wolontariat w Helsinskiej Fundacji Praw Człowieka oraz mycie toalet w Amnesty International.
Plus do twojej wiadomości:
1/ mężczyźni już dawno przestali być płcią brzydką, bo wklepują sobie kremiki nawet w tyłki, więc ty sobie przyswuj definicję metroseksualnego faceta
2/ twoja wiedza na temat prawa również jest przeterminowana, więc zapisz sobie w pamięci: nie wszystkie przywileje z których korzystają ludzie są zapisane w prawie, szczególnie te wynikające z mizoginistycznej mentalności. Ot, twój przywilej jako mizogina, próbować udowodnić, że według prawa wszystko jest w porządku i masz prawo być mizoginem.
Z mojej strony w twoją to wszystko. Bo jak ciebie czytam, to mi się mizoandria nasila. |
dnia 24/07/2009
W Rwandzie osadzono naprawde niewielu mordercow. Powod? Kto ich mial sadzic? Inni mordercy? Mordowaly cale grupy Hutu, chyba nie sadzisz, ze ojciec doniesie na swojego syna? W koncu razem mordowali. W Rwandzie zdecydowano sie na parytet z nadzieja, ze dzieki temu nie dojdzie do kolejnego ludobojstwa. Dzieki temu Rwanda ma najwiecej kobiet w parlamencie na swiecie.
Czy naprawde myslisz, ze znalezienie kilkudziesieciu czy kilkuset mezczyzn chetnych do pelnienia wladzy jest problemem? Parlament zwykle ma kilkaset miejsc - w skali calego kraju to kropla w morzu. |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
|
|
|
|