PŁEĆ W JĘZYKU POLSKIM
Dodał/a:Joanna Piotrowska dnia 09/12/2005
Ignorowanie kobiet polega przede wszystkim na stosowaniu zaimków męskich dla określenia zarówno kobiet jak i mężczyzn. Rodzaj męski ma znaczenie ogólne, normatywne. Rodzaj żeński jest natomiast uzupełnieniem, dodatkiem, kobiety pozostają niewidoczne. (...) Zwyczaj społeczno- językowy na długo utrwalił również używanie, w takiej samej funkcji, tzn. reprezentowania obu płci, mnogie formy imienia męża np. przyszli Jankowie, czyli pan Jan Kowalski z żoną, w żaden sposób nie zostaje tu zaznaczona indywidualność towarzyszącej kobiety. Współcześnie żartobliwie i okazjonalnie, używa się form żeńskich, np. przyszli Jadziowie, Halinowie (ale nie przyszły Jadzie, Haliny).
Fragment pracy magisterskiej "Płeć w języku polskim" autorstwa Anny Falkiewicz
1. Lingwistyka feministyczna
Lingwistyka feministyczna jest uznaną dziedziną badań uprawianą obok lub w ramach gender studies na wielu uniwersytetach. Bada język pod kątem mechanizmów dyskryminujących kobiety, pyta jak język traktuje kobiety: czy struktury języka są sprawiedliwe społecznie i czy język w równym stopniu reprezentuje przedstawicieli obojga płci? Drugim aspektem zainteresowań, tej wszakże nowej nauki, są zachowania językowe kobiet i mężczyzn. Lingwistyka feministyczna bada występujące różnice i podobieństwa, wzajemne relacje i strategie komunikowania się obu płci. Ten kierunek badań, wyrosły na podłożu tendencji emancypacyjnych, powstał przed ponad 30 laty w Stanach Zjednoczonych. Znane są wprawdzie wcześniejsze prace dotyczące rozmaitych, niekiedy pojedynczych, zagadnień związanych z tym kręgiem tematycznym, ale szersze zainteresowanie się zróżnicowaniem języka płci, zwłaszcza na tle sytuacji pozajęzykowych, datuje się mniej więcej od 1970 roku, kiedy to na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvinie Mary Key prowadziła seminarium pt. „Język a płeć”. W roku 1975 ukazało się wiele bardzo znaczących dla lingwistyki feministycznej publikacji m.in.: „Male and Female Language” autorstwa Mary Key, „Words that opress in Woman speaking”- Jean Faust, „The Dialectic of Sex” Shulamith Firestone jak również „Language and Woman’s Place” autorstwa Robin Lakoff. W tym samym mniej więcej czasie zaczynają pojawiać się publikacje z tego zakresu w Europie Zachodniej, głównie we Francji, a następnie w Niemczech. Problem relacji języka i płci, widzianej głównie w aspekcie nierówności znajdującej odbicie w języku, stał się jako zjawisko ważkie i powszechne, przedmiotem 8 Światowego Kongresu Socjologii w Uppsali w 1978 roku, a w rok później Międzynarodowego Sympozjum Lingwistyki Feministycznej na Uniwersytecie Osnabrück. Perspektywa feministyczna w badaniach lingwistycznych jest również szeroko analizowana w Niemczech. Pionierkami tej dyscypliny na niemieckim obszarze językowym są Senta Trömel- Plötz oraz Luise Pusch. W Europie Wschodniej jak również w Polsce, pomimo rozwijających się badań socjolingwistycznych, kierunek lingwistyki feministycznej nie znalazł szerszego odbicia, choć w programach, mało jeszcze popularnych w Polsce, gender studies coraz częściej umieszcza się seminaria dotyczące tej problematyki.
Lingwistyka feministyczna wyraźnie określiła, kiedy o danym języku można powiedzieć, że dyskryminuje kobiety, w jakich przypadkach należy uznać, że język jest seksistowski.
Jurasz w swoim artykule dotyczącym lingwistyki feministycznej w RFN przytacza następującą definicję języka seksistowskiego: Język jest seksistowski, gdy ignoruje kobiety i ich osiągnięcia, gdy opisuje je wyłącznie w zależności od mężczyzn, gdy przedstawia kobiety jedynie w stereotypowych rolach i „przemilcza” je w wykraczających poza przyjętych przez stereotyp kontekstach. Definicja ta moim zdaniem jest niepełna, gdyż pomija aspekt upokarzania i ośmieszania kobiet w języku.
Definicja ta brzmi w oryginale następująco: Sprache ist sexistisch, wenn się Frauen und ihre Leistung ignoriert, wenn się Frauen nur in Abhängigkeit von und oder Unterordnung zu Männern beschreibt, wenn sie Frauen nur in stereotypen Rollen zeigt und ihnen so über das Stereotyp hinausgehende Interessen und Fähigkeiten abspricht und wenn sie Frauen durch herablassende Sprache demütigt und lächerlich macht.
Na użytek własnych badań pozwoliłam sobie przetłumaczyć ponownie tę definicję, gdyż pominięty aspekt języka seksistowskiego wydał mi się niezwykle ważny, w mojej pracy zajmuję się nim dosyć szeroko. W poniższej analizie języka polskiego pod kątem traktowania i przedstawiania kobiet w języku polskim posługiwać się będę właśnie tą definicją, zaczerpniętą z oryginalnych pism autorek - Senty Trömel Plötz, Ingrid Guentherodot , Marlis Hellinger i Luisy Pusch.
Definicja ta w języku polskim brzmi następująco: Język jest seksistowski gdy: ignoruje kobiety i ich osiągnięcia, gdy opisuje kobiety tylko jako zależne od mężczyzn i im podporządkowane, gdy przedstawia kobiety jedynie w stereotypowych rolach, gdy poprzez stereotypowe postrzeganie interesów kobiet odmawia im pewnych dziedzin, kiedy je upokarza i ośmiesza.
2. Ignorowanie kobiet w języku
Ignorowanie kobiet polega przede wszystkim na stosowaniu zaimków męskich dla określenia zarówno kobiet jak i mężczyzn. Rodzaj męski ma znaczenie ogólne, normatywne. Rodzaj żeński jest natomiast uzupełnieniem, dodatkiem, kobiety pozostają niewidoczne.
Jak wiadomo, wyznaczniki płci są odwieczną właściwością bardzo wielu języków świata, powszechną w rodzinie języków indoeuropejskich, odzwierciedlającą rodzaje naturalne. W polszczyźnie proste odpowiedniości rodzaju naturalnego są klarowne, wyrażone przede wszystkim 1) zróżnicowaniem leksykalnym (np. ojciec- matka, brat – siostra, chłopiec –dziewczynka, mężczyzna – kobieta); 2) formalnym zróżnicowaniem leksemów (np. on – ona – ono czy biały - biała – białe). Język zachowuje tutaj równouprawnienie płci. Burzy je nieco szyk składników w ciągach szeregowych – w przypadku zwrotów odnoszących się do obu płci, zasadą jest umieszczanie członu męskiego przed żeńskim np. mężczyźni i kobiety, chłopcy i dziewczynki, bracia i siostry, panowie i panie. Powyższa zasada pierwszeństwa mężczyzn widoczna jest w licznych nazwach i tytułach : Jaś i Małgosia, Misio i Margolcia, Jacek i Agatka, co jest zgodne z patriarchalną tradycją europejską zaznaczoną w tytułach słynnych utworów: Romeo i Julia, Tristan i Izolda, Cezar i Kleopatra, Mistrz i Małgorzata. Szyk ten bywa okazjonalnie zmieniany, gdy mówiący objawia szacunek dla „płci pięknej” np.: koleżanki i koledzy. Zresztą jest to bardziej zasada zwyczajowa niż reguła językowa, niemniej mająca utrwaloną pozycję – w obu wersjach: bądź eksponującej uznanie tradycyjnej dominacji męskości, bądź rewerencję dla żeńskości.
Obraz ulega skomplikowaniu gdy w grę wchodzi rodzaj gramatyczny, który w polszczyźnie nie pokrywa się w pełni z rodzajem naturalnym, a to ma znaczny wpływ na traktowanie płci przez język. Na poziomie tekstu mamy dwojaką relację męskości i żeńskości, tzn.: w liczbie pojedynczej – stosunek w zasadzie zrównoważony (np. ten mały chłopiec pisał – ta mała dziewczynka pisała), natomiast w liczbie mnogiej – stosunek asymetryczny, z wyraźną dominacją męskości. I tak żeńskość zachowana jest tylko w odniesieniu do żeńskich podmiotów, a więc np. te małe dziewczynki pisały, Anna i Honorata poszły, Anna i Honorata są dobre. Natomiast męskość nie tylko obsługuje swoją kategorię, a więc: ci mali chłopcy poszli; Paweł i Jerzy poszli; Paweł i Jerzy są dobrzy, ale również szeregowe połączenia podmiotów różnej płci, a więc: Anna i Paweł poszli; Anna i Paweł są dobrzy; chłopiec i dziewczynka pisali – wyznaczniki żeńskości są tu absolutnie wykluczone. Współcześnie obserwuje się jeszcze większą ekspansję form męskoosobowych (włączając również podmioty żywotne ale nie osobowe), a więc: dziewczynka i pies patrzyli sobie w oczy. Na marginesie warto dodać, że jeszcze w pierwszej połowie XX wieku w polskiej terminologii gramatycznej były używane terminy rodzaj męskoosobowy, czyli osobowy, oraz rodzaj żeńskorzeczowy, czyli rzeczowy, a to jest również odzwierciedleniem niesymetrycznego traktowania płci.
Angielskie he oraz man, polskie człowiek odnosi się do mężczyzn i do kobiet. Jednak człowiek to w zbiorowej wyobraźni mężczyzna. Jest to jedna z odmian seksizmu. Męskość jest kategorią nieoznaczoną, istniejącą sama przez się. Kobiecość jest oznaczana i reprezentuje tylko kobiety. Badania prowadzone przez angielskie badaczki Paludi i Dole potwierdzają, że za zaimkiem he lub man słuchacz/słuchaczka, czytelnik/czytelniczka mogą dostrzec mężczyznę i jego świat, nie odnajdą zaś kobiety i jej doświadczeń.
Z kolei w innym badaniu, przeprowadzonym przez duet Paludi / Dole studenci mieli za zadanie dobrać ilustracje do książki Industrial Man oraz Industrial Life. Wynik badania był jednoznaczny, do pozycji Industrial Man studenci przypisali więcej zdjęć przedstawiających mężczyzn. Wyniki tego eksperymentu stanowią potwierdzenie tezy, że zaimek man jest niewystarczający do określenia zbiorowości ludzkiej, zbiorowości kobiet i mężczyzn.
W języku polskim zaimek osobowy oni odnosi się do słowa ludzie. Nietrudno jednak zauważyć, że za słowem tym kryje się męski podmiot. Studentki, słuchaczki czytelniczki to one, studenci, słuchacze, czytelnicy to oni. Zbiorowość składającą się ze studentek, słuchaczek, czytelniczek oraz studentów, słuchaczy, czytelników - w języku polskim określimy również zaimkiem oni. Rodzaj męski jest bardzo często reprezentantem danej zbiorowości, składającej się z przedstawicieli obojga płci. Idą nauczyciele, studenci, lekarze - powiemy nawet wtedy, gdy w ich grupach znajdują się także kobiety.
Należy zwrócić również uwagę na semantyczne właściwości rzeczowników osobowych takich jak: klient - klientka, pacjent - pacjentka, adresat - adresatka, petent - petentka, obywatel - obywatelka, artysta - artystka. Wyrazy w tej grupie będące rodzaju żeńskiego odnoszą się wyłącznie do kobiet, natomiast rzeczowniki rodzaju męskiego mają dwa znaczenia; jedno dotyczące mężczyzn oraz drugie, ogólne czy też gatunkowe, obejmujące przedstawicieli obu płci. Zatem w zdaniu: Wybitni aktorzy grywali rolę Hamleta. Wyraz aktorzy niewątpliwie jest określeniem pewnej grupy mężczyzn, zaś w zdaniu: Wybitni aktorzy wzięli udział w ceremonii wręczenia nagród. - ten sam rzeczownik odnosi się zarówno do mężczyzn- aktorów, jak i kobiet - aktorek. Przykład ten ilustrują świetnie tytuły znanych utworów literackich: Chłopi, Nędznicy, Krakowiacy i górale, Niemcy, w których mowa o całych klasach ludzi, pomimo męskich form rzeczowników, a zatem o chłopkach i chłopach, nędzniczkach i nędznikach, krakowiaczkach i krakowiakach, Niemkach i Niemcach. Natomiast tytuły takie jak Emancypantki oznaczają, iż chodzi wyłącznie o kobiety.
Podobnie wyrażenia, takie jak: prawa i obowiązki pacjenta, klient ma zawsze rację, biuro petenta, komisja praw człowieka i obywatela, klub aktora/ dziennikarza, adresat nieznany, pójść do lekarza, wizyta u dentysty dotyczą kobiet jak i mężczyzn, co brzmi szczególnie kuriozalne w przypadku napisu w sklepie z damską konfekcją: klient nasz pan, w którym zapewne chodzi o fakt, iż klientka to nasza pani.
Użycie rzeczowników rodzaju męskiego w znaczeniu ogólnym widoczne jest również w zdaniach, w których płeć danej osoby nie jest określona. Powszechne są na przykład pytania typu: Kto jest autorem tej książki/ reżyserem tego filmu/ laureatem Nagrody Nobla?. Konsekwencje tego zjawiska są dość znaczące. Porównując na przykład zdania: X był najwybitniejszym pisarzem/poetą/malarzem XX-ego wieku. Y była najwybitniejszą pisarką/poetką/malarką XX-ego wieku. Zauważamy, że w pierwszym przypadku chodzi o najwybitniejszego pisarza/poetę/malarza spośród kobiet jak i mężczyzn, podczas gdy w drugim przypadku mowa jest o najwybitniejszej pisarce poetce/malarce tylko spośród kobiet a nie artystów w ogóle. Wynika z tego, że pary rzeczowników pisarka/ pisarz, poetka/ poeta, malarka/ malarz nie są wobec siebie semantycznie symetryczne.
Warto zwrócić również uwagę na zwroty takie jak: Wszyscy ludzie są braćmi, Kochajmy się jak bracia, Człowiek człowiekowi bratem, Polak potrafi, Mądry Polak po szkodzie, Polak Węgier dwa bratanki, w których rzeczowniki takie jak: Polak, Węgier, brat, odnoszą się do kobiet i mężczyzn i nie mogą być zastąpione wyrazami rodzaju żeńskiego. W wyrażeniach tych tkwią liczne paradoksy np.: skoro rzeczownik ludzie obejmuje wszystkie istoty ludzkie (kobiety to ludzie), to z powiedzenia wszyscy ludzie są braćmi wynika, że kobiety również są braćmi, a nie siostrami. Odwrotna relacja nie zachodzi, gdyż wyrażenie wszyscy ludzie są siostrami brzmiałoby humorystycznie i wręcz absurdalnie.
3. Określanie kobiet w języku poprzez relację z mężczyzną
Kolejną cechą seksistycznego języka jest określanie kobiety w relacji zależności i podporządkowania mężczyźnie. Ustroje patriarchalne, wspomagane prawem, obyczajem a także religią, oddają mężczyźnie pod opiekę i w stan znacznej zależności, a zatem i podległości, istoty żeńskie i niedorosłe, co między innymi wyraża się tym, że kobietom nie przysługuje prawo do korzystania w pełni z językowych możliwości w zakresie dyskrypcji jednostkowych. Noszą wprawdzie własne imiona, ale poza tym posługują się nazwiskami ojców, a potem mężów.
Do niedawna zwracając się do kobiet stosowano dwie formy: pani i panna, w zależności od ich stanu cywilnego. Należy zwrócić tu uwagę na fakt, iż wobec mężczyzn używano dawniej i obecnie wyrazu pan, który jest neutralny pod tym względem. Zatem kobiety dzielono na zamężne i niezamężne, a w przypadku mężczyzn kwestia posiadania lub nieposiadania przez nich żony była nieistotna. W dzisiejszej polszczyźnie zwyczaj używania tego rodzaju zwrotów zanika.
Zwyczaj społeczno- językowy na długo utrwalił również używanie, w takiej samej funkcji, tzn. reprezentowania obu płci, mnogie formy imienia męża np. przyszli Jankowie, czyli pan Jan Kowalski z żoną, w żaden sposób nie zostaje tu zaznaczona indywidualność towarzyszącej kobiety. Współcześnie żartobliwie i okazjonalnie, używa się form żeńskich, np. przyszli Jadziowie, Halinowie (ale nie przyszły Jadzie, Haliny).
W polszczyźnie bardzo rozpowszechnione jest zjawisko określania grup kobiet i mężczyzn wyrazem mającym słownikowe znaczenie męskie. Jest to szczególnie uderzające w przypadku rzeczowników zbiorowych określających stopień pokrewieństwa, tworzonych wyłącznie od form męskich: dziadkowie (← dziadek) czyli dziadek i babcia, wujostwo ( wuj), czyli wuj z żoną , stryjostwo (←stryj) czyli stryj i stryjenka oraz braterstwo ( brat), czyli brat z żoną, rzadziej analogiczne, np. szwagrostwo ( szwagier), czyli szwagier z żoną – przy całkowitym braku paralelnych form motywowanych podstawami żeńskimi np. ciotka czy siostra.
Zmiana nazwiska kobiety po zawarciu związku małżeńskiego jest najbardziej rozpowszechnionym zwyczajem podtrzymującym praktyki seksistowskie. Mężczyzna bierze kobietę za żonę, natomiast kobieta wychodzi za mąż. To, co wielu wydaje się takie oczywiste, odkrywa całą swoją arbitralność po dokonaniu zabiegu prostego odwrócenia sytuacji, mianowicie gdy kobieta nadaje swoje nazwisko mężczyźnie. Sytuacje takie zdarzają się bardzo rzadko, pomimo faktu, iż polskie prawo dopuszcza taką możliwość. § 2 art. 25 Kodeksu Rodzinnego głosi, że małżonkowie mogą nosić wspólne nazwisko będące dotychczasowym nazwiskiem jednego z nich. W Polsce upowszechnił się jednak zwyczaj, że to żona przyjmuje nazwisko męża. Nazwisko jest dobrem powszechnym, identyfikującym tego który go używa. Jest jego identyfikatorem prawnie mu przynależnym i dobrem osobistym szczególnego znaczenia. To co dziś oferuje małżonkom zwyczaj, to albo dominacja jednej z dotychczasowych tożsamości przez drugą albo ich równouprawnienie w formie myślnika.
Już w średniowieczu powszechną praktyką było nadawanie kobietom nazwisk odojcowskich. Nazwiska te ujawniały stosunek między dzieckiem a ojcem, pomijając istnienie matki. Wychodząc za mąż, kobieta przyjmowała nazwisko męża, nazwisko to otrzymywały następnie ich dzieci. Z czasem przymus pozbywania się nazwiska panieńskiego uległ osłabieniu. Zatrzymanie nazwiska rodowego czy też przyjęcie podwójnego nazwiska stało się możliwe z początku w rodzinach arystokratycznych, potem dla żon, które przed ślubem działały już publicznie jako artystki, plastyczki, uczone itp.
W polszczyźnie do początków XX wieku nazwiska kobiet tworzono od nazwisk mężczyzn: było to uzupełnione odpowiednim przyrostkiem nazwisko ojca lub męża kobiety. Istniały osobne nazwy dla żon, typu Nowakowa, Sikorzyna i dla córek, typu Nowakówna, Sikorzanka. Dziś Nowakowe, Sikorzyny odbieramy jako postacie archaiczne, trochę śmieszne, a nawet drwiąco - obraźliwe. Wykładniki te zaczęły zanikać w momencie gdy stosunki rodzinne z pierwotnego układu typu „feudalnego”, „poddańczego”, gdzie dominował mąż/ojciec, zaczęły się zmieniać w układ partnerski, w którym żony i córki przestały ekonomicznie, towarzysko itd. zależeć od męża/ojca. Przykładem współczesnym na odżycie przyrostków feminatywnych, w sytuacji, gdy nazwisko ojca stało się szeroko znane, i aby podkreślić doniosłą i tradycyjną rolę mężczyzny, jest nazwisko żony i córek prezydenta Wałęsy. Mianowicie zamiast Danuty, Magdy i Anny Wałęsa jest mowa o Danucie Wałęsowej, Magdzie i Annie Wałęsównie. Zresztą, według archaicznych już dzisiaj reguł, żona Wałęsy „powinna” się nazywać Wałęsiną, córka Wałęsianką.
To odrywanie się od gramatycznej zależności od form męskich zaczyna we współczesnej polszczyźnie obejmować także postacie żeńskich nazwisk odmężowskich z tradycyjnym przyrostkiem – owa. Formy żeńskie na – owa, np. Kowalowa, Kołłątajowa zawierają w swojej genezie wyznacznik przynależności czy dzierżawczości - Kowalowa kowalowa kobieta/żona. Z kolei w nazwiskach na – ski, - cki – mimo istnienia żeńskich odpowiedników podstawowej męskiej postaci nazwiska: Kowalski, Potocki - Kowalska, Potocka – zwyczajowe i językowe prawo reprezentowania obu płci jednocześnie przysługuje tylko formie męskiej: przyszli Kowalscy, tzn. państwo Kowalscy, co znaczy albo pan Kowalski z żoną, albo pan i pani/pani i pan Kowalscy, albo pan Kowalski i pani Kowalska, albo także pan Kowalski z rodziną. Natomiast pluralna forma żeńska tego typu nazwisk może się odnosić jedynie do dwu lub kilku istot żeńskich: przyszły Kowalskie, tzn. panie Kowalskie, np. matka z córką lub córkami albo dwie, trzy, cztery siostry Kowalskie, ewentualnie dwie osoby rodzaju żeńskiego o tym nazwisku.
Nazwisko to część tożsamości osoby, tego kim się jest. Kobieta, która przyjmuje nazwisko męża nie musi być słabą - nie musi poddać swojej tożsamości. Tym niemniej przejmując nazwisko męża w dużym stopniu zatraca swoja historię stając się częścią historii męża. W 1854 roku jedna z pionierek amerykańskiego feminizmu Elizabeth Candy Stanton tak wyjaśniała znajomej swoją decyzję o zachowaniu własnego imienia i nazwiska po ślubie: Mam bardzo poważne zastrzeżenia wobec pomysłu, żeby nazywać się Henry. Spytaj naszych kolorowych braci, czy imiona rzeczywiście są bez znaczenia. Dlaczego niewolnik pozostaje bezimienny, o ile nie przyjmie imienia swego pana? Dlatego po prostu, że nie posiada niezależnej egzystencji. Jest towarem, własnością bez praw obywatelskich i społecznych. Tak samo rzecz ma się z kobietami. Elizabeth Candy Stanton przez całe swoje życie podpisywała się swoim nazwiskiem, choć przeciwnicy ruchu sufrażystek uparcie pisali o niej Mrs. Henry Stanton- przypominając jej, że miejsce żony, każdej żony jest w cieniu męża. Analogia pomiędzy sytuacją kobiet, a sytuacją niewolników, którym przypisywano nazwisko pana, ich właściciela, jest dosyć wyrazista. Łaciński wyraz familia, pochodzący od słowa famulus – sługa, niewolnik, przypomina, że żony i dzieci, wraz ze służbą były kiedyś własnością pana domu.
W odojcowskim, odmężowskim systemie nazywania tylko mężczyźni mają zapewnione trwałe nazwiska i mogą je przekazać dzieciom. Kobiety mogą tylko „wżenić” się w rodzinę, a o rodzie złożonym w danym pokoleniu wyłącznie z kobiet mówi się, że wymarł.
Paprzycka pisząc o zmianie nazwiska przez kobietę wymienia dwie kwestie, które skupiają się wokół tej zmiany. Po pierwsze, każda zmiana nazwiska wiąże się z mniejszym lub większym kryzysem tożsamości. Niechaj zaświadczy o tym wypowiedź jednej z uczestniczek forów internetowych:
Niby takie oczywiste. Przyjmujesz nazwisko mężczyzny, którego kochasz. Zmieniasz dokumenty, może zameldowanie, wszędzie podpisując się nazwiskiem... Musiałam wypełnić dwa blankiety meldunkowe, bo w pierwszym zaznaczyłam wprawdzie mężatka, ale na dole podpisałam się jak zwykle nazwiskiem... swoim... Którym swoim? Nie zastanawiałam się nad tym, jakie to trudne.
Poprzednia Basia właściwie przestała istnieć. Minął już jakiś czas, ale nadal nie wiem, kim jestem. Już nie Ja, a jeszcze nie... Nie przeorganizowałam swojego myślenia o sobie. Nadal odruchowo przedstawiam się nazwiskiem panieńskim. Mam olbrzymią potrzebę niezależności, indywidualności i jasnego zaznaczenia swoich granic. A teraz? Jestem rozmyta i muszę na nowo się poukładać.
Nazwisko jest dużą częścią naszej tożsamości. To nim przedstawiamy się, dzięki niemu ludzie nas kojarzą. Zmiana ta nie zawsze jest łatwa. Pół biedy jeśli do naszego dodajemy nazwisko męża, ale gdy zmieniamy je całkowicie, po części tracimy cząstkę siebie.
Należałoby więc dążyć do zminimalizowania tego kryzysu, albo przynajmniej do nieobarczania nim osób tylko ze względu na ich płeć. Po drugie wspólne nazwisko rodziny jest niewątpliwym dobrem kształtując poczucie tożsamości u dzieci a także u współmałżonków. Pozornie te dwie racje zdarzają się wykluczać, gdyż zaspokojenie jednej racji prowadzi do pogwałcenia drugiej i na odwrót. Jeśli na przykład przyjąć opcję tradycyjną (kobieta przyjmuje nazwisko męża) wówczas spełniona jest racja druga (rodzina ma wspólne nazwisko), ale nie pierwsza (kobieta przechodzi kryzys tożsamościowy). Przy innej dopuszczalnej i praktykowanej formie zmiany nazwiska, gdzie kobieta pozostaje przy swoim nazwisku lub łączy nazwisko panieńskie z nazwiskiem męża, zażegnany a przynajmniej zminimalizowany jest kryzys tożsamościowy, ale kosztem tego, iż rodzinie brak jest wspólnego nazwiska. W takich przypadkach dzieci zwykle otrzymują nazwisko ojca. Bywają też i przypadki spełnienia obu racji. Zdarza się, choć bardzo rzadko, spotkać małżeństwa, gdzie oboje małżonków zmienia nazwisko na nazwisko złożone z nazwisk obojga małżonków połączone myślnikiem. Panna Kowalska i kawaler Nowak stają się w ten sposób rodziną Kowalskich - Nowak (zgodnie z zasadą Titanica - panie przodem) lub Nowak – Kowalskich. W ten sposób i kryzys tożsamości jest zminimalizowany i zapieczętowana jest tożsamość rodzinna. Pozornie jest to rozwiązanie postępowe, jednakże dla następnych pokoleń mogło by być nieco kłopotliwe, gdyż nazwiska zaczęłyby przybierać monstrualne rozmiary. Paprzycka proponuje więc inną opcję tzw. „wolną” – gdzie mężczyzna i kobieta zmieniają nazwisko na takie, jakie sobie wspólnie wybiorą. Zalety takiej opcji to: rodzina ma wspólne nazwisko, zminimalizowany zostaje kryzys tożsamościowy- małżonkowie przechodzą go w równym stopniu - żadne z nich nie jest dyskryminowane, ponadto może być to kolejna potyczka losu, która ich wspólnie zubaża i wspólnie wzbogaca. Wspólnie wybrane nazwisko mogłoby by w jakimś stopniu odbijać nazwiska „wyjściowe” małżonków, mogliby wybrać dla siebie również zupełnie odmienne nazwisko, w każdym razie byłaby to ich wspólna decyzja. Tak jak rodzice dochodzą do porozumienia w sprawie wyboru imion dla swoich pociech, tak samo z pewnością porozumieliby się co do wyboru wspólnego nazwiska dla swojej rodziny.
Kolejną propozycją, mającą na celu nie dopuszczenie do kryzysu tożsamości osoby i zapieczętowanie tożsamości rodziny wspólnotą nazwiska, jest instytucja nazwiska rodzinnego. Oboje partnerzy utrzymują swoje nazwiska panieńskie i kawalerskie, a dodatkowo przyjmują nazwisko rodzinne, które sobie wybiorą. Taka propozycja zażegnuje kryzys tożsamościowy - w sferze publicznej małżonkowie mogą pozostać przy swoich nazwiskach dotychczasowych lub dodać swoje nazwiska rodzinne. Panna Kowalska może być panią Swoboda - Kowalska, a kawaler Nowak panem Swobodą - Nowak. Jednocześnie rodzina państwa Swobodów legitymuje swoim własnym, wspólnie wybranym nazwiskiem swoje dzieci. Dzieci, które się narodzą nazywać się będą Swoboda. Propozycja stworzenia instytucji nazwiska rodzinnego wychodzi naprzeciw modelowi rodziny, w której oboje z małżonków mają równe prawa, modelowi rodziny partnerskiej. Małżonkowie tworzą nową autonomiczną jednostkę rodzinną, dlaczego więc tej nowej rodzinie nie pomóc w budowaniu nowej, wspólnej tożsamości - na przykład poprzez nowe nazwisko.
W tym samym kręgu pozostaje kwestia posesywności w związku z tworzeniem apelatywnych nazw żon i córek od nazw zawodów, funkcji społecznych czy godności mężów i ojców (np. senatorowa kobieta/ żona senatora, senatorówna córka senatora, czy podobnie szewcowa - szewcówna, doktorowa - doktorówna itp.). Niekiedy w tym zakresie język musi przeprowadzać konieczne korekty pod wpływem różnicowania się niektórych elementów zewnętrznej rzeczywistości. I tak np. forma krawcowa, gdy stała się samodzielną nazwą zawodu, przestała funkcjonować w pierwotnym znaczeniu, dla uniknięcia dwuznaczności. Szerszy zasięg ma zjawisko odchodzenia kobiet od używania form mężowskich zawodów, ciągle odczuwanych jako wyraz zależności, a przynajmniej niesamodzielności życiowej czy to rodzinnej czy finansowej, mimo iż w wypadku takich zawodów i tytułów jak np. lekarz (doktor), mecenas, prezes, senator itp. bycie nosicielką odpowiednich form żeńskich dawało w lokalnej społeczności wysoką pozycję. Kobiety zdobywając własną pozycję zawodową, dążą konsekwentnie do niezależnych nazw i tytułów.
4. Stereotypowe przedstawianie kobiet
Stereotypowe przedstawianie kobiet w dużej mierze wiąże się z ignorowaniem kobiecych osiągnięć, odmawianiem zachowań, zainteresowań i zdolności wychodzących poza stereotypy.
W języku polskim funkcjonują powiedzenia utrwalające stereotypowy wizerunek kobiet jako: labilnych emocjonalnie, uczuciowych, gadatliwych, mających problemy z podjęciem rzeczowej decyzji, bojaźliwych, dbających jedynie o wygląd zewnętrzny, nie mających zainteresowania dla spraw wyższej wagi, łatwo ulegających wpływom np. kobieca logika, kobiecy wdzięk, kobiecy upór, babska próżność, babska przewrotność, babskie łzy, kobiece gadulstwo, babskie gadanie, babskie plotki.
Wszystkie te kolokacje określające kobiety mają zdecydowanie pejoratywny charakter, natomiast ich męskie ekwiwalenty oceniane są pozytywnie. Za zwrotem męska logika kryje się zasadniczość, racjonalność, natomiast zwrot kobieca logika oznacza nic innego jak przewrotność. Męski wdzięk - to surowy wygląd, pewność siebie, kobiecy wdzięk opisuje skromność, sex - appeal, płynność ruchów. Męski upór - podkreśla twardą obronę słusznych racji, stanowczość konsekwencję, kobiecy upór oznacza natomiast fanaberię, przekorność, chęć postawienia na swoim. Męska próżność, męska przewrotność – tego rodzaju złożenia nie są w polszczyźnie powszechne, gdyż w stereotypowym ujęciu nie ma miejsca dla tych cech wśród „prawdziwych” mężczyzn. Zwrot męskie łzy identyfikujemy z łzami zwycięzcy, sprawą niezwykłą i niecodzienną. Męskie łzy mają prawo pojawić się tam gdzie wydarzają się rzeczy wielkiej wagi, historyczne momenty, natomiast kobiece łzy to codzienność, dotycząca błahostek. Babskie gadanie, babskie plotki - tak określa się rozmowy dotyczące sfery prywatnej, rozmowy o rzeczach „niepoważnych”, a zwrot kobiece gadulstwo - to niepohamowany słowotok, pozbawiony sensu.
Porównanie mężczyzny do kobiety jest negatywne np.: plotkuje jak baba, mazgai się jak baba. W polskiej rzeczywistości nie można bardziej obrazić „prawdziwego” mężczyzny jak nazwać go zniewieściałym. Powiedzenie o mężczyźnie, że ma kobiecy wygląd, że gada, zachowuje się jak baba, deprecjonuje go, bo konotuje nadmierną emocjonalność, słabość charakteru, brak rozwagi i konsekwencji itp. cechy, których stereotypowy mężczyzna powinien się wstydzić.
Odwrotna sytuacja - porównanie kobiety do mężczyzny jest jej dowartościowaniem. Zwroty podjęła męską decyzję, równy z niej chłop - wyrażają aprobatę połączoną z pewnego rodzaju zdziwieniem. Mężczyźni posługując się tym zwrotem w stosunku do kobiety pragną ją skomplementować, wyrazić uznanie dla dobrze wykonanego zadania, które wedle stereotypowego postrzegania, zarezerwowane jest tylko dla mężczyzn. Ten przekaz ma oznaczać dla kobiety, że ma „męski” sposób myślenia tzn. logiczny, precyzyjny, konsekwentny, czyli wartościowy.
W potocznym rozumieniu to mężczyźni dyskutują, kobiety jedynie plotkują. Zwrot męska dyskusja- odbiera kobietom prawo, do rzeczowej dysputy, do wyrażenia swojego zdania, pozostawiając w zasięgu ich możliwości jedynie rzeczy „niepoważne”.
Tam, gdzie mężczyzna jest pewny siebie, kobieta jest zarozumiała, gdzie mężczyzna jest typem przywódcy, kobieta jest agresywna, gdzie mężczyzna jest zaangażowany, kobieta jest emocjonalna.
Kolejnym przejawem deprecjonowania kobiet, mającym związek z stereotypowym ich postrzeganiem, jest używanie w publicznym dyskursie zdrobniałych imion w stosunku do kobiet na wysokich stanowiskach, do kobiet polityki. Graff przywołuje przykład Hanny Gronkiewicz - Waltz, kandydatki na prezydenta w roku 1995, o której media pisały jako o swojskiej pani Hani. Owo zdrabnianie imion ma na celu pomniejszenie wartości osiągnięć kobiet, a także jest próbą oswojenia nowej sytuacji, w której kobiety, chcąc poczuć się pełnoprawnymi uczestniczkami życia społecznego, coraz chętniej sięgają po władzę. W życiu społecznym i politycznym mamy więc Izy, Asie, Ele i Anie - o których ich koledzy posłowie wyrażają się w sposób jak gdyby pomylili sejmową mównicę z piaskownicą.
5. Pomijanie kobiet
Seksizm w języku objawia się również tym, że poprzez stereotypowe postrzeganie interesów kobiet, odmawia im pewnych dziedzin życia społecznego, przemilcza je w wykraczających poza stereotyp kontekstach.
W języku polskim odczuwamy trudności wynikające z niezgodności rodzaju gramatycznego z określeniem płci osób pracujących zawodowo. W życiu zawodowym, społecznym i publicznym, częste są sytuacje, gdy używa się wyłącznie męskich form zawodów, godności, funkcji publicznych, tytułów – bez względu na płeć konkretnych osób i bez względu na to, czy język polski posiada w swoim repertuarze pary form dostosowane do rodzaju naturalnego nazywanego podmiotu (np. dyrektor, poseł, prezydent, promotor, rektor, senator itp.). Zresztą, mimo braku przeszkód formalnych, w bardzo wielu przypadkach, język polski w ogóle nie stworzył symetrycznych form żeńskich. Dominacja męskości w języku wyraziście zaznacza się m.in. poprzez ekspansję funkcjonalną form męskich jako pierwotnych, podstawowych oraz ogólnych, wyżej sytuowanych w hierarchii ważności.
Gdy kobiety zaczęły wykonywać zawody i obejmować stanowiska, wykonywane i zajmowane do tej pory wyłącznie przez mężczyzn, pojawiła się potrzeba nazywania tych kobiet, a więc potrzeba nowych formacji feminatywnych.
W „Słowniku Języka Polskiego” Samuela Bogumiła Lindego wydanego w 1854 roku pod hasłem Artysta czytamy, że jest to człowiek jako kunszt jakowy czyli sztukę posiadający, umiejący, np. malarz, snycerz, aktor teatralny. Linde zaznacza fakt, że nie ma słowa określającego kobietę artystę. Pisze: Wcale zaś żadnego nie mamy (słowa- przyp. A.F.) na wyrażenie kobiety (nie żony), w rzeczy samej trudniącej się kunsztem jakowym, jak np. malarki, aktorki, chyba Artystka. Jak widać wyraz ten brzmiał w uszach słownikarza dosyć dziwnie, obco. Półtora wieku później nadal nazwy zawodów żeńskich, wcześniej zastrzeżonych dla mężczyzn, kobietom niedostępnych, a dziś wykonywanych przez setki, tysiące, miliony kobiet, brzmią egzotycznie.
W polskim słowotwórstwie, przy tworzeniu nazw osobowych, zdecydowanie przeważa kierunek derywacji od form męskich jako podstawowych do form żeńskich jako pochodnych ( np. lekarz ® lekarka, redaktor ® redaktorka, autor ® autorka, kolega ® koleżanka, wnuk ® wnuczka, kuzyn ® kuzynka, dozorca ® dozorczyni itd.). Przeciwny kierunek derywacji jest tu bardzo rzadki. Głównym formantem obsługującym kategorię nazw żeńskich był i jest przyrostek –ka np. lekarz – lekarka. Przyrostek –ka to przyrostek wielofunkcyjny z bardzo rozbudowaną funkcją deminutywną typu ściana - ścianka. Funkcja ta zdobyła w języku polskim pozycję wyraźnie dominującą, co wynika m.in. z tego, że zdrobnienia na –ka są klasą o dużym stopniu otwarcia, a więc klasą o bardzo dużej liczbie formacji. Ta dominująca funkcja deminutywnego –ka zaciążyła nad innymi funkcjami tego przyrostka w tym - nad funkcją feminatywną. Szczególnie w tych sytuacjach, gdy formant
–ka miał tworzyć formacje feminatywne o większym ładunku powagi.
Uzus społeczny i językowy prowadzi często do tego, że te stosunkowo nieliczne w nazwach zawodów formy żeńskie, mają w praktyce znacznie węższy zakres znaczeniowy i funkcjonalny niż formy męskie. Dyrektorka może być w przedszkolu czy w szkole podstawowej, dyrektor, bez względu na płeć – wszędzie indziej. Profesorka mogła być ewentualnie w szkole średniej, ale już nie na uniwersytecie, doktorka może być jeszcze w przychodni na wsi, ale nie w klinice itd. Od początku nie wchodzi w rachubę ministerka czy premierka (te nawet komputer podkreśla jako błąd językowy), bo to było niepoważne. Zarzut „niepoważności” struktur typu doktorka, profesorka, premierka wyraźnie świadczy o tym, że nie ma dla nich miejsca w nowym porządku systemowym.
Znaczna liczba kobiet „sukcesu” nie używa w odniesieniu do siebie żeńskich końcówek, wskazując na fakt, że forma żeńska, ma społecznie niższy status i odbiera im powagę. Kobiece odpowiedniki posiadają niższą wartość, ponieważ kobiety jako takie mają niską wartość w patriarchalnie zorientowanym społeczeństwie. Zapewne dlatego kobiety pracujące na uczelniach wyższych wolą mówić o sobie nauczyciel akademicki, zamiast nauczycielka akademicka, choć forma nauczycielka jest powszechnie i od dawna przyjęta.
Formy filolożka, teolożka, antropolożka socjolożka, laryngolożka są słowotwórczo poprawne. Wymiana g na ż jest charakterystyczna przede wszystkim dla zdrobnień (dróż-ka, książ-ka), dlatego też, jej zachodzenie w feminatywach, może stwarzać blokadę przed jej używaniem. Publikacje poprawnościowe uznają ww. formy za niepoprawne ze względu na brak akceptacji społecznej dla takich form. „Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN” pod red. A. Markowskiego uznaje rzeczownik „psycholożka” za określenie środowiskowe, a wyrazy „laryngolożka” i „filolożka” za zdecydowanie niepoprawne. W tym samym słowniku odnajdziemy informację, że nazwy żeńskie z przyrostkiem -ka uznawane są za mało oficjalne, lekceważące, nie licujące z powagą, rangą i pozycją społeczną wskazywanych osób. W postaci żeńskiej uznawane są tylko nazwy zawodów tradycyjnie wykonywanych przez kobiety, np.: aktorka, malarka, nauczycielka, pisarka, albo uchodzących za mało atrakcyjne, o niewysokiej randze społecznej, np. ekspedientka, fryzjerka, sprzątaczka. W dzisiejszej polszczyźnie nie ma żadnej nazwy prestiżowego stanowiska, stopnia czy tytułu naukowego, która miałaby żeńską formę słowotwórczą. Wydany 4 lata później „Uniwersalny Słownik Języka Polskiego PWN” pod red. S. Dubisza notuje już wyrazy psycholożka, etnolożka i socjolożka, uznaje je jednak za słowa potoczne.
Niezwykle wymowna jest uwaga prof. Markowskiego dotycząca rangi społecznej zawodów wykonywanych przez kobiety. Często przy tworzeniu żeńskich końcówek zawodów zwraca się uwagę na fakt, że owe nowo powstałe wyrazy są nieatrakcyjne fonetycznie, „nie brzmią”. Nie brzmi dobrze prezydentka, premierka, polityczka. Natomiast ekspedientka, sprzątaczka, praczka, pielęgniarka - czyli nazwy zawodów sfeminizowanych, nisko opłacanych, o prestiżu równym „0”, jakoś nie ranią niczyich uszu.
Graff zauważa, że nie ma żeńskiego odpowiednika męża stanu. Sekretarka i sekretarz to dwa różne zawody o odmiennej pozycji, sekretarz- to np. sekretarz stanu, sekretarz generalny, sekretarz redakcji natomiast sekretarka – to określenie podrzędnej, służebnej roli, jaka kobieta wykonująca ten zawód pełni wobec swojego przełożonego.
Podobne przykłady asymetrii semantycznych, gdzie rzeczownik rodzaju męskiego oznacza bardziej prestiżowy zawód lub funkcję można by mnożyć np. położnik – położna, gospodarz- gospodyni. Według „Słownika języka polskiego” położnik – to lekarz specjalista z zakresu położnictwa, położna zaś, to pielęgniarka wyszkolona w położnictwie. Gospodarz i gospodyni są określeniami właścicieli gospodarstwa wiejskiego, pana i pani domu lub osób pełniących funkcje organizacyjne i administracyjno - porządkowe. Jednakże wyrażenie gospodyni domowa odnosi się do kobiet niepracujących zawodowo, lecz prowadzących dom, które to zajęcie nie cieszy się wysokim prestiżem społecznym. Świadczy o tym m.in. fakt, iż w rubryce wykonywany zawód gospodyni domowa musi wpisać: nie pracuje, co sugeruje, iż zajmowanie się domem i dziećmi nie jest pracą. Brak jest natomiast odpowiednika męskiego - gospodarz domowy. Nie ma też formy męskiej od rzeczownika gosposia.
W sytuacji braku większości odpowiedników kobiecych form zawodów, dla przejrzystości komunikacyjnej stosowane są dodatkowe wyznaczniki rodzajowe. Jednym z nich są tytuły grzecznościowe pani oraz pan, towarzyszące nie rozróżnianym leksykalnie i formalnie nazwom osób obu płci (pani dyrektor – pan dyrektor), a także nazwy własne, zazwyczaj nazwiska, często łączone z pani i pan (dyrektor Kowalska/Nowak - dyrektor Kowalski/Nowak oraz pani dyrektor Kowalska/Nowak - pan dyrektor Kowalski/Nowak). W obu tych zachowaniach językowych kryje się też dodatkowy aspekt, mianowicie rozróżnianie stopnia uprzejmości. Dzięki tym dodatkowym wyznacznikom wszystkie powyższe konstrukcje są jednoznaczne. Jednakże elipsa jedynego wyrazistego wyznacznika płci (np. pani, pan) przy nazwisku mającym postać podstawową (= męską) np. Nowak, pozostawia w obu przypadkach konstrukcję: dyrektor Nowak, czyniąc je niejasnymi.
Zrozumiałość może przywrócić strukturze każdy nowy składnik posiadający wyrazisty wyznacznik rodzajowy, a więc np. forma czasu przeszłego czasownika (dyrektor Nowak przyszła - dyrektor Nowak przyszedł). Pozostaje jeszcze kwestia odmiany tego typu struktur, a tu pojawia się kolejna asymetria różnicująca płeć w języku, a mianowicie struktury odnoszące się do mężczyzn zachowują pełną zdolność fleksyjną wszystkich członów składowych (nom. pan dyrektor Nowak gen. pana dyrektora Nowaka dat. panu dyrektorowi Nowakowi acc. pana dyrektora Nowaka inst. panem dyrektorem Nowakiem loc. z panem dyrektorem Nowakiem), nawet elipsa, któregoś z dwu członów obudowujących, tzn. pan lub Nowak, nie pozbawia pozostałych sprawności fleksyjnej. Natomiast identyczne struktury odnoszące się do kobiet w znacznej mierze zatracają zdolności fleksyjne (nom. pani dyrektor Nowak, gen. panią dyrektor Nowak dat. pani dyrektor Nowak, acc. panią dyrektor Nowak, instr. panią dyrektor Nowak, loc. z panią dyrektor Nowak). Jak widać odmienia się tu jedynie człon pani, zresztą przy daleko posuniętym synkretyzmie. A zatem w wypadku elipsy tego jedynego odmiennego wyznacznika żeńskości jego role przejmuje fleksja zerowa.
B. Kreja w swoim artykule z 1996 roku przedstawia kierunek zmian językowych, jakie jego zdaniem będą mieć miejsce w przyszłości. Mianowicie mówi on, o eliminowaniu z języka –ka feminatywnego, jako o procesie, którego będziemy obserwatorami. Autor sugeruje, że nowa tendencja obejmie najpierw wyższe stanowiska zajmowane przez kobiety, by następnie objąć pozostałe nazwy zawodów.
Po 9 latach od ukazania się artykułu możemy zweryfikować tezy w nim postawione. We współczesnej polszczyźnie obserwujemy raczej tendencję do coraz powszechniejszego używania, zarówno przez kobiety jak i przez mężczyzn, żeńskich nazw zawodów, a niżeli ich eliminacji. Tendencja do używania symetrycznych z płcią nazw zawodów doprowadzi zapewne do nobilitacji nazw żeńskich tego typu i ich zneutralnienia pod względem emocjonalnym.
6. Upokarzanie i ośmieszanie kobiet
Deprecjonowanie kobiet w języku odbywa się również poprzez prezentowanie wyobrażeń o kobietach, które ośmieszają je i upokarzają, przedstawianie kobiet w sposób pogardliwy i obraźliwy. Dzieje się to na wiele różnych sposobów, na przykład przez negatywne ich określanie w różnego rodzaju powiedzeniach, aforyzmach, anegdotach, przysłowiach, dowcipach, metaforach czy nawet w etymologii.
6.1 Etymologia
W nazwach odnoszących się do osób płci żeńskiej został zakodowany najbardziej pierwotny językowy obraz kobiety (żona, niewiasta, kobieta, dziewka, białogłowa). Najstarsza nazwa -żona etymologicznie wiąże się z. greckim, rdzeniem –gyn –gen, gyne - kobieta i genos - ród, - pochodzenie, a także z łacińskim. gen- ( np. łac. genus - rodzaj, ród). Z tym znaczeniem związane są też polskie: rodzić, rodzice, rodzina itp. - z pierwiastkiem rodz-, wskazującym, na główną funkcję kobiety - rodzicielka. Jednak już w XIV w, zakres słowa żona uległ zawężeniu do dzisiejszego kobieta zamężna, a więc - też matka rodu, rodziny. Natomiast niewiasta jeszcze w XV w. oznacza synową, wiec osobę, nową w rodzinie męża, obcą, o której niewiele wiedziano, mającą niski status rodzinny. Później dopiero słowo to znaczyło także żona oraz kobieta „w ogóle”. Równolegle z niewiastą istniała też białogłowa, czyli kobieta zamężna (nazywana tak od białego czepca nakładanego mężatkom). Jednak do końca XVII w., zarówno białogłowa jak i niewiasta stopniowo wychodzą z użycia i dziś stanowią warianty stylistyczne słowa kobieta, (funkcjonując jako wyrazy przestarzałe, w stylu książkowym lub biblijnym).
Także neutralny dziś leksem kobieta, który w XVIII w. zastąpił niewiastę, wskazywał pierwotnie jej służebną, podrzędną rolę. Słowo kobieta pochodzi od kobu – chlew, etymolodzy wskazują również na możliwość pochodzenia słowa od koby – kobyły. Nazwa ta, jeszcze w XVI w. uważana za obelżywą często występowała w literaturze ludowej (w piosenkach, porzekadłach) i sowizdrzalskiej, a także pokpiwającej z kobiet.
Również stare słowo dziewa (lub dziewka) znaczyło pierwotnie kobietę dojącą (krowy, owce) lub karmiącą. Ten sam rdzeń znajdziemy w wielu współczesnych nazwach - np. dziewczę, dziewuszka, dziewucha, dziwa, dziwka - jednak o różnym dzisiaj znaczeniu i nacechowaniu, oraz w neutralnej dziś dziewczynie, która zasadniczo oznacza kobietę młodą i niezamężną, ale może być też użyta w odniesieniu do każdej kobiety, niezależnie od jej wieku, urody i stanu cywilnego (zwykle z pozytywnym nacechowaniem - żart. przedwojenna dziewczyna lub piękna/brzydka dziewczyna, moja żona to wspaniała dziewczyna, ale też dziewczyna do dziecka/i do pomocy/do kuchni).
Od najdawniejszych czasów istnieje tez baba - słowo o niejasnej etymologii, oznaczające kobietę starą (np. matkę ojca, kobietę zamężną, także znachorkę lub położną) - często z. odcieniem pogardliwym lub rubasznym. Dziś jest to potoczna, żartobliwa tub pogardliwa nazwa kobiety, a w gwarach - także żony.
W XV w. wraz z rozwojem kultury dworskiej, pojawiają się nazwy pani i panna, które to tytuły przysługiwały najpierw żonie i córce panującego (pan - wg. Brücknera - znany tylko zachodniej Słowiańszczyźnie - z awarskiego żupan, żpan) później odnoszone, do żon i córek dostojników wysokiej rangi, z wyższej warstwy społecznej, wreszcie utrwalone jako forma grzecznościowa. Później, bo dopiero w wieku XVII,. wchodzi do polszczyzny wyraz dama (z franc. dame, jako przekształcenie łac. domina - pierwotnie takie żona władcy, potem tytuł arystokratyczny). Dziś dama to nacechowane określenie kobiety, wyrażające bądź uznanie i szacunek (prawdziwa dama, sędziwa dama, wytworna dama), bądź ironię lub drwinę (też mi dama! por. też trwale nacechowana negatywnie damulka). Takie zwroty, jak pani domu, pani mego serca,/ dama serca –choć mają nieco żartobliwe zabarwienie, w jakimś sensie sygnalizują „zakres władzy" kobiet, ograniczając ją do sfery rodzinno - uczuciowej.
Nawet taka pobieżna analiza etymologiczna kilku rzeczowników, określających kobietę pokazuje, że neutralne dziś nazwy podstawowe przechowały ślady pradawnego postrzegania kobiet, wskazujące przede wszystkim na ich „naturalne” cechy i podrzędną, służebną rolę w rodzinie.
6.2 Określenia kobiet w polszczyźnie
W poprzednich częściach rozdziału zwróciłam uwagę na fakt asymetrii semantycznych między parami pozornie analogicznych wyrazów takich jak: sekretarz - sekretarka, profesor - profesorka, położnik – położna, gdzie żeński odpowiednik reprezentuje mniej prestiżowy zawód lub funkcję. Różnice tego typu nie są odosobnione, znamienny jest fakt braku semantycznej symetrii między parami morfologicznie niespokrewnionych wyrazów, z których jeden odnosi się do kobiet, a drugi do mężczyzn, np. mąż - żona, brat - siostra, panna – kawaler, wuj – ciotka, teść - teściowa, ojczym - macocha. Oprócz swoich zasadniczych funkcji nazywania osób płci przeciwnej, pozostających wobec siebie w określonej symetrycznej relacji, rzeczowniki te posiadają dodatkowe znaczenia, zazwyczaj pozytywne w przypadku rzeczowników męskich, neutralne zaś lub negatywne dla wyrazów rodzaju żeńskiego. I tak mąż to nie tylko małżonek, ale też osoba pełniąca zaszczytne prestiżowe funkcje: mąż stanu, mąż zaufania, mąż opatrznościowy. W Słowniku frazeologicznym języka polskiego pod hasłem mąż znajdujemy takie oto określenia: mąż (małżonek) - dobry, zły, czuły, kochający; mąż – cnotliwy, cny, dostojny, prawy, sławny, waleczny, zacny, znakomity, bez skazy i zmazy, nieugiętej woli, słusznego wzrostu, wielkiej cnoty, wielkiej nauki, rozległej wiedzy, wielkiego serca. Jak wyraźnie widać rzeczownik mąż ma dwa znaczenia - małżonek oraz szersze, któremu towarzyszą liczne wyłącznie pozytywne znaczenia. Porównując te znaczenia z określeniami rzeczownika żona - dobra, zła, idealna, prawowierna, ślubna, wiarołomna, wierna, własna, widzimy wyraźnie, że dotyczą one tylko jednego znaczenia- żona to tylko małżonka. Brat to według Słownika języka polskiego krewny, zakonnik, człowiek ugrupowania religijnego, które to znaczenia tj. krewnej czy zakonnicy posiada również wyraz siostra. Brat to również- człowiek w ogóle, istota zasługująca na życzliwość co oddają zwroty takie jak: Bracia żołnierze! Bracia rodacy! Bracia Polacy! Brat po piórze. Brat po fachu. Słowniki nie wymieniają podobnych wyrażeń z rzeczownikiem siostra. Asymetrie semantyczne występują także w przypadku pary wyrazów: panna i kawaler. Określają one jak wiadomo osoby niezamężne i nieżonate. Rzeczownik kawaler ma jednakże dodatkowe znaczenie - kogoś odznaczonego orderem: Kawaler Orderu Orła Białego, Kawaler Orderu Virtuti Militari, Kawaler Orderu Uśmiechu. Tak prestiżowe odznaczenia nie posiadają nazw zawierających rzeczowniki rodzaju żeńskiego, nie ma np. Panny Orderu Orła Białego. Oznacza to kolejny paradoks – kobiety odznaczone w tak zaszczytny sposób stają się... kawalerami. Dodajmy do tego nacechowane pozytywnie wyrażenia: kawalerska fantazja, słowo kawalerskie bez odpowiedników z przymiotnikiem panieński oraz rzeczownik kawalerka oznaczający – niewielkie samodzielne jednopokojowe mieszkanie przeznaczone dla osób samotnych, którego struktura słowotwórcza sugeruje, iż owe osoby są płci męskiej. To z kolei prowadzi do wniosku, iż jedynie samotni mężczyźni, lecz nie kobiety, mają prawo do samodzielnego zamieszkiwania. W tym miejscu warto również wspomnieć o odmiennym wartościowaniu określeń: stary kawaler, stara panna, gdzie to drugie ma zdecydowanie bardziej negatywne konotacje. Podobnie rzecz się ma z parą określeń wuj – ciotka. Ciotka to nie tylko określenie krewnej, ale zwłaszcza w formie zgrubiałej - ciota, to pogardliwe określenie homoseksualisty. Rzeczownik wuj nie ma dodatkowo pejoratywnych znaczeń. Słowniki podają również całkowicie odmienne kolokacje z tymi wyrazami. I tak spotykamy tu zwroty takie jak dobry wujek - ktoś kto chętnie pomaga i jest życzliwy oraz stara ciota- kobieta gderliwa i nieprzyjemna. Nie inaczej wygląda sytuacja z parą określeń macocha – ojczym. Powiemy o kimś, że jest od macochy jeżeli jest on/ ona traktowany gorzej niż inni, niesprawiedliwie – jest traktowany po macoszemu. Słownik nie odnotowuje różnicy nacechowania jeżeli chodzi o pary określeń teść - teściowa , jednakże za sprawą kultury, leksem teściowa uzyskał pejoratywny wydźwięk.
Seksizm językowy przejawia się również w tym, że język jest w określaniu kobiet wulgarny i pogardliwy przez odwołanie do sfery seksualnej. Stosunek do tej sfery stanowi najważniejszą podstawę stratyfikacji osób płci żeńskiej.
W dzisiejszej polszczyźnie potocznej funkcjonuje wiele określeń kobiet. Anusiewicz i Skawiński w Słowniku polszczyzny potocznej wymieniają ich ponad 50 . Znaczna część owych nazw dla kobiet, to określenia obraźliwe, pogardliwe, deprecjonujące kobiety. Odnoszą się one w znacznej części do fizyczności kobiet, ich wyglądu zewnętrznego i funkcji seksualnych, a znaczna część z nich w sposób wulgarny. Tak więc młoda atrakcyjna kobieta to: babka, kobietka, kociak, lala, laleczka, lufa, mała, dzidzia, modelka, rura, siksa, siusiumajtka, skóra, spódniczka, szpryca, sztuka. Jeżeli chcemy o kobiecie wyrazić się lekceważąco nazwiemy ją gąską, klientką, kobitką, kozą, paniusią. W polszczyźnie, najwięcej odnajdujemy jednak, określeń kobiet, które w słowniku zostały zaklasyfikowane jako nieprzychylne, obraźliwe, pogardliwe. I tak kobieta to: babochłop, babsko, babus, babsztyl, cipa, dupa, dupeńka, dziewucha, dziunia, dziwa, dziwka, flądra, franca, gęś, klępa, krowa, lafirynda, lampucera, małpa, pinda, pipa, pizda, prukwa, pudło, raszpla, ropucha, suka, szantrapa, szczeniara, szmata, torba, wydra, wywłoka, zdzira, zołza. W tym samym słowniku odnajdujemy również określenia mężczyzn. Tych obraźliwych funkcjonuje o 30% więcej niż w stosunku do kobiet. Określenia te są jednak dużo łagodniejsze, o mniejszym stopniu napastliwości. Zaledwie 5 % z nich odnosi się do sfery seksualnej, natomiast w przypadku kobiet określeń tego typu funkcjonuje 6 razy więcej.
Anusiewicz i Skawiński pominęli w swoim słowniku określenia, którymi posługuje się współcześnie młodzież. Język ten rejestruje w wypasionym słowniku najmłodszej polszczyzny Chaciński. Autor pisze: To męskim rozmowom zawdzięczamy takie słowa jak laska. Zwraca uwagę, że źródłem dla pojawienia się tego słowa mogły być czeskie filmy, w których słowo to pojawiało się często - (laska- czes. miłość) i zostało mylnie odczytane jako określenie dla dziewczyny, kobiety. Chaciński zauważa, że jest to obecnie najmodniejsze wśród młodzieży określenie kobiety, mające lepszą konotację niż inne funkcjonujące określenie, mianowicie babka. Przeprowadzając analizę wypowiedzi internautów, autorów tekstów muzyki hip - hop-owej, gwary młodzieżowej, Chaciński przedstawia najnowsze „dokonania” młodej polszczyzny.
Oprócz wszechobecnej laski pojawiło się inne określenie kobiety - sztuka. Wśród młodzieży oba określenia stosowane są wymiennie, choć jak zauważa autor, sztuka jest bardziej uprzedmiotowiona. Dalej mamy fruzię- jak wyjaśnia autor, słowo to jest tylko i wyłącznie zastrzeżone dla młodych dziewcząt oraz foczkę - która określa atrakcyjne młode dziewczyny. Zarówno fruzia i foczka nacechowane są pozytywnie. Dalsze już mniej przyjemne nazwy kobiet to: sucz, octówa, szlampa, locha, kałamarnica.
Autorką rysunków jest Agnieszka Kraska
część 2