Liczymy, drogie panie…
Dodał/a:Joanna Piotrowska dnia 15/09/2008
Liczymy, drogie panie…
Tekst: Paulina Matysiak


Mamy w Polsce zdecydowanie za dużo pieniędzy. Nie, nie zaglądajcie z nadzieją do portfeli: to „za dużo” to oczywiście logiczny wniosek, jaki można wyciągnąć, obserwując plany naszych ministerstw. Zwłaszcza tego od zdrowia…

Bo co innego można powiedzieć, jeśli chce się wyrzucić mnóstwo pieniędzy na wprowadzenie nowego programu polegającego na rejestrowaniu i monitorowaniu kobiet w ciąży tylko po to, by przekonać się, jak duże jest w Polsce podziemie aborcyjne?

Sam rzecznik ministerstwa, Jakub Gołąb, stwierdza: „Gdyby okazało się, że zarejestrowana kobieta przestanie być w ciąży przed terminem, będzie oznaczało, że poroniła albo ciążę usunęła. W ten sposób uzyskamy informację o skali podziemia aborcyjnego w Polsce”. Po co wprowadzać program, kosztujący zapewne krocie, a przy okazji łamiący prawa człowieka, jeśli można sięgnąć do badań, które odpowiadają na nurtujące pytania. Wystarczy poszukać, a może chcieć po prostu? Wanda Nowicka, przewodnicząca Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, mówi: „Dzięki szacunkowym danym zebranym przez Federację można wnioskować, że w naszym kraju wykonuje się od kilkudziesięciu do nawet 200 tys. aborcji rocznie”.

Pytanie, co zrobić z uzyskaną odpowiedzią. Przecież żadne zakazy i nakazy nie dadzą w rezultacie rzeszy szczęśliwych przyszłych matek. Problem chyba polega na tym, że ministerstwo chce walczyć ze skutkami, zamiast skupiać się na przyczynach, które doprowadzają kobiety do aborcji. Jestem pewna, że rzetelna edukacja seksualna i dostęp do taniej antykoncepcji zmniejszyłyby liczbę wykonywanych zabiegów. Dlaczego jednak pani minister nie chce wprowadzić, w porozumieniu z Ministerstwem Edukacji Narodowej, programu dotyczącego edukacji seksualnej? Bo jej się to nie opłaci. Łatwiej zebrać punkty u wyborców, licząc ciąże, niż ucząc młodych ludzi korzystania ze środków antykoncepcyjnych. A badania pokazują, że edukacja seksualna zmniejsza ilość ciąż u nastolatek, a także opóźnia wiek inicjacji seksualnej.

Program pani Kopacz pogłębi jedynie różnice między biednymi a bogatymi Polkami. Bo co zrobi kobieta w ciąży, która ciąży tej nie chce mieć? Proste – pójdzie prywatnie do lekarza, zapłaci za wizytę, zapłaci za zabieg, sprawy nie będzie. A co zrobi osoba, której nie stać na prywatną wizytę u ginekologa? Albo pójdzie do publicznej służby zdrowia, gdzie ją spiszą, zapewne nadadzą numer i każą przychodzić na comiesięczne badania, albo do lekarza najzwyczajniej nie pójdzie. Rejestr otwiera drogę wszelkim pokątnym metodom usuwania ciąży. Strachem i nakazami jeszcze nigdy niczego nie osiągnięto.

Tak przy okazji, to jestem ciekawa, co i kogo jeszcze pani minister chce liczyć. Bo że kobiety w ciąży, to już wiemy…. Swoją drogą, widzę tu inspirację byłym – na szczęście! – ministrem edukacji – Romanem Giertychem, który także liczył ciąże, ale tylko u uczennic. Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się filozofom. Platformie Obywatelskiej jednak bliżej jest do Ligi Polskich Rodzin, niżby się nam wydawało.

Paulina Matysiak - 158 cm wzrostu, córka Mieczysława i Danuty, kiedy może, zachwyca się życiem, a w wolnych chwilach pisze pracę magisterską.