I wszyscy się dowiedzą, że nie płacisz alimentów
Dodał/a:Anna Czerwinska dnia 06/10/2008
Nie płacisz alimentów?
Trafisz do Krajowego Rejestru Długów, w skrzynce pocztowej znajdziesz kartkę „i wszyscy się dowiedzą” lub napiętnuje cię własna partia – tyle tytułem skrótu wydarzeń minionego tygodnia.

Podsumowuje: Anna Laszuk

A teraz po kolei.

Na mocy nowej ustawy, która weszła w życie 1 października, przywrócono po czterech latach Fundusz Alimentacyjny. Mają nim zarządzać gminy. Ich zadaniem będzie: wyegzekwować pieniądze od dłużnika, w razie niepowodzenia – przeprowadzić wywiad alimentacyjny i odebrać od zalegającego z płaceniem rodzica oświadczenie majątkowe, następnie – zawiadomić komornika i urząd skarbowy. Dłużnika, który nigdzie nie pracuje, gmina wezwie do podjęcia pracy. Jeśli odmówi, wkroczy prokuratura. Jeśli przez sześć miesięcy gmina pieniędzy nie wyegzekwuje, osoba niepłacąca alimentów zostanie wpisana do Krajowego Rejestru Długów, co będzie ważną informacją dla banków, operatorów telefonicznych, firm pośrednictwa ratalnego i innych instytucji, które sprawdzają naszą wiarygodność.

Druga nowość to akcja społeczna „I wszyscy się dowiedzą...”, wymyślona przez Krajowy Rejestr Długów, którą wsparły organizacje takie jak Fundacja MaMa, Stowarzyszenie Pomocy Samotnym Matkom „Pozwól żyć” czy Stowarzyszenie „Damy radę”.

W ramach tej kampanii do wszystkich ośrodków pomocy społecznej trafią specjalne plakaty oraz kartki pocztowe, które będzie można wysłać do dłużników alimentacyjnych w celu przypomnienia im o obowiązku utrzymywania własnego dziecka. A także w celu powiadomienia o starych i nowych konsekwencjach, jakie wynikają z uporczywego nieutrzymywania.

Przykład historyjki rysunkowej na kartce: pracownica banku mówi do klienta: „Jaką ja mogę mieć pewność, że będzie pan spłacał kredyt, skoro pan alimentów na swoje dziecko nie płaci?”.

Na odwrocie list od dziecka, w którym pisze: „Wszyscy się o Tobie dowiedzą. I pani w banku, i pan od telefonów komórkowych, i ta pani, która sprzedaje telewizory na raty, i nic Ci nie sprzedadzą. Może przypomnisz sobie, ile kosztują nowe buty na zimę, książki do szkoły czy zabawki, których nie mam”. Kontrowersyjne? Owszem. I z jakiegoś powodu potrzebne.

Kampania adresowana jest do dłużników płci obojga, co zostało uwzględnione przy projektowaniu kartek. Alimentów nie płacą także kobiety, choć w dużo mniejszej skali. (Że to niesprawiedliwe w kółko mówić oraz pisać „dłużnicy”, a nie „dłużniczki”? Język polski nie pomaga równości tak samo, jak przy okazji mówienia i pisania o „politykach” zamiast „polityczkach”. W końcu te ostatnie występują w przyrodzie w nieporównywalnie mniejszej skali.) Nieprzypadkowo kilka minut po audycji radiowej, którą poprowadziłam w radiu TOK FM na temat akcji z kartkami, posypały się maile od słuchaczy (od słuchaczek nie otrzymałam ani jednego).

Jeden z panów napisał, że nie może już znieść mojego feministycznego skrzywienia, a zresztą kobiety masowo zawyżają koszty utrzymania dzieci i ogólnie robią facetów w trąbę, wiecznie pozując na ofiary. Cóż, usłyszał, co chciał usłyszeć, nawet to, czego nie powiedziałam. Pewnie nie jest odosobniony w swojej opinii.

Drugi pan stwierdził, że Krajowy Rejestr Długów to instytucja niepoważna, a do tego wcale nie współpracuje z bankami.

Czy jest prawdą, że banki ignorują rejestr i jeśli chcą udzielić kredytu, to zawsze udzielą – śmiem wątpić. Klienci niezbyt godni zaufania muszą się mieć na baczności szczególnie po kryzysie finansowym w USA, niezależnie od rodzaju niedotrzymywanych zobowiązań. Wcześniej bywało różnie, a z własnego doświadczenia mogę powiedzieć tyle, że dla banku, w którym zaciągnęłam kredyt dwa lata temu, informacja z KRD o moich ewentualnych długach była istotna. Zostałam prześwietlona.

Rzeczywiście, wpis do Krajowego Rejestru Długów za niepłacenie alimentów to nowość, a dług długowi nierówny. Na ile okaże się ważną informacją dla banku czy operatora sieci komórkowej – zobaczymy.

Tymczasem od informacji o kampanii „I wszyscy się dowiedzą” minęła zaledwie doba, kiedy to doczekaliśmy się nowości trzeciej.

Oto Prawo i Sprawiedliwość na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej napiętnowało posła Ludwika Dorna za to, że alimentów nie płaci. Sens tego spektaklu był przede wszystkim taki, że PiS z Dornem odpłacają sobie nawzajem – pięknym za nadobne – co szybko rozszyfrowali komentatorzy polityczni (tym bardziej, że poseł zarzekał się, że płaci; tyle, ile może). Na pewno zdiagnozowali akcję PiS-u trafnie, ale coś im umknęło.

Na przykład to, że po raz pierwszy w historii piętnowania poinformowano wyborców, że polityk jest „be”, bo nie płaci na dziecko. Piętnowano od dawna za korupcję, jazdę po pijanemu, niewypełnione na czas oświadczenie majątkowe, nawet za dziadka będącego przez chwilę w Wermachcie, tymczasem za niepłacenie alimentów – nigdy.

Na osobną dyskusję zasługuje odwieczny problem, co z prywatności kwalifikuje się do piętnowania w sferze publicznej, a co nie (i po co w ogóle się piętnuje); w tym miejscu jednak chcę tylko zwrócić uwagę na fakt, że niewywiązywanie się z obowiązku alimentacyjnego jest łamaniem prawa, a tym samym podlega odpowiedzialności karnej. Podobnie, jak wspomniana korupcja czy prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu (i inaczej, niż losy dziadków, co jednak w grze o głosy zupełnie nie ma znaczenia). Statystyki tymczasem są miażdżące: w Polsce alimenty trafiają do 12% rodziców. W krajach Europy Zachodniej ich ściągalność jest ponad dwudziestokrotnie wyższa, we Włoszech wynosi 80%, a w Niemczech czy Wielkiej Brytanii aż 90%.

Zarówno kampania społeczna „I wszyscy się dowiedzą”, jak i konferencja PiS-u dowodzą, że dług alimentacyjny opuszcza przestrzeń tabu, co budzi skrajne emocje. I bardzo dobrze. Lepiej żeby wszyscy się wykrzyczeli, niż mieliby milczeć. Może burza mózgów wywoła zmianę.

Obowiązek alimentacyjny jest takim samym zobowiązaniem finansowym, jak podatki, spłacanie kredytu zaciągniętego w banku, płacenie rachunków za telefon, kablówkę, energię elektryczną, czynsz. W przypadku tych zobowiązań wszyscy wiedzą: nie płacisz – poniesiesz dotkliwe konsekwencje. Odłączą ci prąd, odetną dostęp do Internetu, przyjdzie nakaz eksmisji. Bank czy skarbówka też nie muszą uciekać się do wysyłania kartek ze złowieszczymi rysunkami. Nie zapłacisz, a najgorszy scenariusz na pewno się spełni, zrobisz więc naprawdę wszystko, żeby do tego nie doszło. System egzekwowania tego rodzaju długów i ochrony praw wierzyciela jest bardzo sprawny, procedury egzekwowania zobowiązań działają bezwzględnie.

Z alimentami rzecz ma się inaczej: system sprawny nie był, nie jest, może będzie (co w dużej mierze zależy od woli wykonawczej, zawsze związanej z mentalnością ugruntowaną w społeczeństwie).

W sferze moralnej dłużnikowi pomaga w niepłaceniu świadomość, że instytucje-molochy świetnie sobie poradzą bez jego pieniędzy. Bank nie zbankrutuje, dom się nie zawali, także dlatego że płacą inni. Jak w przypadku państwa, na budżet którego składają się podatki milionów obywateli. Łatwo odepchnąć od siebie argumenty etyczne, pozaprawne.

Była żona (były mąż) i dziecko, które zresztą nigdy nie jest „byłe”, to co innego. Czasami znajdzie się ktoś, dzięki komu sobie poradzą (rodzina, nowy partner lub partnerka), czasami nie poradzą sobie wcale. Nie neguję przypadków, kiedy mają się dobrze, i to dłużnik jest kompletnie niewydolny finansowo. Mogę sobie również wyobrazić, ile emocji wchodzi w grę, kiedy zobowiązania materialne dotyczą relacji najbardziej osobistych, nierozstrzygniętych konfliktów, wzajemnych urazów, prywatnych porachunków między dorosłymi. Nie twierdzę, że nigdy nie dochodzi do nadużyć, na przykład do sztucznego zawyżania kosztów utrzymania, bo zasądzone alimenty prawie zawsze są dla drugiej strony za niskie. Jednak nie mam prawa ani ochoty zabierać się do rozsądzania, kto, komu, co i dlaczego zrobił; nie jest to również rzeczą opinii publicznej, Krajowego Rejestru Długów ani polityków. Dorośli mogą się udać na mediacje, terapię, generalnie – do innych dorosłych po wsparcie. Dzieci nie powinny za to płacić, a dłużnik nie powinien decydować, czy naprawdę musi potraktować poważnie swoje zobowiązania finansowe wobec dziecka. Bez względu na to, czy wedle jego/jej opinii dziecko i była partnerka (partner) jakoś sobie poradzi.

Zbyt wiele wysłuchałam historii dzieciaków, które wstydzą się powiedzieć, dlaczego jedzą tylko raz dziennie albo już dorosłych młodych ludzi, którzy uczą się i pracują, podpierając nosem, bo rodzic nigdy nie płacił i pewnie już nie zapłaci, a wkraczanie na drogę sądową przeciwko ojcu lub matce jest doświadczeniem upiornym, którego za wszelką cenę trzeba uniknąć.

Dlaczego więc system ma nie wzmacniać najsłabszych? Dlaczego bank, udzielając kredytu, ma traktować poważnie zobowiązania klienta wobec innego banku, ale już wobec dziecka – nie?
Może właśnie obserwujemy początek poważnej zmiany i politycy winni równie serio traktować oskarżenia o niepłacenie alimentów, jak o korupcję. W końcu dobro dzieci mają na ustach i sztandarach wszystkie opcje w parlamencie.


Anna Laszuk - dziennikarka Radia TOK FM, autorka książki "Dziewczyny wyjdźcie z szafy" (2006).

Tekst napisany w ramach projektu Feminoteki „Gendermeria - równościowy monitoring”.