TELEFON INTERWENCYJNY DLA KOBIET
DOSWIADCZAJACYCH PRZEMOCY

731 731 551

        czynny we wtorki, srody i czwartki w godzinach 13.00-19.00

Udzielamy bezpłatnych porad prawnych i psychologicznych

    STRONA GŁÓWNA :: o fundacji :: zespół:: akcje/projekty :: kontakt :: szukaj :: english :: KSIĘGARNIA  17/04/2014
Przekaż Feminotece darowiznę!


border=0


Feminoteka - Organizacja Przyjazna Wolontariuszk/om
FEMINOTEKA NA FACEBOOKU
MATRONAT FEMINOTEKI

PARADOKS MACHO

INFORMACJE
RAPORTY
KSIAŻKI
NASZE PUBLIKACJE
LINKI
ARCHIWUM
felietony/recenzje

Wokół Igieł Marka Łuszczyny, o kompleksie Bonda i wołających o ekranizację herstoriach - pisze Alicja Serafin

Claudia Snochowska-Gonzalez: O zarodkach, ludziach i dobrej strategii pro-choice

Seksizm może prowadzić nawet do najcięższych przestępstw skierowanych przeciwko kobietom pisze podinsp. Kamila Zimoń

Twoje alimenty – nasza wspólna sprawa. Agata Szczerbiak o konferencji prasowej CPK i KRK dotyczącej ściągalności alimentów

Akademia Feministyczna: debata pod hasłem Prostytucja – (nie)legalizować? Relacja Joanny Ciemińskiej

Potęga zwyczajności. Przyjaciółkę z młodości Alice Munro recenzuje Sylwia Piszczatowska

Fragment książki Niewolnice władzy. Przemilczana historia handlu kobietami Lidii Cacho

Nieustępliwe kwestionowanie stereotypów i męskocentrycznych hipotez przyniosło jej międzynarodowe uznanie i niezmiernie posunęło naprzód Sprawę kobiet - Małgorzata Danicka wspomina Elain Morgan

O tym, jak Disney w czterech prostych krokach umniejsza znaczenie bohaterek w swoich filmach pisze Margot Magowan

Rachel Cusk Po. O małżeństwie i rozstaniu - krytycznie Agnieszka Sosińska

Gdzie jest Superman? Najnowszą książkę Hanny Samson Zabić twardziela. Nadszedł czas wyzwolenia mężczyzn! recenzuje Agnieszka Sosińska

Jak zaprojektować miasto dla kobiet - o austriackich doświadczeniach w tej dziedzinie pisze Clare Foran


Strefa Kobiecej Twórczości 50+

KOBIETY i ...
aborcja
herstoria
polityka
przemoc
praca
zdrowie
Unia Europejska
Najnowsze artykuły
Alicja Serafin: Wokół „Igieł” Marka Łuszczyny, o k...
Claudia Snochowska-Gonzalez: O zarodkach, ludziach i dobrej st...
Nie samym Gender żyje Kościół
Edukacja równościowa
Recenzja ksiązki "Zawsze pod prąd. Życie Eryki Mann (1905-1969)"
Zimoń: Rola policjantek w pomocy ofiarom przestępstw seksualnych
Twoje alimenty – nasza wspólna sprawa. Agata Szczerbiak ...
Akademia Feministyczna: debata pod hasłem Prostytucja – ...
Sylwia Piszczatowska recenzuje "Przyjaciółkę z młodości" Alice...
Fragment książki "Niewolnice władzy. Przemilczana historia han...
Wspomnienie o Elaine Morgan
Disney: cztery proste kroki, by umniejszyć znaczenie bohaterki
Rachel Cusk „Po. O małżeństwie i rozstaniu” - kryt...
Gdzie jest Superman? "Zabić twardziela" Hanny Samson recenzuje...
Jak zaprojektować miasto dla kobiet
Nie wszystkie feministki muszą być socjalistkami ekonomicznymi
Nie wszystkie feministki muszą być socjalistkami ekonomicznymi
Tekst: Magalena Środa


Ewa Charkiewicz w rozsyłanych na różne listy dyskusyjne ruchu kobiecego mailach zarzuca mi esencjonalizm. Pisze m.in.: „W artykule w Feministycznej Gazecie (dodatek do GW z 8 marca 2008) Magda konstruuje dwie ogólne, esencjalistyczne kategorie: kobiety kontra mężczyźni, mobilizuje kobiety do solidarności i do walki z mężczyznami o równy kawałek ciastka/korzyści z transformacji. «W sierpniu 80' mężczyźni napisali na murach „Kobiety idźcie do domu! My walczymy o Polskę". I tę Polskę wywalczyli dla siebie". Nie chodzi o to, by ja im odbierać, lecz podzielić. Solidarnie, czyli równo» - pisze Środa. Ponieważ różnice między kobietami są w tej ogólnej esencjalistycznej kategorii zamazane (nie ma różnic klasowych, różnic wieś-miasto, wiek, religia, etc.), to na tak skonstruowanej mobilizacji skorzystają kobiety, które mają większą siłę przebicia”.

Warto zwrócić uwagę na to, że wypowiedź moją dałam wtedy, kiedy wiadomo było, że propozycje zmian w kodeksie nie wejdą. Nie chodziło mi o wsparcie kodeksu, choć gdzieś tak napisano, lecz o rzucenia światła na trochę inny aspekt sprawy. Od lat zajmuję się problemami kobiet na rynkach pracy i zależy mi na ich równym traktowaniu, równych pensjach, zniesieniu szklanego sufitu etc. Znacznie mniej interesuje mnie ciąża kobiet i jej ochrona. To robią inni. Myślę, że w Polsce jest nader dużo nie tylko sprawców ciąż, ale i obrońców ciąż. Jeśli chcę, żeby kobiety robiły kariery na rynkach pracy to nie mogę być jednocześnie rzeczniczką ich macierzyństwa, ciąży, zwolnień i urlopów etc. Nie interesuje mnie również w ogóle problem demografii, nie zależy mi na ilości polskich dzieci, nie zależy mi na zmuszaniu kobiet do ich rodzenia. To jest zadaniem państwa.

Charkiewicz zarzucając mi esencjalizację kobiet sama robi to również. Według jej opinii, przedsiębiorcami są zawsze mężczyźni a pracownikami – ich ofiary, czyli kobiety. I ja będąc rzecznikiem przedsiębiorców jestem zarazem rzecznikiem burżuazyjnych krwiopijców, którzy zatrudniają kobiety tylko po to, by je w ciąży zwolnić. Tymczasem przedsiębiorcami są również kobiety i to w ich obronie zabrałam głos, bo to przede wszystkim kobiety, (które mają małe firmy) tracą, kiedy zatrudniają inne kobiety, dla których ciąża jest fetyszem. Ciąża jest w Polsce stanem uświęconym i jeśli chcemy do tego uświęcania się dołączyć, to walczmy o prawo do świętości ciąży a nie o prawa do pracy czy równego traktowania. Zapłodniony jajnik zwalnia większość kobiet z wszelkiej odpowiedzialności, aktywności i solidarności z kobietami, które dały im pracę. I dobrze! Mogę to pochwalać, tyle że koszty tego powinno ponosić państwo, a nie inne kobiety, które są odważne, aktywne i zdecydowały się - zamiast żebractwa lub ciąży - na firmę. Nie mówię oczywiście o przypadkach ciąż zagrożonych, ale o zwykłych ciążach.

Jedna trzecia przedsiębiorców to kobiety, które zapewne chciałby zatrudnić inne kobiety, ale nie mogą, ponieważ wiedzą, że to je zrujnuje. Polska ma pierwsze miejsce, jeśli chodzi o branie zwolnień na ciążę. Tak, jakby ciąża była rodzajem nowotworu.

Nie pochwalam zwalniania kobiet w ciąży, ale również nie pochwalam zachowania kobiet, które zatrudniają się tylko po to, by zagwarantować sobie dochód bez pracy w czasie ciąży i potem. Poza tym nie widzę jakiejś groźby ze strony przedsiębiorców, że jak tylko dowiadują się o ciąży to kobiety zwalniają. To tak jak z aborcją - prawicy się wydaje, że jak kobieta zajedzie w ciążę, to od razu zamierza dokonać aborcji, a innym się wydaje, że jak się da odetchnąć przedsiębiorcom (przedsiębiorczyniom!!!) od restrykcyjnych przepisów, które ochraniają kobiety - pracowników - to one od razu będą zwalniać te w ciąży. To absurd. W Polsce mamy większy problem z brakiem odpowiedzialności kobiet w ciąży, którym się wydaje - zgodnie z politycznym mainstreamem - że ciąża to stan więcej niż błogosławiony, niż z zajadłością przedsiębiorczyń żywiących żądzę zwalniania kobiet w ciąży za wszelka cenę. W moim głębokim przekonaniu albo walczymy o poważne traktowanie na rynkach pracy, albo o rolę świętej krowy z okazji zapłodnionego jaja.

Mój stosunek do braku etosu pracy w tym kraju, i nadmiaru etosu strajkowania i wywijania się od pracy jak i do uświęcania ciąży, jest niezmienny od lat. Nie ulega wątpliwości, że jestem liberałką. Ale nie wszystkie feministki muszą być socjalistkami ekonomicznymi. I dlatego ta różnorodność mnie cieszy, cieszy mnie też, że dzięki swojej wypowiedzi zdołałam zjednoczyć różne feministki, co prawda we wrogości do mnie, ale zawsze…

Magdalena Środa - etyczka, filozofka, femnistka
maga dnia 11/03/2008
Tymczasem przedsiębiorcami są również kobiety i to w ich obronie zabrałam głos, bo to przede wszystkim kobiety, (które mają małe firmy) tracą, kiedy zatrudniają inne kobiety, dla których ciąża jest fetyszem.



Zapłodniony jajnik zwalnia większość kobiet z wszelkiej odpowiedzialności, aktywności i solidarności z kobietami, które dały im pracę.


W Polsce mamy większy problem z brakiem odpowiedzialności kobiet w ciąży, którym się wydaje - zgodnie z politycznym mainstreamem - że ciąża to stan więcej niż błogosławiony


W moim głębokim przekonaniu albo walczymy o poważne traktowanie na rynkach pracy, albo o rolę świętej krowy z okazji zapłodnionego jaja.


nadmiaru etosu strajkowania i wywijania się od pracy jak i do uświęcania ciąży


Co za pokaz pogardy do matek! Pozdrawiam panią Środę, byłą feministkę. I nie, nie chodzi mi w tym momencie o pani poglądy, ale o sposób ich wyrażania, godny zaciekłych przeciwników kobiet. Święte krowy? Zapłodnione jaja? To mówi feministka?!

Niestety, nie wszystkie mamy ciepłe posadki na uniwerkach tak jak pani. Niektóre z nas mają trudności ze znalezieniem pracy jako młode matki, kobiety w ciąży, albo potencjalne matki. Ale tak to już jest, jak któraś z kobiet dostanie się wyżej, to już ją "motłoch" nie obchodzi.
Sylwia Derwisz dnia 11/03/2008
Cieszę sie, że ktos napisał wreszcie o kobietach, które w czasie ciąży czują się jak błogosławione maryje, ale... (kliknij)
http://www.fundacjamama.pl/index.php?option=com_content&task=blogcategory&id=50&Itemid=92
maga dnia 11/03/2008
Jeśli Pani Środa twierdzi, że Polki w ciąży są szczególnie roszczeniowe, to poproszę o konkretne badania porównawcze. Albo lepiej niech filozofka nie zabiera się za ekonomię... Naprawdę, to żadna ujma przyznać, że się człowiek nie zna na wszystkim.
KyLu dnia 11/03/2008
Brawo Środa - nigdy nie sądziłem, że to napiszę.
Co za pokaz pogardy do matek!

Gdzie ta pogarda? Czy stwierdzenie, że pewne zjawiska mają miejsce jest pogardą?
Święte krowy?

Że niby są tylko wśród facetów? Albo, że niby ciąża automatycznie odbiera negatywne cechy?
Zapłodnione jaja? To mówi feministka?!

Feministka mówi "embrion" - bardziej jazzy, funky i na czasie. Jakaś różnica?
Niestety, nie wszystkie mamy ciepłe posadki na uniwerkach tak jak pani.

Widzisz - wolnościowa gospodarka rozwiązałaby ten problem, no ale jak znam życie, problem zauważasz, a poglądy lewicowo gospodarcze nadal Ci bliższe.
Niektóre z nas mają trudności ze znalezieniem pracy jako młode matki, kobiety w ciąży, albo potencjalne matki. Ale tak to już jest, jak któraś z kobiet dostanie się wyżej, to już ją "motłoch" nie obchodzi.

Tak to już jest jak ktoś do racjonalnej analizy podchodzi emocjonalnie tak jak Ty. Wtedy klapki na oczach i całkowita odporność na fakty.
KyLu dnia 11/03/2008
Mój stosunek do braku etosu pracy w tym kraju, i nadmiaru etosu strajkowania i wywijania się od pracy

A to zdanie to perełka - każdy socjalista powinien sobie zapisać i wykuć na pamięć.
maga dnia 11/03/2008
Wybacz KyLu, ale ja mówię o sposobie wyrażania poglądów przez panią Środę. Określanie kobiet mianem "krów" to pogarda i Twój podziw dla wolnego rynku niczego tu nie zmieni.

A "wywijanie się od pracy" to raczej domena rencistów na lewej rencie, a nie młodych kobiet. Jeśli pani Środa twierdzi inaczej i uważa, że w Polsce jest wyjątkowo źle pod tym względem, to niech poda jakieś dane.
elektrycerka dnia 11/03/2008
zaraz, czekaj, maga. W tym tekście jest co najmniej jeden mocny punkt (jakem kryptoesencjalistka smiley ). Otóż prawda to, że drobne przedsiębiorstwa w ogromnej mierze tworzą kobiety - i to one ponoszą koszta, które państwo przerzuciło na nie. Często są to kobiety wypchnięte sztucznie z rynku pracy - bo państwo chłopięce (esencjalizm smiley ) nie chce również ponosić "kosztów" praw pracowniczych. Solidarność powinna obowiązywać w obie strony. Powinnyśmy się domagać, żeby owo państwo, skoro tak bardzo domaga się rodzenia, pamiętało, że produkcja ludzi kosztuje. Nie tylko stadiony... smiley
josz dnia 11/03/2008
Profesor Środa ma rację. Bo naprawdę walczymy o poważne traktowanie na rynkach pracy, a nie o rolę świętej krowy z okazji zapłodnionego jaja!
maga dnia 11/03/2008
Malgo, josz - i naprawdę tych poglądów nie da się inaczej wyrazić? Naprawdę kobiety to po prostu rozpłodowe krowy?

Jak na razie to państwo domaga się rodzenia, wyrzucając jednocześnie matki z rynku pracy.
Joanna Piotrowska dnia 11/03/2008
Maga, Sroda nie pisze, ze kobiety to krowy rozplodowe tylko swiete krowy - co znaczy nietykalne. w tym sensie. a potem pojdzie na rozne listy dysusyjne, ze Sroda wyzywa kobiety od krow. ech.
elektrycerka dnia 11/03/2008
ona pisze o "świetej krowie" a nie, że kobiety ciężarne to krowy, a tym bardziej rozpłodowe. Przeczytaj uważnie.
elektrycerka dnia 11/03/2008
o, no właśnie
maga dnia 11/03/2008
No niezupełnie, pisze o świętych krowach z zapłodnionym jajem, co chyba trochę zmienia pierwotne znaczenia związku frazeologicznego "święta krowa". Krowa jako kobieta w ciąży.
Joanna Piotrowska dnia 11/03/2008
Pisze, dokladnie cytuje: "W moim głębokim przekonaniu albo walczymy o poważne traktowanie na rynkach pracy, albo o rolę świętej krowy z okazji zapłodnionego jaja".
wiec nie krowa z zaplodnionym jajjem, tylko _rola swietej krowy_. Swietej krowy, czyli nietykalnej, ze sie powtorze, ale widocznie trzeba. Znaczy sie zrozumiesz co chcesz zrozumiec, ja tylko zwracam uwage, ze moim zdaniem przeceniasz tu slowao _krowa_ a niedoceniasz _swieta_
maga dnia 11/03/2008
Wydźwięk jest taki, że kobiety w ciąży (tudzież z zapłodnionym jajem) tą ciążę fetyszyzują i "zatrudniają się tylko po to, by zagwarantować sobie dochód bez pracy" oraz hołdują "etosowi wywijania się od pracy". Wybacz, ale takie opisywanie kobiet może mi się nie podobać.

Czy z jednej strony musimy mieć życie poczęte, a z drugiej zapłodnione jajo? Gdzie tu miejsce na podmiotowość kobiety w ciąży i szacunek do niej?

Poza tym czy antagonizowanie kobiet z ich pracodawcami/pracodawczyniami to sposób na rozwiązanie jakichkolwiek problemów?
Frost dnia 11/03/2008
Widzę że nie tylko mnie uderza pewna pogarda z jaką Pani Środa mówi o kobietach.
Traktowanie ludzi jako potencjalnych oszustów , złodziei oraz naciągaczy to typowa cecha ustoju który jak się zdawać mogło pożegnaliśmy w 89 roku ale jak widać mentalnie w wielu z nas jeszcze jego ślad pozostał
Czy Pani Środa ma dzieci ?
Czy będąc w ciązy i po utrzymywała się z szydełkowania i składania długopisów?
elektrycerka dnia 11/03/2008
wydżwięk jest taki (a nawet tak to jest napisane), że w Polsce ciąża jest fetyszyzowana, niekoniecznie przez kobiety w ciąży, ale owszem, sama znam takie, które fetyszyzują. Z drugiej strony ciąża jest tez demonizowana, podobnie jak fakt bycia matką. Wszyscy przedsiębiorcy trąbią o tym, że matki biora zwolnienia - a nikt nie trąbi o męzczyznach rzucających pracę z powodu alkoholizmu. Mało tego, dla nich wymyślono "urlop na życzenie". W gruncie rzeczy ciąża i dzieci są używane do tego, żeby
1. wypychac kobiety z rynku pracy
2. płacic im mniej
3. w ogóle podyskryminowac sobie troszeczkę.
Nie rozwiąże się tego odbierając ochrone kobietom w ciąży. Tu mamy tzw. mentalnosć społeczna do zmiany. Mężczyźni powinni więcej zmywać (prosze zmywanie traktować symbolicznie - a zresztą, juz nie chce mi się wskazywać wszystkich punktów, gdzie żartuję, pozostawiam bystrości czytających) i więcej się udzielać przy dzieci chowaniu, i tyle.
A my powinnyśmy pamietać, że nie tylko jesteśmy zasobem krytycznym dla utrzymania gatunku, ale że równiez pracujemy, a także zakładamy firmy. Że nie tylko dzieci rodzimy, ale je także utrzymujemy. Że robią to zarówno pracownice, jak przedsiębiorczynie. I moim zdaniem tyle mówi Środa.
KyLu dnia 11/03/2008
Wybacz KyLu, ale ja mówię o sposobie wyrażania poglądów przez panią Środę. Określanie kobiet mianem "krów" to pogarda

Czy Ty naprawdę pojęcia takiego jak "święte krowy" nie znasz czy udajesz?
i Twój podziw dla wolnego rynku niczego tu nie zmieni.

to raczej podziw dla wolności. Ja wiem - nieznany lewicowcom czy państwowym konserwatystom.
KyLu dnia 11/03/2008
Powinnyśmy się domagać, żeby owo państwo, skoro tak bardzo domaga się rodzenia, pamiętało, że produkcja ludzi kosztuje.

Prościej i logiczniej by było wybić państwu z głowy domagania się rodzenia.
Leona dnia 11/03/2008
zaraz, czekaj, maga. W tym tekście jest co najmniej jeden mocny punkt (jakem kryptoesencjalistka ). Otóż prawda to, że drobne przedsiębiorstwa w ogromnej mierze tworzą kobiety - i to one ponoszą koszta, które państwo przerzuciło na nie. Często są to kobiety wypchnięte sztucznie z rynku pracy - bo państwo chłopięce (esencjalizm ) nie chce również ponosić "kosztów" praw pracowniczych. Solidarność powinna obowiązywać w obie strony. Powinnyśmy się domagać, żeby owo państwo, skoro tak bardzo domaga się rodzenia, pamiętało, że produkcja ludzi kosztuje. Nie tylko stadiony...

Ja również zgadzam się z Tobą, Malgo_. Skoro państwo domaga się rodzenia zawsze i wszędzie, podobno rządzący prowadzą zawsze politykę prorodzinną, to może rzeczywiście należałoby sprawę rozwiązać inaczej, z korzyścią dla kobiet i przedsiębiorczyń oraz przedsiębiorców. Gdyby za macierzyńskie płaciło państwo, a przedsiębiorca mógł na ów okres zatrudnić pracownika zastępczego, to nie byłoby problemu, bo dla drobny pracodawca nie odczułby tej zmiany. Poza tym kobiety może byłyby też chętniej zatrudniane. Druga kwestia to ta, o której wspomina Środa w dodatku "Praca", zobligować tatusiów do obowiązkowych urlopów tacierzyńskich. Powstanie więź z dzieckiem, panowie nauczą się zawijać potomkiem.
Leona dnia 11/03/2008
zawijać

"Zajmować", oczywiście.
Sylwia Derwisz dnia 11/03/2008
"Czy z jednej strony musimy mieć życie poczęte, a z drugiej zapłodnione jajo?"
tez sobie o tym myslalam. ze kobieta w ciazy zawsze jest wmanewrowana w ideolo.
Joanka dnia 11/03/2008
Ludzie kochane płci żeńskiej!
Ciąża to nie choroba....
A ja bardzo żałuję ,że nie mogę być stale w ciąży ale bez jej skutków!!!
Ja miałam podczas ciąż taki przypływ MOCY że góry przewalałam i morza osuszałam
Ha ha!.... i 2 mandaty ( w całym 32 letnim stazu kierowcy dostałam podczas ciąży...)
maga dnia 11/03/2008
Czy Ty naprawdę pojęcia takiego jak "święte krowy" nie znasz czy udajesz?


Ależ znam, jest to określenie dosyć pogardliwe. Jeśli i Ty chcesz je lepiej poznać, zapraszam do słownika:

święta krowa
r16;zwykle ironicznie o kimś, kto jest nietykalny, kogo nie można skrytykować, kto ma specjalne przywilejer17;: Zachowuje się jak święta krowa, myśli, że jej wszystko wolno.
Joanna Piotrowska dnia 11/03/2008
Wybacz, ale takie opisywanie kobiet może mi się nie podobać.

maga, daleka jestem od tego, by mowic ci co ci sie moze podobac lub nie. masz prawo do wyrazania swojej opinii i oburzania sie. tylko nie przekrecania slow i nie wciskania komus czegos, co nie powiedziala. tylko o to mi chodzilo. i dokladnie w takim znaczeniu jak piszesz wyzej sroda uzyla okreslenia "swieta krowa"
maga dnia 11/03/2008
Wiem, że w takim znaczeniu, i nie zgadzam się z tym. To nie jest określenie neutralne, tylko określenie kogoś, kto ma za wiele praw i przywilejów. Pytanie za 100 punktów: czy naprawdę matki i kobiety w ciąży mają na polskim rynku pracy za dużo praw i przywilejów?
KyLu dnia 11/03/2008
wybacz maga - jak dla mnie nie zrozumiałaś tego co napisała Środa. Uczepiłaś sie jednego określenia, nie rozumiejąc całości - zwróć uwagę, że nie tylko ja to piszę.
pozdrawiam
maga dnia 11/03/2008
To znaczy wg Ciebie nie mozna się nie zgadzać, można co najwyżej nie rozumieć? smileysmiley

Nie uczepiłam się jednego okreslenia, "uczepiłam" się demonizowania kobiet w ciąży i sugerowania, że mają za duże przywileje i wykorzystują pracodawców.
Joanna Piotrowska dnia 12/03/2008
Ale Magda Sroda pisze o czyms innym, Maga, ze znow pozwole sobie na cytat: "Zapłodniony jajnik zwalnia większość kobiet z wszelkiej odpowiedzialności, aktywności i solidarności z kobietami, które dały im pracę. I dobrze! Mogę to pochwalać, tyle że koszty tego powinno ponosić państwo, a nie inne kobiety, które są odważne, aktywne i zdecydowały się - zamiast żebractwa lub ciąży - na firmę". Ja to rozumiem w ten sposob, ze to panstwu powinno zalezec na tym, zeby bylo wiecej dzieci. I skoro tak, to wlasnie panstwo, nie mali przedsiebiorcy czy przedsiebiorczynie, powinno ponosic koszty zabezpieczenia kobiet w ciazy i matek.
know dnia 12/03/2008
nie podoba mi sie ten tekst, bo antagonizuje kobiety. moim zdaniem to nie licuje z feminizmem. przypomniala mi sie danuta waniek i jej ustawa likwidujaca fundusz alimentacyjny. ta sama ustawa rzucala jakis ochlap kobietom o bardzo niskich dochodach, w taki sposob, zeby alimenciary domagajace sie przywrocenia funduszu musialy automatycznie domagac sie odebrania ochlapu najbiedniejszym. do dzisiaj mam mdlosci.

uderzylo mnie, ze winowajczyn trudnej sytuacji drobnych przedsiebiorczyn autorka dopatruje sie nie w rzadzie, ktory ma w polsce zwyczaj wszelkie obciazenia zrzucac na barki obywateli (cala kwestie walki z przemoca domowa zalatwiaja organizacje pozarzadowe, nie dostajac na to z budzetu zlamanego grosza, ze podam pierwszy przyklad z rzedu. proponowana ustawa to nic innego, jak odsuniecie od panstwa odpowiedzialnosci za bezpieczenstwo ekonomiczne ciezarnych kobiet i zrzucenie jej na barki albo ich samych, albo ich pracodawczyn. zantagonizowane w ten sposob pracodawczynie i pracownice z mniejszym prawdopodobienstwem beda sie upominac o swoje prawa, widzac adresatke swoich pretensji w innej kobiecie, a nie w rzadzie); autorka nie widzi tez problemu w powszechnym lekcewazeniu prawa (dla mnie jest niepojete, po co w ogole funkcjonuje cos takiego, jak zwolnienie lekarskie, skoro l4 jest wystawiane na żądanie strajkujacym celnikom, czy policjantom, albo zdrowym kobietom w niezagrozonej ciazy, i nikt tego nie kwestionuje. wystarczylyby przepisy wykonawcze pozwalajace na wyrywkowe kontrolowanie zasadnosci zwolnien, z urzedu, a nie na wniosek pracodawcy, i problem nieuzasadnionych zwolnien by znikl).

wielkim jak krowa problemem w oczach autorki sa kobiety. juz sama taka optyka moim zdaniem jest mocno niefeministyczna. jezeli dolozyc do tego jeszcze falszywa alternatywe: albo ubostwienie ciazy, albo niezachodzenie w ciaze, caly tekst robi fatalne wrazenie.

dla mnie feministyczna perspektywa moze byc tylko jedna, bez wzgledu na nasze poglady na ekonomie: kazde rozwiazanie, ktore powoduje, ze pogodzenie macierzynstwa i kariery zawodowej kobiet staje sie niemozliwe, to zwykla dyskryminacja. proponowana ustawa zawiera wlasnie takie rozwiazania i z tego powodu jest nie do zaakceptowania.
meo hav dnia 12/03/2008
chciałabym zwrócić uwagę, że kategoria "przedsiębiorczyń" jest w dużym stopniu fikcyjna. znaczna część drobnych "przedsiębiorczyń" nie tylko nikogo nie zatrudnia, lecz sama naprawdę jest pracowniczkami najemnymi, zmuszonymi przez pracodawcę do fikcyjnego samozatrudnienia. takie fikcyjne samozatrudnienie, będące de facto gorszą wersją pracy najemnej, umożliwiła jedna z poprzednich reform kodeksu pracy (za czasów Buzka). kobiety ze względu na swoją kruchą pozycję na rynku pracy szczególnie często padają ofiarą takiej praktyki.

jeśli zaś chodzi o prawdziwe drobne przedsiębiorczynie, to źródłem ich kłopotów nie są mitologizowane koszty pracy, lecz konkurencja ze strony kapitału korporacyjnego. wielkim firmom łatwiej jest łamać prawa pracownicze i w ten sposób konkurować z małymi przedsiębiorstwami. dlatego zmuszenie firm takich jak Tesco do przestrzegania prawa pomogłoby małym przedsiębiorstwom bardziej niż ograniczanie praw pracowników - jeśli bowiem chodzi o zyski czerpane z ich łamania, wielkie firmy zawsze mają przewagę, choćby wynikająca z efektu skali.

jeśli chodzi o pracowitość Polek i Polaków, to pracujemy najciężej w Europie (pod względem ilości godzin przepracowanych w ciągu roku). a wydajność pracy rośnie kilkakrotnie szybciej niż płace realne.

od autorki, która deklaruje się jako liberałka, można oczekiwać pewnej wiedzy o gospodarce rynkowej oraz znajomości danych empirycznych dotyczących kraju, o którym się wypowiada (jeśli w jej rozumowaniu pojawiają się tezy nt. stanu faktycznego). niestety tekst Autorki przypomina raczej wypowiedzi tych katolików, którzy są bardzo pewni własnych racji, ale na oczy nie widzieli Biblii. smutne to.
anka zet dnia 12/03/2008
Szanowna Pani Profesor, nie ukrywam, że zaskoczyła mnie informacja o Pani stosunku do kobiet w ciąży. Potem sprawę przemyślałam i nawet postanowiłam napisać tekst o tym, że nie wszystkie feministki są lewicowe (o czym wiadomo powszechnie smiley, ale nie wiedziałam, że to dotyczy Pani) - Pani mnie uprzedziła smiley.
Jednak powyższa wypowiedź przypomina chaotyczne słowa rzucone w obronie przed oponentkami.
Nie odniosę się do wszystkich fragmentów... "Znacznie mniej interesuje mnie ciąża kobiet i jej ochrona. To robią inni." Proszę wybaczyć, ale wywołało to mój uśmiech. Jest Pani feministką, a nie interesują Pani pewne kwestie, które dotyczą kobiet. Hm, ja jestem lesbijką i można rzec, że macierzyństwo, aborcja i wiele innych kwestii też mnie nie powinno interesować, bo jestem TYLKO lesbijką i wystarczyłoby, gdybym zajęła się działaniami na rzecz legalizacji związków jednopłciowych. Jednak tak nie jest, bo WAŻNA jest dla mnie KWESTIA KOBIECA.

Ciąża jest prywatną sprawą m.in. kobiet i niestety jest wykorzystywana do dyskusji politycznych. Niezależnie od tego, czy zawartość macicy nazywamy "dzieckiem" czy "płodem" nie wolno odbierać kobietom w ciąży praw i zakładać, że "NA PEWNO" chcą tych biednych pracodawców naciągnąć na koszty.

Znam z życia wiele przykładów zwalniania kobiet tuż po "wypełnieniu obywatelskiego obowiązku" wobec Ojczyzny i urodzeniu dziecka.
Wiem jak trudno kobietom funkcjonować na rynku pracy, kiedy ten, (oczyma liberałów) "dobry" i "wykorzystywany" przez kobiety pracodawca postrzega je w kategoriach obecnego lub przyszłego macierzyństwa.
I proszę mi wierzyć, pracodawcom potrzeba jeszcze wielu szkoleń, by nauczyli się szacunku dla kobiet (i tych w ciąży).

Niekiedy odnoszę wrażenie, że jak dzieci, kiedy coś przeskrobią, a robią tzw. "słodkie oczy", są głaskani po głowie i wspierani, bo "tak bardzo są wykorzystywani" przez te wszystkie "babska", co się ze swoim brzuchem obnoszą.

Jednej z oponentek powiem, że Pani Profesor wcale nie jest "ciepło" na posadzie uniwersyteckiej. Musi uporać się ze skorupą feudalnego ustroju władz uczelnianych.
Czy wiecie, jak trudno w Polsce o Gender Studies i wykłady na temat queer?
Jak "poważne" i "szacowne" i mieniące się "nowoczesnymi" uniwersytety i inne uczelnie odrzuciły te zagadnienia?!!!

Wszystkich proszę o staranność, by w dyskusji skupić się na poglądach i nie stosować "wycieczek osobistych".

Podsumowując, rozumiem, że ma Pani poglądy liberalne, chociaż odnoszę wrażenie, że niektóre Pani wpowiedzi powstały bez weryfikacji rzeczywistości. Proszę Panią w przyszłości o więcej zrozumienia dla kobiet w ciąży, nawet jeśli innym oddaje Pani przestrzeń do zajmowania się ich sprawami.

Serdecznie Panią pozdrawiam.
sonia dnia 12/03/2008
bardzo mądry artykuł,wreszcie ktos zauważył,ze przepisy chroniace kobiety w ciąży tak naprawdę działają na ich niekorzyśc,bo teoretycznie chroniąc w istocie utrudniają młodym kobietom wejście na rynek pracy,albo prowokują upokarzające "lojalki"o niezachodzeniu w ciążę
pracodawca jeżeli tylko ma wybór,woli zatrudnic mężczyznę,bo on mu w ciążę nie zajdzie,nie położy sie na 9 miesięcy,nie pójdzie na macierzynski..
jeżeli państwu zalezy na demografii czemu nie bierze na swoje(czyli wszystkich)utrzymanie ciężarnych tylko dociąża pracodawców?koszty pracy w Polsce są ogromne,ale to wiedzą tylko ci,którzy zatrudniają,mentalnosc pracownika najemnego na ogół jest roszczeniowa i krótkowzroczna
a jeżeli państwo tak dba o rodzinę to niech pozwoli dzielic PIT-a przez wszystkich jej czlonków,czemu z dzieckiem rozlicza się samotna matka,a ta w rodzinie już nie?czy sytuacja samotnej matki jedynaka na pewno zawsze jest trudniejsza od zamężnej matki czwórki dzieci?
ale od takiej polityki państwo ucieka,za to chętnie obciąża pracodawców wykazując "troskę"
pracodawca powinien móc zwolnic każdego pracownika,a tym żeby ciężarne nie umierały z głodu powinna się zając rodzina,ZUS,opieka społeczna,a nie przedsiebiorca(on lub ona)walczący o przetrwanie na rynku
Verbal dnia 12/03/2008
Polemika Charkiewicz ze Środą , smakowite, trzeba przyznaćsmiley
Charkiewicz pozostanie dla mnie "mocną autorką" z uwagi na swój "raport" o opiece zdrowotnej (Think-Tank Feministyczny) oparty na trzech osiach : wishful thinking, nietrafione konkluzje i anankastyczne powtarzanie dwóch słów tj "dyskurs" i "paradygmat".Tekst ów winien raczej nosić nazwę "Fantazmat o opiece zdrowotnej" .Ale to uwaga off-topic smiley

Środa dostrzegła problem absencji w przebiegu ciąży.No co jest się stało po prostu?smiley.Cieszy w każdym razie ta wolta choć jakoś we mnie to zaufania nie budzi.Niemniej jednak ma rację.Stosunkowo niedawno opisałem standardowy mechanizm rozgrywania ciąży w mojej branży.Prawda leży po środku zatem rzecz jasna nie stosowało go 100% koleżane ale jakieś 30%.Zachęcam do lektury licznych forów dyskusyjnych gdzie kobiety szukają namiętnie namiarów na lekarzy wypisujących zwolnienia "na ciążę" bez wnikania.smiley.
Jako "antyesencjalista" uważam raczej , że ma to związek z postrzeganiem pracodawcy jako wyzyskiwacza per se i dobrze to opisała Sonia.W bardzo podobny sposób traktuje się w Polsce właścicieli prywatnych kamienic.Ot , residua socjalizmu , nie zdywersyfikowana płciowo.
maga dnia 12/03/2008
Jednej z oponentek powiem, że Pani Profesor wcale nie jest "ciepło" na posadzie uniwersyteckiej.


Myślę, że jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jakie szanse na znalezienie pracy mają kobiety 50+ dobrze wiemy. Tymczasem na uniwersytecie posady są praktycznie dożywotnie i z tego miejsca łatwo jest pozytywnie wypowiadać się o ostatnich pomysłach typu zwalnianie osób przed emeryturą. To tak jak mężczyźni wypowiadają się o zakazie aborcji - przecież ich to nie dotyczy bezpośrednio i nigdy nie będzie dotyczyć. Łatwo jest być radykalnym na cudzy rachunek.
kiann dnia 12/03/2008
Sprawdzonym rozwiązaniem, które pozwoli pogodzić ciążę/macierzyństwo z życiem zawodowym, jest elastyczny system pracy. Czyli taki, w którym kobieta nie rezygnuje całkowicie ze swoich obowiązków, ale jedynie- przy współudziale innych pracowników/czek- inaczej nimi zarządza (część pracy wykonuje w domu, spędza w firmie mniejszą ilość godzin, przekazuje część zadań r11;np. delegacje- innym pracownikom, których podejmuje się w tym celu przeszkolić, itp.itd). Niestety, warunkiem, żeby system ten zaczął działać w Polsce, i to na większą skalę, jest wzrost zaufania pomiędzy pracowniczkami a pracodawcami/czyniami.

Jak to działa? Spędziłam ostatnio sporo czasu na oddziale patologii ciąży. Raz w tygodniu przywoziłam tam teczkę dokumentów i przy szpitalnym stoliku, razem z koleżanką, którą skierowano tam na obserwację, kończyłyśmy projekt dla naszej firmy. Z łóżka obok menedżerka zarządzała za pomocą telefonu i segregatora restauracją i pubem, nauczycielka sprawdzała prace uczniów, które przywoził jej mąż. Wszystkie te kobiety nie robiły tego dlatego, że grożono im zwolnieniami, tylko po prostu cały czas czuły się pracowniczkami swojej firmy, częścią większego systemu: swoich pracodawców/czyń, współpracowników, klientów (i może powinnam też dodać, miały z tego po prostu satysfakcję).

Z drugiej strony, spotykało się to (i to, jak sądzę, ma na myśli Prof. Środa mówiąc o rroli świętej krowyr1smiley z ironicznymi czy pobłażliwymi komentarzami innych kobiet: że te pracujące
takie niezaradne (czytaj: nie ustawiły pracodawcy tak, żeby mieć święty spokój), że niewolnice (pracują, a przecież nie muszą- w końcu są na zwolnieniu), w najgorszym wypadku- złe (przyszłe) matki itp itd. Nie sądzę, że chodzi tu, jak pisze jedna z komentatorek, o demonizowanie kobiet. Chodzi raczej o nazwanie pewnego zjawiska, które nie dotyczy tylko samych kobiet, ale również ich mężów, wujków i rodzin: przekonanie, że z chwilą zajścia w ciążę kobieta m tylko jeden cel i zadanie (macierzyństwo), w związku z tym na resztę nie musi się zupełnie oglądać, a jedyną odpowiedzialnością, jakiej się od niej wymaga, jest odpowiedzialność wobec przyszłego dziecka.

Wydaje mi się, że u nas cały czas dominuje dyskurs dwubiegunowy (cyniczny pracodawca kontra ofiara, albo odwrotnie). Znam zjawisko naruszania praw pracowniczych matek i ciężarnych, tak samo jak wiem o tym, że załatwienie L4 rna ciążęr1; (nawet jeśli jest to zdrowa ciąża) nie jest w naszym kraju problemem. I mam wrażenie, że wojna o kodeksy nic tu nie da, dopóki obie grupy nie zaczną się kierować zasadą wzajemnej odpowiedzialności.
elektrycerka dnia 12/03/2008
Joanka - sorry, ale co chcesz powiedzieć? Żeskoro świetnie sie czułaś w ciąży, to kobiety wolno wyrzucac z pracy w czasie ciąży czy tez wręcz prezciwnie? Bo nie rozmawiałysmy o samopoczuciu, tylko o projektowanych zmianach w prawie pracy, więc jakoś nie zrozumiałam. Czy moze kobiety w ciaży powinny sie cieszyc, jak je ktos wyrzuca z pracy? czy jak?
kiann dnia 12/03/2008
A poza tym, do magi-
Feministki się różnią (chyba im wolno?smiley, więc dyskutujmy z prof. Środą za pomocą argumentów, a nie personalnych oskarżeń. Słabo mi się robi, jak czytam o "ciepłej posadce na uczelni" i pomiataniu "motłochem". "Ciepła posadka na uczelni" to również stanowisko, na które prof. Środa zapracowała, i na którym, uwierz mi, również cały czas pracuje (a nie dożywa spokojnie emerytury). Co do braku zainteresowania "motłochem": niezależnie od tego, czy zgadzamy się z poglądami prof. Środy,czy nie (u mnie bywa z tym różnie) wypada chyba przyznać, że jest to osoba, która dla kobiet w tym kraju coś robi (a mogłaby, jak sugerujesz, spokojnie spędzić resztę życia w zaciszu gabinetu, z którego przed emeryturą nikt jej nie wyrzuci).
maga dnia 13/03/2008
Nigdy nie twierdziłam, ze prof. Środa nie zapracowała na swoje stanowisko na uczelni, chodzi mi jedynie o to, że łatwo jest wspierać zmiany w kodeksie pracy z pozycji osoby uprzywilejowanej, której te zmiany nie dotkną. Smutne ale prawdziwe.
sonia dnia 13/03/2008
nie chodzi o to ,że kobiety mają się cieszyc,jak są w ciąży zagrożone utratą pracy,Malgo,chodzi o to,że ciężarne czy nie -mają przede wszystkim myslec ,bo ciąża wbrew pozorom trwa krótko,a potem na ten rynek pracy się wraca i się słyszy "pani już dziękujemy",a ludzkie szczenię długo rosnie i wymagania finansowe też :-)
chodzi też o to,że pracodawcami coraz częściej są inne kobiety,a wyobraź sobie maly zakład fryzjerski czy kosmetyczny,taki na 3 pracowniczki,które są w wieku rozrodczym i co chwilę ląduja na L4,a przypominam,że w naszym kraju pierwsze 35 dni zwolnienia płaci pracodawca,co samo w sobie jest pomysłem horrendalnym,bo z kolei wyobraź sobie,że pracujesz na własny rachunek i ..zachodzisz w ciążę..wtedy nikogo nie obchodzi czy masz z czego życ,przecież jesteś "bizneswoman",nawet jak ten biznes jest jednoosobowy..bo na przykład masz własny gabinet,a klientki ci raczej nie zapłacą za niewykonana pracę..
sonia dnia 13/03/2008
generalnie ,bardzo miło jest poddac się błogiej swiadomości,że jest się w "świętym stanie blogosławionym",jestem też jak najbardziej za ochroną ciężarnych,ale od tego nie są pracodawcy(pracodawczynie),a nasz kodeks pracy jest mocno skrzywiony w strone pracownika "etatowego"
że już nie wspomnę co myślę o kretyńskiej Karcie Nauczyciela,ale to inny temat..
awe dnia 13/03/2008
Ruch feministyczny powstaje przez dzialania i wypowiedzi, przez nawiazywania relacji między osobami identytfikującymi się jako feministki. Z tego punktu widzenia lista dyskusyjna jest formą istnienia ruchu. Należy się więc cieszyć, ze listy istnieją, toczą się tam dyskusje i ścierają poglady. Ponieważ Feminoteka przeniosła tę dyskusję z zamkniętych list na forum publiczne, toteż należaloby tutaj przedstawić w całosci list, z którym Magda Środa polemizuje:

9 marca ewa charkiewicz napisała:

We wczorajszej GW:

Cytat z (...) : ruch feministyczny w Polsce jest dziełem kilku osob. Oprócz siebie i Agnieszki Araszkiewicz miała na myśli kilka osób, między innymi Agnieszkę Graff, Agnieszkę Grzybek, Katarzynę Bratkowską, Annę Zawadzką, Ewę Dąbrowską, Annę Czerwinską. Doktorantki, stypendystki, filozofki, literaturoznawczynie".

Taka definicja pokazuje centralizację ruchu przez salon w Wawie i wykluczenie innych głosów kobiecych i innych organizacji i w ogóle historii ruchu feministycznego. A przy okazji pokazuje słabość polskiego feminizmu dworkowego, gdzie owszem, na uniwersytecie można coś tam o kobietach powiedzieć, ale w ramach tego czym zawsze zajmowały się grzeczne dziewczynki (pisanie wierszy, czytanie powiesci, ewentualnie nauczanie ubogich dzieci).

Pomieszane są dyskurs o feminizmie i o kobietach, polityka reprezentacji tego czym jest feminizm (feminizm jaki widzialny jest w mediach, czyli feminizm zredukowany do równego statusu, aborcji, przemocy ale tylko w rodzinie, tropienia stereotypów w mediach) - i tzw. rzeczywistość społeczna, której nie ma w akademickich analizach dworkowych feministek, bo zajmują się literaturą, a nie analizą umocowania patriarchatu w państwie, prawie, na rynku czy nierównościami społecznymi. Socjologiczna analiza, np. w wydaniu prof. Małgorzaty Fuszary jest zredukowana do numerycznej równości kalkulowanej po zewnętrznych cechach płciowych (ile chlopców, ile dzieczynek w sejmie czy w firmie, albo szklany sufit i lepka podłoga). Mamy więc mobilizację ruchu feministycznego pod takim przywództwem, ale nie mamy teorii ucisku kobiet, ani nawet badań nad kobietami i socjologii genderowej. Ruch społeczny bez teorii ucisku kończy się doraźną mobilizacją, co było widać na wczorajszej Manifie w Wawie. Przyszło dużo ludzi, ale z wyjątkiem Solidarności 80 czy Demokracji Pracowniczej żadnych społecznych haseł nie było. Kobiety żyją powietrzem? Wszystkie mają świetny dostęp do opieki zdrowotnej? Jedno z haseł głosiło, iż prawica jest szkodliwa dla zdrowia kobiet. Tylko prawica jes problemem? Tak jakby sejmowa lewica czy PO nie wprowadzały komercjalizacji służby zdrowia czy nie głosowały za ustawami, które kasują prawa kobiet i prawa człowieka.

I tu warto zwrócić uwagę na dwa cytaty z Magdy Środy w tym samym sobotnim numerze GW:

W artykule w Feministycznej Gazecie (dodatek do GW) Magda konstruuje dwie ogólne, esencjalistyczne kategorie: kobiety kontra mężczyźni, mobilizuje kobiety do solidarności i do walki z mężczyznami o równy kawałek ciastka/korzyści z transformacji. " W sierpniu 80' .. mężczyźni napisali na murach "Kobiety idźcie do domu! My walczymy o Polskę". I tę Polskę wywalczyli dla siebie". Nie chodzi o to, by ją im odbierać, lecz podzielić. Solidarnie, czyli równo.

Ponieważ różnice między kobietami są w tej ogólnej esencjalistycznej kategorii sa zamazane (nie ma róznic klasowych, rożnic miasto, wiek, religia, etc.), to na tak skonstruowanej mobilizacji skorzystają kobiety, ktore mają większą siłę przebicia.

Dla wielu kobiet to ciastko do podziału między kobietami i mężczyznami niestety zatrute.

Widać to z kolejnej wypowiedzi Magdy Środy w tym samym numerze GW, tym razem w sprawie projektu Szenfelda, o zmianach w prawie pracy, gdzie Magda Środa przemawia jako neoliberalny facet.

"Liberalizację kodeksu w przypadku małych przedsiębiorstw poparła prof. Magdalena Środa, pełnomocniczka ds równego statusu kobiet i mężczyzn w rządzie Marka Belki.

Nim zaczniemy budować państwo opiekuńcze, musimy mieć z czego to zrobić. My Polacy, ledwo wyrwaliśmy się z realnego socjalizmu ku wolnemu rynkowi, już chcemy z powrotem socjalizmu, i to jeszcze zanim ten wolny rynek zaczął przynosić owoce. Myślę że lepiej dać odetchnąć małej przedsiębiorczości, a potem dopiero wracać do idei państwa opiekuńczego" .

Tutaj Środa, nie mówi już o solidarności kobiet, ale o domaga się - w imię domniemanego wspólnego dobra - ofiarności i poświęcenia od kobiet niskozarabiających, kobiet w ciąży, przed emeryturą, bo to przede wszystkim ich sytuacja pogorszy się, jeśli ustawa zostanie wprowadzona. De fakto Środa wzywa do odebrania praw kobietom.

Argument o tym, ze wolny rynek jeszcze nie zaczął przynosić owoców jest demagogiczny, bo zdecydowanie te owoce przyniósl, z tym, że wskutek nieoliberalnego zarządzania państwem i rynkiem przyniósł te korzyści niewielkiej grupie osób.

(Cytat z wywiadu z Magdą Środą w poniedziałkowej Gazecie Praca).
sonia dnia 13/03/2008
skąd ten pomysł,że liberalizacja rynku pracy wykluczy ciężarne,kobiety starsze i tak dalej?a moze ułatwienie działalności malym firmom właśnie im ją da? ostatnio raczej brakuje rąk do pracy,bo pojechały do Irlandii,więc kobiety mają historyczną szansę jak w czasie II wojny światowejsmiley
jesteśmy lepiej wykształcone,liczniejsze,silniejsze niż kiedykolwiek,w dodatku politycy nam się podlizują żebyśmy chciały miec dzieci bo im demografia siadła ,czy jedyne co potrafimy wymyślic to trzymanie się durnego kodeksu pracy?
a dlaczego nie Pit dzielony na wszystkich członków rodziny?albo 10% dodatek do kobiecej emerytury za każde dziecko?zamiast nam opowiadac,że będziemy miały niskie emerytury bo za długo żyjemy niech nam doliczą za nowych obywatelismileymożna mundurowych liczyc osobno,bez powiązania ze składkami,a matki nie?
elektrycerka dnia 13/03/2008
nie chodzi o to ,że kobiety mają się cieszyc,jak są w ciąży zagrożone utratą pracy,Malgo,chodzi o to,że ciężarne czy nie -mają przede wszystkim myslec ,bo ciąża wbrew pozorom trwa krótko
,
ależ, soniu - moje pytanie było ironiczne! nawiązywało do wypowiedzi Joanki, że, z grubsza smiley "ciąża jest piękna". Byc może źle to odczytałam, ale miałam wrażenie, że Joanki głos oznacza "a wy, feministki, to się znowu zajmujecie jakims tam niekobiecym rynkiem i kodeksem, zamiast się cieszyć, że ciąza jest taka piękna", czyli głos a la tzw. "zadowolona Jolka". Piekno ciąży rzecz subiektywna i ja to moge uznać, co mi tam, ale w dyskusji chodziło o regulacje rynku pracy. Najpiekniejsza ciąza na to nie pomoże.
Leona dnia 14/03/2008
Najlepszym rozwiązaniem jest płacenie za macierzyńskie przez państwo, żeby pracodawcy mogli na ten czas płacić komuś innemu, a kobiety nie zostały na lodzie, miały większe szanse na rynku pracy.Wtedy pracodawca nie miałby problemu, kobieta nie musiałaby martwić się, że zostanie zwolniona po zajściu w ciążę. To przedsiębiorczyni, która zatrudnia jedną fryzjerkę i sama pracuje, trudno jest płacić dwóm osobom jednocześnie, ale właśnie tutaj powinno wkroczyć państwo i prowadzić prawdzwą, a nie fikcyjną politykę prorodzinną. Takie rozwiązanie skuteczniej wpływnie na liczebność Polaków od zakazu aborcji i becikowego razem wziętych.
Joanka dnia 14/03/2008
Malgo!
Moje (2)ciąże były super-pełne energii i optymizmu i zapału do pracy na 100 frontów, ale teraz płacę za nie cenę...głodowej emerytury, bo na wcześniejszą zabrakło 1 rok własnie przez macierzyństwo.

I nie mam nic przeciwko pracy do 60 roku życia. Tylko,że dzisiaj moje rówieśnice otrzymują 1100 zł emerytury a ja za lat 10 dostanę 480 złotych mimo dłuższego stażu pracy.
KyLu dnia 15/03/2008
Najlepszym rozwiązaniem jest płacenie za macierzyńskie przez państwo,

Do wiadomości Leony - nie ma czegoś takiego jak płacenie czegoś przez państwo. To nadal płacimy my podatnicy, a więc i po części owi pracodawcy. Zrozum to w końcu. Tak naprawdę nie zmieniasz niczego, oprócz przerzucania kosztów Twoich pomysłów z jednej grupy na drugą. Pomyśl, przemyśl, zrozum.
skakanka dnia 15/03/2008
No właśnie, Joanko, to ci dopiero zagadka ekonomiczna - pracuj dłużej, będziesz miała gorzej. Ja się rzutem na taśmę wstrzeliłam we wcześniejszą emeryturę i jak tylko będzie to konieczne, skorzystam, właśnie z powodu tej pokracznej ekonomii.
KyLu dnia 15/03/2008
Ja się rzutem na taśmę wstrzeliłam we wcześniejszą emeryturę

Nie wiem - dla mnie wstyd w ogóle się przyznawać do takiego czegoś. Inni muszą walczyć do samego końca, a tu jacyś egoiści się wywijają w taki sposób.
kiwaczek dnia 15/03/2008
Nie rozumiem jak można być feministką i zwolenniczką wolnego rynku i/lub liberalizmu ekonomicznego, przecież założenie o wolnym podmiocie aktorze gry rynkowej wywaraca sens mówienia o emancypacji kobiet w ogóle. Czy Środa tego nie widzi, przeciez napisała książkę "Indywidualizm i jego krytycy" tam sama o tym pisze. Jeżeli cieżarna kobieta ma sobie sam radzić, i nie potrzeba solidarności społecznej to oznacza, że nie ma sensu móiwć o dyskryminacji kobiet w ogóle. Przeciez ofiara gwałtu mogła nauczyć się karate, bita żona rozwieść molestowana kobieta zgnieść molestatorowi ... kombinerkami, ale jakoś tak jest , że tak się rzadko dzieje. Wiemy z lektur Foucault, Bourdieu, i innych, że podmiot ludzki to bardziej skomplikowana maszynka i autonomiczny nie jest , no może nie raz z wysiłkiem bywa. A nagle gdy chodzi o ekonomie podmiot kobiecy staje się autonomicznym tytanem. To niepoważne. Ponadto Środa wspomina o pomocy państwa, gdyby była konsekwentna to zauważyłaby , że o liberalizmie nie może być mowy.
Będąc feministką zatem nie można być neoliberalnym facetem jak Środa (polecam Charkiewicz); choć pewnie nie trzeba od razu używać deklaracji : socjalistka, może umiarkowane spojrzenie w stronę Danii czy Szwecji pomoże. A propos tych ostatnich krajów pojawia się problem neokolonializmu i zależności globalnych. Ponadto Środa faktycznie nie rozumie ekonomii dzisiejszej Polski, pewnie dlatego, że jak podejrzewam w owej Polsce nigdy nie musiała złożyć CV i nie była 1h bezrobotna. Uniwersytety to miłe miejsce i mało obciążające macierzyńsko w porównaniu z innymi krajami. Do tego dołacza się schemat "walczyłam z komuną" więc jest za liberalizmem ekonomicznym, ciekawe czemu Środa nie argumentuje "walczyłam z komuna to popeiram Kościół Katolicki" równie nonsensowne
skakanka dnia 15/03/2008
Nie wiem - dla mnie wstyd w ogóle się przyznawać do takiego czegoś. Inni muszą walczyć do samego końca, a tu jacyś egoiści się wywijają w taki sposób.
A mnie nie wstyd, niech się wstydzą ci, którzy tak głupio ten świat urządzili. Ja na to wpływu nie mam. Co do walki - naprawdę??? Naprawdę musisz walczyć w tym swoim liberalnym raju? Nie wierzę.
kiwaczek dnia 15/03/2008
oczywiście uniwersytety miały mało obciążać w porównaniu z innymi zawodami (a nie krajami)
KyLu dnia 15/03/2008
solidarności społecznej

Kwiaczek - proste pytanie: czy "solidarność społeczna" istniejąca jedynie dzięki aparatowi przymusu oraz zmuszaniu ludzi do płacenia, to solidarność społeczna czy jednak zwyczajnie system zmuszający ludzi do wydawania pieniędzy za nich?
KyLu dnia 15/03/2008
A mnie nie wstyd, niech się wstydzą ci, którzy tak głupio ten świat urządzili.

Czyli do socjalistów smiley Bo to oni przecież wymyślili takie coś smiley
Przedwczesne emerytury to już szczyt bezczelności jest, bo nie dość że zmuszani jesteśmy przymusem do uczestnictwa w tym systemie to jeszcze wybrane jednostki są wyróżniane. Jesteś solidarna społecznie, ale tak naprawdę? To zrezygnuj, na znak walki o RÓWNOŚĆ, a nie uprzywilejowanie pewnych grup.
Naprawdę musisz walczyć w tym swoim liberalnym raju? Nie wierzę.

Łopatologicznie - pracować do 60/65 roku życia.
KyLu dnia 15/03/2008
I gdzie ten kraj jest liberalny? Do książek przed pisaniem takich głupot smiley
kiwaczek dnia 16/03/2008
Kylu czy przedawkowałeś/aś Najwyższy Czas, że podatki nazywasz systemem przymusu, dzięki tej opresji nauczyłeś/aś się czytać i pisać takie .... nierozsądne opinie. Neoliberalizm w tym kraju jest fakte, albo niestety nim się staje. Opodatkowanie na rzecz kobiet w ciązy to oczywisty przykład dzielenia się cieżarami wychowania dzieci, nie mamy wielopokoleniowych rodzin, dzieci n ie wychowują się same biegając umorusane po podwórzu więc trzeba to jakoś rozwiązać. KyLu razi mnie ten bolszewizm neoliberalny, który podatki karze nazywac ci aparatem przymusu.
sonia dnia 16/03/2008
czy ja mogę zgłosic jeszcze raz pomysł,moim zdaniem prorodzinny i bardzo prokobiecy,żeby do emerytury doliczało się kobiecie 10% za każde dziecko,a PIT był dzielony przez wszystkich członkow rodziny?
co ty na to KyLu? nie zaprzeczysz,że w interesie CAŁEGO społeczeństwa jest żeby kobiety chcialy miec dzieci?
a obrończynie samotnych matek muszą przyznac ,ze sytuacja samotnej matki jedynaka nie musi byc wcale trudniejsza ekonomicznie od sytuacji zamężnej matki czwórki dzieci?dlaczego jedna moze dzielic dochód z dzieckiem,a druga nie?
sonia dnia 16/03/2008
wcześniejsze emerytury to chwilowe rozwiązanie,ale trzeba dac szansę na przeżycie tym ,które większośc życia spędziły w socjalizmie i nie są w stanie teraz konkurowac na rynku pracy z lepiej wykształconymi i młodszymi,już tego nie nadrobią
a że gdzieś trzeba postawic granicę,zawsze będą pokrzywdzone "pograniczniczki"
ale potem,jeżeli decydujemy się utrzymac przymusowe ubezpieczenia społeczne,musimy podnieśc kobietom wiek emerytalny,dzisiaj spotykam emerytki płaczące nad swoim ubóstwem,ale jak zapytam to okazuje się ,ze przepracowały 25 lat ,a na emeryturze są już 28
jaki system to wytrzyma?
sonia dnia 16/03/2008
KyLu,zanim mnie zaatakujesz za socjalistyczne ciągotkismiley to zastanów się ;kobieta bezdzietna ma dużo większe szanse na karierę i wyższą emeryturę-ale to dzieci tej,która miala czwórkę bedą w przyszlości placic emeryturę tej pierwszej poprzez uczestnictwo w systemie
a systemu nie zlikwidujemy-to utopia (chociaż kusząca)
KyLu dnia 16/03/2008
Kylu czy przedawkowałeś/aś Najwyższy Czas

Nie czytuję.
że podatki nazywasz systemem przymusu,

A nie są? Czy do ich ściągania jest stosowany przymus czy nie? Proste pytanie.
dzięki tej opresji nauczyłeś/aś się czytać i pisać takie

Tego akurat nauczyli mnie rodzice zanim zaczęła się moja oficjalna edukacja.
Neoliberalizm w tym kraju jest fakte, albo niestety nim się staje.

Tak rozumiem, że postuluje on wysokie podatki (średnie przeszło 70% naszych dochodów na nie przeznaczamy), przymusowy system emerytalny, całą masę szkodliwych przepisów, akcyzy, itp. itd. Powiedz mi coś jeszcze na temat liberalizmu - naprawdę ciekawych nowości się dowiaduję.
KyLu razi mnie ten bolszewizm neoliberalny, który podatki karze nazywac ci aparatem przymusu.

Więc zapytam - są ściągane przymusowo czy nie?
Ciekawe czy odpowiesz.

I skończ z tym neoliberalizmem - jakieś głupie pojęcie. Wolnościowość, liberalizm, libertarianizm się to nazywa.
KyLu dnia 16/03/2008
Opodatkowanie na rzecz kobiet w ciązy to oczywisty przykład dzielenia się cieżarami wychowania dzieci, nie mamy wielopokoleniowych rodzin, dzieci n ie wychowują się same biegając umorusane po podwórzu więc trzeba to jakoś rozwiązać.

Ale czemu manipulujesz nazywając to "solidarnością społeczną"?
Solidarnie by było jakby to było dobrowolne, a nie gdy stosujesz przymus by to wyegzekwować.
KyLu dnia 16/03/2008
czy ja mogę zgłosic jeszcze raz pomysł,moim zdaniem prorodzinny i bardzo prokobiecy,żeby do emerytury doliczało się kobiecie 10% za każde dziecko,a PIT był dzielony przez wszystkich członkow rodziny?
co ty na to KyLu?

Hmm - wiesz, pytasz osobę która jest zwolennikiem likwidacji państwowego systemu emerytalnego, więc ciężko mi się odnosić do czegoś takiego. I czemu akurat do emerytury? A co z tymi co nie dożyją?
mrau dnia 16/03/2008
co do emerytur, a szczególnie wcześniejszych emerytur to mnie osobiście przerażają panie w wieku różnym, które odliczają niemal dni do momentu w którym będą mogły przejść na wcześniejszą emeryturę i są gotowe bronić prawa do niej (oraz generalnie niższego wieku emerytalnego dla kobiet) jak niepodległości! i w żaden sposób nie można tym kobietom wytłumaczyć tego, że wcześniejsza emerytura oznacza de facto głodową emeryturę! i bądź tu człowieko feministką!
KyLu dnia 16/03/2008
Proste - bardzo niskie podatki, każdy odkłada na siebie i problemu wcześniejszych już nie ma.
sonia dnia 16/03/2008
no i słusznie,ale zabierz najpierw rolnikom,mundurowym i innym grupom,których emerytury nijak nie są powiązane z wpłaconymi składkami,życzę powodzenia
KyLu dnia 16/03/2008
Poczytaj - na to też jest sposób (nie siłowy)
(za dużo pisania zdecydowanie)
kiwaczek dnia 16/03/2008
Kylu neoliberalizm to nazwa pewnego realnego ustroju, i tak jak instniał socjalizm realny i słusznie go krytykujemy, tak nie istnieje inny kapitalizm niż ten realny. Mrzonki libertariańskie nie sprawdzają się ani w teorii ani w praktyce, zadługo by argumentować. Kylu zauważ że przyjmowanie libertariańskiej wizji człowieka powoduje, ze mówienie o dyskrymnacji kobiet w ogóle traci jakikolwiek sens. Jak argumentowałem wyżej dla libertariańskiej wizji kobiety winny się zapisywać na karate i to byłaby recepta na zjawisko gwałtu, a to przeciez absurd. Twoja argumentacja o środkach przymusu jest typowym zabiegiem redukcji do absurdu, rozumiem że ja mogę lżyć i obrażać Twoje uczucia religijne i patriotyczne, a jak mnie oskarżysz to będę mówił o systemie przymusu.Pojęcie soliarności społecznej to warunek istnienia państwa i jego organów, kłania się jakakolwiek wiedzy o pojęciu umowy społecznej. I powtarzam libertariański bolszewizm to tkwienie w PRLu tyle że w figurze fałszywej tego PRLu negacji.
sonia dnia 16/03/2008
no z tym karate to niezły pomysł,ale lepsze jest Wen Dosmiley
ja tem jestem za konsekwencjonalizmem-czyli zanim przyjmiemy jakieś rozwiązania nalezy przemyślec jego wszystkie mozliwe skutki,a nie wyciągac skrajności na sztandary i z powodu jednej wywalonej z pracy ciężarnej wprowadzac restrykcyjne przepisy,ktore spowodują niezatrudnienie 100 młodych dziewczyn,bo może zajdą w ciążę
KyLu dnia 16/03/2008
Mrzonki libertariańskie nie sprawdzają się ani w teorii ani w praktyce, zadługo by argumentować.

Zacznijmy od tego, że nigdzie nie były wprowadzone więc ciężko ocenić ich skuteczność...ale pewne wskazówki daje przykład USA - w tak (stosunkowo) krótkim czasie ekonomiczny gigant - a to wszystko zbudowane przede wszystkim na wolności gospodarczej. (a jak ktoś wspomni o niewolnictwie - w Europie pod nazwą feudalizm panowało ono zdecydowanie dłużej i bardziej było rozbudowane).
Kylu zauważ że przyjmowanie libertariańskiej wizji człowieka powoduje, ze mówienie o dyskrymnacji kobiet w ogóle traci jakikolwiek sens. Jak argumentowałem wyżej dla libertariańskiej wizji kobiety winny się zapisywać na karate i to byłaby recepta na zjawisko gwałtu, a to przeciez absurd

Pisząc takie rzeczy udowadniasz, że nie wiesz co to libertarianizm i nie znasz się zbytnio w tym temacie. Libertarianizm/liberalizm nie wyklucza istnienia policji, a w dużej części wręcz gorąco popiera jest istnienie oraz jej sprawność.
KyLu dnia 16/03/2008
Twoja argumentacja o środkach przymusu jest typowym zabiegiem redukcji do absurdu,

To jest on czy go nie ma?
Nie potrafisz szczerze odpowiedzieć?
rozumiem że ja mogę lżyć i obrażać Twoje uczucia religijne i patriotyczne,

Generalnie nie posiadam smiley
.Pojęcie soliarności społecznej to warunek istnienia państwa i jego organów, kłania się jakakolwiek wiedzy o pojęciu umowy społecznej.

Ale na pytanie nie odpowiedziałeś kolejne.
A co do umowy społecznej - ktoś z tu obecnych ją czytał, podpisywał? Czy to może jedynie pusty frazes, za pomocą którego narzucić/udowodnić można wszystko? Jesteś takim entuzjastą solidarności społecznej - to czemu nie pozwolisz jej rozwijać się dobrowolnie? No czemu? Bo wiesz, że jest narzucona i że z chwilą wprowadzenia dobrowolności okazałaby się mitem, czymś czego nie ma, pustym pojęciem ukutym przez polityków dla narzucania nam ich poglądów czy wyborów.
KyLu dnia 16/03/2008
Do lewicowców czy innych obrońców "solidarności społecznej" jedno proste pytanie - czemu nie pozwalacie ludziom być dobrowolnie solidarnymi, no czemu? Aż taki strach, że może by sie okazało, że to wcale nie jest tak jak mówicie? smiley
KyLu dnia 16/03/2008
A tu w prezencie piękne i prawdziwe podsumowanie "umowy społecznej" smiley

Poniższy tekst przypomina mi się zawsze, gdy w dyskusjach o podatkach, o ubezpieczeniach społecznych i ogólnie o tzw. o solidaryzmie społecznym, pada hasło "umowa społeczna", które niby ma wyjaśniać i usprawiedliwać to, co wyprawia się z nami, z naszą wolnością i własnością. Na stronach The Libertarian Enterprise znalazłem kiedyś tekst takiej umowy społecznej, który poniżej przetłumaczyłem. Trudno z pewnością taki kontrakt nazwać uczciwym, ale każe się nam go akceptować bez żadnego sprzeciwu.

Umowa Społeczna

§ 1

Zrzeknę się na rzecz Rządu pewnego procentu mojej własności. Rząd będzie ustalał wielkość tego procentu i może być on liczony od moich dochodów, wartości moich nieruchomości, wartości moich zakupów, czy używając dowolnych innych kryteriów, które Rząd sam wybierze, oraz będzie mógł je w dowolnej chwili zmienić. Aby pomóc Rządowi w określeniu tego procentu, będę używał nadanych przez Rząd numerów identyfikacyjnych.

§ 2

Ograniczę swoje zachowania tylko do takich, jakie określi Rząd, będę konsumował tylko te substancje, na które Rząd zezwoli, ograniczę swe czynności seksualne tylko do takich, na które pozwala Rząd, porzucę wierzenia religijne, które są sprzeczne z rządowym określeniem poprawności. Będę korzystał ze swojej własności tylko w sposób określony przez Rząd.

§ 3

Na żądanie, zrzeknę się swej wolności na czas, który określi Rząd. Podczas tego czasu będę służył Rządowi w dowolny sposób, wliczając w to służbę wojskową, w której będzie wymagać się, abym zabijał, albo poświęcił własne życie.

§ 4

Rząd pozwoli mi na poszukiwanie pracy, pod warunkiem poddania się ograniczeniom, które sam określi. Ograniczenia te mogą utrudnić mi wybór zawodu, czy wyeliminować stawki płacowe, na które się zgodzę.

§ 5

W rewanżu za to wszystko, Rząd zaoferuje mi pewne usługi. Rząd określi naturę tych usług i będą one mogły zostać w dowolnej chwili zmienione. Rząd może próbować bronić mojego życia i własności, ale nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdy mu się to nie uda. Rząd może zabronić mi obrony własnego życia lub własności.

§ 6

Rząd określi, czy mogę wybierać określonych urzędników i na jakich kandydatów będę mógł głosować. Wpływ mojego głosu jest odwrotnie proporcjonalny do ilości głosujących i pojmuję, że zazwyczaj będzie znikomy. Zgadzam się nie pociągać do odpowiedzialności żadnych urzędników za działania wbrew moim interesom, czy złamanie obietnic, nawet jeśli te obietnice miały wpływ na moje głosowanie.

§ 7

Zgadzam się, że Rząd może w dowolnej chwili zmienić powyższe warunki i pociągnąć mnie do odpowiedzialności, jeśli ich nie spełnię. Rząd może wejść, przeszukać i zająć mój dom oraz inną własność bez mej zgody czy wiedzy, aby zapewnić wypełnianie tych warunków, oraz że Rząd może w dowolnej chwili skonfiskować moją własność, uwięzić mnie albo zabić, zachowując kompletną bezkarność.

Podpis nie jest wymagany. Samo istnienie oznacza zgodę na warunki tej umowy.
KyLu dnia 16/03/2008
Wytłumaczenie dla niektórych - nigdy nie wiadomo kto dojdzie do władzy, więc i warunki owej "umowy społecznej" zawsze mogą się zmieniać skoro tak naprawdę nigdzie spisanej czy klarownie opisanej jej nie ma.
KyLu dnia 16/03/2008
A jak masz kiwaczek jakieś wątpliwości, to przed napisaniem czegokolwiek zastanów się ile razy obecna władza zrobiła nas "w bambuko" i ile tysięcy razy zdarzyło sie to w ostatnim czasie na całym świecie. To taki temat do refleksji dla Ciebie.
mrau dnia 16/03/2008
Zacznijmy od tego, że nigdzie nie były wprowadzone więc ciężko ocenić ich skuteczność...ale pewne wskazówki daje przykład USA - w tak (stosunkowo) krótkim czasie ekonomiczny gigant - a to wszystko zbudowane przede wszystkim na wolności gospodarczej. (a jak ktoś wspomni o niewolnictwie - w Europie pod nazwą feudalizm panowało ono zdecydowanie dłużej i bardziej było rozbudowane).
to gwoli uściśleń:
a o dwóch wojnach światowych to jaśnie pan słyszał? i o tym, że na początku 20 wieku USA nie były potęgą gospodarczą a ich gwałtowny wzrost znaczenia zarówno gospodarczego jak i politycznego przypada na pierwszą połowę 20 wieku... kiedy to europa dwa razy sama niemalże zrównała się z ziemią! a w tym czasie USA nie dość że sie rozwijały to jeszcze zbrojeniówka i dostawy dla walczących rozkręcały gospodarkę. rozumiem, że w Twoim przekonaniu to nic nie znaczący drobiazg w porównaniem z siłą i skutecznością myśli liberalnej?
(jak ja nie cierpię nieuków....)
sonia dnia 16/03/2008
ale co najmniej jedna z tych wojen była wywołana przez szczerego socjalistę piekłoszczyka A.Hitlera,nieprawdaż Mrau?
sonia dnia 16/03/2008
KyLu,ale ilu ludzi dobrowolnie wypisze się z systemu,w którym czują się bezpiecznie i zechce całkowicie samodzielnie ponosic konsekwencje wszelkich swoich decyzji i wyborów?
rzecz w tym ,żeby nieprzeregulowac i nie doprowadzic do kompletnej ekonomicznej stagnacji,co jest specjalnością socjalizmu
mrau dnia 16/03/2008
ale co najmniej jedna z tych wojen była wywołana przez szczerego socjalistę piekłoszczyka A.Hitlera,nieprawdaż Mrau?
narodowy socjalizm ma tyle wspólnego z socjalizmem co krzesło elektryczne z krzesłem smiley
niemniej jeśli życzysz sobie przyznania, że ludzie powołujący się na idee socjalistyczne spowodowali wiele zła to tak, zgadzam sie, wywołali! czy to jednak dyskredytuje ideę? jeśli tak by było to kościół katolicki należałoby rozwiązać natychmiast a kapitalizmowi przyjrzeć sie baaaardzo uważnie (polecam lekturę historii dyktatur w Ameryce łacińskiej oraz "motywów" dyktatorów)
KyLu dnia 16/03/2008
KyLu,ale ilu ludzi dobrowolnie wypisze się z systemu,w którym czują się bezpiecznie i zechce całkowicie samodzielnie ponosic konsekwencje wszelkich swoich decyzji i wyborów?

No ale przecież nikt nie zabrania im w takim żyć - problem w tym, że przymuszają innych do uczestnictwa. Komu by szkodziło to, że np. ZUS byłby dobrowolny?
KyLu dnia 16/03/2008
to gwoli uściśleń

no mnie zawsze mój brak dokładności gubismiley
Chodzi o czasy gdy rząd nie miał takiej władzy - a więc do czasów końca XIX wieku i początków XX. W krótkim czasie z niczego zbudowano wielki kraj.
20 wieku USA nie były potęgą gospodarczą

Tak? to wskaż mi inny przykład budowy takiego kraju w tak krótkim czasie, co później w krótki czas stał się potęgą? Przecież ten boom w pierwszej części XX wieku nie wziął się z niczego...
Przecież te wygrane wojny nie wzięły sie od tak z niczego smiley
no, a ja nie lubię osób co wniosków wyciągać nie potrafią.
Najpierw była owa wolność, która była kołem zamachowym budowy tego kraju Z NICZEGO w stosunkowo krótkim czasie, a dopiero potem przyszedł właściwy boom i że tu wojna pomogła to chyba nikt spierał się nie będzie. Tylko, że to właśnie ta wolność co była na początku stworzyła podstawy/dała środki do właściwego wykorzystania ekonomicznego tych zdarzeń.
kiwaczek dnia 16/03/2008
@ Kylu wiem czym jest libertarianizm, uczę o tym na zajęciach, wiem, że protekcjonalnie zabrzmiało ale wiocznie to potrzebne, ja mówię o konsekwencji pewnej wizji filozficznej, nie obchodza mnie argumenty libertarian, które karzą nam być ekonomicznie niezaleznymi ale nagle szast prast wynajdują sens istnienia prawa, stanowionego społecznie, Kylu poczytaj także krytyków libertarianskiej wizji świata, widze , że debata komunitariańska Cię omineła, ewentualnie poczytaj choćby książkę Środy - jej habitlitacje. sonia ma rację USA podniosły się gospodarczo dzięki I i II wojnie światowej oraz New Dealowi, ponadto dzięki temu, że zrobiły na jakiś czas prywatny folwark z Aemryki Łacińskiej, o specyficznej poityce wobec Czarnej mniejszości i immigantów nie wspominając. Kyle nie pisz tak dużych postów i nie spamuj libertariańską propagandą, to nie to miejsce. To dyskusja o nierozumnych wypowiedziach Pani Środy , która nie zrozumiała na czym polega ekonomia, tylko utożsamiła ją podnie jak Ty z neoliberalnym dogmatem. odsyłam do strony Mariusz Truowskiego www.uni.wroc.pl/~turowski/ , tam jest kilka dobrych teksów o neoliberalizmie, ewentualnie stronę recyklingu idei.
Ciąza jest elementem niezawionego obciążenia, niejest kwestią wyboru, oczywiście jednostkowa ciąża tak, ale o ile społeczeństwo ma trwać, ktoś musi rodzić, i to ten ktoś czyli kobiety ponoszą ciężar ogólnospołeczny, Kylu tak ciezko to zrozumieć? Ja wiem, ze Twój wyśniony homo economicus nie zachodzi w ciąże a dzieci w cuownym świecie libertarian pojawiają się jak grzyby po deszczu. był taki tekst Kołakowskiego gdzie pytał on o miejsce i status dzieci w filozofii liberalnej. Kyle argument z utopijnego wolnego rynku nie rózni sie od argumentu z utopijnego socjalizmu, też socjalizmu nigdzie nie było a więc gybyśmy porównywali utopijny libertarianizm z utopijnym socjalizme to mamy dwie wizje raju, ale co z tego obie są kontrfaktyczne. Czy 50 lat komuny nie nauczyło nas ostrożności w pokładaniu wiary w naiwen utopijne projekty społeczne, Kyle nie widzisz utopijności myślenia libertariańskiego, myśliz że świat to taka prosta maszynka. Warto poczytać odrobinę socjologii, tam nie ma takiego człowieka o jakim śnią linbertarianie. Ponadto warto zapamiętać pewną klaryfikacje Charlesa Taylora, rozróżnił on między poziome preferencji politycznych a poziomem ontologii społecznej, mamy wtedy dwie pary indywidualizm-kolektywizm, i atomizm holizm. Ja na przykład jestem z grubsza umiarkowanym indywidualistą z przekonań politycznych, wierzę w prawa jednostki etc, ale zdecydowanym holistą w dziedzinie ontologii społęcznej, gyż postrzegam człowieka w całym jego uwikłaniu w materię życia społęcznego. Ty zdaje się jesteś inywidualistą i atomistą stąd to nie zrozumienie uwikłania w jakim tkwimy w społeczeństwie. wypowiedź o hitlerze zmilcze bo to nie forum Psychiatryka24
kiwaczek dnia 16/03/2008
@ Kylu Stany nie powstały z niczego, wymordowano indian, zabrano im ziemię , niewolnictwo to pewnie Kylu szczyt myłsi libertariańskiej bo ono było ważnym elementme fundowania dobrobytu USA, ponadto USA okonywały grabieżczego opanowywania przyrody, vide bizony, Kylu lektury to dobra rzecz,
i jeszcze jedno ja nie wierzę w Lenina ani Castro, a Ty jakie masz zdanie o Pinochecie, czy Twój libertariański bohater?
KyLu dnia 16/03/2008
Kylu Stany nie powstały z niczego, wymordowano indian, zabrano im ziemię ,

Że w Europie niby nie mordowano, nie było niewolnictwa? A jednak to w USA w wiele krótszym czasie zbudowano wiele więcej. A mordowanie ludzi to chyba przełożenia szczególnego na rozwój ekonomiczny nie miało, tak jak i ziemia pusta.
niewolnictwo to pewnie Kylu szczyt myłsi libertariańskiej bo ono było ważnym elementme fundowania dobrobytu USA

W Europie panowało tak samo, na wiele większą skalę przez wiele dłuższy okres. A ja oczywiście nigdzie niewolnictwa nie usprawiedliwiam.
lektury to dobra rzecz,

No właśnie.
Ja porównuję rozwój USA do rozwoju Europy i to jednak wolnościowe stany lepiej wypadają niż Europa gdy porównać czas w jakim do pewnego poziomu się doszło.
i jeszcze jedno ja nie wierzę w Lenina ani Castro, a Ty jakie masz zdanie o Pinochecie, czy Twój libertariański bohater?

Wolę Pinocheta od Casto czy Lenina.
Ale mój stosunek do niego - zdecydowanie negatywny jeśli chodzi o metody.
KyLu dnia 16/03/2008
A co do reszty - jutro, bo już brak zdrowia smiley
know dnia 17/03/2008
kylu, chyba pomijasz wazny czynnik rozwojowy stanow, i nie mowie tu o ich zasobach naturalnych. ich żerowanie na konfliktach zbrojnych na calym swiecie nie skonczylo sie razem z ii wojna swiatowa, zauwaz prosze, ze stany zjednoczone nieustannie mniej lub bardziej oficjalnie podsycaja jakies wojny, i albo same w nich uczestnicza, albo zbroja ktoras ze stron (jezeli nie wszystkie).

poza tym ciekawe jest to namietne powolywanie sie na potege ameryki akurat w chwili, kiedy jej gospodarka, wlasnie dokladnie poprzez niedostateczna regulacje rynku, sie posrala

pazdrawliaju, know
KyLu dnia 17/03/2008
poza tym ciekawe jest to namietne powolywanie sie na potege ameryki akurat w chwili, kiedy jej gospodarka, wlasnie dokladnie poprzez niedostateczna regulacje rynku, sie posrala

Jakbyś chociaż poczytał/a toszkę co piszę to wiedział(a)byś o jakim okresie piszę - to raz. Dwa - o problemach gospodarczych USA to też radzę poczytać nie tylko na lewicy.pl czy onecie, ale i odmiennych portalach.

kylu, chyba pomijasz wazny czynnik rozwojowy stanow, i nie mowie tu o ich zasobach naturalnych. ich żerowanie na konfliktach zbrojnych na calym swiecie nie skonczylo sie razem z ii wojna swiatowa, zauwaz prosze, ze stany zjednoczone nieustannie mniej lub bardziej oficjalnie podsycaja jakies wojny, i albo same w nich uczestnicza, albo zbroja ktoras ze stron (jezeli nie wszystkie).
'
Raz - pisałem o innym okresie, do okresu przed 1914 gdy w stosunkowo krótkim czasie zbudowano całe, silne państwo z niczego dosłownie. Dwa - ZSRR robiło dokładnie to samo, a jednak jego droga potoczyła się całkowicie inaczej, przypadek?
elektrycerka dnia 17/03/2008
kiwaczku,
podziw za świętą ciepliwość smiley
sonia dnia 17/03/2008
ad meritum
zgadzam się ,ze kobiety ponoszą cieżar ogólnospołeczny związany z ciążą i macierzyństwem i WŁAŚNIE dlatego nie powinno się go przerzucac na pracodawców tylko na szanowny zus,który też jest niejako ogólnospołeczną instytucją,tyle,ze tak cholernie marnotrawną,ze zaraz się zawali
zus powinien placi L4 od pierwszego dnia i tyle
a obecne przepisy wypychają młode kobiety z rynku pracy
KyLu dnia 17/03/2008
kiwaczku,
podziw za świętą ciepliwość

Ode mnie też - ucz się Malgo, ucz smiley
know dnia 17/03/2008
dzieki za dobre rady, tak sie sklada, ze swoje opinie na temat kryzysu w stanach formuluje glownie na podstawie literatury naukowej, bo jestem ekonomistka z wyksztalcenia i nadal zajmuje sie tlumaczeniem prac naukowych, a nie z internetowych portali.

budowa amerykanskiej potegi gospodarczej za posrednictwem chamskiego, niczym nieograniczonego kapitalizmu, o ile dobrze pamietam, skonczyla sie kolosalnym pierdnieciem, posraniem sie i rujnujacym wielkim kryzysem, z ktorej twoja piekna usa by sie nie wygrzebala do konca swiata, gdyby nie przyszla jej na ratunek druga wojna swiatowa.

btw, zycie nie polega tylko na zarabianiu pieniedzy. panstwa, ktore wychodza z takiego zalozenia koncza z kultura ograniczajaca sie do hollywood, muszac importowac nie tylko 95% mozgow na swoje uczelnie, ale tez jakies 99% wszystkich tworcow. do mnie ten wariant jakos nie przemawia.
KyLu dnia 17/03/2008
dzieki za dobre rady, tak sie sklada, ze swoje opinie na temat kryzysu w stanach formuluje glownie na podstawie literatury naukowej, bo jestem ekonomistka z wyksztalcenia i nadal zajmuje sie tlumaczeniem prac naukowych, a nie z internetowych portali.

Czyli co mówi w tym temacie szkoła austriacka też czytałaś? O tym, że przyczyną kryzysu jest sztuczne obniżanie przez bank centralny oprocentowania podstawowego i dalsze konsekwencje tego działania? O tym, że obecny kryzys w USA wywołany został nadmierną podażą pieniądza, która ułatwiła właśnie ekspansję kredytową, a tym samym kryzys pogłębiła? O tym, że problem kredytów to skutek nadmiaru pieniądza? No zgodne z liberalną nauką to to nie jest, tym bardziej że ta jest zwolenniczką parytetu złota najlepiej, by nikt pieniądza nie psuł.

A co do ratowania teraz banków - znowu interwencjonizm pokaże swój idiotyzm. W każdym normalnym kraju takie banki by zwyczajnie padły i najprawdopodobniej w przyszłości nie odnalazły już naśladowców. A tak? Państwo pomoże, oczywiście z kasy podatników i żadna kara je nie spotka. Potem znowu - będzie szansa, to maksymalizacja zysków za wszelką cenę, no bo potem "przyjdzie kryzys to państwo znowu pomoże". I tak w kółko.
KyLu dnia 17/03/2008
budowa amerykanskiej potegi gospodarczej za posrednictwem chamskiego, niczym nieograniczonego kapitalizmu, o ile dobrze pamietam, skonczyla sie kolosalnym pierdnieciem, posraniem sie i rujnujacym wielkim kryzysem, z ktorej twoja piekna usa by sie nie wygrzebala do konca swiata, gdyby nie przyszla jej na ratunek druga wojna swiatowa.

To jak się tak na ekonomii znasz to poczytaj też co myślą o tym również przedstawiciele liberalizmu w tym temacie. Tak chociażby dla równowagi.
btw, zycie nie polega tylko na zarabianiu pieniedzy.

I tu idealnie sie objawia Twój egoizm - nie Tobie decydować na czym polega życie, czym jest życie innych ludzi. Jesteś nikim kto ma prawo o tym decydować.
panstwa, ktore wychodza z takiego zalozenia koncza z kultura ograniczajaca sie do hollywood,

Które i w Europie niesamowicie popularne, tylko że ta takiego Hollywood stworzyć nie potrafiła.
nie tylko 95% mozgow na swoje uczelnie, ale tez jakies 99% wszystkich tworcow. do mnie ten wariant jakos nie przemawia.

tylko ciekawe czemu to te mózgi, inteligentne osoby jakby nie było, jeżdżą jednak do "dzikiego USA" a nie do regulowanej Europy, hmm?
sonia dnia 17/03/2008
co się będziecie Stanów czepiac,przecież żeby zapoznac się ze skutkami praktycznego zastosowania socjalizmu (jeżeli ktoś za młody,albo pamięc niedomaga) wystarczy pojechac na Kubę albo do Korei Północnej(notabene jedyny kraj nie mający zupełnie problemu ze szczurami-wszystkie zjedli)
jakoś tak niestety jest ludzka natura skonstruowana,że socjalizm mimo szczytnych haseł zupełnie nie działa w praktyce,pewnie dlatego ,ze ludzie są podlismiley i chętnie się cudzym podzielą,a swojego nie dadzą
a tym co mi podadzą za przykład Szwecję uprzejmie donoszę,ze tam najpierw się wzbogacili(zaczynając od zrabowania Polski w czasie "Potopu"smiley,a potem sobie socjal zrobili,ale już nie wyrabiają mimo wysokich podatków
sonia dnia 17/03/2008
a te mózgi jadą zarabiac dobre pieniądze za ciężką pracę,bo na socjalistycznych uczelniach europejskich wprawdzie się nie narobią,ale kasy ni masmileybo państwo daje byle co za byle jaką robotę,całkiem jak u nas..
elektrycerka dnia 17/03/2008
sonia,
definicję socjalizmu poproszę - bo chyba masz zbitkę myślową z czyms innym trochę.

Przy okazji: teza, że system szwedzki jest możliwy dzięki potopowi szwedzkiemu jest dość rewolucyjna, ale za to całkowicie błędna. Nic właśnie. Jeszcze w XIX wieku (czyli tak pare lat po potopie smiley ) Szwecja była krajem bardzo biednym. Na dokładke nie mieli imperium, jak Brytania. szwecja, soniu, jest akurat antytezą tego, że "najpierw się dorobimy, a potem podzielimy".
(Co zreszta nigdy w kapitalizmie nie nastepuje, bo dorabiać się mozna ad mortem defecatam, jako, że apetyt rośnie w miare jedzenia. Ale do tego wytarczy poczytać niekoniecznie Marksa, chociaż on to równiez zauważył.)
sonia dnia 17/03/2008
wiesz co moze i definicje socjalizmu są śliczne,ale ,ze działanie było parszywe to ja akurat nieźle pamiętam
a co powiesz o Kubie?smiley
sonia dnia 17/03/2008
mnie zawsze zadziwia ta arogancja lewicowego światopoglądu i pogarda oraz brak zaufania do człowieka czyli
-my wiemy lepiej jak wydac twoje pieniądze
sam byś nigdy nie wpadł na to żeby się podzielic z biedniejszymi
-a jak nam się trochę pomyli i oddamy twoje pieniądze oszustom i naciągaczom,to trudno,ale sam pomysl na pewno jest super bo my tak mówimy
sonia dnia 17/03/2008
przy czym jakoś nieodmiennie się tak zdarza,że w wirze proletariackiej rewolucji na ramionach idealistów nieodmiennie do władzy dochodzą zwykłe szuje
sonia dnia 17/03/2008
zaraz mi zarzucisz,że to o komunizmie,ale na ramionach robotników protestujących w naszym rodzimym socjalizmie zwykle działacze są donoszeni do miłych ,ciepłych gabinetów,a dzięki prawu działacz jest nieusuwalny z zakładu pracy chocby był kompletnym darmozjadem żerującym na trudzie robotników swojego zakładu
sonia dnia 17/03/2008
arogancja lewicy w kwestii moich pieniędzy irytuje mnie dokładnie tak samo jak arogancja prawicy w kwestii mojego brzucha dodam dla równowagi
mrau dnia 17/03/2008
soniu,
chyba się trochę zapędziłaś.
jeśli całą swoją wiedzę o idei (powtarzam :idei! socjalizm tak jak liberalizm jest ideą!!!) czerpiesz z wiedzy o PRLu albo o Kubie to co powiesz o kościele katolickim? czy należy go rozwiązać ze skutkiem natychmiastowym biorąc pod uwagę arogancje księży w Polsce, wtrącanie sie w politykę że o skandalach wszelkiej maści i ich namiętnym tuszowaniu nie wspomnę... co chyba nie znaczy, że idea religii katolickiej jest do bani, prawda?
wiesz co moze i definicje socjalizmu są śliczne,ale ,ze działanie było parszywe to ja akurat nieźle pamiętam
a co powiesz o Kubie?
a co powiesz o Chile 1973-1989? i o kilku innych krajach ameryki łacińskiej gdzie świetnie miały sie prawicowe dyktatury, którym baaaardzo daleko było do socjalizmu. a może masz coś do powiedzenia o dyktaturach Franco i Salazara i ich podejściu do kapitalizmu?
a może pogadamy o agresywnym kapitalizmie w XIX w w europie? albo o wielki kryzysie? albo o współczesnym kapitalizmie w krajach rozwijających sie, w specjalnych strefach gospodarczych, gdzie dzieci pracują po 16 godzin na dobę za mniej niż dolara dziennie? czy naprawdę uważasz że firmy takie jak Nike radzą sobie tak świetnie ponieważ zgodnie z kapitalistyczna zasadą produkują lepiej i taniej niż konkurencja? a pomyślałaś kiedyś, że "taniej" oznacza "obchodząc obowiązujące zasady"???
znowu: nie będę nawoływała do obalania kapitalizmu i wprowadzania socjalizmu już od jutra... ale jeśli tak łatwo znajdujesz wszelkie wady, spaczenia i koszmarne pomysły praktyczne wyrosłe na gruncie myśli socjalistycznej, to przyjrzyj sie proszę dokładnie dokładnemu działaniu systemu, który wychwalasz, szczególnie w tych częściach świata, gdzie nie ma świadomości obywatelskiej, gdzie bieda jest większa, niż my kiedykolwiek będziemy w stanie sobie wyobrazić, i gdzie demokratyczne reguły oraz tak przez Ciebie krytykowane ustawodawstwo socjalne nie istnieją...
nawiązując do tytułu artykułu powyżej: tam przypływ unosi TYLKO bardzo konkretne łódki
i znowu mi sie filozoficznie zrobiło
(ps. i proszę nie zrzucać wszystkiego na skorumpowane rządy, bo ja widać z nimi również ten wspaniały kapitalizm sobie nie radzi)
sonia dnia 17/03/2008
idea religii katolickiej jest ..powiedzmy-uroczo niedorzecznasmiley
za to arogancja Kościoła jest zupełnie nie do przyjęcia,ja nie lubię żeby ktoś wiedzial za mnie co dla mnie dobre,obojętnie -ksiądz czy urzędnik
ja chcę płacic państwu za konkretne uslugi,ubezpieczac się od różnego rodzaju ryzyka dobrowolnie i znając zasady,a nie żeby umowa w każdej chwili mogła byc jednostronnie zmieniana przez ubezpieczyciela bez prawa rezygnacji z ubezpieczenia
a jak ktoś potrzebuje mojej pomocy to chcę żeby mnie poprosił o tę pomoc,a nie uważal,ze mu sie ona "należy"
nie lubię jak ktoś mi łapy wciska do portfela i nie lubię jak mi je wciska pod kołdręsmileybez mojej zgody
sonia dnia 17/03/2008
chcę żeby było sprawiedliwie,dlatego nie mam nic przeciwko zasiłkom dla kobiet w ciąży,ale powinny byc wypłacane przez zus od pierwszego dnia,bo kasę z tych dzieci też zus potem ściągnie,a nie obecny pracodawca matki
sonia dnia 17/03/2008
państwo moze i powinno kobiety ZACHĘCAC do macierzyństwa,zeby mu obywateli nie ubywało,zus dlatego ,ze bez nowych pokoleń płatników zbankrutuje,ksiądz,zeby mu owieczek przybywalo co rzucą na tacę i żeby mial kogo zbawiac
ale nikt nie ma prawa mnie zmuszac dysponując moim ciałem,bo ono jest tylko i wyłącznie moje
sonia dnia 17/03/2008
a przerzucac sięprzykładami Pinochet kontra Pol Pot możemy bez końca,prawda jest taka,ze każda idea wprowadzana na siłe prowadzi do zbrodni,obojętnie religijna czy społeczna
know dnia 18/03/2008
soniu, czy moglabys wrzucac wszystkie swoje przemyslenia do jednego posta? jakos strasznie meczaca jest ta forma, ktora stosujesz, ciezko sledzic, do czego sie odnosisz.

@kylu
btw, zycie nie polega tylko na zarabianiu pieniedzy.

I tu idealnie sie objawia Twój egoizm - nie Tobie decydować na czym polega życie, czym jest życie innych ludzi. Jesteś nikim kto ma prawo o tym decydować.

smiley rotfl smiley

O tym, że przyczyną kryzysu jest sztuczne obniżanie przez bank centralny oprocentowania podstawowego i dalsze konsekwencje tego działania?


sztuczne obnizanie stop procentowych nie jest przyczyna tego kryzysu, tylko przyczyna faktu, ze pojawil sie teraz, a nie kilka lat temu, ze przyjal taka akurat forme, i od takiego a nie innego impulsu sie rozpoczal. i rzecz jasna interwencjonizm banku centralnego oznacza, ze w porownaniu z rokiem 29 ten kryzys to malutkie zawirowanie.

O tym, że problem kredytów to skutek nadmiaru pieniądza?


moim zdaniem problem udzielania niezabezpieczonych niczym kredytow ludziom, ktorzy nie mieli ich z czego splacac jest efektem hmdolonej kapitalistycznej pazernosci, ktora w stanach stanowi jedyny prawdziwy obiekt kultu religijnego. bezwzgledny egoizm, konkurencja i hmdolona pazernosc, kamienie chmjwa wegielne amerykanskiej potegi. pffffffffffffffff

A co do ratowania teraz banków - znowu interwencjonizm pokaże swój idiotyzm. W każdym normalnym kraju takie banki by zwyczajnie padły i najprawdopodobniej w przyszłości nie odnalazły już naśladowców.


w kazdym normalnym kraju na szczescie wladze rozumieja, ze przetrwanie banku nie jest kwestia abstrakcyjna i wychowawcza wobec menadzerow, tylko sprawa krytyczna dla zycia tysiecy bogini ducha winnych depozytariuszy. i dlatego pomagaja bankom w restrukturyzacji, udzielaja im niskooprocentowanych kredytow pomocowych, wymuszaja utrzymywanie rezerw w funduszach gwarancyjnych i tak dalej, minimalizujac straty ogolnospoleczne i gospodarcze, i budujac spoleczne zaufanie do inwestycji i oszczedzania, bez ktorego nie sposob bylo by przeprowadzic jakiegokolwiek cywilizacyjnie znaczacego przedsiewziecia.
Verbal dnia 18/03/2008
system szwedzki jest możliwy dzięki potopowi szwedzkiemu jest dość rewolucyjna, ale za to całkowicie błędna.


Oczywiście ,że tak , jest błedna.Ale nie jest prawdą z drugiej strony , że szwedzki welfare state jest antytezą wspomnianego powiedzenia.Warunki rozwoju Szwecji od połowy XIX wieku były jednak zupełnie inne niż pozostałych państw Europy.Zasadniczo wszystko wyglądało inaczej : bezrobocie , tempo postępu technicznego i wzrostu płacy realnej.O neutralności nie wspominając nawet.Więc może niekonieczne się na potopie się dorobili ale jednak najpierw się dorobili.
sonia dnia 18/03/2008
z potopem to był żart,za to calkiem na serio od szwedzkiego potopu zaczął sie upadek Polski szlacheckiej,a straty w ludziach mieliśmy większe niż po II wojnie swiatowej
czy mi się zdaje ,ze kryzys ww Ameryce jakos tak dziwnie nastapił po 2 kadencjach demokraty i 1 religijnego oszołoma?
zreszta ja się nie znam globalnie,za to lokalnie wiem,że w życiu nie wezmę na etat dziewczyny w wieku rozwojowymsmileywracając do poczatku dyskusji i to by było na tyle w kwestii skutków przepisów chroniących ciężarnesmiley
know dnia 18/03/2008
czy mi się zdaje ,ze kryzys ww Ameryce jakos tak dziwnie nastapił po 2 kadencjach demokraty i 1 religijnego oszołoma?


ta, i inne dziwne znaki na niebie i ziemi go poprzedzily. najpierw pies, potem kot w bialym domu, a takze baby i murzyni w administracji, powodzie i huragany. jak nie masz niczego ciekawego do powiedzenia, to moze sie nie odzywaj?

zreszta ja się nie znam globalnie,za to lokalnie wiem,że w życiu nie wezmę na etat dziewczyny w wieku rozwojowymwracając do poczatku dyskusji i to by było na tyle w kwestii skutków przepisów chroniących ciężarne


siebie nie zapomnij wywalic.

błeeeeeee, know
mrau dnia 18/03/2008
zreszta ja się nie znam globalnie,za to lokalnie wiem,że w życiu nie wezmę na etat dziewczyny w wieku rozwojowymsmileywracając do poczatku dyskusji i to by było na tyle w kwestii skutków przepisów chroniących ciężarnesmiley

soniu, a słyszałaś o tym, ze kobiety z dziećmi są bardziej wydajnymi pracownicami, ponieważ zamiast siedzieć i pić przysłowiową kawę w pracy starają się zrobić co maja do zrobienia by o czasie wyjść do domu? a słyszałaś, że bardziej przykładają sie do pracy ponieważ mając na utrzymaniu dziecko, wiedzą, że nie mogą pozwolić sobie na jej utratę? że wbrew pozorom nie biorą jakichś strasznie długich zwolnień na opiekę nad tym dzieckiem?
nie wiem w jakiej branży działasz, ale wiem, że w dzisiejszych czasach przy odrobinie dobrej woli ze strony pracodawcy i pracownika można ustalić warunki współpracy tak, żeby obie strony były zadowolone. dla kobiet ciężarnych czy mających małe dzieci istnieje telepraca, istnieje niepełny wymiar czasu pracy...
sądzę, że poszukując pracownika lepiej skupić się na tym by znaleźć dobrego pracownika niezależnie od płci i wieku. dobry pracownik to nie znaczy mężczyzna, albo ostatecznie kobieta w wieku "poprodukcyjnym"...
KyLu dnia 18/03/2008
To Ty know jednak trochę więcej jeszcze poczytaj.
moim zdaniem problem udzielania niezabezpieczonych niczym kredytow ludziom

Ale skąd się taka możliwość wzięła w ogóle to wiesz, czy już tego etapu Twoje "myślenie" nie sięga?
ludziom, ktorzy nie mieli ich z czego splacac

Jedna NACZELNA zasada - głupota jest zawsze przede wszystkim winą głupiego, a nie tego co ją wykorzystuje (oczywiście w żaden sposób tych wykorzystujących nie wybielam).
jest efektem hmdolonej kapitalistycznej pazernosci,

Otóż pazerność to była już nim ktokolwiek o pojęciu kapitalizm w ogóle pomyślał. Pazerność jest cechą ludzką.
ktora w stanach stanowi jedyny prawdziwy obiekt kultu religijnego. bezwzgledny egoizm, konkurencja i hmdolona pazernosc, kamienie chmjwa wegielne amerykanskiej potegi. pffffffffffffffff

Tak i nawet się czasami modlą. A to diabły wcielone smiley
w kazdym normalnym kraju na szczescie wladze rozumieja, ze przetrwanie banku nie jest kwestia abstrakcyjna i wychowawcza wobec menadzerow, tylko sprawa krytyczna dla zycia tysiecy bogini ducha winnych depozytariuszy.

O przepraszam - zmuszał ich ktokolwiek do brania kredytów? Interwencjonizm wyłącza myślenie i nie pozwala ludziom poznać skutków swych działań. Jak sie ludziom upieka to się nie uczą.
i dlatego pomagaja bankom w restrukturyzacji, udzielaja im niskooprocentowanych kredytow pomocowych, wymuszaja utrzymywanie rezerw w funduszach gwarancyjnych i tak dalej, minimalizujac straty ogolnospoleczne i gospodarcze, i budujac spoleczne zaufanie do inwestycji i oszczedzania, bez ktorego nie sposob bylo by przeprowadzic jakiegokolwiek cywilizacyjnie znaczacego przedsiewziecia.

I dlatego banki uleczą się za nie swoje pieniądze, a potem jak tylko przyjdzie okazja, w czym pomoże FED, znowu powtórzą to działanie, bo wiedzą, że istnieją tacy pożyteczni idioci jak zwolennicy interwencjonizmu, którzy po raz koleny wymusza pomoc państwa. I tak właśnie sami wspieracie tych, na których psioczycie.
KyLu dnia 18/03/2008
A jak zaczniesz znowu kiedyś zabierać głos w tym temacie to lepiej poczytaj wpierw o FED, o nadmiernej podaży pieniądza, itp. oraz o tym co sądzi o takich działaniach myśl/szkoła liberalna, bo pisząc takie farmazony (że to wina polityki liberalnej) jak tu sam/a udowadniasz jak mało wiesz w temacie.
Łopatologicznie - jeśli liberałowie są przeciwni nadmiernej podaży pieniądza (patrz parytet złota) to jak mogą być winni kryzysowi "złych kredytów", którego głównym powodem jest nadmierna podaż pieniądza? No pomyśl.
A tu dla Ciebie artykuł w temacie - radzę poczytać.
Tymczasem prawdziwa przyczyna obecnego kryzysu jest znana od 90 lat. Odkrył ją, urodzony we Lwowie, wybitny ekonomista austriacki, Ludwig von Mises. Niestety, zarówno przyczyna, jak i jej odkrywca są wciąż ignorowani. Nie służą politykom, więc są przemilczani. Ale do rzeczy. Otóż, według Misesa, przyczyną recesji jest sztuczne obniżanie przez bank centralny oprocentowania podstawowego, co prowadzi do błędnej alokacji zasobów, a w konsekwencji do tego, że biznes podejmuje działalność, która przed obniżką oprocentowania była nieopłacalna. Tę błędną alokację zasobów (pieniędzy, surowców, energii, czasu, pracy etc.) nazwał Mises okresem koniunktury, czyli ożywienia gospodarczego (boom). Okres prosperity (ożywienia) kończy się z chwilą odkrycia przez biznes, że bank centralny jedzie na dopingu r11; innymi słowy, że w sposób sztuczny wprawia gospodarkę w stan, w którym nie powinna się ona znajdować. Gdy zorientuje się, że niskie oprocentowanie kredytów pozostaje w konflikcie z konsumenckim popytem na nie i podażą oszczędności, z których pożyczka jest (powinna być) tworzona, rozwój zostaje zahamowany. Gospodarka wchodzi w fazę dekoniunktury (bust). Odkrycie prawdy następuje z chwilą odwrócenia przez bank centralny trendu robniżeniowegor1;, czyli gdy dostrzegł swój błąd i zaczyna ograniczać ekspansję kapitału poprzez podniesienie oprocentowania podstawowego, a w konsekwencji, poprzez podrożenie pieniądza. Od tego momentu zaczyna się kryzys zwany też: recesją, depresją czy krachem gospodarczym.

Obecny kryzys gospodarczy w Ameryce wywołany został właśnie nadmierną podażą pieniądza, która ułatwiła ekspansję kredytową, a tym samym kryzys pogłębiła. Cały problem tzw. dziadowskich kredytów to skutek nadmiaru pieniądza, który banki chciały za wszelką cenę komuś pożyczyć. Nie patrzyły komu, stąd dzisiaj mają problem. Boom lat 2003r11;2005 był napędzany rsterydamir1; pieniężnymi rz powietrzar1;. Nie pomogło nawet to, że amerykański bank centralny r11; w przeciwieństwie do ECB czy NBP r11; jest w 100 procentach prywatny. Kiedy w końcu r11; wiosną 2007 roku r11; odkryto, że nadmierna ekspansja kredytowa prowadzi do recesji, zamiast przykręcić śrubę i zmniejszyć podaż pieniędzy, czyli usunąć przyczynę trudności, przewodniczący Fed, Ben Bernanke zaczął obniżać stopy procentowe. Innymi słowy, pompować w rynek jeszcze więcej pieniędzy, bo na tym właśnie polega obniżanie stóp bazowych. To samo uczynił ECB. Dopuszczając do samooczyszczenia się rynku, naraziliby się politykom, stawali więc na głowie, aby do recesji nie dopuścić. Czy na tym polega właśnie niezależność robiektywnegor1; banku centralnego? W efekcie w gospodarkę rozwiniętego świata, cierpiącą na nadmiar pieniądza niemającego swojego odpowiednika w produkcji, dorzucono ponad 200 miliardów również rsztucznychr1; dolarów. To tak jakby leczyć narkomana z nałogu narkotykami. Na krótko poczuje się lepiej, ale w dłuższej skali jeszcze bardziej pogrąży się w chorobę.

Kryzys ujawnił tym samym zawodność polityki banku centralnego i Fed jako instytucji. Zresztą to nie pierwsza jego wpadka. Milton Friedman, badając przyczyny Wielkiej Depresji, postawił tezę, że gdyby nie interwencje Fed, do krachu w roku 1929 by nie doszło. Ta lekcja poszła jednak w las, o czym świadczą chociażby ostatnie dwa kryzysy: bąbelkowy i ten, o którym piszemy. Co więcej, przewodniczący Bernanke (najprawdopodobniej pod wpływem nacisków Białego Domu) ogłosił właśnie, że zamierza gospodarkę stymulować (czytaj: faszerować narkotykiem, jakim jest dla niej nadmiar pieniądza). Bogactwo pochodzi z produkcji; dopiero pieniądz wypłacony a conto produkcji stanowi bogactwo. Wykreowany z powietrza to dla polityka tratwa ratunkowa, dla gospodarki jednak i obywateli r11; katastrofa. Taka polityka ma niewiele wspólnego z wolnym rynkiem. Jest to etatyzm czystej krwi, od którego już tylko krok do socjalizmu i zniewolenia człowieka.

Trudno się dziwić Amerykanom, którzy socjalizmu jeszcze nie testowali, skoro i my stosujemy podobne stymulacje. Od 12 lat przerabiamy podobny schemat, w tę i we w tę. Otóż, w roku 1995 podaż pieniądza wzrosła w Polsce (w stosunku do roku 1994) bezwzględnie o ok. 30 proc., realnie zaś o 10,6 proc. W roku następnym wzrost był podobny r11; bezwzględnie o ok. 30 proc., realnie o blisko 9 proc., pomiędzy grudniem 1996 a grudniem 1997 rosła ona o 27 proc., realnie zaś o 13 proc. Te wysokie wzrosty kontrastują z dynamiką podaży pieniądza w latach 2000r11;2001, kiedy wyniosła ona w liczbach bezwzględnych jedynie ok. 8 proc. (realnie 5,5 proc.), rok później (2002), nie tylko nie wzrosła, lecz wręcz spadła (bezwzględnie) o ok. 2,2 proc. Później dynamika wzrostu zaczęła się zwiększać, by w latach 2006r11;2007 osiągnąć tempo przypominające to z lat 1996r11;1998. Nietrudno zgadnąć, dlaczego stopa inflacji w grudniu 2007 r. wzrosła w skali roku z poziomu rokołotargetowegor1; (2,5 proc.) do niebezpiecznych 4 proc. A więc i my mamy powody do niepokoju, zwłaszcza w obliczu nacisków płacowych górników, nauczycieli i lekarzy. Trudno będzie zdjąć nogę z pedału gazu pras drukujących złote, chyba że rząd ma jasną wizję reform i będzie się jej trzymać, w co jednak wątpię.

pozdrawiam smiley
know dnia 19/03/2008
spamujesz kylu. z falszywych zalozen wyciagnales falszywe wnioski, z logicznego punktu widzenia twoj tasiemiec jest zatem poprawny smiley. tymczasem moze sprawdz sobie w slowniczku, co oznacza slowo depozytariusz. z mojej strony koniec tego oftopu.
sonia dnia 19/03/2008
pewnie,że mogę się nie odzywac drogi know i nawet nie będę,odpowiem tylko jeszce mrau
chodzi o to ,że nie jest tak ,ze nie lubię kobiet w wieku produkcyjnym zatrudniac,bo taka ze mnie wredna suka
chodzi o to,słonko,że przepisy są tak skonstruowane,że taka pracownica doprowadzi mnie do ruiny i szewskiej pasji
ja zarabiam na życie pracą własnych rąk i mam tylko tyle kasy ile wypracuję osobiście,pracownica mi pomaga,beze mnie nie zarobi nic
ja kiedy jestem chora,to zus ma mnie w dupie przez 33dni chocbym miala głodowac,ale pracownikowi muszę dac pensję i odprowadzic za niego składkę,kiedy chory jest pracownik muszę mu zapłacic,do tego za niego składkę
czyli chorowita kobieta w ciąży mnie wykańcza,a jak sama zajdę w ciażę to nikogo to nie obchodzi poza rodzina,a klienci nie zapłaca mi za niewykonaną pracę,zostaję sobie z problemem i całkowicie bez kasy
a teraz zagadka dla przemądrzałych chłopaków-jakie to zawody w Polsce tak wyglądają?
KyLu dnia 19/03/2008
spamujesz kylu. z falszywych zalozen wyciagnales falszywe wnioski, z logicznego punktu widzenia twoj tasiemiec jest zatem poprawny

Na brak argumentów takie ucieczki zawsze najlepsze są smiley
Ok - pozdrawiam smiley
KyLu dnia 19/03/2008
Jeśli dla Ciebie winne są tylko banki, a nie zastanawiasz się z jakiego powodu się to bierze, gdzie ma swoje źródło, to widać jak "daleko" Twój proces myślowy potrafi zajść.
know dnia 19/03/2008
pilnuj swojego procesu myslowego :]. w ktorym miejscu napisalam, ze winne sa tylko banki?
mrau dnia 19/03/2008
soniu,
po pierwsze: nigdzie nie napisałam, że jesteś wredną suką
po drugie: nie "słoneczkuj" mi tu, bo to pachnie protekcjonalizmem, który mnie drażni
po trzecie: jestem młoda, w wieku jak najbardziej produkcyjnym czyli byś mnie nie zatrudniła. niemniej pracuje grzecznie nawet z grypą, na zwolnieniu byłam przez rok JEDEN dzień, ponieważ skręciłam nogę i nie miałam jak fizycznie dotrzeć do pracy. co do ciąży uważam, że można sie dogadać tak, żeby ciąża pracownicy nie wykończyła pracodawczyni. niespecjalnie podoba mi sie Twoje twierdzenie o tym, że to dzięki Tobie ktoś zarabia, niemniej mechanizm jest mniej więcej taki, jak go opisałaś. tyle że układ pracodawca=pracownik jest układem wzajemnej zależności, więc uważam, ze spieranie się kto jest w tym układzie ważniejszy jest idiotyczne. zasadniczo szanuję swoich pracodawców, więc staram się nie robić nic, co by mogło zaszkodzić firmie i liczę jednocześnie, że pracodawca będzie tak samo traktował mnie.
oczywiście masz prawo zatrudniać kogo chcesz. rozumiem Twoje motywy które skłaniają cię do niezatrudniania kobiet. prawo o ochronie ciężarnych jest "przekombinowane" i powinno być uelastycznione. niemniej abstrahując od całego rachunku ekonomicznego, pomyśl też czasem czy chciałabyś by ktoś potraktował tak Ciebie, lub twoją córkę, czy chciałabyś by patrzono na ciebie nie przez pryzmat twoich umiejętności i wiedzy tylko przez pryzmat macicy?
sonia dnia 19/03/2008
mrau,nie obruszaj się,sloneczko mówię do wszystkich ,starszych teżsmiley
najśmieszniejsze jest ,że dokładnie na odwrót niż piszę-zatrudniam młode dziewczyny,a one sobie studiują w tym czasie zaocznie,dogadujemy się w kwestii urlopów i tak dalej
ale ten cholerny zus mnie wkurza,bo zdziera ile może a dawac nie ma ochoty,przeciez większa częśc zwolnień lekarskich to te poniżej 33 dni,prawda?i to jest cholernie niesprawiedliwe
a pracownik naprawdę nie zarobi nic beze mnie,bo jest tylko moją asystentką przy zabiegach,sama ich nie wykona
moje L4 nie obchodzi nikogo,mimo,że chorując nie zarabiam ani grosza
pozdrawiam smiley
KyLu dnia 20/03/2008
ze winne sa tylko banki?

No właśnie - winna jest głównie polityka FED, a jakbyś się wczytała w liberalną doktrynę (szkoła austriacka, będąca naturalnym przedłużeniem liberalizmu klasycznego) to byś wiedziała, że ona nie ma niczego wspólnego z liberalizmem.
know dnia 20/03/2008
kylu, gadanie z toba nie ma najmniejszego sensu. wciskasz mi, ze powiedzialam cos, czego nie powiedzialam, ja cie pytam w ktorym miejscu to niby powiedzialam, a ty na to "no wlasnie, winny jest fed" :-D. basta i end of topic, naprawde, mam wazniejsze rzeczy do roboty, niz wczytywanie sie w liberalna doktryne, ktora nie ma nic wspolnego z liberalizmem @-)
KyLu dnia 21/03/2008
No to jak nie masz czasu wczytywać się w liberalna doktrynę, nie znasz jej to się na jej temat nie wypowiadaj - myślę, że to oczywiste i już w liceum mówią o takiej zasadzie.
Wściekam się jak ktoś zgrywa znawcę liberalizmu, a pisze farmazony na jego temat nie znając nawet podstaw tej doktryny.
pozdrawiam smiley
KyLu dnia 26/03/2008
I tak dobijając już interwencjonizm heheh smiley
Do czego doprowadzi w tej sytuacji? Że banki czerpały korzyści/zyski z ponoszonego ryzyka, a za straty płaci społeczeństwo. Tak naprawdę ci lewicowcy co go postulują wspierają bankowe korporacje - i to jest tragiczne.
elektrycerka dnia 26/03/2008
know, z szacunkiem, ale sorry - miałaś złudzenia? KyLu tylko lubi bawić sie klawiaturą. smiley
O doktrynie liberalnej (i jakiejkolwiek innej) ma pojęcie dokładnie takie, jak widać.
KyLu dnia 26/03/2008
To radzę poczytać Missesa, Friedmana czy Sowella na początek chociaż - oczywiście Malgo nie czytała, ale wie lepiej smiley
Ehh Malgo - jak zawsze słabo smiley
buziak hehe
kiwaczek dnia 28/03/2008
Witam po przerwie, poniżej wrzucę bardzo długi teskt o liberalizmie ekonomicznym, przepraszam jeśli to będzie zbyt długie, ale może to będzie dobra lektura dla KyLu
kiwaczek dnia 28/03/2008
Susan George
Jak wygrać wojnę idei: czytając Gramsci'ego DISSENT / SUMMER 1997/ VOLUME 44, NUMBER 3





Po grecku hegemon oznacza przywódcę. Od tego znaczenia jest już tylko jeden lingwistyczny sus, skok, przeskok, do pojęcia rządów, władzy, dominacji, wyrażonej za pomocą słowa hegemonia. Tradycyjnie termin ten został zarezerwowany dla państw. W latach 20tych i 30tych naszego wieku wielki myśliciel włoski, Antonio Gramsci rozwinął to pojęcie jeszcze bardziej i użył go do wyjaśnienia, jak jedna klasa może ustanowić swoje przywództwo nad innymi za pomocą dominacji ideologicznej. Podczas gdy ortodoksyjny marksizm wyjaśniał prawie wszystko w ramach sił ekonomicznych, Gramsci dodał do tego kluczowy wymiar kulturowy. Pokazał, że kiedy już ideologiczne rządy - czy też "hegemonia kulturowa" - zostaną wprowadzone, użycie przemocy, aby zaprowadzić zmiany okazuje się zbyteczne.

Dzisiaj chyba nikt nie zaprzeczyłby, że żyjemy w ramach praktycznie niekwestionowanych rządów zdominowanego przez rynek, ultra-rywalizacyjnego, zglobalizowanego społeczeństwa z jego repertuarem niegodziwości i doświadczanej codziennie przemocy. Czy mamy hegemonię, na jaką zasłużyliśmy? Myślę, że tak i jeśli mówię tu o "nas" mam na myśli ruch postępowy lub to, co znajduje się na lewo od niego. Oczywiście, jeśli chodzi o kształtowanie naszego życia i społeczeństwa, nie kwestionuję czynnika sił ekonomicznych czy wydarzeń politycznych, jak koniec zimnej wojny, ale tutaj chciałabym się skoncentrować na wojnie idei, które zostały dramatycznie odrzucone po "stronie aniołów". Mnóstwo publicznych i prywatnych instytucji, które głęboko wierzyły, że działają w imię stworzenia bardziej sprawiedliwego świata przyczyniło się do triumfu neoliberalizmu czy też w pasywny sposób umożliwiło ten triumf.

Mimo że powyższy sąd brzmi surowo, można wciąż liczyć na pozytywne konkluzje, które da się z niego wyprowadzić. Rządy prawicy są rezultatem skoncentrowanych, długofalowych ideologicznych starań ze strony niemożliwych do rozpoznania aktorów. Jeśli zdamy sobie sprawę, że zdominowany przez rynek, niesprawiedliwy świat nie jest ani czymś naturalnym, ani czymś koniecznym, powinno okazać się możliwe zbudowanie konkurencyjnego projektu dla świata o innej postaci.

Wyłączenie a ideologia

Koniec 20 wieku można określić jako Erę Wyłączenia. Dzisiaj jest już oczywiste, że "wolny rynek", który w coraz większym stopniu determinuje polityczne i społeczne, a także ekonomiczne priorytety, nie może objąć wszystkich. Zadanie rynku to dostarczać pracy, o wiele mniej - spójności społecznej. Nie ma w nim miejsca na rosnącą liczbę ludzi, którzy w niewielkim lub żadnym stopniu nie przyczyniają się do produkcji czy konsumpcji. Rynek działa z korzyścią dla mniejszości.

Era Wyłączenia rodzi wiele społecznych chorób, z którymi na próżno starają się uporać różne humanitarne i charytatywne organizacje, pochodzące z poprzedniej epoki. Nie udaje im się to, ponieważ nie mogą one pojąć, że ich projekty i programy istnieją w kontekście ideologicznym, który systematycznie udaremnia ich wysiłki.

Obecnie nam panująca doktryna ekonomiczna, w której szerokie wyłączenie jest koniecznym elementem, nie spadła z nieba. Była ona raczej starannie hodowana przez całe dekady w ramach rozmyślań, działań i propagandy; sprzedana i kupiona przez gęsto upakowane bractwo (w większości są to mężczyźni), które szykowało się na profity płynące z jej rządów.

Wcześniejsza wersja tej doktryny nazywała się leseferyzmem; dzisiaj Amerykanie mówią o neokonserwatyzmie, Europejczycy o neoliberalizmie, a Francuzi - o "la pensee unique" (dominujący lub wyłączny trend myślowy). Chciałabym używać tu pojęcia neoliberalizm, pamiętając jednocześnie o tym, że nowoczesna wersja tej doktryny jest stanowczo odległa od idei wielkich "liberalnych" ekonomistów politycznych, takich jak Adam Smith czy David Ricardo. Neoliberałowie udają, że kierują się zasadami swoich znamienitych poprzedników, ale tak naprawdę zdradzili ich ducha i zignorowali ich moralne i społeczne przesłanie.

Pół wieku historii

Zwycięstwo neoliberalizmu jest rezultatem pięćdziesięciu lat intelektualnej pracy, która obecnie znajduje szerokie odbicie w mediach, polityce i programach organizacji międzynarodowych. Reaganizm, Thatcheryzm oraz upadek Muru Berlińskiego zwykle chwalone są (lub potępiane) za taki stan rzeczy, a wydarzenia te tak naprawdę uczyniły z neoliberałów jeszcze większych ignorantów, ale na tym się opowieść nie kończy.

Pięćdziesiąt lat temu, po drugiej wojnie światowej, neoliberalizm nie miał miejsca w oficjalnym nurcie debat politycznych. Tam, gdzie kazania między sobą, albo w zupełnej głuszy, prawiło kilku mistrzów, wszyscy inni byli keynesistami, socjal- (chrześcijańskimi-) demokratami czy innymi cieniami Marksa. Odwrócenie tego kontekstu wymagało intelektualnego uporu i planowania politycznego - ale to zawsze oznaczało też granie na pasywności zadowolonej z siebie większości. Jeśli powiemy o trzech rodzajach ludzi - tych, którzy sprawiają, że różne rzeczy mają miejsce, tych, którzy obserwują wydarzenia, oraz tych, którzy nigdy nie wiedzą, co w nich uderza - neoliberałowie należą do tej pierwszej kategorii, a większość postępowców do pozostałych dwóch. Lewica pozostała zadowolona z siebie aż do momentu, gdy, nagle, było już za późno. Amerykańscy ojcowie założyciele neoliberalizmu w taki sposób posiadali na początku tylko kilka kart, ale wierzyli w kluczową zasadę: Ideas Have Consequences (Idee mają swoje konsekwencje) - tytuł książki z 1948 napisanej przez Richarda Weavera, której pisana była długa i owocna kariera. Konserwatywne pisma zostały wydane przez University of Chicago Press, podobnie jak austriackiego uchodźcy, filozofa-ekonomisty Friedricha von Hayeka oraz błyskotliwego młodego ekonomistę Miltona Friedmana. Dzisiaj Szkoła z Chicago (Chicago School) jest słynna: jej ekonomiczne, społeczne i polityczne poglądy rozprzestrzeniły się na całym świecie. Ekonomiści wyszkoleni w Chicago po raz pierwszy mieli zastosować swoją el tratamiento de chock (terapię wstrząsową) w Chile Generała Pinocheta. Zasada ta była oparta na swobodzie biznesu oraz represjach wobec robotników. Jasne, że idee mają swoje następstwa - przecież Margaret Thatcher dumnie oznajmiła swoje przywiązanie do idei Hayeka, a większość studentów ekonomii, którzy mają zająć kluczowe pozycje w życiu politycznym było wyszkolonych według programu neoliberalnego. Jeden z konserwatywnych naukowców tak podsumowuje tę doktrynę: "Wolność jednostkowa to ostateczny ideał społeczny; siła rządu, mimo że konieczna, musi zostać ograniczona i zdecentralizowana. Interwencjonizm jest niebezpieczny i musi zostać zakazany. Wolność ekonomiczna, czyli kapitalizm, jest koniecznym warunkiem dla swobód politycznych".

Neoliberałowie nie zgadzają się z ideą, że wolność jednostki mogłaby zależeć od demokracji i rządów prawa, zagwarantowanych przez państwo. Dla nich takie "gwarancje" są niczym tylko kajdanami. Być wolnym oznacza być wolnym od państwa. Jednostka jest całkowicie odpowiedzialna za swój ekonomiczny i społeczny los; pociąga to za sobą fakt, że nierówności będą zawsze istniały. Ale nic w tym złego. Jak stwierdziła Thatcher: "naszym zadaniem jest wychwalać nierówność i obserwować, że talentom i zdolnościom dano upust i możliwość ekspresji, z której skorzystamy wszyscy".

We wczesnych latach renesansu neoliberalnego, idee takie mogły się wydawać utopijne, ponieważ stały one w opozycji do ducha Nowego Ładu i państwa dobrobytu. Neoliberałowie zrozumieli jednak, że aby zmienić ekonomiczny, polityczny i społeczny krajobraz najpierw będą musieli klimat intelektualny i psychologiczny. Aby idee stały się częścią codziennego życia ludzi i społeczeństw, muszą być one rozpropagowane za pośrednictwem książek, magazynów, pism, konferencji, profesjonalnych stowarzyszeń itd. Jeśli jakieś idee mają stać się bardziej modne niż inne, muszą zostać sfinansowane: zbudowanie intelektualnej infrastruktury i promowanie światopoglądu kosztuje. Kiedy instytucje te starannie się zaplanuje i ustanowi, poglądy, które wcześniej wydawały się mniejszościowe, elitystyczne, a nawet moralnie odpychające, powoli staną się dominujące, zwłaszcza wśród tych, którzy podejmują decyzje. Prasa, radio i telewizja pojawiają się dalej, po bardziej wyspecjalizowanych i erudycyjnych mediach. Niezauważalnie praktycznie wszyscy zaczną odczuwać, że pewne idee są normalne, naturalne, jak część powietrza, którym oddychamy.

Fabrykowanie ideologii

Tak więc neoliberałowie powołali do życia swoją strategię, dokonując rekrutacji i wynagradzania myślicieli i pisarzy, zbierając fundusze w celu finansowania i utrzymywania całej masy instytucji na czele z "konserwatywną rewolucją". Rewolucja ta zaczęła się w Stanach Zjednoczonych, ale, tak jak wszystkie inne elementy kultury amerykańskiej, rozprzestrzeniła się na cały świat. Doktryn Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Światowej Organizacji Handlu nie można oddzielać od tego neoliberalnego credo. Oto mikro-definicje niektórych najbardziej wpływowych intelektualnych instytucji czy zbiorników "energii myślowej":
American Enterprise Institute (AEI - Amerykański Instytut Przedsiębiorczości) został powołany dożycia w 1943 roku przez grupę biznesmenów sprzeciwiających się Nowemu Ładowi. Instytucja ta była pionierem intelektualnych dyskusji na temat spraw publicznych w latach 50tych i 60tych, współpracując bezpośrednio z Kongresem, urzędnikami federalnymi i mediami. W latach 80tych średni budżet AEI wynosił 14 milionów dolarów. Zatrudniał on 150 osób. Jedną z jej najbardziej udanych kampanii zbierania funduszy przeprowadził Sekretarz Obrony w stołówce Pentagonu. W latach 90tych roczny budżet spadł do około 8-10 mln, jednak AEI w dalszym ciągu wydaje z takim samym zapałem książki, broszurki i projekty ustaw, a jego mędrcy wciąż regularni pojawiają się w masmediach.
Heritage Foundation (Fundacja Dziedzictwa Narodowego) jest najlepiej znaną instytucją intelektualną ze względu na swoje bliskie związki z Ronaldem Reaganem. Tydzień po zwycięskich dla niego wyborach, dyrektor fundacji przekazał ekipie Reagana dokument liczący tysiąc stron, w którym zawarte są sugestie dotyczące programów politycznych. Nazywał się on Mandate for Leadership (Uznanie dla Przywództwa) i był owocem pracy 250 neoliberalnych ekspertów. Rekomendacje tam zawarte były grzecznie przekazywane poszczególnym szczeblom nowej administracji, większość z nich stała się prawem. Heritage, kolektywna myśl wspierająca Reagana i George'a Busha, został ustanowiony w roku 1973. Wydaje on 18 milionów dolarów rocznie na marketing i wydaje w ciągu około dwóch tysięcy dokumentów. Jego Roczny Informator (Annual Guide) wymienia 1.500 neoliberalnych ekspertów publicznych z siedmiu różnych dziedzin - udręczeni dziennikarze mogą uzyskać pozwolenie na cytowanie za pośrednictwem telefonu. Prezydent Reagan osobiści przeprowadził główną akcję zbierania funduszy, informując publiczność, że "idee posiadają swoje następstwa: retoryka to polityka, a słowa to działania". Sukces organizacji sprawił, że powstało 37 pod-fundacji Heritage w całych Stanach Zjednoczonych, tworzących wymianę, złudzenie pluralizmu i wrażenie, że cytowani eksperci rzeczywiście reprezentują szerokie spektrum poglądów.
Do mniejszych baz intelektualnych można zaliczyć Hoover Institution on War, Revolution and Peace (Instytut Hoovera do spraw wojny, rewolucji i pokoju), założony w 1919 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Stanford w celu badań nad komunizmem. W 1960 roku do swojego zimnowojennego przesłania dodał program ekonomiczny. Cato Institute w Waszyngtonie to libertariańska organizacja opowiadająca się za państwem minimalnym i specjalizująca się w studiach nad prywatyzacją. Manhattan Institute for Policy Research (Instytut Manhattański do spraw studiów nad polityką), założony w 1978 roku przez Williama Caseya, który później został dyrektorem Centralnej Agencji Wywiadowczej, specjalizuje się w krytyce programów budżetowych rządu. Obrotowe drzwi łączące rząd i konserwatywne bazy myślowe umożliwił wcześniejszym członkom ekip Reagana-Busha odnalezienie się poza rządem w czasie prezydentur Cartera i Clintona (choć można się zastanawiać, dlaczego musieli się wyprowadzić: stanowisko Clintona dotyczące polityki dobrobytu jest niemożliwe do odróżnienia od tej związanej z ośrodkami konserwatywnymi, co oznacza dla nich kolejne zwycięstwo).
Poza Stanami Zjednoczonymi sieć neoliberalna jest mniej formalna, ale z pewnością nie mniej efektywna. Londyn jest siedzibą Centre for Policy Studies, Institute of Economic Affairs głoszącego poglądy przeciwko ingerencji rządu w sprawy gospodarcze oraz Adam Smith Institute, który prawdopodobnie zrobił więcej w celu promowania prywatyzacji niż jakakolwiek instytucja na całym świecie. Instytut Adama Smitha chwali się, że ponad dwieście wskazówek określonych w ramach jego Projektu Omega zostało wcielonych w życie przez Thatcher. Jego eksperci doradzają również ochoczo Bankowi Światowemu w sprawie programów prywatyzacji w państwach będących klientami banku.
Jedna z najważniejszych baz nie ma ustalonego adresu. The Mount Pelerin Society, założone w 1947 roku przez Friedricha von Hayeka, pierwszy sprawił, że amerykańscy i europejscy konserwatyści spotkali się, w wiosce niedaleko Luzanny. Od tamtej pory udało mu się utrzymać pozycję klubu myślicieli neoliberalnych. Grupa ta licząca czterystu członków spotkała się nie tak dawno temu, w 1996 roku, w Wiedniu. Milton Friedman twierdzi, że "Mount Pelerin udowodnił nam, że nie jesteśmy sami" i okazał się "punktem zbornym", dającym początek przyjaźni, sieciom i wspólnym projektom. Wejście do klubu odbywa się na podstawie zaproszenia, a nazwiska członków nie są ujawniane. Jednak wiadomo jest, że należą do niego czeski premier Vaclav Klaus, były francuski minister finansów Alain Madelin, doradcy Borysa Jelcyna czy Margaret Thatcher.

Finansowanie ideologii

W ciągu minionych 50 lat wydano setki milionów dolarów na utrzymanie przy życiu tych i wielu innych neoliberalnych instytucji. Skąd pochodzą te pieniądze? We wczesnych latach William Volker Fund ratował upadające pisma, finansował książki wydawane w Chicago, płacił rachunki za wpływową Fundację Edukacji Ekonomicznej oraz sponsorował spotkania na uniwersytetach amerykańskich. Amerykanie na pierwszy mityng Mount Pelerin Society w Szwajcarii podróżowali za pieniądze Volkera.

Jednak fundusz ten nie był w stanie pokrywać wszystkich potrzeb rosnących ruchów, które szybko znalazły nowe źródła finansowania swojej działalności. Dyrektor Amerykańskiego Instytutu Przedsiębiorczości był rozpromieniony, gdy w 1972 roku udało mu się przekonać prestiżową Fundację Forda, aby dała jego organizacji 300.000 dolarów - w tamtych czasach spora suma. Grant ten otworzył drzwi dla innych fundacji instytucjonalnych.

Przynajmniej przez ćwierć wieku wiele amerykańskich sieci fundacji konserwatywnych wydawało pieniądze na wytwarzanie i rozprzestrzenianie ich idei. Mimo że mniejsze niż giganty filantropijne, jak Ford, fundusze te używały swoich pieniędzy bardzo ostrożnie i rozsądnie. Bradley Foundation wydaje prawie cały swój roczny dochód (28 milionów w 1994 roku) na promowanie neoliberalnej sprawy, na przykład znaczące dary dla Heritage, AEI oraz magazynów i pism konserwatywnych. Jak to wyraził dyrektor fundacji: "Jesteśmy tutaj na dłuższej przejażdżce". Według literatury Fundacji, bracia Bradley wierzyli, że "wraz z upływem czasu następstwa idei są bardziej rozstrzygające niż siły ruchów politycznych lub ekonomicznych".

Fundacje takie jak Coors (browary), Scaife czy Mellon (przemysł żelazny), a zwłaszcza Olin (chemiczny, zbrojeniowy) łożą na utrzymanie katedr na kilku najbardziej prestiżowych amerykańskich uniwersytetach. Pracownicy tychże są starannie dobierani, według słów Jona Wienera, "aby umocnić ekonomiczne, polityczne i kulturalne instytucje, na których... oparta jest prywatna przedsiębiorczość". Olin wydał na te starania 55 milionów dolarów, a lista tych, którzy skorzystali ze wsparcia wygląda jak przewodnik Who is Who akademickiej prawicy.

Anegdota przytoczona przez Wienera ilustruje, jak działa system ideologicznej auto-promocji. W 1988 roku Allan Bloom, dyrektor Olin Center for Inquiry into the Theory and Practice of Democracy (Centrum Olin do spraw badań nad teorią i praktyką demokracji - 3.6-milionowy grant ze strony Olin) zaprosił urzędnika Departamentu Stanu, aby wygłosił odczyt. Mówca ogłosił absolutne zwycięstwo Zachodu i wartości neoliberalnych w czasie Zimnej Wojny. Jego tekst został natychmiast opublikowany w National Interest (datek Olin w wysokości 1 miliona dolarów), wydawanym przez Irvinga Kristola (stypendium w wysokości 376.000 dolarów w ramach Olin Distinguished Professor w Graduate School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim).

Kristol jednocześnie drukuje "odpowiedzi" na ten tekst: jedną ze swojej strony, jedną napisaną przez Blooma, oraz jedną autorstwa Samuela Huntingtona (1.4 miliona dolarów przekazanych na Olin Institute for Strategic Studies na Harvardzie). Ta całkowicie sztuczna, zaaranżowana debata zostaje następnie zauważona przez New York Times, Washington Post i magazyn Time. Dzisiaj wszyscy słyszeli o Francisie Fukuyamie i Końcu historii i ostatnim człowieku, bestsellerze przetłumaczonym na kilka języków.

Już na początku lat 70tych Willima Simon, późniejszy (i obecny) prezydent Olin Foundation namawiał swoich wspólników w interesie do wspierania "badaczy, naukowców społecznych, pisarzy i dziennikarzy" oraz do przekazywania "grantów, grantów i jeszcze raz grantów w zamian za książki, książki i jeszcze raz książki".

Simon wiedział, o czym mówił: właściwie zainwestowane pieniądze mogą nie tylko dać efekt w postaci "debat" wziętych z powietrza, ale też są w stanie określić, które dziedziny zasługują na badania, a które nie; mogą doprowadzać do oczerniania pewnych osób oraz ułatwiać dostęp do tych, którzy podejmują decyzje oraz do mediów dla poszczególnych neoliberalnych mówców. Wydawca Policy Review dotowanego przez Heritage Foundation ocenił to wręcz jako niestosowne:

Dziennikarstwo dzisiaj jest bardzo różne od tego, czym było 10-20 lat temu. Obecnie strony pozaredakcyjne są zdominowane przez konserwatystów. Posiadamy niezwykłą ilość poglądów konserwatywnych, ale to stwarza problem dla tych, którzy są zainteresowani karierą dziennikarską... Jeśli Bill Buckley miałby wyjechać dziś z Yale, nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Nie byłby on taki niezwykły... ponieważ istnieją prawdopodobnie setki ludzi, którzy mają takie same pomysły i udało im się już otrzymać korporacyjne kolumny.

W latach 1990-1993 cztery neoliberalne pisma (National Review, Public Interest, New Criterion oraz American Spectator) dostały 2.7 milionów dolarów z różnych fundacji. W przeciwieństwie do tego cztery postępowe magazyny amerykańskie o ogólnokrajowym zasięgu (Nation, Progressive, In These Times oraz Mother Jones) otrzymały w tym samym czasie dziesięć razy mniej. Podczas wojny idei jakikolwiek ruch, który nie jest w stanie odnawiać swoich rezerw profesjonalnych badaczy, myślicieli i pisarzy szybko wpada w tarapaty. Neoliberałowie nie mają nic przeciwko finansowaniu białych mężczyzn, jeśli okazuje się, że przynoszą oni intelektualne owoce. Ale finansują oni też dość znaczną ilość afro-Amerykanów oraz myślicieli i pisarzy innych mniejszości, oraz dość znaczną ilość gazet w college'ach, tysiące studentów piszących swoje dysertacje i sporą gromadę magazynów. Dosłownie setki milionów dolarów są wydawane corocznie na postaranie się o właściwą, zarówno obecną, jak i przyszłą, siłę nabywczą prawicowej ideologii (present and future right-wing intellectual clout).

Kto jest kim, i tak dalej

Z tego wszystkiego można wyciągnąć dość przewrotny wniosek: prawica to szkoła dla marksistów! Lub przynajmniej zwolenników Gramsci'ego. Wiedzą oni doskonale, że nie przychodzimy na świat ze swoimi poglądami, które musimy jakoś nabyć, że aby idee mogły przetrwać, muszą być wspierane przez materialne infrastruktury. Zdają sobie też sprawę z tego, że infrastruktury te w znacznym stopniu określają nadbudowę intelektualną: to właśnie miał na myśli Gramsci mówiąc o "projekcie hegemonicznym". Definiowanie, utrzymywanie i kontrolowanie kultury jest kluczowe: gdy dostaniesz się do głów ludzi, zdobędziesz też ich serca, ręce oraz przeznaczenie.

Niestety, postępowcy raczej nie wydają się odróżniać projektu hegemonicznego od jeża. Do czego przez te wszystkie lata zmierzali "stronnicy aniołów"? Czy wydali oni swój czas i pieniądze na propagowanie idei, w które wierzyli? Dość szlachetne. Okazało się, że instytucje postępowe są nie tylko zadowolone z intelektualnej wyższości swoich stronników, ale oprócz tego działają ze stoickim spokojem i bez pośpiechu, tak jakby nie było w ogóle potrzeby uzasadniani ich pozycji, i martwienia się wręcz hegemonicznym statusem intelektualnym prawicy.

"Aniołowie" w swoich projektach finansowania i sponsorowania są nastawieni na biednych i upośledzonych; skupiają się na korzeniach, zachęcając "wzmacnianie wspólnot". Wszystko to szczytne cele - ale co się dzieje, gdy rząd łoży, zamiast tego, na strukturalne dostosowanie, które dosłownie opustoszy życie biednych na Południu, lub doprowadza do wcielenia polityki skierowanej przeciwko zabezpieczeniom socjalnym i klasie robotniczej na Północy? Co się dzieje, gdy Światowa Organizacja Handlu ma więcej do powiedzenia na temat przetrwania wspólnoty, niż wspólnoty samej? Lub gdy fundusze publiczne na opiekę medyczną, edukację, budownictwo, transport, ochronę środowiska itd., kurczą się?

Bez pocisków intelektualnych, które będą w stanie bronić wartościowych projektów i tworzyć kontekst, w którym stanie się możliwy ich rozwój, programy te i projekty upadną. Nie mogą istnieć w próżni.

Następstwa praktyczne i skażenie projektu

Jak dotąd nie próbowałam określać swojego stanowiska. Zakładam, że czytelnicy wiedzą lub domyślają się, że zajmuję jakieś. Jestem w końcu profesjonalną badaczką, pisarką i, jeśli się to udaje, myślicielką. A zatem, tak: stanowczo za często słyszałam lub czytałam stwierdzenie "twoja propozycja jest bardzo interesująca, ale nie dajemy funduszy na badania i publikacje".

Nie chodzi o prywatne rozczarowanie, ale masową odmowę. Postępowi mecenasi zgłaszają regularnie sprzeciw w odpowiedzi na propozycje pracy intelektualnej. Nie mam powodu, aby wątpić, że celami tych darczyńców są równość społeczna, zlikwidowanie biedy, prawa człowieka, rozwiązywanie konfliktów i trwały postęp. Jestem więc wysoce zakłopotana ich zachowaniem. Dlaczego, jestem zmuszona zapytać, fundatorzy postępowi poświęcają tak wiele swojego czasu i pieniędzy na "projekty", a tak niewiele na infrastrukturę intelektualną i budowanie instytucji?

Dlaczego nie nauczyliśmy się niczego od jednomyślności prawicy? Dlaczego nie potrafimy, na przykład, zdać sobie sprawy, że zniszczenie zabezpieczenia socjalnego w Stanach Zjednoczonych czy zagrożenie dla osiągnięć związków zawodowych w Europie byłyby niemożliwe bez wytworzenia intelektualnego klimatu, który sprawił, że takie niebezpieczeństwa nie są postrzegane jako coś moralnie odrażającego, ale jako naturalne i nieuniknione?

Dlaczego nastawienie "projektowe" nie jest widziane jako samo-osłabienie? Podczas gdy neoliberalizm demontuje osiągnięcia ostatnich 50 lat i formuje, na jeszcze większa skalę, kolejne zastępy ofiar, które są porzucane i zostawiane samym sobą, nacisk na wspieranie jedynie "projektów" jest coraz silniejszy, zmuszając nas do wstąpienia w szeregi masywnej procesji kroczącej w nieunikniony sposób w stronę rozchwianego absolutnie społeczeństwa.

Tak na wszelki wypadek . . .

W Hiszpanii mówi się no protestas sin propuestas, czy też, w wolnym tłumaczeniu, nie uskarżaj się, jeśli nie masz nic do zaoferowania. Cóż, zdecydowanie opowiadam się za tym, aby postępowe fundacje i jakiekolwiek inne źródła finansowe zaczęły przeznaczać spore ilości pieniędzy na odzyskanie naszej straconej intelektualnej inicjatywy. Powinni one dokładnie przyjrzeć się neoliberałom, którzy udowodnili swoją kompetencję w tej grze: uczmy się od mistrzów! Zakładając, że propozycja ta jest w jakimś sensie już uznana i stanowi ona podstawę pewnych działań, chciałabym tu zasugerować parę innych rzeczy. Pierwsza może być bez względu na formę dość trudna do przełknięcia, zatem równie dobrze mogę to powiedzieć bez ogródek: fundatorzy nie są największymi znawcami jeśli chodzi o pracę, którą powinni wykonywać intelektualiści.

Dlaczego tak jest? Ponieważ wydają się oni zauroczeni przez kwestie, które już weszły do głównego prądu myślowego. Ciągle jestem tego świadkiem, na przykład kiedy po raz pierwszy spróbowałam skusić kogoś, by sfinansował badania na temat długów Trzeciego Świata. Wtedy było na to za wcześnie, podczas gdy pięć czy dziesięć lat później liczne organizacje zaczęły potykać się o siebie podczas dążenia do realizacja tego właśnie celu. Zadaniem postępowego myśliciela jest bycie poza głównym nurtem, aby był on w stanie przewidzieć rozwój wypadków, które w przyszłości staną się wiodącymi kwestiami.

Dobry, postępowy pracownik intelektualny wytwarza wywrotową wiedzę. Wiedza ta, z definicji, jest niemile widziana przez establishment i główny nurt. Jednak ktoś musi zapłacić za wiele miesięcy lub lat prac, zanim ukaże się książka, zanim "gorące tematy" zostaną uznane publicznie, a "wywrotowa wiedza" stanie się częścią debaty. Fundatorzy powinni zaakceptować podział pracy i zaufać pracownikom intelektualnym, których zdecydowali się wspierać bez próby narzucania im tego, co mają robić. W przeciwnym wypadku zniechęcą oni skutecznie pracowników do swojej pracy.

Fundatorzy powinni zrezygnować z nastawienia "projektowego" faworyzującego budowanie instytucji. Sponsorzy, co można zrozumieć, pragną rozważyć zawartość i politykę projektu wspólnie z osobą, która będzie go wykonywała. Ale w przypadku tej osoby postępowanie takie może przynieść przeciwne do zamierzonych skutki, sprawiając, że zrezygnuje ona z kontynuowania badań. Szkicowanie kilkunastu propozycji projektów, osobna obrona ich wszystkich, w kilku krajach, przed różnymi komisjami, wyczekiwanie na korespondencję, dodatkowe informacje, raporty z postępów, wyliczanie kosztów - wszystko to strasznie pożera czas.

Kiedy zbierałam fundusze na Transnational Institute (lub, oczywiście, "projekty", ponieważ żadne inne podejście nie zostałoby zaakceptowane we wspólnocie donatorów), opublikowałam tylko krótkie teksty. Długotrwałe przedsięwzięcia, jak książki są (przynajmniej dla mnie) niemożliwe do realizacji, gdy czas zostaje rozpołowiony na "badawczą" i "komercyjną" działalność. Badacze, pisarze i "głosiciele", którzy muszą dopasować się do tej mentalności, aby wykonać jakąkolwiek pracę, nie są w stanie poświęcić swojej energii na badania, pisanie i głoszenie i odnawianie swojego arsenału idei. Finansowanie projektów, w przeciwieństwie do budowania instytucji, nie oferuje żadnych nadziei na zakończenie cyklu niskiej produktywności.

Darczyńcy powinni finansować nie tylko samą intelektualną pracę, ale również środki, które pozwolą się upewnić, że zostanie ona szeroko zastosowana. Heritage Foundation wydaje dokładnie jedną trzecią swojego obfitego budżetu na wyciągnięcie z tego korzyści, a jedynie kilka fundacji postępowych chce płacić za propagowanie słowa. W rezultacie, instytucji wytwarzających teorie, które jedynie mogą wydawać pieniądze na cele wymienione w budżecie (minimalnie na plusie), nie stać na tłumaczenie, nie potrafią one rozwinąć "Features Service" (usług informacyjnych) dla sieci gazet i magazynów w wielu krajach, nie mogą sprawić, żeby dane artykuły stały się audycjami radiowymi, a książki - filmami telewizyjnymi, i tak dalej.

Granty dla budowania instytucji są również ważne, ponieważ umożliwiają one postępowym badaczom i pisarzom przygotowywać się na to, co stanie się w przyszłości i pracować cały czas na pełnych obrotach. Inteligentni, oddani, idealistycznie nastawienie młodzi ludzie zwykle pragną pracować dla organizacji postępowych i są gotowi wiele poświęcić, ale podstawowych fundacji, które byłyby w stanie ich zatrudnić po prostu nie ma.

Skupiając się prawie wyłącznie na projektach, fundacje postępowe ułatwiły prawicowcom zdominować dyskurs. Kiedyś śmialiśmy się z idei, że mechanizmy rynkowe są w stanie rozwiązać problemy społeczne. Obecnie rzeczy tego typu wypowiada się codziennie bez mrugnięcia okiem. Sprawy, które traktowaliśmy jako prawdy wieczne, włączając w to sam Trzeci Świat, prawie już wyparowały jako tematy możliwych debat.

Donatorzy mogą wykonać bez obaw przeskok z zaangażowania w projekty do budowania ruchów instytucjonalnych i intelektualnych. Są w stanie rozpoznać instytucje i poszczególne osoby, zarówno na Północy, jak i Południu, które tworzą oryginalne i wyróżniające się dzieła i których dokonania w przeszłości pokazują, że można im ufać - i następnie rzeczywiście zdać się na nich. W tych ramach należy mówić o instytutach badawczych i politycznych, pismach i niezależnych pracowników intelektualnych tak wewnątrz, jak i poza uniwersytetami.

Znaczna ilość instytucji i konkretnych ludzi zasługuje na długofalowe wsparcie, które umożliwi im wykonywanie swojej pracy najlepiej jak można. Darczyńcy powinni zarezerwować poważną część funduszy, które mają do dyspozycji, aby wspomagać zasługujące na to instytucje. Powinno się uzgodnić reguły umożliwiające dostarczenie gwarancji i komfortu zarówno tym, którzy dają pieniądze, jak i tym, którzy na nie liczą.

No i na koniec. . .

Co by się stało, gdybyśmy żyli w społeczeństwie, w którym system sprawiedliwości byłby oparty na postulacie, że tylko dwie trzecie jego członków to prawdziwi ludzie, a pozostała jego część nie zasługuje na otrzymanie tych samych praw, poza wypadkami, gdy jest im ono na mocy arbitralnej decyzji przekazane? Społeczeństwo takie byłoby natychmiast i bezwzględnie - przynajmniej na Zachodzie - nazwane niesprawiedliwym.

Wyłączenie jednej trzeciej lub więcej części społeczeństwa jest, jednak, dokładnie tym faktem, który zachodzi w społeczeństwach regulowanych prawie wyłącznie przez "prawa rynku". Istnieje niebezpieczny semantyczny uskok od "prawa" do "praw ryku", od zasady demokratycznie obranych rządów do właściwego funkcjonowania społeczeństwa oddanego w ułomne władanie sił ekonomicznych. Neoliberałowie pragną, aby "prawa rynku" stały się suwerennym sędzią w kwestii praw osób i społeczeństw jako całości.

Hegel uważał, że jedyną rzeczą, której uczy nas historia jest przekonanie, że historia jeszcze nigdy nikogo niczego nie nauczyła. Dzisiejsze dzieje, jeśli jesteśmy odpowiednio uważni, by to zaobserwować, może jednak nauczyć nas, że społeczeństwo jest w stanie przejść od prawa opartego na równości ludzi do praw rynku, od względnej sprawiedliwości społecznej do chronicznych nierówności w przeciągu zaledwie kilku krótkich lat. Zniszczenia powodowane przez neoliberałów mają swój ciąg dalszy, a ich intelektualna hegemonia jest praktycznie absolutna. Ci, którzy odmawiają działać w oparciu o świadomość, że idee mają swoje następstwa marnują je.



Susan George jest badaczką i zastępczynią dyrektora The Transnational Institute w Amsterdamie.
Copyright 1999 by the Foundation for the Study of Independent Social Ideas, Inc. Readers may redistribute this article to other individuals for noncommercial use, provided that the text, all HTML codes, and this notice remain intact and unaltered in any way. This article may not be resold, reprinted, or redistributed for compensation of any kind without prior written permission from the author. If you have any questions about permissions, please contact editors@dissentmagazine.org, or write to Dissent, 521 Fifth Avenue, Suite 1700, New York, NY 10017.
KyLu dnia 28/03/2008
Z przyjemnością poczytam, ale ktoś tu wspominał chyba wcześniej, że to nie miejsce na takie rzeczy smiley Niekonsekwencja? smiley
pozdrawiam
kiwaczek dnia 28/03/2008
Nie tyle niekonsekwencja (no może trochę smiley ) stwierdziłem, ze chyba trochę głosów z innej strony niż Misses też się przyda, ja osobiście jestem uczniem Braudela, który starannie oddzielał pojęcia handlu i rynku od kapitalizmu, stwierdzając , że sa one wrogami, i własnie ten Braudel stał się inspiratorem Wallersteina i teorii systemu światowego
Imperfect dnia 03/04/2008
Pani Profesor Środa reprezentuje tak samo egoistyczne podejście do życia jak Gretkowska. Efekt działań obu feministek jest taki, że Partia Kobiet ponosi klęskę w wyborach, a prof. Środa nie ma w społeczeństwie żadnego autorytetu, poza kilkoma krasawicami w swoim Instytucie.

Czytając powyższe posty, nie można mieć złudzeń - o solidarności kobiet mowy być nie może. Jeden z najwybitniejszych polskich socjologów, prof. Henryk Domański, w programie "Kobieta zaradna", podał przykład kobiet w firmach, które przebiły się do wyższych stanowisk w hierarchii i zapomniały o solidarności z byłymi koleżankami z niższych szczebli. Prawda jest taka, że kobiety walczą równie bezwzględnie jak mężczyźni i stawianie ich w roli pokrzywdzonych prowadzi do skrajnych wniosków.

Zgadzam się z Rewolucyjną Poetką. Mogę tylko dodać, że w kapitalizmie liczy się siła kapitału i nie sądzę tak, bo jestem bezwzględny, tylko widzę, co się dzieje za przysłowiowym oknem.

Sonia napisała o przepisach działających na niekorzyść kobiet, ale zapewniam, że jeżeli państwo nałożyłoby kolejne obciążenia na pracodawców/pracodawczynie, to skończyłoby się to jednym - jeszcze wyraźniejszym zepchnięciem kobiet na margines. Myślę, że nie tędy droga. Często ludzka rozmowa pracodawcy z pracownikiem przynosi większą korzyść dla obu stron, niż formalne przepisy. My mamy różne przepisy w kraju, ale niewiele z tego wynika.

I na koniec mam pytanie. Drogie Panie, o co tak naprawdę Wam chodzi? Jesteście tak podzielone, że trudno dojść, jaki jest Wasz wspólny cel. Z natury piszecie długo i rozwlekle. W biznesie trzeba być zwięzłym. Ponadto trzeba być konkretnym w działaniu. Nie może dziwić supremacja mężczyzn na liście najbogatszych ludzi na świecie, publikowana przez magazyn gospodarczy "Forbes". Nawet patrząc na ranking najbogatszych obywateli naszego kraju, kobiety "pokazują się" na nim okazjonalnie: 8. Grażyna Kulczyk (nie można powiedzieć, że jej majątek jest wynikiem tytanicznej i wieloletniej pracy, ale raczej wynikiem rozwodu z Jasiem), 9. Anna Wożniak (prowadzi firmę razem z mężem), 14. Małgorzata Adamkiewicz (także z mężem), 26. Barbara Kolańska (również z mężem), 31. Elżbieta Filipiak (z mężem - profesorem i twórcą Comarchu), 36. Grażyna Karkosik, 40. Dorota Cacek (z mężem) 42. Zyta Olszewska (z mężem). Nie oszukujmy się, jest tylko kilka Polek, które tak naprawdę doszły samodzielnie do wielkiego majątku, np. Pani Irena Orfinger (Irena Eris). Jeżeli kapitał znajduje się głównie w posiadaniu mężczyzn, to trudno będzie kobietom cokolwiek wywalczyć. W 1998 roku powstała firma Google. W tym roku Amerykanki były wystarczająco wyemancypowane i niezależne, aby stworzyć taką firmę. Dlaczego to nie kobiety, a Larry Page i Sergey Brin są twórcami Google? Dlaczego nie kobiety, a mężczyźni stworzyli Yahoo, eBaya itp.? Dlatego, że były uciskane przez mężczyzn? Jeśli polskie kobiety nie zaoferują całemu społeczeństwu realnych propozycji, to prawdopodobieństwo, że ich sytuacja w kraju się poprawi jest zerowe.

I nie przekonuje mnie pseudo-argument, że mężczyzna woli zatrudnić mężczyznę, bo nie zajdzie w ciążę. Chyba panowie powinni mieć do siebie pretensje, że się w ogóle urodzilismiley Po prostu mężczyźni są bardziej konkretni: albo się dogadują, albo dają sobie po pysku i sprawa załatwiona. Kobiety to w dużej części romantyczki-ekshibicjonistki (nie mam nic przeciwko romantyzmowi w czterech ścianach), a w biznesie na to nie ma czasu. To nie mój wymysł. To jest rzeczywistość!
minakshi dnia 04/04/2008
Po prostu mężczyźni są bardziej konkretni: albo się dogadują, albo dają sobie po pysku i sprawa załatwiona. Kobiety to w dużej części romantyczki-ekshibicjonistki (nie mam nic przeciwko romantyzmowi w czterech ścianach), a w biznesie na to nie ma czasu. To nie mój wymysł. To jest rzeczywistość!

hhhmmm. ja dzialam w roznych polahc biznesu i nie jestem w pracy romantyczka ale mam wrazenie, ze sie ode mnie tego oczekuje !!!!!!!!! juz od mojego promotora slyszalam, ze mam meski umysl a kolega z pracy mi powiedzial, ze jestem facetem w kobiecym ciele. no i co?
to tez jest rzeczywistosc, ktora jest po prostu rozna. faktem jest niestety, ze kobiety potrafia sobei niezle przysrac, brzydko mowiac.
minakshi dnia 04/04/2008
a Sroda w sumie napisala chamski tekst, bo mysle, ze o pilegniarkach by nie pisala per "swiete krowy".
sonia dnia 05/04/2008
z tego długiego tekstu powyżej wynika,że w neoliberalizm wlożono kupę kasy i wysiłku żeby zadziałał,ale pamiętam ,ze w krzewienie socjalistycznych idei również wkładano kasę,kaptowano naukowców,pisarzy i ideologów-a mimo to nic ,jak na zlośc,nie zadziałało i system ekonomicznie się wywaliłsmiley
mrau dnia 07/04/2008
neoliberalizm też jakoś nie ciągnie zbyt dobrze.. no chyba że pod ochroną karabinów. w takich warunkach "socjalizm" w korei płn także ma się "świetnie".

a co do kolegi z góry od konkretów to może też napiszę konkretnie:
otóż kobiet na świecie jest ok 3 mld więc nie wiem jakim cudem wszystkie miałby by być solidarne i miałyby mieć zbieżne poglądy.
na naszym polskim podwórku jest ich pewnie ok 20 mln, i nawet w tak "ograniczonym" gronie, wymaganie by miały takie same poglądy, interesy i postawy jest idiotyzmem.
zdecydowana większość partii politycznych zakładana była przez mężczyzn, większość przywódców politycznych to mężczyźni. solidarność płci nie przeszkadza im toczyć wojen słownych bądź realnych. jakoś od nich nie wymagasz jednomyślności, dlaczego wiec od kobiet jej wymagasz?

jako feministka ja domagam się tylko traktowania mnie indywidualnie i jednostkowo a nie zakładania a priori, że coś zrobię lub nie, że coś potrafię lub nie na podstawie li tylko mojej płci! to takie dziwne?
a co do osiągnięć, to uprzejmie przypominam, że jedynym naukowcem który dostał dwa razy nobla był...a...? Maria Curie-Skłodowska! (jakbym napisała "naukowczynią", byłoby za prosto) co nie oznacza że mężczyźni z założenia są gorszymi naukowcami, prawda?
można to także ująć odwrotnie:zdecydowana większość alkoholików w Polsce to mężczyźni, czy to sprawia że na każdego faceta powinniśmy patrzeć jak na alkoholika?
Imperfect dnia 08/04/2008
na naszym polskim podwórku jest ich pewnie ok 20 mln, i nawet w tak "ograniczonym" gronie, wymaganie by miały takie same poglądy, interesy i postawy jest idiotyzmem.


To, co napisałaś jest przykładem nadinterpretacji moich słów. Czy uważasz, że ponad 10-milionowy ruch obywatelski pod tytułem "Solidarność" był jednolity pod względem poglądów? Chodziło mi o to, że 2 tysięczna manifa to zbyt słaby ruch, aby spowodować jakiekolwiek zmiany z korzyścią dla feministek. Kilka tysięcy kobiet a kilkadziesiąt milionów przedstawicielek płci pięknej - to niezły kontrast! Wyciągnij z tego wnioski. Problemem kobiet są same kobiety (oczywiście nie wszystkie), ale raczej brak ich aktywności w sferze publicznej. Sam zachęcam swoje koleżanki do walki o swoje, ale wyniki są marne. Bierność jest wygodniejsza, zabieganie o swoje sprawy to już wysiłek, więc lepiej nic nie robić. Czy to moja wina?

a co do osiągnięć, to uprzejmie przypominam, że jedynym naukowcem który dostał dwa razy nobla był...a...? Maria Curie-Skłodowska!


Pamiętaj, że nie ilość, ale jakość i użyteczność się liczą. Mniej więcej w tym samym czasie żył Aleksander Fleming. Porównaj sobie, ile istnień uratowała penicylina, a ile rad i polon? W tym przypadku nie można mówić o dyskryminacji - zarówno Polka, jak i Szkot mieli warunki do naukowego rozwoju. Innymi słowy, jaka była korzyść dla ludzkości z leku Fleminga, a jaka z pierwiastków Skłodowskiej?

jakbym napisała "naukowczynią", byłoby za prosto


Czytając wywiady w Wyborczej, można łatwo dostrzec, że dziennikarki same używają rodzaju męskiego, więc maskulinizacja języka nie jest jedynie męską sprawką.smiley
KyLu dnia 10/04/2008
jako feministka ja domagam się tylko traktowania mnie indywidualnie i jednostkowo

ale to całkowicie spzreczne z socjalizmem.
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.