|
|
|
Sprawa Anety Krawczyk a zaufanie do kobiet w Polsce |

Sprawa Anety Krawczyk a zaufanie do kobiet w Polsce
Tekst: Agnieszka Sosińska
Kiedy media próbują mówić o kobietach, działa zasada gabinetu luster. Zwierciadła zdeformują każdą sylwetkę, a wierna podobizna to rzadki wyjątek.
Zaufanie, czyli…
Obdarzanie lub nie kobiet w Polsce zaufaniem przekłada się bezpośrednio na działania we wszystkich sferach życia. Zaufanie to według Piotra Sztompki zakład, jaki przyjmujemy dotyczący przyszłych działań innych, których nie możemy być pewni. Zakład może dotyczyć funkcjonowania urządzeń i instytucji. Zakładamy, że działania, sposób funkcjonowania, będą zgodne z naszymi oczekiwaniami, interesem, przewidywaniami. Sztompka podkreśla znaczenie związku przekonania, jakie żywimy z podejmowanym działaniem. Za nieufnością idzie zaniechanie działań, rezygnacja z ich podjęcia (pasywność w sferze działania), albo podjęcie działań obronnych (aktywne działanie dla zachowania dotychczasowego status quo).
Sprawa molestowania w jednej z największych partii politycznych w Polsce albo o skutkach zaufania
Aneta Krawczyk na własnej skórze przekonała się o tym, ile prawdy jest w stwierdzeniu, że żyjemy w społeczeństwie ryzyka. Opowiadając swoją historię Marcinowi Kąckiemu (dziennikarzowi Gazety Wyborczej), podjęła ogromne ryzyko ufności. Według Sztompki ryzyko ufności to dodatkowe przykrości psychiczne, jakie mogą nas spotkać gdy ktoś nie sprosta zaufaniu jakim go obdarzyliśmy. Pokusiłabym się o modyfikację tej definicji.
Uważam, że Kącki nie zawiódł zaufania Anety Krawczyk. Świadczą o tym jej własne słowa, to iż utrzymuje z nim kontakt, a przed rozpoczęciem procesu o molestowanie, gwałty, nadużycie władzy w Samoobronie zgodziła się udzielić mu kolejnego wywiadu.
Aneta Krawczyk poniosła koszty wynikające z zaufania, jakim obdarzyła Kąckiego, mimo że on jej zaufania nie zawiódł. Co więcej podjęła ryzyko świadomie, spodziewając się zapewne negatywnych reakcji na jej historię, przykrości psychicznych, choć być może nie w takim stopniu, w jakim one ją dotknęły. To szczególny przypadek w którym możemy mówić o takich kosztach psychicznych poniesionych w wyniku sprostania zaufaniu, za które winy nie ponosi obiekt tym zaufaniem obdarzony.
Jest jeszcze ryzyko zinstytucjonalizowane, według Sztompki niezbędny element, funkcjonowania pewnych instytucji. Jeśli Kąckiego potraktujemy jako przedstawiciela mediów, to w sprawie Anety Krawczyk znajdziemy paradoks, który mądrość ludowa wyraża w powiedzeniu: „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. Media z jednej strony sprostały pokładanemu w nich zaufaniu, sprawa dostała się do publicznej wiadomości, Aneta Krawczyk otrzymała wsparcie (pozostawię tu bez komentarza kwestię tego, czy nadeszło ono dostatecznie szybko i od wszystkich osób i instytucji, od których powinno), dlatego że zdecydowała się mówić. Jednocześnie z tego samego powodu i na skutek działania mediów, które wszak przyczyniły się do tego, iż uzyskała pomoc, poniosła ogromne koszty. Czy są to koszty zaufania? Tego, jakim jedna jednostka obdarza drugą? Z jednej strony Aneta Krawczyk jako jednostka, z drugiej Marcin Kącki jako jednostka, ale i przedstawiciel konkretnego medium, koncernu, a na poziomie jeszcze bardziej ogólnym - mediów publicznych jako całości.
Proces rusza: ukazuje się pierwszy artykuł, kolejne w odpowiedzi, ograniczając się do mediów – artykuły, audycje, programy publicystyczne – działania podejmowane przez osoby o statusie podobnym do Kąckiego, ale już w innej relacji do Krawczyk i w sytuacji debaty publicznej, jaka wówczas rozgorzała. W kontekście tej debaty (albo nagonki) interesująca jest kwestia anonimowości. Pojawiają się artykuły piętnujące, krytyka, zarzuty pod adresem Anety Krawczyk. Czy są anonimowe? Nie, ponieważ znamy nazwiska wypowiadających je dziennikarzy. Nie, ponieważ znając profil konkretnych mediów możemy się domyślać, w jakim kierunku pójdą publikowane w nich komentarze. Z drugiej strony tak, są anonimowe, bo niewielu wypowiadających się zna Anetę Krawczyk osobiście, za to każdy zna wymogi co do linii opinii, jakie ma prezentować konkretne medium, w którym pracuje. Istnieje ryzyko, że mimo umieszczenia pod artykułem swego nazwiska dziennikarze nie prezentują własnego zdania, ale opinię zgodną z interesem danego medium czy koncernu, z którą osobiście mogą się nie zgadzać. Dochodzimy w ten sposób do sfery ekonomii, a sprawa jest wszak bezpośrednio uwikłana w politykę. Cóż, według Dunna zaufanie jest „strategią radzenia sobie z wolnością innych podmiotów lub agend” (Dunn, 1988: 73).
Od Anety Krawczyk do przeciętnego Kowalskiego,
czyli dlaczego, jak i czyją wiarygodnością manipuluje się w kraju demokratycznym
Co miała na celu nagonka medialna na Anetę Krawczyk? Pozbawienie jej wiarygodności. Pośrednikiem były media, które mają możliwość manipulacji przekazem, wizerunkiem, informacją, nastrojami społecznymi, opinią publiczną i samą Anetą Krawczyk. To wiarygodność mediów a nie Anety Krawczyk powinna być przedmiotem zakładu zaufania. Tymczasem w nagonce chodziło między innymi o przerzucenie problemu wiarygodności z mediów, które ze swej istoty w państwie demokratycznym mają być dostarczycielami rzetelnej, sprawdzonej i prawdziwej informacji, na Anetę Krawczyk. Media dążyły do zbycia niezbywalnej odpowiedzialności za wiarygodność własną, manipulowały, a nawet próbowały całkowicie pozbawić wiarygodności Anetę Krawczyk. Jest to postępowanie niezgodne z etyką dziennikarską. Przykład? Słynne pytanie: „Kto jest ojcem dziecka Anety Krawczyk?”
Nie to jest istotą problemu. Istotą problemu jest czy była ona molestowana, a jeżeli tak to przez kogo. Istotą nie jest ilość partnerów seksualnych, ani ocena cudzych wyborów życiowych, życia prywatnego, ale nadużycie władzy, przemoc, podejrzenie popełnienia przestępstwa.
Media spowodowały również przerzucenie odpowiedzialności za dowodzenie własnej wiarygodności z domniemanego oprawcy na domniemaną ofiarę. Spora część opinii publicznej temu procederowi przyklasnęła. Dlaczego tak się stało?
Po pierwsze dlatego, że Aneta Krawczyk poruszyła temat tabu, i to nie jeden. Molestowanie w miejscu pracy, w sytuacji gdy kobieta - pracownica podporządkowana jest mężczyźnie - pracodawcy to klasyczny przykład. Istotą jest relacja władzy i przymus ekonomiczny. Sprawca czuje się bezkarny, bo ma wyższe stanowisko, większą władzę, a co za tym idzie prestiż społeczny i wynikające z tego prestiżu powszechne zaufanie większe niż ofiara. Te atrybuty wpływają również na ryzyko związane z przyznaniem, że wierzymy, czyli ufamy w prawdomówność ofiary, która zdecydowała się mówić. Kiedy w grę wchodzą władza, pieniądze, reputacja, takie zaufanie może się wydawać zbyt kosztownym aktem solidarności. Dlatego względy ekonomiczne i polityczne wygrywają z więzią moralną.
Dlaczego Anecie Krawczyk tak trudno było zbudować i odzyskać zaufanie a tak łatwo je stracić? Ponieważ naruszyła tradycyjne patriarchalne struktury. Zdecydowała się mówić, a w Polsce wyraźnie nadal pokutuje przekonanie, że nie należy mówić publicznie o swoich problemach, o przemocy, molestowaniu, ani zdecydowanie dochodzić praw. Zwłaszcza jeżeli jest się kobietą. Kobieta ze względu na płeć nadal w świadomości wielu Polaków stoi niżej niż mężczyzna. O tym, jak silnie takie podejście jest zakorzenione może świadczyć próba obrony posła Łyżwińskiego, którego żona tak skomentowała całą sprawę: „Dobre chłopy, że jeszcze mogą”. Tym samym dała wyraz tego, że potencja męża ważniejsza jest dla niej niż jego moralność, to czy postępuje on zgodnie z prawem, to, czy krzywdzi inne kobiety, to, czy krzywdzi wreszcie ją samą nie dochowując jej wierności ani uczciwości małżeńskiej, to, czy zawodzi pokładane w nim prywatne i publiczne zaufanie.
Sprawa Anety Krawczyk a zaufanie do kobiet w Polsce
Kto nosi plakietkę z napisem „Wierzę Anecie Krawczyk” deklaruje, że łączy go z nią więź moralna. Świadczy o tym, że jej ufa, jest wobec niej lojalny i solidarny. Przy czym najistotniejsze nie jest tutaj to, czy Aneta Krawczyk słusznie oskarża Leppera i Łyżwińskiego. Ów gest solidarności, kiedy mówimy o więzi moralnej ma szeroki wymiar, więź odnosi się do większej grupy kobiet molestowanych, a także innych ofiar przemocy i pozostałych nadużyć władzy. Podstawowym wyrazem istnienia w społeczeństwie solidarności jest odpowiednie funkcjonowanie niezawisłych sądów, do których możemy mieć zaufanie jako do prawidłowo działających instytucji. Jednak sądy to nie wszystko. Aneta Krawczyk piętno będzie nosiła prawdopodobnie do końca życia, być może napiętnowani zostaną także jej bliscy.
Co więcej można przewidywać, że nawet jeżeli sąd uzna Leppera i Łyżwińskiego za winnych, znakomita część Polaków nadal nie będzie wierzyć Krawczyk, ale tym bardziej ją potępi. Świadczy to o kompletnym niezrozumieniu problemu przemocy, jeśli nie o jej akceptacji, uznaniu za normę, a nie patologię społeczną.
Prawdopodobnie spora część kobiet, które krytykują postępowanie Anety Krawczyk sama doświadczyła i doświadcza podobnych przejawów przemocy. Logiczne wydaje się, że jeśli tak jest, to one właśnie powinny ją poprzeć, zrozumieć, wziąć przykład z jej postępowania. Jeżeli tego nie robią, utrwalają patologiczne struktury i mechanizmy, których działanie przyniesie dalsze szkody i cierpienie nie tylko im, ale i kolejnym pokoleniom kobiet i wszystkich ofiar przemocy w Polsce. Ale one tego nie zrobią. Dlaczego? Bo same są ofiarami. Często od oprawców zależy ich egzystencja. Poza tym doznają nie tylko przemocy fizycznej, ale i psychicznej. Sprawca zwykle doskonale wie, że łamie prawo i aby zapewnić sobie bezkarność manipuluje ofiarą odcinając ją od własnych źródeł utrzymania, kontaktów ze światem zewnętrznym, manipulując jej wiarygodnością w oczach innych, jej poczuciem własnej wartości. Uzależnia ofiarę od siebie, żeby uczynić ją niezdolną do podjęcia próby przerwania kręgu przemocy.
Ta/ten, kto nosi plakietkę z napisem „Wierzę Anecie Krawczyk” nie ryzykuje utraty wiarygodności, niezależnie od wyniku procesu. Ryzykować natomiast powinien, że zostanie rozliczony ze zobowiązań wynikających z takiej deklaracji. Z zaufania, lojalności i solidarności, ze zobowiązania do aktywności. Do podjęcia walki z patologiami społecznymi. Być może postulat Piotra Sztompki, by stworzyć globalną wspólnotę moralną brzmi patetycznie i utopijnie, ale jest potrzebny. Aby zacząć działać, trzeba najpierw dostrzec potrzebę działania. Dlatego zaufanie powinno opierać się na współczuciu. Współczucie to nie litość, za którą stoi pasywność, bezmyślność, deprecjonowanie drugiej osoby i z gruntu zafałszowane podnoszenie własnej samooceny jej kosztem. Współczucie to okazanie zaufania próbnego, w którym wypróbowujemy partnera, ale przede wszystkim siebie samych. W tym akcie stawiamy siebie w miejscu drugiej osoby. Pytamy, co ja bym zrobiła, gdyby ktoś mnie wyśmiewał, poniżał, piętnował, stosował wobec mnie przemoc, molestował, gwałcił. Gdybym nie mogła tego przerwać, ani sama sobie pomóc. Jak bym się czuła? Czego oczekiwałabym od innych?
Agnieszka Sosińska - feministka, teatrofilka, studentka socjologii na UAM w Poznaniu i warszawskich Gender Studies
Tekst napisany w ramach projektu Feminoteki „Gendermeria - równościowy monitoring”, którego autorka jest uczestniczką.
Źródła:
1) www.Wyborcza.pl
2) Sztompka, Piotr: Zaufanie. Fundament społeczeństwa. Wyd. Znak. Kraków, 2007
3) Beck, Ulrich: Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności. Wyd.1. Warszawa, 2002
4) Kogo chronimy przed przemocą? Dwa lata ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – raport krytyczny. Wyd. Fundacja Feminoteka, Warszawa, 2007
5) WWW. Wiadomości.gazeta.pl
|
dnia 12/08/2008
Bardzo dobry tekst,Autorko 
Zgadzam się z postulatem Sztompki,przyjmuje jego utopijność.Uczynić z jego warunek sine qua non społeczeństwa obywatelskiego będzie jednak ciężko,choćby z powodu,o którym piszesz - solidarność kobiet,z której takie zaufanie miałoby wynikać będzie tak długo niemożliwa,jak długo trwać będzie milczenie i przechodzenie obok pozornie błahych spraw.Dopóki moje koleżanki będą mnie nazywać przewrażliwioną,dopóki kręcone będą durne reklamy,dopóki postulaty feminizmu będą w Polsce zbywane śmiechem bądź sprowadzane do konstatacji,że "jak to,panie nie chca być przepuszczane w drzwiach" nic się nie zmieni.Kobieta,która poniża drugą kobietę,nie wierzy jej,śmieje się i kpi z jej tragedii w strachu,by nie stać się ofiarą podobnych praktyk nie zaufa jej dopóki nie będzie się w swojej społeczności czuła bezpieczna.I równa.Banał - tylko co z tym zrobić? |
dnia 13/08/2008
A co z tym, który nosi plakietkę z napisem "Nie wierzę Anecie Krawczyk" ? Jest niewspółczujący i wogóle be ? A może poprostu inaczej ocenia to co robiła i np. sądzi, że jak było OK to godziła się na swój los, a jak przestało byc OK to postanowiła wziąć odwet ? Nie ma prawa do takich sądów ? Czy Aneta Krawczyk jest osba bez skazy i nie podlega osadowi, bo poddawana była niegodziwym działaniom innych ludzi ? A może wart Pac pałaca ?
I co na Boginię ma sprawa zaufania do Anety Krawczyk do zaufania do kobiet w Polsce ? A może ta słynna spora część kobiet, które krytykują postępowanie Anety Krawczyk, i która byc może sama doświadczyła i doświadcza podobnych przejawów przemocy własnie dla tego wie, że coś Pani Aneta mataczy ?. Może te/ci co nosza słynną plakietke dały/li się po prostu zmanipulować słynnej poprawnosci ?
PS
Sprawa Anety Krawczyk to nie to samo co sprawa Alicjii Tysiąc albo Anety z Lublina.
PS
Może na poczatek Autorka powinna sama sobie odpowiedzieć na to "współczujące" pytanie: co ja bym zrobiła gdybym była na jej miejscu i otrzymała tą słynna "niemoralną" propozycję od niewątpliwie sympatycznego pana Stasia ?  |
dnia 13/08/2008
Zenku, ech te stereotypy. Zachecam wpierw do poczytania troszke na ten temat. publikacja "Niemoralne propozycje. Molestowaie w miejscu pracy wydane przez feminoteke: http://www.feminoteka.pl/downloads.php?cat_id=10 . drugi raport od gory. Polecam. Zachecam.
zyczliwa |
dnia 13/08/2008
a moze ty zenek poczytaj najpierw cos o molestowaniu i przemocy wobec kobiet? moze sie zastanow, jak to jest, ze wszystkie (ni etylko Aneta K) kobiety, ktore wytaczaja sprawe o molestowanie czy gwałt w oczach opinii publicznej "matacza"?
nawet 13letnia dziewczynka moze stanac przed komisja, ktora bada czy jest zdemoralizowana, bo tak powiedzieli koledzy, kotrym wytoczyla spawe o molestowanie i napad w szkole... a pamietasz 14letnia anie z gdanska? wsadzanie jej lap do spodni przez kolegow? przeciez to byla zabawa, a gdyby nie chciala mala dziwka, to nic by sie nie stalo. rozhisteryzowana powiesila sie. glupia i tyle. a kobiety z frito lay? no coz, byly napalone na swoich kierownikow zmiany i dlatego poszly z zemsty do sadu. gdzie mataczykly of course, podbnie jak puszczalska pani z urzedu w olsztynie. mataczy. kobiety w ciazy nie mozna zgwalcic.
jak to jest Zenek? jak to sie ma do zaufania do kobiet w polsce? i dlaczego to sie zdarza, ze kobiety sie na cos godza, chociaz wcale tego nie chca? to aberracja w przyrodzie? czy w kulturze? i ile znamy takich przypadkow mezczyzn? (tylko nie wyskakuj mi z "nie chce , ale musze" walesy,bo to inny casus).
i na koniec kto nosi plakietke z napisem "nie wierze anecie krawczyk"?
odpowiem ci: nikt, chociaz mysli tak wiekszosc, ale ta wiekszosc nie nosi w ogole plakietek.
czy to jest poprawnosc i norma, do ktorej chcesz rownac? ja wole trudniejsze wyzwania |
dnia 13/08/2008
Brak zaufania (w rozumieniu szerszym - jako pewną postawę,w której kobietę traktuje się z podejrzliwością) do kobiet to także sytuacja,w której kobieta zgłaszająca się na policję,bo gwałci ją mąż słyszy,że "z mężem to nie gwałt". |
dnia 13/08/2008
Kobieta zgwałcona, molestowana, zawsze jest podejrzana o "niecne zamiary". "Chce się zemścić, bo go kochała, a on wrócił do żony". "Chce mu zniszczyć reputację, bo mu się powodzi". Do każdej ofiary podchodzi się z nieufnością i przekonaniem o jej złych intencjach. |
dnia 14/08/2008
Szanowne Panie. Wspominanie o Anecie Krawczyk jest strzelaniem sobie gola do własnej bramki...
Jeśli kobieta nie jest w stanie trafnie wskazać tatusia swojego (swoich) dzieci znaczy to że potencjalnych tatusiów jest większa ilość. Ilu? -10? 50? to już tajemnica Pani Anety. I ryzykownym było by twierdzenie, że wszyscy ją wykorzystywali.
W zasadzie trudno się oprzeć wnioskom że Pani Aneta używała swej .... czci niewieściej jako pewnego rodzaju środka płatniczego, a później została wplątana w grę polityczną. Trudno więc do jej czci odnieść się z należytym szacunkiem. |
dnia 14/08/2008
a o które dzieci ci chodzi?! |
dnia 14/08/2008
A co ma piernik do wiatraka? To znaczy co ma liczba dzieci i liczba tatusiow oraz niemoznosc okreslenia przez kobiete kto jest tatusiem dziecka do molestowania seksualnego? Czy chcesz schobowy powiedziec, ze kobiety, ktora jest w takiej sytuacji nie mozna molestowac, zgwalcic itp? |
dnia 14/08/2008
Pewnie,tak jak prostytutkę,czy inną sukę,która się prosiła. |
dnia 14/08/2008
Stereotypy ? Hm ... może ...
Z tym, że, Drogie Siostry, akurat Aneta Krawczyk moim zdaniem słabo nadaje się jako sztandar. Wolałbym aby Autorka podparła się np. pracownicami molestowanymi przez brygadzistę ( gdzie zreszta system "stanął na wysokości zadania" i molestanta uniewinniono ) albo najnowszą i o wiele bardziej obrzydliwą i jednoznaczną sprawą jurnego prezydenta Olsztyna. Odpierając mój atak (?) na wiarygodność Anety Krawczyk trochu chiba przefajnowałyscie Nie zaprzeczam molestowaniu kobiet przez szefów, kolegów itd. itp. - jest częste. Sama sprawa kiedy jest molestowanie, a kiedy kobieta wykorzystuje swój "czar i urok osobisty" często też nastręcza trudności - choć oczywiście granicą jest NIE, ale to też nie pada z powodu zalezności itd. itp. Mozna się tu zadyskutować o stereotypach nt. gwałcenia żon, prostytutek itd. itp. - boć przeciez nie zawsze jest tak, jak sądzi Siostra Leona, że jak kobieta mówi, że była molestowana, to znaczy że była i ktopka . Mozna mi doradzać co bym sobie "poczytał" to i owo ( trochu już poczytałem i przemyslałem i ... Pani Prezesko Wasz wysiłek edukacyjny akurat w moim przypadku nie idzie na marne - choć w przeszłości nie uważałem się za molestanta, to teraz jeszcze baczniej zwracam uwagę na moje gesty czy "żarciki" ( często jestem poprawniejszy od moich koleżanek ). Ino, Drogie Siostry, akurat Aneta Krawczyk cóś mi bardziej przypomina słynnego "biznesmena" z Sopotu, który tknięty nagłą potrzebą ujawnienia niegodziwości zawiadomił organy itd. Dla tego nie wierzę Anecie Krawczyk i nie dziwię się, ze sporo kobiet jej nie wierzy, i nie uważam że nie wierzą jej bo same mają na sumieniu grzechy ( jak to sugeruje "współodczuwająca" Autorka ), i dla tego właśnie zasugerowałem co by sobie sama njsamprzód odpowiedziała na to retoryczne (?) pytanko, które z takim świętym oburzeniem postawiał na koniec swojej polemiki, recenzji, streszczenia książki Sztompki (?). Moim zdaniem akurat w przypadku Anety Krawczyk odpowiedź nie jest taka oczywista.
PS.
Nadto nie wierzę nikomu kto był, jest lub będzie tzw. działaczem Samoobrony
PS.2
I dla jasności: nie jest dla mnie problemem, że Aneta Krawczyk nie wie kto jest ojcem jej dziecka ( osobiscie uwazam że jest nim Stasio - bo mam niską ocene naszego wymiaru i organów - nawet bardzo niską, a wyraża się ona tezą, że tam prawie zawsze można sobie załatwić cóś ) I nie uważam, ze została wplątana w grę polityczną - raczej sama zagrała, jak onegdaj ta lasencja od Cimoszewicza. |
dnia 14/08/2008
Nie sądzę, żeby Krawczyk kłamała. Po pierwsze, za dużo ryzykuje, może nawet iść siedzieć, że o ostracyzmie społecznym nie wspomnę. Po drugie, nie tylko ona zeznaje w sądzie w tej sprawie. Jej przypadek nie jest odosobniony. Mimo wszystko upierałabym się przy ponownym przeprowadzeniu badań genetycznych, bo coś nie chce mi się wierzyć, żeby Aneta Krawczyk tak pewnie mówiła o Łyżwińskim jako o ojcu swego dziecka, gdy nie była tego pewna w 100%. Krawczyk pokazała kobietom, że mają prawo dochodzić sprawiedliwości w sądzie. |
dnia 15/08/2008
"...A co ma piernik do wiatraka?... " a to ma szanowna Pani że jak sądzę przeciętna kobieta nie posiada miesięcznie kilku - kilkudziesięciu partnerów seksualnych. A jeśli posiada, to w pewnych kwestiach jest oględnie mówiąc mało wiarygodna...
Nie neguję istnienia problemu, myślę nawet że jest większy niż wszyscy przypuszczają, zwłaszcza w sytuacji pracowników niskich szczebli.
I wiem że prostytutkę też można zgwałcić, choć nie do końca pojmuję na czym to polega. Czy na robieniu czegoś co jest sprzeczne z jej wolą, czy może stwierdzone post factum przez zainteresowaną że gratyfikacja finansowa nie do końca zrekompensowała jej trud pracy z danym klientem, co oznacza że została wykorzystana - vel zgwałcona...
Niestety w umysłach nie mieści się pojęcie wykorzystania seksualnego faceta, czy też np uwiedzenia w celu późniejszego szantażu. |
dnia 16/08/2008
I co z tego, że ma wielu partnerów seksualnych. To nie ma nic wspólnego z jej wiarygodnością. To, że któraś kobieta lubi seks, nie oznacza, że jest desperatką rzucającą się do łóżka, każdemu, kto jej to zaproponuje. Ona tych partnerów wybiera bez przymusu, a jak ktoś stosuje przymus, to łamie prawo. |
dnia 17/08/2008
"...A co ma piernik do wiatraka?... " a to ma szanowna Pani że jak sądzę przeciętna kobieta nie posiada miesięcznie kilku - kilkudziesięciu partnerów seksualnych. A jeśli posiada, to w pewnych kwestiach jest oględnie mówiąc mało wiarygodna... hmmm...
skąd założenie, że aneta krawczyk miesięcznie miała kilku-kilkudziesięciu partnerów? jeśli mnie moja wiedza biologiczna nie myli, to aby nie być pewnym kto jest ojcem dziecka, wystarczy mieć dwóch partnerów powiedzmy w ciągu miesiąca. widzę, że kolegę poniosła wyobraźnia, zupełnie jak jednego z hierarchów kk, który także powiedział co oczyma wyobraźni zobaczył w sprawie Simona M: "Jakże się wstydzę za wydarzenie, że gdy pojawił się w Polsce jakiś ciemnoskóry facet, w ciągu kilkunastu dni zdołał zakazić wirusem HIV kilkadziesiąt polskich kobiet - powiedział, nawiązując do sprawy Kameruńczyka Simona M."
zadziwiające, że jeśli kobieta publicznie zaczyna mówić, o czymś, co ma jakikolwiek związek z jej seksualnością, natychmiast musi udowodnić swoje "nienaganne prowadzenie się". czy mężczyzna, mający wiele partnerek seksualnych także traci swoją wiarygodność?
sprawa podstawowa jest zasadniczo prosta:
kodeks karny stanowi iż "Kto, przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3." jak dla mnie transakcja "praca za seks" jest w czystej postaci nadużyciem zależności. i to właściwie niezależnie od tego, czy poszkodowana wyraziła zgodę na tą transakcję czy nie. podobnie jak przestępstwo handlu ludźmi niezależne jest od faktu, czy przedmiot handlu wyraził zgodę na bycie przedmiotem czy też nie.
dla wnikliwych podpowiem, że kodeks karny ani w tym punkcie ani w innym nie odnosi sie w żaden sposób do ilości partnerów seksualnych zarówno podejrzanego jak i poszkodowanej. |
dnia 17/08/2008
"...aby nie być pewnym kto jest ojcem dziecka, wystarczy mieć dwóch partnerów..." no dwaj to właśnie wykluczeni zostali - czas na ogólnonarodowe badanie DNA pod hasłem "i ty możesz zostać ojcem dzieci Anety K." Ok na poważnie - problem istnieje i wcale nie śmieszny jest ale u mnie szarego oglądacza tv jak i znanych mi osób widok Pani Anety wzbudza jedynie uśmiech politowania i rozmydla sedno sprawy. *Mrau wspomniała o tym skurwielu murzynku co skutecznie mi humor popsuło. Pewnie z racji mej bujnej empatii. Szkoda mi potwornie młodych dziewczyn u startu życia będących, którym odebrano marzenia o normalnym życiu, rodzinach, dzieciach. Czekających na wykonanie wyroku... ufff |
dnia 17/08/2008
tak, jestem głęboko poruszona twoją empatią.
a do rzeczy: nadal nie wiem co ilość partnerów seksualnych Anety Krawczyk ma do jej wiarygodności? i czy mężczyzna z wieloma partnerkami seksualnymi także jest dla ciebie mało wiarygodny?
"...aby nie być pewnym kto jest ojcem dziecka, wystarczy mieć dwóch partnerów..." no dwaj to właśnie wykluczeni zostali - czas na ogólnonarodowe badanie DNA pod hasłem "i ty możesz zostać ojcem dzieci Anety K." a po co ogólnonarodowe badania? potwierdzenie ojcostwa byłoby dowodem na utrzymywanie stosunków seksualnych miedzy Anetą Krawczyk a Stanisławem Łyżwińskim, ale czy brak potwierdzenia ojcostwa potwierdza jednocześnie brak takich stosunków? no raczej nie...
przypominam także, że oskarżenie nie dotyczy ojcostwa dziecka Anety Krawczyk tylko molestowania seksualnego! nawet jeśli żaden z wymienionych panów nie jest tatusiem to czy to oznacza automatycznie że nie molestowali oni Anety Krawczyk. |
dnia 17/08/2008
utrzymywanie stosunków Anety K. Z posłem Łyżwińskim, posłem Lepperem oraz być może resztą żywego i nieżywego inwentarza Samoobrony nie oznacza automatycznie że Pani Aneta była przezeń molestowana. |
dnia 17/08/2008
Za "skurwiela Murzynka" jest przewidziane jakieś ostrzeżenie?
Schabowy to kolejne wcielenie trolla. Szkoda, że i ja go nakarmiłam. |
dnia 18/08/2008
tia, zegnamy sie ze schabowym. |
dnia 18/08/2008
No i spokój. |
dnia 20/08/2008
Mam wrażenie, że tu w najmniejszym stopniu nie chodzi o zaufanie, ino:
1. o całkiem bezcezlne kłamstwo z jednej strony
2. o, powiedzmy, wariant syndromu sztokholmskiego zwany dalej w skrócie dla ułatwienia lizusostwem.
Tzn. wszyscy wierzą, że molestowane kobiety mówią prawdę. Ich wiarygodność jest podważana instrumentalnie: przez facetów, którzy chcą zrzucić z siebie odpowiedzialnosć ("może i mnie się czasem zdarzyło narzucać z awansami - więc a konto podważe wiarygodność wszystkich kobiet, tak będzie dla mnie bezpieczniej" i przez kobiety, którym się zdaje (nie bez kozery), że jak będą obwiniać kobiety, to bedą "bardziej lubiane" przez chłopców. Ze strony kobiet jest to nie tylko podłość, ale również krótkowzroczna głupota - ze strony męzczyzn podłość i trochę strachu.
Pamiętajmy, ze nie ma ludzi, którzy wierzą Łyżwińskiemu i Lepperowi. Historie ich kredytów są powszechnie znane i wiadomo, że to nie sa ludzie zasługujacy na zaufanie. Ale "korzystniej" jest oskarżyć słabszego, tak sie dzieje we wszystkich społecznościach stadnych. Nie ma to nic wspólnego z zaufaniem i jest czysto cyniczne.
Nawiasem, wg badań na ten temat, fałszywych oskarżeń o gwałt praktycznie nie ma - odsetek jest bardzo wyraźnie mniejszy niż w przypadku wszystkich innych przestępstw. Natomiast odsetek przypadków niezgłaszanych... no właśnie.
Znam dziewczynę zgwałcona na wakacjach - i to nie na randce, ale przez stereotypowego gwałciciela "z krzaków". Miejscowa policja przesłuchiwała go godzinę - a dziewczyne zatrzymano na noc na komisariacie! Oczywiście dowód z przykładu nie ma mocy - ale dowód z większości przykładów ma.
Nie o wiare tu chodzi, a o prostą stadna podłość. |
dnia 20/08/2008
Kobiety obwiniające poszkodowane kobiety działaja równiez w pewnej iluzji bezpiecznego świata ("jak będę grzeczna, jak założę burkę, to nikt mnie nie skrzywdzi" . To jest część głupoty. Pardon: strategii suboptymalnej. |
dnia 20/08/2008
hm, zbitka " i ) daje tę emotikonkę - która tu oczywiście nie była zamierzona |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|