TELEFON INTERWENCYJNY DLA KOBIET
DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

0 789 30 65 66

                          Czynny:
      w poniedziałek w godzinach 10.00-20.00
  od wtorku do piątku w godzinach 10.00-16.00
    STRONA GŁÓWNA :: o fundacji :: zespół:: akcje/projekty :: kontakt :: szukaj :: english :: KSIĘGARNIA  02/09/2010
INFORMACJE
RAPORTY
KSIAŻKI
NASZE PUBLIKACJE
LINKI
ARCHIWUM
MATRONATY

TYBET
Ostry nóż prawa. O dalszych losach Karmy Samdupa

pisze OSER, poetka, która zapomniała się bać

felietony/recenzje

Zatrzymała tramwaje, prezydentów i prezesa. 3 x KRZYWONOS!- pisze Małgorzata Tkacz-Janik

Prowadź swój pług przez kości umarłych. Książkę Olgi Tokarczuk recenzuje - Emilia Walczak

Kwestię miasta i genderu w filmie „Pizza, Birra, Faso” analizuje Łukasz Wójcicki

Kobiety o emeryturach. FEMINOTEKA ZBIERA HISTORIE KOBIET! A Ty? Jaką będziesz emerytką?

Słodko na sen.
O wyrodnej matce z Wiadomości - pisze
Marzena Gębala

O medyczkach, doktoressach i pionierkach chirurgii pisze - Iwona Dadej

Dyskretne symetrie Jeanette Winterson - recenzuje:
Grażyna Latos

Po wyborach
– z perspektywy kobiet pisze -
Iza Desperak

O równości w szwedzkich przedszkolach pisze Sara Hasbar

Tekst o starych oblechach.
O Polańskim i Żuławskim - pisze Agata Czarnacka

A na lewo ciągle bez zmian.
O pracy kobiet i pracy mężczyzn - pisze
Marzena Gębala

Święta feministka. Edytę Stein przypomina Iwona Dadej

Kogo kochają dorastające dziewczęta? O mechanizmach uJArzmiania seksualności nienormatywnej pisze Marzena Lizurej w książce O polityce ciała i pożądania w kulturze audiowizualnej

Oddajmy powstanie kobietom, cywilom i żydom pisze Weronika Grzebalska

Festyn sierpniowy.
O obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego pisze Bożena Keff

Karmiąca matka to też kobieta. O społecznym przymusie karmienia piersią - pisze Anna Adhikari

Na wakacje polecamy: CWANIARY - powieść Sylwii Chutnik

Jak naprawić to, co napsuła religia w szkołach pyta Maciej Gdula z Krytyki Polityczne

KOBIETY i ...
aborcja
herstoria
polityka
przemoc
praca
zdrowie
Unia Europejska
Najnowsze artykuły
Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie eliminacji przemo...
3 x KRZYWONOS!
Walczak: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Tomaszewska: Zobaczyć płeć – cykl Kino mówi: Gender w Al...
Śladowska: Pozór ważniejszy od bytu
Leszczyńska: Miraże rzeczywistości
Korda: Udaję, że to opowieść, która dzieje się komuś innemu
Klimala: Co ludzie powiedzą
Frank: Serio, serio, serio
Dzwonkowska: Ballada z przymrużeniem oka czyli Sugar Baby Trans
Bociek: Kicia nie potrzebuje pomocy
Barańska: Noce bez upojenia
Sieradzka: Gra pozorów
Wójcicki: Miasto i gender w filmie „Pizza, Birra, Faso&#...
OSER: Ostry nóż prawa
O wprowadzeniu powszechnej edukacji seksualnej
O wprowadzeniu powszechnej edukacji seksualnej
Tekst: Katarzyna Kucewicz, Monika Wieczorek


Refundację środków antykoncepcyjnych, w tym postkoitalnych (doraźnych, przyjmowanych po stosunku) oraz wprowadzenie obowiązkowej edukacji seksualnej do szkół zakłada projekt nowelizacji ustawy O planowaniu rodziny ochronie płodu ludzkiego oraz warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, złożony właśnie do laski marszałkowskiej przez Klub Poselski Lewica.

Ustawa O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego oraz warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w swej oryginalnej wersji (z 7 stycznia 1993 r., w art. 4 ust. 2) nakazywała wprowadzenie wychowania seksualnego jako osobnego przedmiotu w szkołach podstawowych i średnich. Uczyniono to z opóźnieniem pięcioletnim, w kwietniu 1998 roku, w bardzo ograniczonej formie (1), po czym już w grudniu 1998 r. ustawę zmieniono. W praktyce było to równoznaczne z wycofaniem wychowania seksualnego z programów szkolnych (2). Zastąpiono ją wówczas fakultatywnym „Wychowaniem do życia w rodzinie”, a dobrowolność edukacji seksualnej zatwierdził w 2002 r. rząd SLD. Ówczesna minister edukacji Krystyna Łybacka mówiła: Trzeba to było poświęcić dla zgody środowisk, w tym kościelnych, na to, żeby Polskę wprowadzić do UE (3). Najwyraźniej jednak i dzisiaj MEN nie chce zmieniać ustalonego wówczas w porozumieniu z Kościołem programu.

Z rządowych raportów wynika, że w 2005 roku 46 czternastolatek i 250 piętnastolatek zostało matkami. CBOS podaje, że przed 15. rokiem życia współżycie rozpoczęło 16,8% dziewcząt i 27% chłopców. Wśród siedemnastolatków odsetek osób po inicjacji zwiększa się dwukrotnie. Trudno jest przejść obok tych statystyk obojętnie, bez refleksji nad ich przyczyną.

W październiku Klub Poselski Lewica zaproponował pierwszy krok w stronę rozwiązania tego problemu. Tym krokiem ma być nowelizacja ustawy O planowaniu rodziny…, której projekt został w listopadzie złożony do laski marszałkowskiej. Projekt zakłada propozycję zmian dotyczących refundacji środków antykoncepcyjnych, w tym postkoitalnych (doraźnych, przyjmowanych po stosunku) oraz wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej do szkół.

Odnośnie pierwszej zmiany, osoby, których dochody nie przekraczają minimum socjalnego, będą mogły kupić środki antykoncepcyjne w kwocie refundowanej, liczonej tak, jak dla leków zryczałtowanych. Dodany ma być również ustęp dotyczący tworzenia sieci poradni z zakresu planowania rodziny, dostępnych w każdym powiecie.

Klub Lewica chce wprowadzenia, już od pierwszej klasy szkoły podstawowej, obowiązkowego przedmiotu „Wiedza o życiu seksualnym człowieka”, dostosowanego do wieku i poziomu dojrzałości uczniów. Miałby on poruszać zagadnienia z zakresu praw i zdrowia reprodukcyjnego, ochrony przed przemocą seksualną, sposobów zabezpieczenia się przed chorobami wenerycznymi oraz budowania partnerskich relacji między kobietami i mężczyznami. Co istotne, uprawnieni do prowadzenia tego przedmiotu byliby tylko pedagodzy/ pedagożki po studiach podyplomowych z edukacji seksualnej.

NGOsy alarmują od dawna

Przyglądając się raportom organizacji pozarządowych, nie sposób zanegować propozycje legislacyjne lewicy. Edukatorzy seksualni z grupy „Ponton” alarmują o zatrważającej niewiedzy nastolatków z zakresu zdrowia i seksualności.

„Czy przez korzystanie z toalety publicznej mogłam zajść w ciążę?”, „Słyszałam, że podczas stosunku, gdy facet jest pod wpływem alkoholu, to kobieta nie zajdzie w ciążę”. To tylko część pytań, na które nie potrafi znaleźć odpowiedzi młodzież podejmująca współżycie. Nie trzeba dodawać, że ich wiedza także z zakresu chorób przenoszonych drogą płciową jest bardzo niska. „Ponton” kładzie szczególny nacisk na promowanie wśród młodych osób postawy asertywnej względem partnerów/ partnerek domagających się seksu.

Również Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, publikując raport na temat zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego, obok antykoncepcji, zakażenia HIV/AIDS, reprodukcji wspomaganej i opieki w okresie prenatalnym, porusza kwestię edukacji seksualnej. Postuluje o zapewnienie dostępu do rzetelnej informacji na ten temat poprzez wprowadzenie lekcji z zakresu wiedzy o seksualności człowieka. Jest to o tyle istotne, że dziewczęta w wieku szkolnym dość wcześnie rozpoczynają aktywność seksualną. Około 60% dziewcząt pierwszy raz idzie do ginekologa przed 20. rokiem życia (uwzględniając osoby nie mające jeszcze 16 lat) (4).

Co gorsza, jak wynika z badań wykonanych przez SKIM Analytical Healthcare na zlecenie UE, aż 40% Polek w wieku 15-49 lat nie stosuje żadnego rodzaju antykoncepcji. Za edukacją seksualną przemawiają więc także zagrożenia, jakie, niezależnie od wiary czy wyznawanego katalogu cnót moralnych, niesie świat współczesny. Dobrze byłoby zatem, by młodzież wiedziała, jak przebiega zagrożenie chorobami przenoszonym drogą płciową, w tym AIDS.

Uczniowie za edukacją seksualną

Obecnie szkoła musi "wprowadzić wiedzę o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji". Wynika to wprost z ustawy O planowaniu rodziny…, (z 7 stycznia 1993) oraz z rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej (z 23 sierpnia 2007). Stąd przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” jest w programach już od piątej klasy szkół podstawowych. W praktyce jednak, zajęć prawie nie ma, bo udział w nich nie jest obowiązkowy. O tym, czy dziecko będzie uczestniczyło w tych zajęciach, decydują rodzice/ opiekunowie prawni. Mamy tu skądinąd do czynienia ze szczególną interpretacją prawa oświatowego, bowiem na temat innych treści nauczania rodzice nie muszą się wypowiadać.

Zajęcia te nie są także monitorowane przez żaden organ, a nauczyciele mają pełną dowolność w konstruowaniu programu zajęć oraz doboru podręczników o tej tematyce. Jedyne obostrzenie, jakiemu zostaje poddany podręcznik, to, obok rekomendacji MEN-u, także zatwierdzenie przez Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej oraz pozytywna opinia dyrektora/ dyrektorki danej placówki edukacyjnej. Co dziwne, nie gwarantuje to przekazywania obiektywnej wiedzy, niesprzecznej ze standardami naukowymi - wynika z rozmowy przeprowadzonej z nauczycielką przedmiotu „Metodyka wychowania do życia w rodzinie”. W podręcznikach polecanych przez MEN pojawiają się nieaktualne informacje, jak choćby klasyfikowanie homoseksualizmu jako jednostki chorobowej (patrz: T. Król, Wędrując ku dorosłości. Przygotowanie do życia w rodzinie. Dla uczniów starszych klas szkoły podstawowej).

Również wymiar czasowy prowadzonych lekcji nie jest satysfakcjonujący, bo uczniowie ostatnich klas szkoły podstawowej, gimnazjaliści oraz uczniowie szkół ponadgimnazjalnych mają w planie jedynie 14 godzin rocznie, w tym 5 godzin z podziałem na grupy dziewcząt i chłopców. W szkołach gimnazjalnych do życia w rodzinie wychowują nauczyciele wiedzy o społeczeństwie, co jest nieporozumieniem. Nauczyciele ci nie są dość kompetentni, by przekazywać tego rodzaju wiedzę, do czego otwarcie się przyznają i przeciw czemu protestują. W istocie, do realizacji zajęć z wiedzy na temat seksualności lepiej przygotowany jest nauczyciel biologii niż osoba, która z wykształcenia jest politologiem czy historykiem.

Tymczasem, aż 74,6% uczniów i uczennic (CBOS) oraz 91% dyrektorów i dyrektorek (5) opowiada się za obligatoryjnymi lekcjami z wychowania do życia w rodzinie. Przy tym ogólne przyzwolenie społeczne na obowiązkową edukację seksualną deklaruje ponad 90% badanych w wieku 15-49 lat. Ponadto, aż 27% uczniów na pytanie o realizację zajęć odpowiada, że lekcje te nie były prowadzone w ogóle.

Jeżeli chcesz skorzystać z praw, to musisz o nich wiedzieć

Do wprowadzenia edukacji seksualnej zobowiązują Polskę dokumenty Światowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju (Kair, 1994), a także IV Światowej Konferencji na rzecz Kobiet (Pekin, 1995). Te międzynarodowe postanowienia zakładają konieczność zapewnienia dostępu do rzetelnej wiedzy, pozbawionej stereotypowego rysu ról płciowych i zachowań seksualnych. Zawierają również rekomendacje dotyczące wyeliminowania dyskryminacji wobec dziewcząt i kobiet. Od państw, które przyjęły dokumenty końcowe konferencji, wymaga się respektowania treści w nich zawartych, chociaż formalnie nie istnieją żadne instrumenty egzekwujące poszanowanie tych praw. Pozwala to na dowolne formowanie przepisów krajowych, nie łamiąc przy tym norm prawa międzynarodowego. I tak, Polska wprowadza edukację o seksualności człowieka, zapewnia nawet dzieciom i młodzieży przysługujące im prawo do informacji. Jednak sposób i poziom realizacji edukacji seksualnej pozostawia wiele do życzenia.

Instrumentem, jakim mogą posłużyć się obywatele Polski, jest skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Orzecznictwo ETPC wiąże nie tylko państwa-strony, ale jest także gwarancją zasady sprawiedliwości proceduralnej – w podobnych sprawach orzeka się podobnie. Mimo iż Europejska Konwencja Praw Człowieka nie gwarantuje prawa do edukacji seksualnej wprost, to jednak w art. 2 Protokołu nr 1 stwierdza, że „Nikt nie może być pozbawiony prawa do nauki. Wykonując swoje funkcje w dziedzinie wychowania i nauczania, Państwo uznaje prawo rodziców do zapewnienia tego wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi.”

Ministerstwo Edukacji Narodowej zleciło w 2008 roku ekspertyzę prawną, czy wprowadzenie obowiązkowej edukacji seksualnej nie godzi w zapisaną w Konstytucji zasadę, że "rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami" (art. 48 ust. 1). W podobnej sprawie wypowiadał się w 1976 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Chodzi o historię rodziców, którzy w 1971 roku wnieśli skargę przeciwko Danii. Twierdzili, że sposób, w jaki w ich kraju prowadzone jest wychowanie seksualne, godzi w ich uczucia religijne i morale. Trybunał wziął pod lupę duński program nauczania i orzekł, iż „państwo, wywiązując się ze swoich funkcji w zakresie nauczania i edukacji, musi dbać o to, by informacje lub wiedza zawarte w programie były przekazywane w sposób obiektywny, krytyczny i w ujęciu pluralistycznym. Państwu nie wolno prowadzić indoktrynacji, którą można by było uznać za naruszającą przekonania religijne lub filozoficzne rodziców” (Sprawa Kjeldsen, Busk Madsen i Pedersen przeciwko Danii, 1976). Skutkiem tego orzeczenia jest konieczność skonstruowania takich programów nauczania, które będą respektować kulturową i światopoglądową różnorodność. Nie może być więc zgody na akceptację przez MEN takich podręczników, jak chociażby wspomniany, autorstwa T. Król. Zgody tej nie może być także na feralną konstrukcję przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Trudno mówić o idei edukacji wolnej od dyskryminacji, gdy każda osoba prowadząca ten przedmiot może dowolnie dobierać treści i pomoce dydaktyczne. Dostęp do rzetelnej informacji o zdrowiu seksualnym jest zatem ograniczony.

Jednak jak przyznaje dr Adam Bodnar, szef działu prawnego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: - Sprawa ta (Kjeldsen i in., 1976) nie oznacza, że brak edukacji seksualnej stanowi naruszenie art. 2 Protokołu nr 1 do Konwencji. Czym innym jest bowiem gwarancja negatywna danego prawa (edukacja narusza potencjalnie inne dobra chronione Konwencją,) a czym innym jest gwarancja pozytywna (ponieważ mamy takie, a nie inne poglądy, żądamy od państwa zapewnienia odpowiedniej edukacji). Art. 2 Protokołu nr 1 do Konwencji obejmuje jedynie gwarancje negatywne. Dlatego też ewentualna skarga polskich rodziców, że w polskiej szkole nie było edukacji seksualnej, miałaby niewielkie szanse na powodzenie - mówi Adam Bodnar.

Okazuje się, iż niektóre europejskie organizacje pozarządowe znalazły inną drogę do zakwestionowania braku edukacji seksualnej. Brytyjska Interights , powołując się na Europejską Kartę Społeczną, zaskarżyła Chorwację do Europejskiego Komitetu Praw Społecznych za brak programów nauczania tego przedmiotu. W uzasadnieniu powołano się m.in. na naruszenie prawa do zdrowia i prawa do ochrony społecznej. Wciąż jednak brak rozstrzygnięcia tej sprawy.

Czy polskie organizacje również mogłyby skorzystać z tego mechanizmu? Dr Adam Bodnar odpowiada: - Na pozór mogłoby się wydawać, że droga do wniesienia takiej skargi jest otwarta. Problem tkwi jednak w tym, że Polska nie ratyfikowała Protokołu Dodatkowego do Europejskiej Karty Społecznej z 1995 r. W związku z tym nasze organizacje pozarządowe nie mają możliwości skarżenia się do Europejskiego Komitetu Praw Społecznych. Niezależnie jednak od powyższego, rozstrzygnięcie sprawy chorwackiej (i ustanowienie nowego standardu) może dać ciekawy impuls do polskiej debaty i wskazać, że brak edukacji seksualnej w polskich szkołach stanowi naruszenie Europejskiej Karty Społecznej.

Być może do zwiększenia świadomości osób mających realny wpływ na stanowienie prawa w Polsce przyczynią się takie dokumenty, jak Raport Komisji ds. Równości Szans Kobiet i Mężczyzn Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy „Dostęp do bezpiecznego legalnego przerywania ciąży w Europie” (z 17 marca 2008). Raport ten proponuje, aby Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (której Polska jest członkiem) zachęciło państwa członkowskie do „realizowania odpowiedniej polityki w obszarach związanych ze zdrowiem seksualnym i prokreacyjnym” oraz zapewnienia obowiązkowych zajęć z zakresu relacji seksualnych. Ma to stanowić pewnego rodzaju działania profilaktyczne, minimalizujące liczbę niechcianych ciąż nastolatek i ograniczające ich przerywanie.

W kraju, w którym od trzech lat nie było merytorycznej, rządowej debaty na temat oceny raportów dotyczących aborcji, gdzie nie powstała żadna rządowa kampania społeczna poświęcona edukacji seksualnej, trudno będzie przeforsować nowelizację tej ustawy i to w kształcie spełniającym współczesne standardy naukowe i normy prawa międzynarodowego. Debata na ten temat (jeśli się odbędzie) z pewnością będzie burzliwa. Być może wypłynie na niej kilku polityków nie mających na siebie pomysłu, jak to zresztą bywa, niestety, coraz częściej w polskim parlamencie. A wystarczy zerknąć za zachodnią czy północną granicę i podpatrzeć tamtejsze rozwiązania. We Francji zajęcia z wychowania seksualnego są obowiązkowe już od 6. roku życia. Szwecja ma specjalną ofertę edukacyjną skierowaną do rodziców.

Warto pamiętać, że kształt polskiej edukacji seksualnej nie wynika z narodowego purytanizmu i niechęci do tego przedmiotu, gdyż, jak pokazują badania, przyzwolenie społeczne sięga 92%. To raczej ignorancja decydentów i konserwatywny, powierzchowny sposób myślenia o edukacji seksualnej, jawiącej się jako zagrożenie dla tradycyjnej polskiej rodziny, której obrona stanowi kartę przetargową w rozgrywkach politycznych. (6)

Przypisy:

1. Przedmiot „Wiedza o życiu seksualnym człowieka” miał być realizowany w wymiarze 24 godzin lekcyjnych, rozłożonych na osiem lat edukacji, tj. od 7 do 15 roku życia dziecka. Cały program był zbudowany na stereotypowym obrazie kobiet i mężczyzn: ich ról społecznych, potrzeb seksualnych. Biuletyn 2 (10) Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, lato 1998, s. 5.
2. De facto, propozycję zniesienia edukacji seksualnej minister oświaty zaproponował znacznie wcześniej, już w listopadzie 1997. Przytaczamy za: op.cit., E. Górnikowska-Zwolak.
3. "Gazeta Wyborcza", 11 lipca 2008, tekst Aleksandry Pezdy.
4. Raport „Zdrowie reprodukcyjne kobiet”, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, 1997.
5. Z. Izdebski, Ryzykowna Seksualność Polaków w dobie HIV/AIDS. Studium porównawcze 1997- 2001- 2005, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2006.
6. Ibidem.

Katarzyna Kucewicz - feministka, studentka ostatniego roku pedagogiki, społecznej psychologii klinicznej oraz gender studies. Założycielka i przewodnicząca Koła Naukowego Gender Studies w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie.

Monika Wieczorek- feministka, studentka pedagogiki w Akademii Pedagogiki Specjalnej, prawa w Wyższej Szkole Handlu i Prawa oraz gender studies na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze pracę magisterską o sytuacji prawnej kobiet w Polsce.

Tekst napisany w ramach projektu Feminoteki „Gendermeria - równościowy monitoring”, którego autorki są uczestniczkami.
philosophus dnia 06/11/2008
Cóż wszystkie problemy seksualne wynikają z głupoty (czasem i braku wiedzy) i wybitnego braku odpowiedzialności. Nie uwierzę, jeśli nastolatka (13 lat) powie, że nie wie skąd biorą się dzieci. A jeśli nie chce się problemów wystarczy wiadro zimnej wody. Cóż, człowiek ma po to rozum aby panować nad popędem, ale niestety niektórym nie chce się z niego korzystać...
Kasia Kucewicz dnia 06/11/2008
Dobry wieczór!
Odnośnie komentarza. Proszę pamiętać, że osoba 13- letnia to jeszcze dziecko, które rozpoczynając w tym wieku współżycie z całą pewnością nie robi tego z niemożności opanowania popędu.
W kazdym razie,jakie by te powody nie były, młodym ludziom edukacja seksualna się należy, właśnie dlatego by nauczyć ich wspomnianej przez Pana odpowiedzialności i przekazać rzetelną, często sprzeczną z "podwórkowymi nowinami" wiedzę.
philosophus dnia 07/11/2008
Zgadzam się i cieszę się, że mogę wreszcie się spotkać z rzeczową wypowiedzią. Edukacja jak najbardziej jest niezbędna, jednak obecna jej forma jest wręcz odstraszająca. Edukacja jest niezbędna w dzisiejszym świecie przepełnionym erotyką. Powinno się przede wszystkim uczyć, jak sobie radzić z własną seksualnością. O antykoncepcji także powinno się uczyć, ale z podkreśleniem np. według jakich religii co jest zakazane. Nie żeby piętnować, ale żeby osoba danego wyznania miała pewność co do antykoncepcji.

Pozdrawiam!
Pat dnia 07/11/2008
Witam, mieszanie religii do wychowania seksualnego w szkołach jest moim zdaniem poważnym niezrozumieniem problemu. Myślę, że nie muszę wyjaśniać dlaczego?
Kasia Kucewicz dnia 07/11/2008
Zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Od tego są (między innymi) lekcje religii w szkole aby ten temat był na nich poruszany. Jak już wspomniałam i o czym pisałyśmy w artykule, fundamentem dobrej edukacji seksualnej jest rzetelna wiedza. Czyli wiedza poparta nauką, wyłożona w sposób obiektywny. A religia, niestety, wartościuje większość spraw związanych z seksualnością człowieka.
know dnia 07/11/2008
Powinno się przede wszystkim uczyć, jak sobie radzić z własną seksualnością.
nie, nie tylko z wlasna. chlopcow trzeba uczyc, jak sobie radzic z seksualnoscia ksiedza proboszcza, pana od wuefu, pana dyrygenta, i w ogole wszystkich, ktorzy chcieliby ich molestowac. a dziewczynki w dodatku, jak sobie radzic z seksualnoscia chlopcow, bo potem to o nich beda pisac w internecie bezmyslne typy, ze nie panowaly nad swoim popedem, jezeli na przyklad sie wstydzily odmowic chlopcu, albo go poprosic, zeby zalozyl prezerwatywe.

O antykoncepcji także powinno się uczyć, ale z podkreśleniem np. według jakich religii co jest zakazane.
ooo nie, niech sobie religie same ucza swoich wyznawcow, co jest wedlug nich zakazane. jezeli na nauczanie edukacji seksualnej jest 15 godzin, to nie da sie ani pieciu minut zmarnowac na wyklady debilnych racjonalizacji dla seksualnych zahamowan religijnych przywodcow. to sobie prosze robic w swiatyniach, a najlepiej wcale.
irminam dnia 07/11/2008
jeżeli dalej na wychowaniu seksualnym będą królować teorie religijności to wzywam osoby wierzące do modlenia się nad rozwiązaniem problemu przeludnienia planety
jul dnia 07/11/2008
W podręcznikach polecanych przez MEN pojawiają się nieaktualne informacje, jak choćby klasyfikowanie homoseksualizmu jako jednostki chorobowej (patrz: T. Król Wędrując ku dorosłości, Przygotowanie do życia w rodzinie, Dla uczniów starszych klas szkoły podstawowej)
----> AAPOKALIPSAAAAAAAAA smiley smiley smiley
Leona dnia 08/11/2008
Zgadzam się i cieszę się, że mogę wreszcie się spotkać z rzeczową wypowiedzią. Edukacja jak najbardziej jest niezbędna, jednak obecna jej forma jest wręcz odstraszająca. Edukacja jest niezbędna w dzisiejszym świecie przepełnionym erotyką. Powinno się przede wszystkim uczyć, jak sobie radzić z własną seksualnością. O antykoncepcji także powinno się uczyć, ale z podkreśleniem np. według jakich religii co jest zakazane. Nie żeby piętnować, ale żeby osoba danego wyznania miała pewność co do antykoncepcji.

A nie uważasz, że to Kościól już dostatecznie trąbi o antykoncepcji jako grzechu? Niech Kościół przekonuje młodych ludzi. Szkoła jest od przekazywania konkretnej wiedzy. Np. prezerwatywa chroni przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, ale nie zawsze, bywa zawodna. To są fakty. Od spraw religijnych są kościoły.
Pat dnia 10/11/2008
Kasiu, stwierdziłaś:" A religia, niestety, wartościuje większość spraw związanych z seksualnością człowieka." Dlaczego "niestety"? Jestem ateistką, ale nie zgadzam się z tym! Bardzo dobrze, że wartościuje... szkoda tylko, że " niestety" nic z tego nie wynika. Świadomość seksualna i wychowanie w wierze to są dwie różne kwestie, które wzajemnie się nie wykluczają. Najważniejsze jest by edukacją seksualną zajęli się fachowcy!!!!! Choć religia nie jest przedmiotem tej dyskusji to polecam zapoznanie się z tabelką http://patrz.pl/zdjecia/religia-i-seks Jakie wnioski?
Kasia Kucewicz dnia 10/11/2008
Pat,pisząc "niestety" miałam tylko na myśli to, że pomysł aby wciskać w ten wąski program religię jest nietrafiony,bo Kościół swoim wartościowaniem ludzkich wyborów w sferze seksualnej w dużym stopniu przyczynia się do tak kiepskiej kondycji współczesnej edukacji seks.(choćby w kwestii technicznej, ile godzin nauczyciel/nauczycielka wych do życia w rodz. może obiektywnie opowiadać o antykoncepcji,a ile subiektywnie może opowiadać katecheta/katechetka.)
know dnia 12/11/2008
"A religia, niestety, wartościuje większość spraw związanych z seksualnością człowieka." Dlaczego "niestety"?
niestety dlatego, ze wszystkie monoteistyczne religie wartosciuja seks de facto negatywnie, jako niszczycielska sile, ktora musi byc reglamentowana i kontrolowana z zewnatrz.
virginia_moon dnia 12/11/2008
iii tam,a ojciec ksawery co mówi o seksie? że to przedsionek raju smiley

http://www.pardon.pl/artykul/6822/seks_namiastka_raju_kosciol_zrodlem_zaburzen

zwróciłabym szczególną uwagę na tę wypowiedź [sic!] ojca ksawerego:"Prowadzę rekolekcje dla małżonków i spotykam się z takimi sytuacjami. Gdzieś tam siedzącego w kulturze tych ludzi, bardzo się kochających i troszczących się o małżeństwo, niedobrego podejścia do seksualności - hamującego ich."

gdzieś tam w kulturze?! smiley
elektrycerka dnia 14/11/2008
ojciec ksawery się nie zorientował, gdzie to jest w kulturze? smiley a to pyszne!
KyLu dnia 15/11/2008
Edukacja tak, obowiązkowa nie smiley
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.