|
|
|
Posłowie Pana Boga |
Posłowie Pana Boga
Tekst: Magdalena Środa
Tekst uakazał się w Gazecie Wyborczej
Na poniedziałkowe "wysłuchanie" w sprawie in vitro w Sejmie nie przyszedł żaden poseł, choć pojawiło się tam sporo ludzi zaniepokojonych problemem regulacji prawnych zapłodnienia in vitro. W większości były to osoby działające w organizacjach pozarządowych i mające dzieci "źle poczęte", bo tak zaczyna się o nich mówić.
Posłów nie było, bo nie interesuje ich głos obywateli i obywatelek. Mniej więcej w czasie, w którym w parlamencie odbywała się debata, poseł Jarosław Gowin mówił do kamer TVP, że będzie zawsze stał po stronie życia, to znaczy po stronie zarodków. Można być pewnym, że żadna debata tego stanowiska nie zmieni, bo poseł Gowin nie jest w parlamencie po to, by dyskutować z innymi obywatelami o sprawach, które dotyczą wszystkich, wierzących i niewierzących, lecz po to, by głosić Prawdę. Nie byłoby to niczym złym, gdyby nie fakt, że poseł Gowin reprezentuje partię rządzącą, więc jego prywatne opinie mogą stać się prawem.
Co gorsze, „debaty” w Polsce prowadzą do skutków odmiennych niż w innych krajach demokratycznych: nie tyle rozjaśniają problem, który jest ich przedmiotem, ile zaciemniają; nie tyle konsolidują wokół kompromisów, ile zwiększają podziały; nie tyle konfrontują różne prawdy, ile wzmacniają jedną. Dopóki zapłodnienie in vitro nie stało się przedmiotem debaty, dopóty wszystko było w miarę normalnie. Kliniki działały, lekarze nie „zabijali” (braci i sióstr), kobiety za duże pieniądze przechodziły zabiegi i rodziły dzieci, a poseł Gowin nie słyszał „głosu zamrożonych zarodków” („GW” 24.02). Teraz poseł Gowin głos słyszy, kliniki mogą więc przestać działać, a pieniądze na zapłodnienie in vitro trzeba będzie wydawać za granicą, bo w Polsce albo zostanie ono zakazane, albo też dyskryminacja dzieci urodzonych tą metodą będzie tak duża, że rodzice będą woleli dokonywać zabiegów z dala od swojego miejsca zamieszkania.
Pomału staje się więc zrozumiały strach przed debatą, bo zamiast budowania kultury tolerancji i zrozumienia dla odmienności światopoglądowych, zamiast pełnienia funkcji poznawczych i praktycznych debata coraz częściej służy umocnieniu stanowiska tych, którzy mają władzę ideologiczną lub religijną. A rzekomy kompromis polega na narzuceniu Prawdy jednych wszystkim pozostałym. Trudno powiedzieć, czy wynika to z niedojrzałości naszej demokracji nienawykłej do prowadzenia rzetelnych debat i dochodzenia do kompromisów, czy też z tego, że jesteśmy krajem "wybranym", gdzie w wielu kwestiach posłowie nie są zainteresowani opiniami innych, bo nie reprezentują śmiertelnych obywateli, ale samego Pana Boga.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|
dnia 27/02/2009
Na poniedziałkowe "wysłuchanie" w sprawie in vitro w Sejmie nie przyszedł żaden poseł,
Kidawa-Błońska tez nie przyszła???  |
dnia 27/02/2009
a Kidawa-Błońska to poseł czy posłanka? |
dnia 27/02/2009
na imie ma Małgorzata - ale może nie ma jaj (tylko jądra) ?  |
dnia 28/02/2009
Jeżeli na spotkaniu była posłanka Kidawa-Błońska, to chyba Środa nie popełniła błędu pisząc :
Na poniedziałkowe "wysłuchanie" w sprawie in vitro w Sejmie nie przyszedł żaden poseł

A poza tym ważniejsze w tym tekście jest stwierdzenie :
Posłów nie było, bo nie interesuje ich głos obywateli i obywatelek
"Wybrańcy narodu" po prostu zupełnie nie interesują się realizacją postulatów swoich wyborców, posłowie postępują tak, jak im wygodnie z politycznego punktu widzenia. I obecnie nadal realizują politykę wasalizmu wobec Kościoła. Właśnie na tym polega problem. |
dnia 28/02/2009
bo trzeba zapraszać stacje telewizyjne! Gdyby był tvn, tvn24, Polsat-to posłów byłby dostatek-a jeszcze gdyby mieli możliwość udzielić wywiadu to ho,ho...a tak, to po co mieli przychodzić? |
dnia 06/03/2009
Też myślę, że warto zapraszać telewizje wszelakie, bowiem nasi posłowie wykazują wysoki wskaźnik próżniactwa i narcyzmu. Jeśli mogą robić za Jacykowa, to chętnie korzystają z tej możliwości. Obecność mediów zachęciłaby do wzięcia udziału w debacie. |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|