|
|
|
Kongres Kobiet: Odzyskać przeszłość |

Kongres Kobiet: Odzyskać przeszłość
Relacja Rity Suszek
Zgodnie z zapowiedziami w dniach 20-21.06. – wczoraj i dziś – odbył się pierwszy, ogólnopolski Kongres Kobiet. Zorganizowany w imponująco krótkim czasie trzech miesięcy (liczę według pierwszego wpisu na stronie), był wydarzeniem starannie zaplanowanym – opóźnienia programu nie przekraczały kwadransu akademickiego, zapewniono catering oraz sprawną obsługę imprezy w postaci wolontariuszek, zadbano o znaczące drobiazgi takie jak oprawa muzyczna – w przerwach śpiewały tylko polskie piosenkarki, że nie wspomnę o koncercie Kory, jedynej chyba, która mogła zjednoczyć publiczność o tak dużej rozpiętości wieku i gustu. Znaczące było miejsce (Sala Kongresowa), poważni partnerzy sponsorujący wydarzenie, fakt, że całość konferansjerowały Krystyna Loska i Grażyna Torbicka, obecność Marii Kaczyńskiej, a także Jolanty Kwaśniewskiej – wszystko podkreślało profesjonalizm całej sytuacji.
Powaga, z jaką zarówno organizatorki, jak i uczestniczki traktowały poruszaną tematykę, pozwoliła nam wszystkim poczuć się częścią głównonurtowej debaty publicznej.
Kongres wraz z jego monumentalną oprawą muzyczną daleki był od alternatywnych imprez feministycznych, w których nieraz mam przyjemność uczestniczyć; przeznaczony był dla innego środowiska. Na Sali Kongresowej zasiadały bowiem nie tylko zdeklarowane feministki, organizatorki i uczestniczki parad i manif; były tam po prostu kobiety, które - nazywając same siebie feministkami lub nie – wcielają w swoim życiu zasadę, że kobieta może realizować swoje marzenia. Takim marzeniem bywa działalność społeczna, artystyczna lub gospodarcza. Te kobiety - które być może nie zawsze mają zaufanie do publicznej, ulicznej demonstracji i związanej z nią estetyki – swoją obecnością dowiodły chęci działania, zmiany rzeczywistości.
Co z tym feminizmem
Pisząc powyższe, nie chcę urazić ani kobiet deklarujących się feministkami, ani tych, które się tak nie określają. Feminizm Kongresu Kobiet jest zjawiskiem bardzo ciekawym. Zawartość merytoryczna wystąpień nie odbiegała bowiem od publikacji feministycznych ostatnich dwudziestu lat (a przecież przemawiały nie tylko feministki, ale także kobiety zajmujące się polityką, mediami, gospodarką). Z mojego punktu widzenia wystąpienia miały większą wartość afirmacyjną, niż informacyjną: usłyszałyśmy zatem, że jesteśmy kompetentne, zaradne, przedsiębiorcze, lecz zarazem gorzej opłacane, dyskryminowane i bite po głowie szklanym sufitem. Nihil novi, ale w kontekście tych wszystkich rewelacji słowo „feminizm“ nie pojawiło się ani razu – a i potem pojawiało się jako podświadomie negatywny stereotyp. Już wzdychałam w duchu, przewidując, że stanie się to, co zazwyczaj, gdy dyskurs głównego nurtu przejmuje pogląd oceniany wcześniej jako radykalny: zapomniane zostanie, skąd ten pogląd się wziął. To wygodne: słuszna idea wychodzi „na jaw“ z undergroundowego dyskursu alternatywy, a „radykałowie“, w tym przypadku feministki, pozostają straszakiem na dzieci i ogólnie „fe“. Sytuację uratowała Magdalena Środa, mówiąc, że choć kongres jest pierwszym tego typu wydarzeniem, to od lat kobiety spotykają się i dyskutują nad poprawą swojej sytuacji; następnie wezwała feministki do powstania. W ten sposób przesunęła feminizm ze swoistego – dość hermetycznego – marginesu, do głównego nurtu, w którym funkcjonował język tego spotkania, a także osadziła polski ruch feministyczny w tradycji, do której odwoływał się kongres.
Nasza historia, nasza tradycja
Idea Kongresu Kobiet pojawiła się w kontekście obchodów dwudziestej rocznicy transformacji. Rola kobiet zarówno w samej zmianie ustroju, jak i w ciągu kolejnych dwudziestu lat, została pominięta; przykładem omawiany na stronie Feminoteki tekst Gazety Wyborczej „20 lat wolności, 20 lat Gazety“, a w sferze symbolicznej męska sylwetka Johna Wayna wpisana w logo Solidarności (co mówi zarówno o polskiej fascynacji Ameryką, jak i przywołuje znane hasło „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę“). W obliczu takiego potraktowania tematu bardzo potrzebne było przypomnienie, że to nie tylko mężczyźni „walczyli o Polskę“. Odwołano się zatem do historii ostatnich dwudziestu lat, wspominanej przez grono znakomitych kobiet, które kształtowały ich rzeczywistość; pojawił się też kontekst tradycji romantycznej (kobieta-ofiara na ołtarzu narodu – mówiły o tym m.in. Maria Janion i Agnieszka Graff). Jolanta Kwaśniewska i Magdalena Środa przypomniały o zjazdach kobiet z trzech zaborów w latach 1891 i 1907, oraz delegacji do marszałka Piłsudskiego z roku 1917. Polskie kobiety dyskutowały o swoich prawach sto lat temu, pod zaborami, w konspiracji – można żartobliwie powiedzieć, cytując Henrykę Krzywonos , że„zaczynałyśmy od telewizji czarno-białej, i to mało tego, u sąsiadki“. Nawiązanie do tej tradycji uświadamia postęp, jaki nastąpił od tamtego czasu; w końcu jest ogromna różnica między tajnym spotkaniem, a kongresem, który odbija się szerokim echem w mediach. Poza tradycjami zaczerpniętymi z historii polskiej, pojawiło się także hasło „Prywatne jest polityczne“, którym Izabela Jaruga-Nowacka przywołała kontekst historii feminizmu.
Aborcja i narodziny
Rok 1989 zapoczątkował wydarzenia, które miały doprowadzić do – cytując wykład Marii Janion – „przywrócenia społecznego i religijnego porządku płci“. Symbolika religijna i kobieca w ciekawy sposób zamanifestowały się w wypowiedzi Małgorzaty Niezabitowskiej: „Przy porodzie wolnej Polski został popełniony grzech pierworodny: grzech zaniechania“. Zdanie to, wraz ze swym paradoksalnym zastosowaniem pojęć religijnych, mogłoby otwierać różne, mniej lub bardziej karkołomne konstrukcje, takie jak: „Ograniczenie praw reprodukcyjnych = grzech pierworodny“; „Ustawa antyaborcyjna aborcją wolności kobiet“. Znaczy ono jednak po prostu, że wraz z wolnością Polski nie narodziła się wolność kobiet. Aborcja kobiecej wolności dokonała się także w języku, z którym wciąż się zmagamy, i który wciąż nie wyraża rzeczywistości – widać to było przy podpisach, takich jak „poseł“, „dyrektor“, czy drobnych gafach prowadzących („organizatorzy“). Jednakże pomimo tej nośnej aborcyjnej metafory, po kongresie nieobca jest mi nadzieja, że – powoli i boleśnie – rodzi się wolność kobiet. Ważnym wydaje mi się, że przez powtarzające się na kongresie potknięcia, problem języka kreującego rzeczywistość trafił do świadomości uczestniczek. Po jakimś czasie przy każdym nieadekwatnym użyciu męskiej formy pojawiały się korygujące wypowiedzi z publiczności. Drobna to może pociecha, ale świadomość językowa właściwa jest osobom, które się nim zajmują; dla niektórych uczestniczek Kongresu stała się być może ważnym i nowym doświadczeniem.
Tylko dla kobiet - mężczyźni parzą kawę
Agnieszka Graff w „Świecie bez kobiet“ przytaczała wypowiedź na temat polskiego parlamentu porównanego do brytyjskiego klubu gentlemen only. Kongres Kobiet i jego struktura ladies only (mężczyźni dopuszczeni do obsługi technicznej oraz jako przedstawiciele mediów) stworzył przestrzeń, w której kobiety mogły się otwarcie wypowiedzieć, bez ryzyka, że przewaga liczebna lub poniżenie ze strony mężczyzn ich wypowiedź zdyskredytuje. Dzięki temu miały miejsce debaty i panele, w których argumenty były obalane i podtrzymywane na podstawie wartości merytorycznej, a to nieczęste zjawisko przy dyskusji o prawach kobiet. Mogłyśmy przyzwyczaić się do sensownej dyskusji, która może przynieść rozwiązanie problemu, zamiast jego zignorowania. Ponadto, Kongres zgromadził kobiety, które wywodzą się z różnych środowisk: radna z małego miasta siedziała obok dyrektorki korporacji, Maria Kaczyńska i Jolanta Kwaśniewska wspolnie wysłuchały wykładu Marii Janion. Nastąpiło zjednoczenie różnych gałęzi ruchu kobiecego - frakcje te dyskutują i różnią się opiniami, ale w swej różnorodności chcą osiągnąć równość. Nastąpi jeszcze moment, gdy będziemy mogły się spierać otwarcie, nie wywołując wrażenia, że tzw. „kwestia kobieca“ polega na niezrozumiałym sporze wśród samych kobiet. Póki co jednak potrzebne jest nam zjednoczenie: musimy nauczyć się wspierać się nawzajem, pomimo różnic poglądowych. Rozproszone nie jesteśmy skuteczne – i sobie, i przeciwnikom politycznym wydajemy się słabe i niegroźne. Innymi słowy, nie będzie równości bez solidarności – solidarność, wraz z postulowanym na Kongresie parytetem i urzędem pełnomocniczki ds. kobiet i równości, to podstawa feministycznej piramidy Masłowa. Cytując Marię Janion, „Kobieca solidarność – wciąż obśmiewana i demaskowana jako fikcja – jest naszym obowiązkiem“.
Polska jest kobietą, demokracja - mężczyzną
Hasło Partii Kobiet pojawiało się w różnych odmianach i wersjach. Pośrednio mówiła o nim Maria Janion w swoim wykładzie, odwołując się do symboliki Polski-Matki Polki jako ofiary składanej na ołtarzu Narodu (oczywiście jest ono wtórne wobec jej odczytania tejże symboliki); przypominało, że to Partia Kobiet zgromadziła wiele osób, szukających okazji do działania. Barbara Labuda mówiła, że „bieda ma twarz kobiety“, a Małgorzata Niezabitowska, że Solidarność nie okazała kobietom Solidarności. Póki co, demokracja, jeśli jest kobietą, to królową pszczół, która nie chce się dzielić sukcesem. Niemniej jednak na Kongresie poczyniono próby udowodnienia, że demokracja nas, kobiet, dotyczy, że nie tak łatwo pominąć opinie połowy społeczeństwa. Wszystkie obecne na tym spotkaniu kobiety sukcesu i ciężkiej pracy są żywym zaprzeczeniem stereotypu ofiary. Ponadto swoją rolę spełniło nadanie Henryce Krzywonos tytułu kobiety dwudziestolecia: odzyskano dla historii i herstorii postać konsekwentnie pomijaną, a bardzo ważną – postać, z którą można się utożsamić. Ważna okazała się tu laudacja pióra Kazimiery Szczuki, porównująca laureatkę do Nike czy Wolności wiodącej lud na barykady, tworząc mit bohaterski. Sama Henryka Krzywonos świetnie wpisała się w reinterpretację historii, swobodnie przywołując zarówno 51 % (hasło „Chcemy 100 % płacy mężczyzn i 50 % władzy“ skomentowała mówiąc, że kobietom należy się 51 % władzy), jak i słynne „Pomożecie? – Pomożemy!“ pytając, czy przyjedziemy na Kongres za rok. („Będziecie? – Będziemy!“). Wisienką na torcie była dla mnie jednak parafraza cytatu z Lecha Wałęsy. Jej „Chcę, choć nie muszę“ powinno być hasłem każdej świadomej, zaangażowanej obywatelki.
Posłowie
Kongres Kobiet był pierwszym takim wydarzeniem w naszej dwudziestoletniej demokracji. Przez te dwa dni miało miejsce bardzo wiele dyskusji; nie jestem jeszcze w stanie ogarnąć wszystkich obserwacji. Powyższa wizja z pewnością domaga się uzupełnienia, bardziej krytycznego podejścia. Dla mnie jednak ważna jest nadzieja, którą dał mi Kongres. Barrack Obama w trudnym momencie swojego kraju wskrzesił mit pioniera i powiedział „We can change“; Kongres Kobiet pokazał mi, że nie jestem sama, że o sprawach kobiet można mówić merytorycznie i bez pogardy. Były to dwa dni pełne entuzjazmu i wzruszenia, nieprzyćmionych przez okazjonalną frustrację. Po raz pierwszy od dawna poczułam się częścią polskiego społeczeństwa, a nie tylko – awangardy, alternatywy czy podziemia. Mam nadzieję, że będę mogła to doświadczenie powtarzać; awangarda może służyć rozwojowi społeczeństwa tylko wtedy, gdy nie jest całkowitym wołaniem na puszczy… . I być może udało nam się stworzyć mit, który posłuży nam wszystkim: mit spotkania różnych kobiet o różnych opiniach, z którego jednak wyszłyśmy radosne i pełne energii.
Rita Suszek - pochodzi z Lublina, mieszka w Poznaniu, gdzie studiuje filmoznawstwo na UAM. Zainteresowania: działania twórcze wszelkiej maści (literatura, muzyka, teatr, film). Poetka ("Próba" - 2001), feministka, od 2006 aktorka Grupy Twórczej "Bez Vat", wkrótce członkini Stowarzyszenia "No Women No Art", okazjonalna prelegentka w kinie "Muza" (kolejność mniej więcej chronologiczna). Autorka monodramu "Brzuch" na podstawie fragmentu książki Eve Ensler "Dobre ciało" (premiera - Dni Równości i Tolerancji 2008); laureatka konkursu literackiego portalu Feminoteka.pl za felieton "Kim jesteś, tato?" oraz konkursu na recenzję, organizowanego przez Kino "Muza" i Gazetę Wyborczą, za tekst o filmie Piotra Łazarkiewicza "0_1_0: opowieści o szaleńczej zwyczajności".
|
dnia 24/06/2009
ale fajna relacja! brawo i dzięki, Rita! |
dnia 24/06/2009
tak, to rzeczywiście Kongres w 'pigułce' - tak było !
jeszcze do "feminizmu" kongresowego - o ile wezwanie M. Środy do 'ujawnienia się' feministek było spektakularnym i emocjonalnym 'otworzeniem się' na feminizm na kongresie to symbolicznym domknięciem klamry (jednak poruszanych problemów dotyczących feminizmu) było świetne i poruszające
wystąpienie A. Graff .
Wówczas w jednym momencie feministki i niefeministki poczuły swą jedność i solidarność kobiet i zgotowały Agnieszce fantastyczną owację na stojaco !!!! |
dnia 24/06/2009
no właśnie - bardzo żałuję, że na tym jednym momencie nie byłam w stanie być doczytałam sobie przedruk wystąpienia w GW i jest mocne, natomiast nic nie odda ładunku emocjonalnego, kiedy się przy czymś jest... i były takie piękne momenty, kiedy czułam, że feminizm zostaje doceniony.
Jak opadnie nam wszystkim fala entuzjazmu, to przyjdzie czas na włos na czworo - uwagi krytyczne. Sama mam trochę po jednym z paneli Mam nadzieję na twórczą dyskusję, żeby wykorzystać tę całą energię  |
dnia 24/06/2009
byłyśmy razem na tym panelu, do którego masz uwagi krytyczne - zostałaś mianowana następczynią Niny Terentiew dobrze, że inne panele, które były w tym samym czasie były dużo lepsze. relacja z Kongresu super! |
dnia 25/06/2009
Z bycia następczynią Niny Terentiew cieszyłabym się bardzo, gdyby nie 'mianowała mnie' mówiąc coś typu: "Ja także kiedyś byłam studentką polonistyki...." (w domyśle: ale jestem już starsza i mądrzejsza). A może pani Nina też kiedyś kipiała furią na różne niesprawiedliwości i niesprawiedliwostki, a potem jej... przeszło? Cóż, sesja się, kończy, może jutro w pociągu coś skrobnę jeszcze z tego panelu... 
Dzięki za dobre słowo  |
dnia 09/07/2009
Dobra robota dziewczyny Jednak feminizm to za mało , trzeba walczyć z uprzedzeniami wszczepianymi od dzieciństwa które rozwijają się i z biegiem czasu kończą się np dyskryminacją i molestowaniem kobiet w pracy przez mężczyzn . Fakt kongres kongresem , jednak każda z nas powinna w domu walczyć ze wszelkimi przeżytkami historii w domu jak sztuczna dominacja faceta , jego egoizm , chęć zawłaszczenia sobie osiągnieć kobiet ....
Treba też zwracać szczególną uwagę na wszelkie formy dyskryminacji innych słabszych istot jak Czarnoskórych czy Mulatów , bo potem tworzą się rasistowskie mity i oskalowania dla dziewczyn które miały czarnych chłopaków a takich nie brakuje np. w tym poście
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3190455&start=630 |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|