|
|
|
Niepokoje feministy |
Niepokoje feministy
Tekst: Rafał Bakalrczyk
Jako feminista mógłbym powiedzieć, że są powody jeśli nie do euforii i entuzjazmu, to przynajmniej do zadowolenia i nadziei. Kobiety, w tym działaczki kojarzone z feminizmem, w ostatnim czasie znacznie częściej, niż niegdyś stawały się partnerem do dyskusji o ważnych sprawach jak prawa reprodukcyjne i kwestie bioetyczne, ale także kształt demokracji (przy okazji parytetu). W tym drugim przypadku to kobiety stały się nie tylko uczestnikiem dyskusji na ten temat, ale skutecznym inicjatorem wprowadzenia problemu nierównego dostępu do władzy do debaty publicznej. Jest to spory sukces i nawet jeśli parytet nie zostanie wprowadzony, opinia publiczna zostanie bardziej uwrażliwiona na występowanie zjawiska nierówności płci. Część kobiet septyczna wobec postulatu z kolei napisała list, a później założyła portal parytety.pl, gdzie autorki uzasadniają dlaczego nie popierają parytetów. I to zjawisko – paradoksalnie - także mnie cieszy, dlatego, że rozbieżność między zwolenniczkami a przeciwniczkami pomysłu świadczy o pluralizmie ideowym i intelektualnej niezależności kobiet w politycznych postawach, a także ich zdolności do samoorganizacji bez względu na ideowe afiliacje.
Powyższe przesłanki nakazywałyby mi optymizm. Jednak mimo to, myśląc o stanie polskiego feminizmu, odczuwam coraz częściej smutek niż radość. W ruchu feministycznym, z którego założeniami jak i wieloma praktycznymi akcjami się utożsamiam, pojawiają się tendencje niepokojące i uzyskują szeroką, nieraz bezkrytyczną, akceptacje. Chciałem zwrócić uwagę na dwie kwestie, które budzą mój szczególny niepokój.
Egzemplifikacją pierwszego problemu jest to, co pojawia się w najnowszym tekście Magdaleny Środy "Promiskuityzm, czyli o męskiej solidarności ponad podziałami’’.
Główną tezą tekstu jest to, że istnieje solidarność mężczyzn ( w tym także zmaskulinizowanego przecież Kościoła) z innymi mężczyznami, których mające świadczyć promiskuityzmie postawy stają się maskowane i usprawiedliwiane. Według autorki można znaleźć wiele na to dowodów: brak potępienia ze strony męskiego kościoła (zajętego w tym czasie potępianiem Alicji Tysiąc) poczynań moralizatorskiego bawidamka Marcinkiewicza; obrona ze strony mężczyzn prywatności senatora Piesiewicza; krytyka ze strony Jacka Żakowskiego, tego jak Magdalena Środa podsumowała dramatyczną historię prof. Gadacza w Dużym Formacie. Wszystko to dowodzić ma tezy, że mężczyźni ponad podziałami stają za sobą murem.
Zestawienie tych przykładów ( i wrzucanie ich do jednego worka z napisem ‘’promiskuityzm’) wydaje mi się tyleż absurdalne, co niesmaczne. Poza tym oczywistą jest rzeczą, że np. w sprawie senatora Piesiewicza, oceny ze strony wypowiadających się na ten temat mężczyzn prywatnie i publicznie - były podzielone. Zresztą podobnie jak w przypadku kobiet. Także względem Marcinkiewicza nie było wszak męskiej jednomyślności. Przy czym wypowiadane publicznie oceny w obu sprawach były właśnie dyktowane często istniejącymi w polskiej debacie publicznej podziałami politycznymi, a nie płciową solidarnością, ani – jak zapewne być powinno - niezależnym sądem zgodnym z własnym sumieniem (o ile każda z tych spraw w ogóle była warta publicznej oceny). Magdalena Środa kreśli zatem na podstawie dość niefortunnie dobranych przypadków obraz męskiej solidarności ponad podziałami, który jest nie tylko nieprawdą, ale i nonsensem.
Bardziej jednak niż sam tekst zaskakuje mnie jego recepcja. Rozumiem, że Magdalena Środa ma duże zasługi dla promowania kwestii kobiecej i feminizmu, ale dlaczego nikt (choćby delikatnie) nie protestuje - także z szacunku dla autora – kiedy pisze on coś, co nie tylko przeczy równościowej słuszności, ale i urąga zdrowemu rozsądkowi?
Kiedy Jacek Żakowski skrytykował Magdalenę Środę za poprzedni tekst, czyniąc ów komentarz asumptem do krytyki pewnych istniejących gdzieniegdzie w środowisku feministycznym tendencji, nie podjęto rzeczowej dyskusji z jego argumentami. Nawet w post scriptum do najnowszego tekstu Pani Środy pojawia się wzmianka, że pod felietonem Żakowskiego pojawiły się same głosy krytyczne. Widocznie autorka uznała to za przejaw siły feminizmu i swoich tez; mnie raczej ta informacja smuci, bo pokazuje jednomyślność, a jednomyślność jest tym, co może uśpić zarówno ostrze krytycyzmu jak i autokrytycyzmu.
Ale przejdźmy do drugiego problemu. Znów odwołam się do tekstów Pani Środy (bynajmniej nie po to by pastwić się nad osobą, ale raczej by zauważyć problem). W tekście ‘’Kobieta jak Rosomak’’ pisze: "Myślę, że Rada Ministrów w trybie pilnym znalazłaby 100 milionów na przyspieszenie prac nad stadionem, na zmodernizowanie rosomaka czy dofinansowanie rakietowej tarczy, ale pieniądze na infrastrukturę opiekuńczą? Nie ma w budżecie! A to nie brak pieniędzy, tylko brak woli politycznej. To ‘’męskie’’ widzenie politycznych priorytetów.’’
W cytacie tym zgadzam się z autorką ze wszystkim, z wyjątkiem ostatniego zdania, które rzutuje niestety na całą wypowiedź, gdyż wskazuje zupełnie błędne źródło problemu. Priorytety te nie wyrażają "męskiej" orientacji politycznej, tylko określoną, nie zawsze uświadomioną, ideologię i powielany schemat hierarchizowania różnych spraw.
Ja, a także wiele innych mężczyzn o poglądach lewicowych, czy centrolewicowych, zapewne wolałoby więcej dyskusji i działań w sprawie żłobków i przedszkoli, walki z "lepką podłogą" i "szklanym sufitem", mobingiem w pracy i przemocą w domu (której w większości ofiarą padają kobiety), feminizacji usług opiekuńczych itd. Też irytuje mnie, że dla władz ważniejsze są zagraniczne interwencje militarne, którym jestem przeciwny.
Ale do rekonfiguracji owej hierarchii i zmiany celów potrzebny jest przede wszystkim zwrot ideologiczny, a nie zmiana proporcji płci w polityce. Przy czym istotnie zmiana proporcji płci może ów zwrot polityczny przyspieszyć. Jest zresztą wartością niezależnie od tego, gdyż większa niż obecnie równość płci jest i pod względem normatywnym i praktycznym pożądana sama w sobie.
Przypisywanie określonych zainteresowań i przekonań każdej z płci, jak to w tym i nie tylko w tym tekście, czyni Pani Środa, wydaje się reprodukować patriarchalne podziały kulturowe, zamiast je przełamywać. Ale to nie koniec. W tekście ’’Po co Babom władza? Widmo parytetów krąży po Polsce!’’ autorstwa Magdaleny Środy i Kingi Dunin czytamy: Tradycyjnie i zgodnie ze stereotypem, na listach wyborczych umieszcza się mężczyzn, niezależnie od ich kwalifikacji. Tymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych ambicjach.
Pewnie nikt nie widzi w tym cytacie, na pierwszy rzut oka, nic zdrożnego. Ja widzę – mianowicie to, że przypisuje się cechy przedstawicielom obydwu płci właśnie na gruncie stereotypów. Oczywiście są badania, które by statystycznie potwierdzały występowanie u przedstawicieli obu płci powyższych cech w określonych proporcjach liczebnych. Póki jednak nie ma do tych badań odniesienia w tekście, zdania takie są właśnie reprodukowaniem stereotypów genderowych. Co gorsza pojawia się tu waloryzacja – kobiety mają lepsze cechy, a mężczyźni gorsze, a to już krok do miękkiego szowinizmu płciowego.
Apelowałbym o nie stosowanie tego argumentu. Przecież feminizm jest jednym z tych ruchów, które zakwestionowały hierarchizowanie i szufladkowanie ludzi ze względu na takie cechy jak płeć, rasa, orientacja seksualna. Wydaje mi się to jeden z fundamentów feminizmu. Wielką stratą byłoby gdyby ów fundament został podkopany właśnie w imię równości płci. Nie chcę powiedzieć, że za parytetem nie stoją też i rozsądne argumenty, ale nie każdy argument stojący za słuszną ideą staje się automatycznie również słuszny. Ten opisany akurat przeze mnie wydaje się niesłuszny i sprzeczny z duchem feminizmu. Poza tym znów zaciemniony zostaje problem zasadniczy, którym nie jest totalna dominacja prymitywnych, obleśnych i bogobojnych samców nad wykształconymi, prospołecznymi i tolerancyjnymi kobietami, tylko to, że obecny system w wielu wymiarach faworyzuje jedną płeć nad drugą. I to jakie cechy mają statystycznie przedstawiciele każdej z nich nie ma tu znaczenia. Kobiety powinny mieć równe szanse udziału we władzy nawet jeśli statystycznie byłyby mniej wykształcone, a według badań były bardziej pochłonięte swoimi prywatnymi ambicjami niż mężczyźni. Choć tak nie jest.
Poprzedni, jak i obecny rok, mają szanse stać się przełomowe dla obecności kwestii kobiecej jako przedmiotu polityki, jak i znaczenia kobiet, jako równoprawnych podmiotów w życiu politycznych. Już teraz można powiedzieć, że feministkom (i feministom) udało się zrealizować pierwszy milowy krok - zaistnieć w świadomości społecznej. Do tego potrzebna była zapewne optymalna jedność i konsolidacja.
Inicjację polityczną mamy już za sobą, teraz trzeba skoncentrować się na rozwoju. A rozwojowi niekoniecznie sprzyja jednomyślność i jedność. Potrzebny jest przede wszystkim pluralizm i krytyka ruchu idąca od wewnątrz, która będzie bodźcem do ciągłego naprawiania i unikania kolejnych błędów, oraz ulepszania strategii. Do tego potrzebna jest nie tyle solidarność, ile poważna dyskusja Mam nadzieję, że argumenty które przedstawiłem w powyższym tekście taką dyskusję, choćby na portalu Feminioteka, wywołają.
Rafał Bakalrczyk
|
dnia 11/01/2010
W ruchu feministycznym, z którego założeniami jak i wieloma praktycznymi akcjami się utożsamiam, pojawiają się tendencje niepokojące i uzyskują szeroką, nieraz bezkrytyczną, akceptacje.
Powiem szczerze, że mnie też jako; lewicującego feministę, niepokoi coraz większy dekadentyzm Naszego ruchu (feminizmu) i właśnie niezgoda na to aby jedno zgniłe jabłko dekadencji zepsuło cały kosz zdrowego feminizmu sprawiła, że postanowiłem zalogować się na feminotece. |
dnia 11/01/2010
Także względem Marcinkiewicza nie było wszak męskiej jednomyślności.
Wielu uważało, że stać go na młodszą.  |
dnia 11/01/2010
Zabraniam autorowi mianowania się feministą.
Jest typowym przykładem mizoginicznego,protekcjonalnego traktowania kobiet.
Znalazł się dyskutant oceniajacy ze swoich patryjarchalnych pozycji zasadnosc działań kobiet.A i z logika wypowiedzi coś u pana autora nietęgo,bo w każdym zdaniu jest jednocześnie za i przeciw.Może rozum mówi : one maja rację ale zmaskulinizowane
serce nie może się z tym pogodzić? |
dnia 11/01/2010
@Irena_k
jeśli można, prosiłbym o konkrety - w których fragmentach jestem jednocześnie za i przeciw czemuś? Łatwiej mi będzie odpowiedzieć na zarzuty.
a skoro zabrania mi Pani nazywania się feministą, to ciekaw jestem na jakiej podstawie ( i w ogóle kto powinien oceniać kto jest feministą a kto nie?). Mogę jedynie zapewnić, że rzadko podkreślam, że czuję się feministą ( wychodząc z założenia, że z treści moich poszczególnych tekstów to po prostu wynika).
Nie znam dokładnie intencji Pani komentarza , ale wierząc że jednak był pisany z lekkim przymrużeniem oka, muszę przyznać że niektóre sformułowania mnie szczerze rozbawiły. Od razu lżej na (zmaskulinizowanym sercu. Pozdrawiam |
dnia 11/01/2010
Sigh... mężczyzna może deklarować się jako feminista, ale to, czy nim naprawdę jest, leży tylko i wyłącznie w obrębie ocen wydawanych na jego temat przez same kobiety.
irena_k,
podpisuję się pod Twoimi spostrzeżeniami.
Jest wielu lewicowców nie zauważających, że w kwestiach dotyczących kobiet są fundamentalnymi prawicowcami. |
dnia 11/01/2010
autorze drogi, chyba mieszasz dwie zupełnie różne rzeczy. przypisywanie kobietom jakichś rzekomo wrodzonych, immanentnie kobiecych cech to jedno, a konstatacja, że kobiety stanowią odmienną od mężczyzn grupę interesu (czyli borykają się z innymi niż mężczyźni problemami i miewają zupełnie inne potrzeby i priorytety), to drugie.
czy ci się to podoba czy nie, z przyczyn czy to biologicznych (na przykład faktu, że tylko kobiety chodzą w ciąży, rodzą dzieci i karmią piersią), czy to społecznych i kulturowych (na przykład takiej, że kobiety są znacznie silniej społecznie piętnowane za niezajmowanie się dziećmi), pewne braki (na przykład niedobór miejsc na porodówkach, czy w żłobkach i przedszkolach) silniej godzą w kobiety, niż w mężczyzn, dlatego dla kobiet stanowią polityczny priorytet, a dla mężczyzn nie.
ciągnąc dalej twoją argumentację dojdziemy do wniosku, że stwierdzenie o nierówności między płciami jest źródłem tej nierówności - przecież to bzdura.
Póki jednak nie ma do tych badań odniesienia w tekście, zdania takie są właśnie reprodukowaniem stereotypów genderowych .brak odniesienia do wyników konkretnych badań w tekście publicystycznym, a właściwie promującym polityczne rozwiązanie nie jest wadą tego tekstu, tylko zaletą. równie dobrze mógłbyś się domagać dodawania bibliografii na opakowaniu jogurtów albo proszku do prania. |
dnia 11/01/2010
@splin,
nie upieram się co do tego ''feministy''.
Zależy mi na sprawie, nie na etykiecie. Z mojej perspektywy można by znaleść kompromisową nazwę '' sympatyk feminizmu'', ale nie to tu jest najważniejsze.
Jeśli kryterium tego czy ''naprawdę jestem'' feministą będzie zdanie kobiet na mój temat, to chciałbym zapytać - których kobiet? Dowolnych czy feministek? A jeśli to drugie, to których
( są wszak różne nurty)?
Wydaje mi się, że takim kryterium podmiotowym powinno być raczej to czy się człowiek utożsamia z szeregiem założeń, tez, przekonań i wartości, które są wspólne dla różnych nurtów myśli feministycznej.
Analogiczny przykład: czy według Ciebie o tym czy jest się socjalistą decyduje to co myślą o tej osobie robotnicy czy to doktryna, którą się uznaje jest określana jako socjalizm? |
dnia 11/01/2010
zgoda know,
autor kreuje sie na feministę, pisze o "duchu feminizmu", apeluje, poucza, zwraca uwagę, niepokoi się, daje rady ...
komu ? - feministkom ...
spokojnie, Rafał , oczywiscie, mozna dyskutować o feminizmie, tylko w inny sposób, również pisząc teksty bardziej spójne i przemyślane...
a "solidarność męska ponad podziałami" ? - oczywiście, ze istnieje ! ( z małymi wyjatkami) |
dnia 11/01/2010
W maju 2009 w "Gazecie Wyborczej Bydgoszcz" był wywiad, w którym Magdalena Środa twierdziła, że parytety są potrzebne, bo kobiety są zdrowsze i mądrzejsze, lepiej wykształcone i rozsądniejsze od mężczyzn. Know, to chyba nie jest do końca to, o czym piszesz?  |
dnia 12/01/2010
nie, to się akurat nazywa poczucie humoru  |
dnia 12/01/2010
Sprzeczność w formułowaniu drogi zmiany istniejacego porzadku najbardziej widać tym fragmencie tekstu:
Ale do rekonfiguracji owej hierarchii i zmiany celów potrzebny jest przede wszystkim zwrot ideologiczny, a nie zmiana proporcji płci w polityce. Przy czym istotnie zmiana proporcji płci może ów zwrot polityczny przyspieszyć. Jest zresztą wartością niezależnie od tego, gdyż większa niż obecnie równość płci jest i pod względem normatywnym i praktycznym pożądana sama w sobie.
Rozumiem,że ideologicznej zmiany dokonają mężczyżni
o poglądach lewicowych, czy centrolewicowych, którzy woleli by więcej dyskusji i działań w sprawie żłobków i przedszkoli, walki z "lepką podłogą" i "szklanym sufitem", mobingiem w pracy i przemocą w domu (której w większości ofiarą padają kobiety), feminizacji usług opiekuńczych
.......a kobiety ewentualnie moga się przyłaczyć tam,gdzie im pozwolimy.Konkluzja autora obrze,że kobiety są podzielone w sprawach parytetów,dobrze,że wielkim wysiłkiem coś zrobiły.Teraz wsadźmy kij w mrowisko.Niech się baby wezmą za łby.
Inicjację polityczną mamy już za sobą, teraz trzeba skoncentrować się na rozwoju. A rozwojowi niekoniecznie sprzyja jednomyślność i jedność. Potrzebny jest przede wszystkim pluralizm i krytyka ruchu idąca od wewnątrz, która będzie bodźcem do ciągłego naprawiania i unikania kolejnych błędów, oraz ulepszania strategii. Do tego potrzebna jest nie tyle solidarność, ile poważna dyskusja
O czym tu dyskutować,gdy w momencie pierwszgo,małego sukcesu aktywnych kobiet natychmiast pojawia się chmara "sojuszników" szukajaca błedów i udzielajaca dobrych rad.I to obu płci,niestety.Dlaczego nie potrafimy wyłapywać pozytywnych ,wspólnych celów i na nich sie koncentrować? |
dnia 12/01/2010
Facet feminista zawsze jest podejrzany, facet, który głosi się feministą, ale śmie mieć nieco inne poglądy w kwestiach szczegółowych feministą być przestaje. W przeciwieństwie do kobiet feministek, których różnica zdań nawet dość fundamentalna z grona feministek nie eliminuje. Oceny "feministości" faceta dokonują prawdziwe feministki, czyli wszystkie za takowe się uważające. Oceny "feministości" kobiety dokonują prawdziwe feministki, czyli te bardziej krzykliwe, znane i namaszczone przez te znane najbardziej.
PS. Rozwój bez wielości i ścierania się poglądów nie istnieje. Ale zawsze można powiedzieć, że głoszenie innych poglądów jest wodą na młyn lub kijem w szprychy, w zależności co kto lubi. |
dnia 12/01/2010
Know,
Ja uznaję to, że istnieje w określonych obszarach odmienny bezpośredni interes kobiet i mężczyzn wynikający z odmiennej sytuacji. Zaznaczam: odmienny, ale nie zawsze przeciwstawny. Co do koncepcji immanentnych, wrodzonych cech kobiecych i męskich jestem już dużo bardziej sceptyczny ( a wydaje mi się, że właśnie to rozumowanie pojawiało się w wywodzie Pani Środy).
Kobiety stanowią nieraz osobną grupę interesów, która może konsolidować różne kobiety niezależnie od ich statusu społeczno-ekonomicznego, natomiast równie dużo jest płaszczyzn, w których interesy kobiet z poszczególnych grup są rozbieżne. Są obszary gdzie kobiety mogą tworzyć wspólną grupę interesu, a są takie w których kobiety z poszczególnych klas będą miały większe szanse znaleźć sojuszników w postaci mężczyzn z tych samych warstw, a nie kobiet z innych warstw na gruncie solidarności między kobietami.
Z drugiej strony nie zawsze bezpośredni interes musi w pełni determinować polityczne priorytety. Idąc Twoim rozumowaniem postulat na przykład dofinansowania żłobków nie powinien być moim priorytetem, bo bezpośrednio mnie nie dotyczy. A jednak może być, bo na postawę polityczną składają się nie tylko bezpośrednie interesy, ale także przekonania odnośnie wspólnoty i praw jednostek i grup wchodzących w jej skład.
Jeśli zaś chodzi o retorykę przypisującą określone cechy (moralne, społeczne, intelektualne), to nawet jeśli w świetle danych statystycznych różnice istnieją, podkreślanie tego prowadzi w moim odczuciu nie tylko do utrwalania stereotypów ale także do pogłębiania tych istniejących różnic.
Skoro przez lata, a nawet stulecia przyjmowało się, że mężczyźni mają większą smykałkę do nauk ścisłych i technicznych, to w rezultacie prowadziło to do tego, że w mechanizmach socjalizacji dziewcząt już przekazywano im niepewność siebie jeśli chodzi o te dziedziny i kierowano ich zainteresowanie na inne obszary. I nawet jeśli by były jakieś wrodzone cechy determinujące te różnice ( do czego zupełnie nie jestem przekonany) to publicystyczne ich utrwalanie jeszcze dodatkowo kulturowo to umacnia. |
dnia 12/01/2010
Irena_k,
Dziękuję za tym razem klarowne przedstawienie swojego stanowiska.
Nadal jednak nie widzę w zacytowanym fragmencie mojego tekstu sprzeczności.
Zmiana proporcji płci nie implikuje automatycznej zmiany priorytetów politycznych, ale może jej sprzyjać. Nawet jeśli by nie zaszła zmiana jakości polityki, warto aby proporcje płci się wyrównoważyły w myśl słusznej zasady równości płci. Gdzie tu sprzeczność?
Nie wiem skąd wniosek r16;r17; że ideologicznej zmiany mieli by dokonać mężczyźni?r17;r17;. Oczywiście taka zmiana mogłaby być dokonana przez polityków, wśród których (dys)proporcje płci byłyby nawet takie jak obecne, ale w układzie bardziej równościowym szanse na to byłyby większe( także ze względu na sygnalizowaną przez Know bezpośredni interes kobiet wynikający z ich odmiennej od mężczyzn sytuacji społecznym w niektórych obszarach).
Moim zdaniem drogą do sukcesu są zarówno r16;r17;pozytywne, wspólne celer17;r17; jak i szukanie błędów i próba refleksji nad nimi. |
dnia 12/01/2010
Kobiety są gorzej traktowane tylko i wyłacznie ze względu na płeć.Zmiana tego stanu rzeczy jest przedmiotem walki feministek.
Wiadomo,ze są różne grupy kobiet.Bogate,biedne,mądre,głupie,
bardziej lub mniej świadome swojego połozenia.
Ale każdej jest trudniej niz mężczyźnie w podobnym położeniu przebić się do sfery publicznej.Głównie za sprawą przypisywanych im od tysiącleci ról społecznych,w zdecydowanie mniejszym stopniu uwarunkowaniami biologicznymi.
Sama zmiana ideologii politycznej nie zmieni sposobu postrzegania i traktowania kobiet.Trzeba wypracowywać mechanizmy wyrównujace szanse,a nie godzić się na dyktat takich czy innych ideologii.Wiadomo,że te prawicowe są bardziej uciążliwe,bo w swoim założeniu zatrzymuja kobiety w domu.
Ale także lewicowe rządy nie traktowały kobiet stosownie do ich wkładu pracy (zarówno po tansformacji jak i w PRL) i korzyści przynoszonych społeczeństwu.Rządzi nami patryjarchalny system,utwalany od dawna przez różne instytucje,czerpiace wielkie zyski z utrwalania stereotypów,podtrzymywania tradycji,podziałów społecznych i wmawiania kobietom ich grzesznej natury,co prowadzi do masowego obniżania ich poczucia własnej wartości i godzenia sią z zastaną rzeczywistością. |
dnia 12/01/2010
Zmiana proporcji płci nie implikuje automatycznej zmiany priorytetów politycznych, ale może jej sprzyjać. badania prof. Fuszary i prowadzone na całym świecie wskazują, że znacząca zmiana proporcji płci we władzach przynosi (nie wiem, na ile automatycznie :) poważną zmianę priorytetów politycznych. |
dnia 12/01/2010
facet, który głosi się feministą, ale śmie mieć nieco inne poglądy w kwestiach szczegółowych feministą być przestaje. W przeciwieństwie do kobiet feministek, których różnica zdań nawet dość fundamentalna z grona feministek nie eliminuje.
w tym kontekście warto by sie zastanowić nad źródłosłowem słowa "FEMINIzm", bo tu może być coś na rzeczy. 
Swoją drogą, ta moda na etykietke feministy jest taka pół ujmująca, a pół okropna. Że niby wystarczy powiedzieć "jestem feministą" i już można serwować antyfeministyczne treści? Nawet JP2 się był mianował (neo)feministą... 
A nawiasem: kobiet tez to dotyczy. Zdarzają sie takie, jak ta jedna dziennikarka (polsat? tvn? nie pomne szczęśliwie), co się jakoś przed Kongresem Kobiet ogłosiła w rozmowie w TOKfm za "feministkę, tylko konserwatywną". (i co? i co? a jakże, poparła penalizację aborcji, cóżby innego ) |
dnia 12/01/2010
Myslalem, ze kobiet dotyczy głównie "tak i to, ale broń boże nie jestem feministką!" 
A jeśli chodzi o mężczyzn i feminizm, to:
http://finallyfeminism101.wordpress.com/2007/03/19/faq-can-men-be-feminists/ |
dnia 12/01/2010
A jeśli facet nie deklaruje się jako pro-feminist or feminist ally to jest anty feminist? A jak z kobietą, która broń Boże nie jest feministką, jest anty, czy należałoby wymyślić nowe określenie? |
dnia 12/01/2010
Dyskusja pt. "czy facet może być feministą" należy do kategorii rozmów biesadnych, np. czy Murzyn może być rasistą, czy Żydówki mają wpoprzek i czy normalna mała rybka może zdupczyć wielorybka.
Oczywiście, nie znaczy to że każdy facet mieniący się "feministą" nim jest. Ani też nie znaczy, iż jest nią każda używająca słowa "feministka" kobieta.
Uważam, iż teza jakoby kobiety należało dopuścić do polityki bowiem są w jakiś sposób lepsze od facetów jest idiotyczna. Bo sprowadza się to stwierdzenia, iż kobietom nie tyle równy udział w rządzeniu się należy bowiem są obywatelkami, tylko że na niego "zasłużyły" bo są "lepsze", zdrowsze, lepiej wykształcone, czy tam co jeszcze.
Kobiety, jeśli mowa o jakiejkolwiek równości, mają więc prawo być równie głupie, niedouczone, konserwatywne, wsteczne, mają prawo robić błędy, pleść głupoty, trwonić publiczne pieniądze, prowadzić po pijaku i unikać odpowiedzialności jak obecnie nami rządzący faceci. Pewnie jakieś zmiany w priorytetach zaistnieją, ale oczekiwanie, że jeśli wybierzemy kobiety to one zaśpiewają jednym niebiańskim głosem i w pięć minut załatwią te żłobki, przedszkola, autostrady, zlikwidują przemoc domową, bezrobocie, przekręty i deficyt - takie oczekiwanie się nazywa seksizm. Hahaha. |
dnia 13/01/2010
A dla mnie ciekawszy problem, poruszony w tekście, jest taki, że feminizmowi w Polsce grozi totalitarna zgoda małej grupki samouwielbienia. Motywowana słusznie - tym, by nie być w chórze atakującym feministki - ale o opłakanych skutkach.
Szczególnie duszne jest pod tym względem niniejsze forum. Najlepszy przykład miał miejsce pod tekstem Anny Zawadzkiej. Tekst był świetny, kontrowersyjny, poruszający. Wywołał głos polemiczny, przyznający atuty tekstowi. Zawadzka zresztą w odpowiedzi na ten tekst napisała polemikę. Stała dyskutantka elektrycerka jednak autorkę glosu polemicznego nazwała głupią, oskarżyła o niezrozumienie autorki itp niedźwiedzie przysługi. Jednomyślność sprzyja bezmyślności, kultowi bożków (np. Srody z jej nowo odkrytym kretyńskim esencjalizmem) i udawaniu, że pewne osoby nie istnieją, bo się z bożkami w czymś kiedys nie zgodziły. |
dnia 13/01/2010
W ogóle nie widzę jednomyślności ani w polskim feminizmie, ani na feminotece. Wręcz przeciwnie. |
dnia 13/01/2010
Stała dyskutantka elektrycerka jednak autorkę glosu polemicznego nazwała głupią,
A tam dyskutantka, nie idzie dziewczynie w gimnazjum, nie ma chłopaka, na randki nie chodzi to musi gdzieś swoje frustracje rozładować.  
Szkoda tylko, że tu. |
dnia 13/01/2010
Hahaha, DorotoP, to pewnie też seksizm
badania prof. Fuszary i prowadzone na całym świecie wskazują, że znacząca zmiana proporcji płci we władzach przynosi (nie wiem, na ile automatycznie  poważną zmianę priorytetów politycznych. |
dnia 13/01/2010
Drodzy czytelnicy,
to czy facet może być feministą, nie było głównym problemem jaki w ogóle stawiałem w tekście. Być może mój błąd, że dałem taki tytuł i rozpocząłem tak pierwszy akapit, przez co częśc osób się na tym problemie skoncentrowało. W zasadzie nie wydaje mi się to temat błahy, bo dotyczy warunków inkluzji w ramy feministyczne. Ja tu stoję na stanowisku, by feminizm był mocno inkluzywny : i dla kobiet różnie myślących na tematy szczegółowe i dla mężczyzn któym bliska jest emancypacja kobiet i idea równouprawnienia. Wiele głosów tu na ten temat było inspirujących.
Ważniejszym jednak problemem który chciałem poruszyć był sam feminizm ( rozumiany jako ruch społeczny o ambicjach politycznych, a więc wpływu na władzę) i obserwowane w nim niektóre tendencje. Moje obawy można streścić w dwóch punktach.
a) esencjalizm ( jak to nazwał Rosomak)
ryzyko bezkrytycyzmu w imię jedności, czy też solidarności kobiet jako grupy w gorszej społecznie sytuacji.
Wszystkie tematy jakoś się pojawiły w dyskusji na forum, dlatego łącznie jestem z dyskusji usatysfakcjonowany. Dziękuję osobom, które zechciały się wypowiedzieć. |
dnia 13/01/2010
Jedyną nową tendencją jaką zauważam w feminizmie to dążenie do upolitycznienia ruchu i moim zdaniem to dobra tendencja, inne zjawiska jak te przytoczone w dyskusji były, są i będą. |
dnia 13/01/2010
Rafał,
ale na temat różnicy między esencjalizmem i odmiennością doświadczeń wszystko napisała know, co tu dyskutować. (Przy okazji nt różnicy między esencjalizmem a poczuciem humoru.)
Nawiasem, nie rozpędzałabym się tak z tym potepieniem esencjalizmu, bo jeśli nie ma kobiet ani Czarnych, to nie ma seksizmu ani rasizmu, i już mamy "wszyscy wszak jesteśmy ludźmi, pani Zosiu - niech no mi pani zrobi kawki z łaski swojej tymi pięknymi rączkami..."
@DorotaP,
Kobiety, jeśli mowa o jakiejkolwiek równości, mają więc prawo być równie głupie, niedouczone, konserwatywne, wsteczne, mają prawo robić błędy, pleść głupoty, trwonić publiczne pieniądze, prowadzić po pijaku i unikać odpowiedzialności jak obecnie nami rządzący faceci.
święte słowa. Skoro prawo do bycia w parlamencie ma Lepper, to Beger nie mniej, po prostu.
Ale to nie zmienia faktu egzystencjalnego (a może, alas!) że np. jedno z najistotniejszych doświadczeń ludzkich, rozmnażanie mianowicie, jest dziwnie wypychane z polityki, razem zresztą z innymi ważnymi doświadczeniami ponad połowy ludzkości. Jako socjobiolożka-amatorka twierdzę (tylko półżartobliwe), że ponadkulturowa powszechność tego zjawiska może mieć pewne źródła w trybie organizacji społecznej naszych małpich przodków. To nic nie usprawiedliwia, to mówi tylko, że albo nauczymy sie zwalczać to zjawisko, albo wymrzemy (co w końcu nie każdego/ą musi obchodzić).
A - nadal socjobilogicznie mówiąc ;p - warto pamiętać, że kobiety, nie będąc w sposób konieczny lepsze od mężczyzn, są jednak zasobem krytycznym, póki ludzkość nie wymyśli sztucznych jajeczek. Znaczy, biologicznie ważniejsze są ;P Szkody czynione kobietom są szkodami czynionymi gatunkowi, znaczy ludzkości.
Ten okropny akcent całkowicie nierównościowy powinien sciągnąć na mnie gromy za seksizm - i o to zresztą chodzi. To pozwala sobie uświadomić, o co chodzi z tym seksizmem. (Poza tym, że faktycznie ludzie są przede wszystkim kobietami ) |
dnia 13/01/2010
To już troche OT, ale jajeczka rzecz stosunkowo łatwa do pozyskania, jak plemniki. Mnie zastanawia dlaczego nic nie słyszę o sztucznej macicy. To by rozwiązało biologiczną nierówność raz na zawsze. |
dnia 13/01/2010
Szkody czynione kobietom są szkodami czynionymi gatunkowi, znaczy ludzkości.
Kilka lat temu czytałem krytyczny artykuł w stosunku do akcji Aborczej Gazety rRodzić po ludzkur1;. Artykuł oparty był oparty na danych statystycznych tj. statystycznie rzecz biorąc im bardziej Aborcza walczyła o ludzkie porody tym mniej się dzieci rodziło. Z tego co pamiętam jeden z najwyższych poziomów przyrostu naturalnego miał r30; komunistyczny Wietnam.
A więc jak widzisz prawdziwa nauka statystyka, wykładana na pierwszym roku każdego wydziału UW obala Twoje para naukowe socjobiologiczne teorie. |
dnia 13/01/2010
@Tomek,
no nie właśnie Plemniki są tanie, łatwe i nie takie znów niezbędne. Sztuczna macica to troche wiekszy problem. Ale jajko - jedyna komórka rozrodcza par excellence - jest trudne.
Jest inny sposób: odspecjalizowanie grupy komórek somatycznych w kierunku postaci blastocysty. To w powijakach, ale jest szansa, że zaczęłyby się dalej dzielić, wtedy ta sztuczna macica itd. Właściwie, teoretycznie (!), istnieje tylko jedna komórka, z której nie da się utworzyć nowego organizmu: plemnik. 
Z embriologicznym pozdrowienieM |
dnia 13/01/2010
bo wiesz, jest gigantyczna różnica między jajeczkiem a plemnikiem. Z grubsza taka, jak między komputerem a gwoździem. Sorry  |
dnia 13/01/2010
jest gigantyczna różnica między jajeczkiem a plemnikiem. Z grubsza taka, jak między komputerem a gwoździem
Tylko, że bez komputerów można się obejść a bez gwoździ już nie.To dzięki gwoździom powstała kultura techniczna której wytworem jest komputer a nie odwrotnie.
Reasumując: z punktu widzenia socjobiologii to mężczyźni stworzyli cywilizację która dała kobietom feminizm a nie na odwrót. |
dnia 13/01/2010
te dyskusje porównawcze dotyczące gamet są zupełnie niepotrzebne - kwestia jest zupełnie oczywista od zawsze ( patrz elektrycerka)  |
dnia 13/01/2010
@Helena
Jak mówi przysłowie: jeśli jesteś taki mądry to dla czego nie masz pieniędzy.
Skoro kobiety tak bardzo na każdym polu przewyższają mężczyzn to dla czego potrzebują parytetu żeby zaistnieć w polityce. A czasem i parytet im bokiem wychodzi:
O przyjęciu na wyższe uczelnie będą decydować wyniki w nauce, a nie parytet płci - ogłosił szwedzki minister szkolnictwa wyższego i nauki Tobias Krantz.
http://wyborcza.pl/1,75248,7446672,W_Szwecji_parytet_plci_nie_wypalil.html |
dnia 13/01/2010
helena,
ja sie nie zgadzam 
te dyskusje porównawcze są szalenie zabawne
moge jeszcze na temat zdolności poznawczych oraz kto wynalazł różne narzędzia - a także o tym, dlaczego patriarchaty muszą zabraniac kobietom wszelkiej edukacji (ale to juz będzie naprawdę złośliwy seksizm )
no i zrobiłby nam sie kompletny OT, a to byłoby nieładnie wobec autora, więc się juz chyba powstrzymam  |
dnia 13/01/2010
nie przeczę, ze mimo biologicznej oczywistości a także sensowności w mniej lub bardziej przypadkowych działaniach 'natury'/ewolucji/itd - ta wymiana słów tutaj jest  |
dnia 14/01/2010
@elektrycerka
Hmm, to zależy jak na to patrzeć. W sensie, że manipulować można jak najbardziej, i somatyczne w macierzyste, więc podejrzewam, że przy pewnym wysiłku dałoby się nawet z biednego plemnika wyciągnąć DNA (no jeszcze drugie pół skadśtam), wsadzić w jakąś komórkę, wyzwolić proces podziału, i embrion, hmmm? The sky is the limit 
(bo rozumiem, że różnica jest taka, że jajeczko to pełna komórka z całym ustrojstwem i maszynerią, a plemnik to takie małe niewiadomoco?Jak mnie odeślesz do wikipedii, to zrozumiem)
Poza tym, w świecie, w którym na ludzi poluje się, żeby tłusz uzyskać, to pozyskanie komórek jajowych jest trudne "stosunkowo". No i to przecież w kontekście rozmnażania, więc to po prostu tak jak in vitro, ktoś chce mięc dziecko, więc sobie hoduje w tej sztucznej. Oczywiście, to takie bezduszne i niekobiece i nieetyczne nie nosić brzucha przez 9 miesięcy, nie wątpię, że to odrażające byłoby dla połowy ludzi.
Aż mnie w takich (hipotetycznych) ciągnie do przymusowej inżynierii genetycznej usuwającej możliwość naturalnego rozmnażania. Ok, ok, żartowałem. Trochę 
@cud2
spadaj trollu. yawn. |
dnia 14/01/2010
@cud2
Cud(aku) nie sądź innych swoją (mikro)pałą....tfu! miarą miało być
hehehe :-) |
dnia 15/01/2010
@Tomek
wyciągnąć DNA mozna z dowolnej komórki - właśnie na tym polega klonowanie
Nie odeślę Cię do wikipedii - sorry, niezłośliwie ja to czytam w książkach... można też posłuchać na różnycch wykładach, np. była fajna mikrokonferencja o in vitro, i tam się prezentowali embriolodzy i genetycy, i świetnie mówił prof.Stępień na premierze książki Różyńskiej "Od zygoty do osoby". (książka chyba jest w Feminotece, i jest świetna, ale z embriologii akurat tam są elementarne podstawy).
Chodzi z grubsza o to, że rozwinać w embrion może się
1) jajeczko - sprowokowane dodatkiem DNA (niekoniecznie z plemnika), a u niektórych zwierząt nawet mechanicznie, albo
2) (to była ta opcja teoretyczna) grupa "ospecyficznionych" komórek somatycznych. Nie podejmuje się wyjaśnić, jak to ma się robić - tu raczej prof. Stepień ale tyle wiem, że plemnik nie da się odspecyficznić w ten sposób grupy plemników - właśnie ze względu na haploidalność, zdaje się. Plemnik to taki pasożyt zresztą w ogóle rozród ssaków korzysta z wielu mechanizmów pasożytniczych, a także takich, które występują u wirusów.
W życiu nic nie pisąłam na temat, że niebycie w ciąży jest niekobiece czy co tam mi tu imputujesz - to jakiś zlepek czysto androcentrycznych konceptów Ja tylko o komórkach
Jeszcze mogę o małpach. 
I disclaimer: nie chodzi mi o to, jakoby z biologii wynikało w sposób konieczny, że kobiety należy traktować jak nadludzi. Natomiast w żaden sposób nie wynika z biologii, że mężczyzn należy traktować lepiej niż kobiety, albo że mężczyznom coś sie od kobiet należy (pranie, sprzątanie, bezpłatna obsługa). Wszelkie socjobiologiczne pretensje patriarchatu i macho dowodzą tylko biologicznej ignorancji zgłaszających te pretensje.  |
dnia 15/01/2010
czyli od "niepokojów feministy" do komórek macierzystych, gamet i klonowania... 
tylko, ze te ostatnie/biologiczne rozważania oprócz tego, ze bardzo teoretyczne, to jednak często są zbyt uproszczone/ mijaja się z prawda...
(nie mam ochoty jednak rozpoczynać dyskusji na ten temat) 
ale oczywiscie, jak zwykle, rozważania socjobiologiczne elektrycerki bardzo zajmujące  |
dnia 15/01/2010
miło mi  |
dnia 16/01/2010
Ta chec do 'naturalnego' przebiegu ciazy to niestety to co uslyszalem w realnym swiecie. przyznam, na 'probie' 3 kobiet, wiec niezbyt duzej. Chociaz jedna byla bi, ale za to 'absolutnie nie polityczna'. Argumenty glownie o wiezi ktora sie ma poprzez ciaze i o tejze wiezi wartosci i niezwyklosci i niepowtarzalnosci. Musialem miec dziwna mine.
Odsylanie mnie do wikipedi, to w ramach mojej podstawowej edukacji w tym temacie. W kazdym razie, rozumiem, ze mozemy wyciagnac DNA z plemnika, a wlasciwie z dwoch, wlozyc do komorek somatycznych (z usunietym DNA), te komorki przeksztalcic w macierzyste, i tak dalej, przynajmniej teoretycznie?
A socjobiologia jest zlaaaa  |
dnia 03/02/2010
Z niejakim zdumieniem obserwuję dyskusję powyższego artykułu. Naturalnie jeżeli
mężczyzna określa się mianem feministy, łatwo może być o swojego rodzaju kokieterię. Czy jednak autor tego artykułu jest prawdziwym czy fałszywym feministą, męskim szowinistą w owczej skórze , nie zmienia faktu, że dyskusja schodzi na manowce jeżeli dyskutuje się tutaj o cechach charakterystycznych autora a nie o meritum sprawy.
Sformułowanie rZabraniam autorowi mianowania się feministąr1; (Irena)_K zaprzecza nie tylko wszelakim zasadom demokracji, ale wskazuje na niebezpieczeństwo wypaczania ruchu feministycznego i kieruje go na manowce walki z mężczyznami, i jest atrybutem szowinizmu płciowego.
Wracając do meritum r11; ale co nim jest ? Tak nie bardzo wiem, więc wybrałem tylko dwa zagadnienia.
Solidarność męska ponad podziałami ? Czy istnieje ? Istnieje. To przecież nie ulega wątpliwości.
Pytanie, czy jest ona świadoma czy podświadoma? Na to chciałbym usłyszeć jakąś rozsądną wypowiedź .
Drugie zagadnienie. Autor polemizuje z tezą Magdaleny Środy Kingi Dunin rTymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach itd. r Określając tę tezę jako stereotyp genderowy r11; otóż nie jest to prawdą r11; to stereotyp pewnej grupy społecznej a WHO definiuje gender jako "stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty jakie DANE SPOŁECZEŃSTWO -a nie poszczególne grupy społeczne - uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet" . Ale zgodzę się z autorem, że osoby walczące o równouprawnienie powinny przełamywać podziały kulturowe zamiast je reprodukować.
Teoretyzowanie o wyższości jednej płci nad drugą prowadzi w prostej linii nie do miękkiego tylko twardego szowinizmu płciowego. To już lepiej podyskutować na temat wyższości Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia... |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|