Do czego przydaje się troska?
Bartek Kozek o książce Gender i ekonomia opieki
Tekst w całości na blogu Zielona Warszawa
To jedna z ważniejszych dla polskiego feminizmu i zielonej polityki książek wydanych ostatnimi czasy. Po przeczytaniu jej do końca nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Aż człowiekowi się przykro robi, kiedy myśli o tym, że nad "Genderem i ekonomią opieki" nie toczy się żywa debata w ruchu.
(...)
Na początek dostajemy teksty teoretyczne, zwracające uwagę na znaczenie opieki w ekonomii. Neoklasyczny jej model z założenia traktuje pracę niepłatną jako nieistotną (wszak nie zwiększa ona PKB), pomimo faktu, że bez zachodzącej w gospodarstwach domowych reprodukcji społecznej istnienie pracy płatnej i ekonomii w ogóle nie byłoby możliwe. Nie chodzi tu tylko o biologię, ale też i o cały proces wychowawczy, a nawet robienie zupy po pracy. Działania te w wyniku kulturowych uprzedzeń pełnią głównie kobiety, które w wyniku procesów restrukturyzacyjnych w gospodarce i braku równego podziału obowiązków w domu są coraz bardziej narażone na przemęczenie. Coraz bardziej obciążające nas tempo życia zagraża gospodarce, podmywając podstawy jej reprodukowania się. To właśnie tutaj - w tekście Daniela Engstera, znajdujemy interesujące rozważania powiązane z koncepcją wolności. Zamiast atomizacji proponuje on uznanie, że jako istoty społeczne jesteśmy ze sobą wzajemnie powiązane i powiązani, skąd wywodzi obowiązek opieki. To bardzo przekonywujący wywód, bowiem oparcie wolności na egoizmie wypacza jej sens i wykrzywia znaczenie, służąc do zalegitymizowania naszego dobrego samopoczucia pomimo istniejących nierówności.
Praktyczne znaczenie opieki widać na przykładzie pielęgniarek. To one opiekować się muszą osobami chorymi, w polskich warunkach za dalece niewystarczające pieniądze. Ich znaczenie społeczne będzie wzrastać, jak pokazuje Lise Isaksen. Neoliberalizm dąży do reprywatyzacji i ponownego utowarowienia usług publicznych, co w wypadku opieki nad dziećmi czy osobami starszymi oznacza przerzucanie odpowiedzialności z państwa na kobiety. Opóźnienie się okresu urodzenia dziecka i wydłużanie się czasu życia sprawia, że np. dla kobiet w okolicach 50. roku życia pojawia się presja na zajmowanie się zarówno wnuczętami, jak i własnymi rodzicami. Wyniszcza to fizycznie kobiety, a także zmniejsza prawdopodobieństwo podjęcia przez nie pełnoetatowej pracy. Jeśli zapewnienia o dbałości o "kapitał społeczny" miałyby mieć pokrycie, to rząd Donalda Tuska, mając na uwadze doświadczenia Zachodu, powinien zwiększać finansowanie opieki zdrowotnej.
Jak pokazuje w swym tekście Julia Kubisa, nic takiego nie ma miejsca. Owszem, nie jest już aż tak źle jak kilka lat temu, kiedy w szczycie chaosu związanego z reformami zdrowia w naszym kraju pielęgniarka zarabiała 900 zł na rękę. Nadal jednak istnieją spore dysproporcje zarobkowe (na rękę, w zależności od regionu i rodzaju szpitala, od 1,7 do 4 tysięcy) w zawodzie, kobiety często wyjeżdżają (np. do wspomnianej wyżej Norwegii, gdzie pomimo dobrych zarobków stykają się z uprzedzeniami etnicznymi) lub pracują na dwa etaty. Słabe inwestowanie w personel, szczególnie pielęgniarski, powoduje, że w Polsce na 1000 osób przypada 5 pielęgniarek/pielęgniarzy, podczas gdy w Czechach - 8,1, na Węgrzech - 8,6, a w Niemczech - 9,6. Historia protestów pracowniczych w tej dziedzinie, z głodówkami i okupacjami, robi naprawdę niezłe wrażenie w kontekście tego, że np. na polską obecność militarną w Afganistanie pieniędzy nigdy jakoś nie brakuje.
Ponieważ kwestie opieki łączy się z kobiecą troską, rzekomo "naturalną", zatem ich pracę często traktuje się jako "oczywistą", a więc nie zasługującą na dobrą płacę. Przykładem może być tu "globalny łańcuch opieki" - globalne zmiany ekonomiczne stworzyły warunki do demontażu instytucji państwa opiekuńczego, przez co chcące zachować swój status kobiety z Północy często wynajmują pochodzące z Południa au pairs. Rachel Kurian pokazuje to zjawisko na przykładzie Filipinek w Holandii, które z powodu lęku przed deportacją (w kraju tym panują surowe przepisy migracyjne) godzą się na wyzysk, a nawet na bycie ofiarami przemocy, w tym seksualnej. Wszystko dla swoich rodzin, którym transfery finansowe pozwalają nierzadko na przeżycie.
(...)
Czytaj całość: zielonawarszawa.blogspot.com
Więcej o książce Think Tanku Feministycznego: ekologiasztuka.pl
|