TELEFON INTERWENCYJNY DLA KOBIET
DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

0 789 30 65 66

                          Czynny:
      w poniedziałek w godzinach 10.00-20.00
  od wtorku do piątku w godzinach 10.00-16.00
    STRONA GŁÓWNA :: o fundacji :: zespół:: akcje/projekty :: kontakt :: szukaj :: english :: KSIĘGARNIA  02/09/2010
INFORMACJE
RAPORTY
KSIAŻKI
NASZE PUBLIKACJE
LINKI
ARCHIWUM
MATRONATY

TYBET
Ostry nóż prawa. O dalszych losach Karmy Samdupa

pisze OSER, poetka, która zapomniała się bać

felietony/recenzje

Zatrzymała tramwaje, prezydentów i prezesa. 3 x KRZYWONOS!- pisze Małgorzata Tkacz-Janik

Prowadź swój pług przez kości umarłych. Książkę Olgi Tokarczuk recenzuje - Emilia Walczak

Kwestię miasta i genderu w filmie „Pizza, Birra, Faso” analizuje Łukasz Wójcicki

Kobiety o emeryturach. FEMINOTEKA ZBIERA HISTORIE KOBIET! A Ty? Jaką będziesz emerytką?

Słodko na sen.
O wyrodnej matce z Wiadomości - pisze
Marzena Gębala

O medyczkach, doktoressach i pionierkach chirurgii pisze - Iwona Dadej

Dyskretne symetrie Jeanette Winterson - recenzuje:
Grażyna Latos

Po wyborach
– z perspektywy kobiet pisze -
Iza Desperak

O równości w szwedzkich przedszkolach pisze Sara Hasbar

Tekst o starych oblechach.
O Polańskim i Żuławskim - pisze Agata Czarnacka

A na lewo ciągle bez zmian.
O pracy kobiet i pracy mężczyzn - pisze
Marzena Gębala

Święta feministka. Edytę Stein przypomina Iwona Dadej

Kogo kochają dorastające dziewczęta? O mechanizmach uJArzmiania seksualności nienormatywnej pisze Marzena Lizurej w książce O polityce ciała i pożądania w kulturze audiowizualnej

Oddajmy powstanie kobietom, cywilom i żydom pisze Weronika Grzebalska

Festyn sierpniowy.
O obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego pisze Bożena Keff

Karmiąca matka to też kobieta. O społecznym przymusie karmienia piersią - pisze Anna Adhikari

Na wakacje polecamy: CWANIARY - powieść Sylwii Chutnik

Jak naprawić to, co napsuła religia w szkołach pyta Maciej Gdula z Krytyki Polityczne

KOBIETY i ...
aborcja
herstoria
polityka
przemoc
praca
zdrowie
Unia Europejska
Najnowsze artykuły
Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie eliminacji przemo...
3 x KRZYWONOS!
Walczak: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Tomaszewska: Zobaczyć płeć – cykl Kino mówi: Gender w Al...
Śladowska: Pozór ważniejszy od bytu
Leszczyńska: Miraże rzeczywistości
Korda: Udaję, że to opowieść, która dzieje się komuś innemu
Klimala: Co ludzie powiedzą
Frank: Serio, serio, serio
Dzwonkowska: Ballada z przymrużeniem oka czyli Sugar Baby Trans
Bociek: Kicia nie potrzebuje pomocy
Barańska: Noce bez upojenia
Sieradzka: Gra pozorów
Wójcicki: Miasto i gender w filmie „Pizza, Birra, Faso&#...
OSER: Ostry nóż prawa
Śpiewak: Nie ma dziecka, jest człowiek
Nie ma dziecka, jest człowiek
Tekst: Jakub Śpiewak


Wielki pedagog, dzięki któremu możemy dziś mówić w ogóle o czymś takim jak prawa dziecka, Janusz Korczak napisał kiedyś: „Nie ma dziecka. Jest człowiek“. Proste słowa, a jakże istotne. Gdyby się dobrze zastanowić spór między zwolennikami a przeciwnikami zakazu bicia sprowadza się właśnie do tej prawdy. A w sporach dotyczących Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie kwestie ochrony dzieci interesują mnie najbardziej.

Gdy słucham wielu rodziców, nie jakichś zdemoralizowanych, zwyrodniałych, ale takich, którzy zapewne bardzo kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepiej, a mimo to uważają, że mają prawo wymierzyć dziecku klapsa, to często mam wrażenie, iż funkcjonują z jakimś dziwnym mitem bardzo głęboko osadzonym w ich głowach. Otóż, wydaje im się, że dziecko to jest jakaś taka dziwna hybryda, takie „nie wiadomo co“. To coś nie ma zdaniem tych rodziców swojej podmiotowości, jest natomiast przedmiotem działań wychowawczych. Dopiero w efekcie tych działań wychowawczych owo „coś“ z czasem stanie się wedle opinii tych osób człowiekiem.

Skoro to „coś“ nie jest człowiekiem, skoro nie jest podmiotem, ale przedmiotem działań wychowawczych, to de facto staje się własnością dorosłych. To przekonanie funkcjonuje, mam wrażenie, bardzo mocno w świadomości ludzi. Ile razy słyszymy „nie wtrącałem się, bo to sprawa rodziców, jak wychowują swoje dziecko“? Jeśli to „coś“, czyli dziecko, nie jest człowiekiem, to znaczy, że wolno na nie krzyczeć, wolno je uderzyć. Na człowieka nie wolno. Ale przecież to coś człowiekiem dopiero się stanie. Wtedy nie będzie można.

Takiemu myśleniu właśnie Janusz Korczak przeciwstawił swoje „Nie ma dziecka. Jest człowiek.“ Człowiek, który ma swoje prawa. Ma godność, której nie można deptać. Ma potrzeby, również emocjonalne, które trzeba zaspokoić. Człowiek, którego nie wolno uderzyć ani poniżyć.

Takie rozumowanie wywołuje niezrozumiałą dla mnie agresję publicystów i środowisk, które same określają siebie jako chrześcijańskie. Nie rozumiem tego sprzeciwu, bo nijak nie zgadza mi się on z nauczaniem Nowego Testamentu.

Oto bowiem mamy słynną scenę: dzieci chcą przyjść do Jezusa, jego uczniowie je przeganiają, a Jezus mówi im „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie“. Później zaś dodaje zdanie kluczowe: „jeśli nie będziecie jako te dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego“. Uczniowie przeganiali dzieci, nie rozumiejąc, dlaczego ich Nauczyciel chce poświęcać swój cenny czas na rozmowy z nimi. Jezus dał więc uczniom ważną lekcję, pokazując im, że dzieci są ważne, zasługują na poważne traktowanie, a wręcz powinny być dla dorosłych wzorem do naśladowania. Ewangelia wg św. Mateusza przytacza również inne słowa Jezusa: "Coście uczynili jednemu z tych moich braci najmniejszych, mnieście uczynili". Dobrze byłoby, gdyby osoby popierające bicie dzieci, pamiętały o tym. Z kolei w nowym przykazaniu mówi „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego“. Dziecko jest bliźnim, więc będziesz miłował je jak siebie samego. Zakładam więc, że wszyscy ci, którzy powołując się na wartości chrześcijańskie, dopuszczają bicie dzieci, uznają, że ich samych bić można również. Wszak miłują te dzieci jak siebie samego...

Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Warto jednak pamiętać, iż to nie jest to samo, co prawo własności i do uprzedmiotowienia dziecka. To Polska inicjowała prace nad Konwencją Praw Dziecka, w tym roku obchodzimy jubileusz wejścia konwencji w życie. Konwencja ta podkreśla podmiotowość dziecka. Biuro Rzecznika Praw Dziecka organizuje w tym roku cykl konferencji z okazji jubileuszu Konwencji o Prawach Dziecka pod wspólnym mądrym hasłem: „Prawa człowieka zaczynają się od praw dziecka.“ Dziecko jest człowiekiem. Przysługują mu prawa człowieka jak każdej innej istocie ludzkiej.

Te rozważania są szczególnie istotne w momencie, gdy dyskutujemy o procedowanej właśnie przez parlament Ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Ustawa ta budzi bardzo silne emocje. Częściowo pewnie dlatego, że wiele osób wypowiada się na temat swojego wyobrażenia tej ustawy, a nie o jej faktycznej treści. Warto jednak pamiętać o tych, którzy ustawę znają, świetnie rozumieją i właśnie dlatego tak bardzo z nią walczą.

Już sam tytuł ustawy budzi sprzeciwy, co widać było np. w nadanym 8 marca programie „Tomasz Lis na żywo“. Ten sprzeciw wynika z ideologicznego przekonania, iż rodzina jest niepodważalną świętością. Rodzina to ideał, więc nie może w niej być przemocy. Nie ulega wątpliwości, iż rodzina to podstawa funkcjonowania społeczeństwa. Warto tu przypomnieć słowa Marka Michalaka, Rzecznika Praw Dziecka, który w trakcie debaty sejmowej na temat ustawy mówił o tym, iż nie dotyczy ona dobrych rodzin, tylko tych, w których dzieje się źle, tak jak kodeks karny nie dotyczy ludzi uczciwych lecz przestępców. Kiedy przeciwnicy ustawy głoszą, iż władza państwa kończy się na u drzwi ich domostw, to zastanawiam się, czy głosiliby to samo, gdyby to oni stali się ofiarą przemocy np. ze strony partnera lub własnego dziecka. A może wtedy krzyczeliby o skandalicznej bezradności państwa? Wszak, „jak Kalemu kraść krowa, to być źle, a jak Kali kraść krowa, to być dobrze“. Czy też inaczej: „Jak Kalego bić, to być źle, ale jak Kali bić, to być jego słuszne prawo rodzicielskie“.

Punktem, który budzi szczególne emocje przeciwników ustawy, jest zapisany w niej zakaz kar cielesnych, czyli również feralnego klapsa. „Jakże to! To już rodzic nie będzie mógł dać klapsa niesfornemu dziecku?“, pytają z oburzeniem. Faktycznie, nie będzie mógł. Ale, wbrew pozorom, to wcale nie jest żadna rewolucja. Prawo już dzisiaj zabrania naruszania nietykalności cielesnej drugiego człowieka i stosowania kar cielesnych. Mówi o tym konstytucja, mówi kodeks karny. Zapis w Ustawie ma charakter przede wszystkim edukacyjny, nie zawiera wszak żadnej sankcji karnej. Nikt więc rodzica za klapsa do więzienia nie wsadzi, choć przeciwnicy ustawy lubią tym straszyć. Nie chodzi wszak o to, by rodziców skazywać, ale o to, by przestali bić swoje dzieci.

Przeciwnicy zakazu często podkreślają, że są przeciwni przemocy wobec dzieci, ale klaps, wedle ich oceny, przemocą nie jest. Powstaje więc pytanie, na które nikt nie umie mi odpowiedzieć: Gdzie kończy się klaps, a zaczyna przemoc? Wolno uderzyć raz, czy dwa razy, a może trzy, cztery, pięć? Wolno uderzyć ręką, a skórzanym pasem nie? A jeśli ręką, to z jakiej odległości wolno uderzyć – 20 czy 50 cm? No, i czy ręką wiotkiej mamusi wolno, a ręką Pudzianowskiego już nie? Już te problemy w definiowaniu pokazują, że warto zakaz wprowadzić.

Pójdźmy jednak dalej w tych rozważaniach. "Jeśli klaps jest skuteczny" - pytało dziecko w pewnej kampanii - "to dlaczego nadal mnie bijesz?" Klaps nie jest metodą wychowawczą. Wychowanie to rozmowa dużego człowieka z małym człowiekiem. A klaps ucina rozmowę. Klaps jest jedynie sposobem na odreagowanie bezsilności dorosłego.

Jeśli klaps byłby skuteczny i akceptowalny jako sposób wpływania na zachowania drugiego człowieka, to postulujmy wprowadzenie go do świata dorosłych. Wyobraźmy sobie szefa, który przekłada spóźnionego pracownika przez kolano i wymierza mu klapsa; policjanta, który za drobne przewinienie daje klapsa w ramach pouczenia zastępującego niekiedy mandat karny; marszałka sejmu, który klapsem dyscyplinuje przekraczającego czas wypowiedzi posła. Takie scenki uznajemy jednak za absurdalne. W kampanii społecznej „Bicie jest głupie“ mówiliśmy dorosłym dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, „gdybyś nie miał przewagi fizycznej nad dzieckiem, wychowywałbyś je, a nie bił“. Po drugie, "nie wyobrażasz sobie, by ktoś wykorzystał przewagę fizyczną wobec ciebie, więc nie wykorzystuj jej wobec dziecka".

Dyskusja o ustawie nie ogranicza się jednak oczywiście do problemu bicia dzieci, choć widać, że wielu publicystów i polityków z prawej strony bardzo chciałoby takie prawo mieć.

W tym samym przepisie oprócz kar cielesnych ustawa zakazuje, przypomnijmy, bez sankcji karnych, stosowania przemocy psychicznej i innych form poniżania dziecka. Bronisław Wildstein w swoim felietonie opublikowanym w „Rzeczpospolitej“ protestował z zapałem, twierdząc, że zakaz poniżania dziecka jest skandalem, gdyż uniemożliwi mu nazwanie syna głąbem, kiedy nie będzie się uczyć. Skoro, zdaniem redaktora, wolno wpływać na zachowanie drugiego człowieka poprzez wyzywanie go, to nie będzie miał nic przeciwko i nie pozwie mnie do sądu, jeśli napiszę, że wypisując takie bzdury, Wildstein udowadnia, że sam jest głąbem?

Ogromne emocje budzi przepis, który według przeciwników ustawy doprowadzi do tego, że okropni, niekompetentni, oszalali pracownicy socjalni będą masowo odbierać bez wyroku sądowego dzieci kochającym rodzicom, w dodatku to odbieranie miałoby następować nawet tylko wtedy, gdy w rodzinie jest bieda.

Nie rozumiem, skąd się wzięły te krzywdzące, uogólniające opinie na temat pracowników socjalnych, zwłaszcza że decyzje, również te niesłuszne jak w sprawie Róży z Wielkopolski, decyzje o odebraniu dziecka rodzicom podejmowały sądy, a nie pracownicy socjalni. Mogę domniemywać jedynie, że te opinie po prostu pasowały do koncepcji.

Przepis ten był faktycznie niezbyt precyzyjny i zawierał niefortunne sformułowanie o „odebraniu“ dziecka. Jeśli proponowane przez koalicję poprawki zostaną przyjęte, to mowa tam będzie o „zapewnieniu bezpieczeństwa“, a sąd zostanie zobowiązany do wydania postanowienia niezwłocznie, jednak najpóźniej w ciągu 24 godzin. Pojawi się też jasne zastrzeżenie, że przepis nie może być stosowany, gdyby jedynym powodem miała być zła sytuacja majątkowa. Dalsze protesty przeciwników ustawy byłyby już dowodem, że nie o dobro rodzin im chodzi, nie o konkretne uwagi, ale o awanturę jako taką.

Kolejnym elementem ustawy, który wzbudził emocje, był pomysł zespołów interdyscyplinarnych. Niektórzy przeciwnicy chyba nie do końca zrozumieli, o co chodzi, co nie przeszkodziło im oczywiście gardłować. O tym niezrozumieniu świadczy fakt, iż używali z uporem maniaka określenia „zespoły dyscyplinarne“. Brzmi podobnie, ale jednak to nie to samo.

Interdyscyplinarność to polski wkład w pracę socjalną na świecie. To Aleksander Kamiński sformułował koncepcję pracy grupowej, w której pracownik socjalny miałby być wspierany przez zespół interedyscyplinarny. Wówczas było to faktycznie nowością, dziś wydaje się już oczywiste. Zespoły takie funkcjonują już w Polsce, i to z powodzeniem. Ustawa nie tworzy więc niczego nowego, a jedynie sankcjonuje to i wprowadza jako standard w każdej gminie, jednocześnie porządkując i regulując.

Kiedy myślę o tej ustawie i o zamieszaniu wokół niej, nachodzą mnie dwie refleksje, które nie dotyczą bezpośrednio najbliższych mi zagadnień, czyli problemów dzieci.

Martwi przede wszystkim nieracjonalność wielu sporów, ogromne emocje, częste zacietrzewienie oraz uwikłanie problemu przemocy w rodzinie w rozgrywki polityczne. Pracując nad ustawą czasem mam wrażenie, że więcej uwagi trzeba poświęcić polityce niż sprawom merytorycznym. A przecież są to kwestie, które – przynajmniej tak by się mogło zdawać – powinny łączyć, a nie dzielić.

Zasmuca to, jaką siłą dysponują obrońcy przemocy. Większość poprawek zgłoszonych przez przeciwników ustawy nie chroni wcale rodzin, jak twierdzą zgłaszający. Te poprawki osłabiają ochronę ofiar, chroniąc sprawców. Dla mnie to niepojęte. I tu kamyczek wrzucam głównie do ogródka przeciwników ustawy.

Ale i do jej zwolenników, zwłaszcza do organizacji kobiecych, ogródka też kamyczek się znajdzie. W debacie bowiem, również w dyskusjach w grupie zwolenników ustawy na Facebooku, powracają stereotypy płciowe związane z przemocą i nie tylko niewiele robi się, by te stereotypy przełamywać, ale momentami odnoszę wręcz wrażenie, że organizacje kobiece chętnie te stereotypy wspierają.

Oczywiście, statystyki przemocy w rodzinie potwierdzają, że najczęściej mamy do czynienia z sytuacją: TEN sprawca oraz TA ofiara. Nie zamierzam tego podważać, bo z faktami się nie dyskutuje. Tylko że, jeśli mam być szczery, mnie nie interesuje statystyka, ale człowiek. Człowiek i jego uczucia.

Mówienie o przemocy wobec mężczyzn, wbrew obawom niektórych, nie unieważnia przemocy wobec kobiet ani skali tej przemocy. Nie wolno nam zapominać o tym, że kobiety częściej padają ofiarą przemocy ze strony mężczyzn niż ma to miejsce w sytuacji odwrotnej. Nie wolno nam jednak udawać z kolei, że tej odwrotnej sytuacji nie ma. Mówienie o przemocy wobec mężczyzn oznacza tylko tyle, że zajmiemy się wszystkimi ofiarami. Bo właściwie, dlaczego mielibyśmy uznać, że któraś grupa ofiar może poczekać na lepszy czas?

Nie zapomnę sytuacji sprzed lat, gdy w czasie jakiejś publicznej debaty wstał mężczyzna, skądinąd wojskowy, i opowiadał, że jest ofiarą przemocy w rodzinie. Opowiadał, jak nikt nie chciał potraktować go poważnie, jak śmiano się z niego, upokarzano, gdy szukał pomocy. Przecież facet nie może być ofiarą przemocy. Jeśli jest, to co z niego za facet? Tak mu mówiono. Utrwalanie tych stereotypów jest raniące dla ofiar. Kobiety nie są tylko ofiarami. Bywają sprawcami. Stereotypem jest przekonanie, że kobiety, o ile bywają nawet sprawcami, to raczej przemocy psychicznej, a mężczyźni fizycznej. Żartobliwie można by powiedzieć, że dowcipy o żonie czekającej z wałkiem z powietrza się nie wzięły. Ale mówiąc poważniej, znam wiele przypadków, gdy to matka skatowała dziecko, a nie ojciec, ojczym, czy konkubent matki.

Kiedy posługujemy się argumentami statystycznymi, to warto pamiętać o tym, że właśnie statystyki wskazują na to, że agresja przestaje, ale jeszcze nie przestała, mieć płeć. Wśród nieletnich wzrost przestępczości z użyciem przemocy jest zdecydowanie wyższy wśród dziewcząt niż chłopców (aczkolwiek, pamiętajmy, że dziewczęta startują z niższego poziomu takich czynów). Trzeba o tym pamiętać, bo profilaktyka z definicji oznacza myślenie o przyszłości. A w przyszłości to pokolenie, które dziś tworzy właśnie wzrost przestępczości z użyciem przemocy, zacznie przecież zakładać rodziny.

Przemoc w rodzinie jest tematem zasługującym na poważną, spokojną rozmowę, na oderwanie się od stereotypów, interesów politycznych, ideologii. Bez tego żadna ustawa nie pomoże.

Jakub Śpiewak - założyciel i prezes Fundacji Kidprotect.pl. Entuzjasta Internetu i nowych technologii. Pedagog, socjolog, były dziennikarz i specjalista od public relations. W 1999 roku jako pierwszy w Polsce rozpoczął działalność na rzecz bezpieczeństwa dzieci w Internecie i... tak już zostało. Pasjonat mediów. Jako autorytet w sprawach bezpiecznej komunikacji w Sieci, aktywnie uczestniczy w projektach rządowych na rzecz bezpieczeństwa dzieci w mediach. Członek Ashoki – międzynarodowej organizacji zrzeszającej innowatorów społecznych. Laureat nagrody „Złoty Telefon” dla osób pomagających ofiarom przemocy. Prywatnie tata Agnieszki i Jacka, kompozytor i fan muzyki Mike’a Oldfielda i metalu gotyckiego.
Joanna Piotrowska dnia 13/03/2010
uprasza sie o dyskusje bez przemocy :-)
qubituss dnia 13/03/2010
Świetny artykuł, powinien być obowiązkową lekturą dla wszystkich posłów. Warto pamiętać o tym, że wszyscy w zasadzie sprawcy przemocy domowej to jej wcześniejsze ofiary. A prawie wszystkie ofiary przenoszą ją w dorosłe życie.
know dnia 13/03/2010
feministki naprawdę nie muszą obalać żadnych stereotypów dotyczących płci ofiar i oprawców. znakomicie robią to za nas media. w rzeczywistości 90-95% ofiar przemocy domowej to kobiety i dziewczynki, w mediach jest mniej więcej pół na pół.

Mówienie o przemocy wobec mężczyzn, wbrew obawom niektórych, nie unieważnia przemocy wobec kobiet ani skali tej przemocy
owszem, z naszego doświadczenia wynika, że w praktyce politycznej i medialnej tak się właśnie dzieje. niewypowiedziany podtekst informacji, że 90% ofiar to kobiety, mianowicie, że 90% sprawców to mężczyźni, jest dla patriarchalnego społeczeństwa po prostu nie do zniesienia, dlatego mamy do czynienia z masowym odwracaniem uwagi od faktów i wypieraniem istnienia zjawiska masowej przemocy w rodzinie wobec kobiet w ogólności.
Nie wolno nam zapominać o tym, że kobiety częściej padają ofiarą przemocy ze strony mężczyzn niż ma to miejsce w sytuacji odwrotnej
rzecz w tym, że właściwie nie chodzi o częstotliwość, chodzi o cały system wartości w ramach którego do przemocy dochodzi. kobiety maltretujące mężczyzn są odpowiednikiem kobiet kupujących usługi prostytutek. media usiłują przedstawiać je jako dowód na to, że prostytucja nie jest jedną z form nierówności, a zjawisko jest po prostu powszechne, tyle że statystycznie rzadsze wśród kobiet, bo kobiety są "lepsze", bardziej "uczuciowe" itp. nie dostrzegają, że kobieta maltretująca partnera albo kupująca intymność mężczyzny zajęła po prostu "męską" pozycję, w niczym nie naruszając systemu, w ramach którego osoba silniejsza może dominować nad słabszą, a bogatsza/bardziej wpływowa kupować intymność biedniejszej.

moim zdaniem starania o zakończenie przemocy wobec dzieci spełzną na niczym, dopóki nie zwalczy się równocześnie przemocy wobec kobiet i nie rozpozna patriarchalnych korzeni przemocy. dlatego wypisywanie, że "kobiety też biją", pozornie otwierające i uniwersalizujące, w rzeczywistości jest po prostu odwracaniem uwagi od sedna problemu.
momo2000 dnia 13/03/2010
Bronisław Wildstein jest głąbem i dostaje klapsa!
Zaznaczam, iż zamiarem moim nie jest poniżenie Bronka, tyle że Bronek nie uczy się i dlatego nie jest w stanie przyswoić sobie wiedzy ogólnodostępnej w europejskich/światowych demokracjach. Należy oczywiście założyć, iż z jakiegoś powodu nie jest w stanie przyswoić sobie tej wiedzy; może mniej zdolny, albo na złość komuś nie chce? Trudno wyczuć... Czy klaps obudzi w nim chęć uczenia się? Otworzy go radośnie na naukę i oświeci? Czy może Bronuś zamknie się w swym cierpieniu i poczeka na lepsze czasy, by oddać...
elektrycerka dnia 13/03/2010
a ja zupełnie na boku zauważam, że seksizm to przemoc. Jak rasizm. Bez zwalczenia seksizmu nie zwalczy się przemocy, równiez wobec dzieci.
Joanna Piotrowska dnia 13/03/2010
gdyby isc za logika Jakuba, ze nie ma dziecka - jest czlowiek, nie ma kobiety - jest czlowiek, po co toczyc taki boj o dzieci? tymczasem Jakub go toczy i bardzo ladnie wyjasnia dlaczego warto. podpisuje sie czterema lapami pod tym, co pisze know. jesli komus sie wydaje, ze bez walki z przemoca wobec kobiet uda nam sie ochronic przed przemoca dzieci - grubo sie myli.
momo2000 dnia 13/03/2010
oj tak, oj tak - słuszna słuszność!
elektrycerka dnia 14/03/2010
Warto pamiętać o tym, że wszyscy w zasadzie sprawcy przemocy domowej to jej wcześniejsze ofiary. A prawie wszystkie ofiary przenoszą ją w dorosłe życie.

A dzieci alkoholików piją?
elektrycerka dnia 14/03/2010
organizacje kobiece chętnie te stereotypy wspierają

Gołosłowie, niemile pachnące mizoginią. Chcę się jednak mylic, więc proszę Autora o przykłady.
elektrycerka dnia 14/03/2010
I nie muszą to być takie skrajne przykłady, jak matki latami więżące i gwałcące swoich synów.
Ale liczę na to, że nie będą to przykłady rodem z rzecznika Kochanowskiego: "kobiety stosują przemoc psychiczną, bo jest bardziej skuteczna" - tak, jakby bicie i zabijanie stwarzało jakiś komfort psychiczny.

Pamiętajmy, że przeciwnicy ustawy sprzeciwiają jej się od lat przede wszystkim dlatego, że chronią przemocowych mężczyzn - vide sławetne "chcecie zaludnić dworce mężczyznami?" powiedziane do I.Jarugi. (a skądinąd ujawniające nie tylko aprobatę dla przemocy wobec kobiet, ale i ocenę skali zjawiska.)

Stawiam tezę, że obecny opór przeciw ustawie jest również z gruntu mizoginiczny, a zakłamywany powszechnie paragraf o "odbieraniu dzieci" jest w dużej mierze zasłoną dymną.

Przypominam też, że przemoc seksualna wobec dziewczynek ma znacznie wyższe przyzwolenie społeczne niż w stosunku do chłopców. Porównajcie sprawę księdza z Tylawy ze sprawą Krollopa.

Seksizm to przemoc. Zamykanie oczu na seksizm to aprobowanie przemocy.
rokko dnia 14/03/2010
Krzywe zwierciadła w lunaparkach nie pokazują niczego, czego by tam nie było. One tylko zmieniają proporcje odbijanych obiektów. Tak samo jak autor, który wprawdzie uprzejmie nie dyskutuje z faktem, że zdecydowana większość sprawców przemocy to mężczyźni, a zdecydowana większość ofiar to kobiety, ale jednak domaga się jednakowej uwagi dla obu wariantów. A kiedy feministki twardo trzymają się faktów - wraz z ich proporcjami - to są oszołomkami, które "utrwalają stereotypy" i z którymi autorowi nie po drodze... Zdaje się jednak, że ustawa nie zawiera zapisów o różnym traktowaniu sprawców w zależności od płci? Ani też umieszczenia tam takich zapisów feministki nie postulują? Skąd więc przeczulenie?
SPLIN dnia 14/03/2010
moim zdaniem starania o zakończenie przemocy wobec dzieci spełzną na niczym, dopóki nie zwalczy się równocześnie przemocy wobec kobiet i nie rozpozna patriarchalnych korzeni przemocy. dlatego wypisywanie, że "kobiety też biją", pozornie otwierające i uniwersalizujące, w rzeczywistości jest po prostu odwracaniem uwagi od sedna problemu.


100% racji.


Zastanowiły mnie m.in. dwa fragmenty tekstu:

"Ale mówiąc poważniej, znam wiele przypadków, gdy to matka skatowała dziecko, a nie ojciec, ojczym, czy konkubent matki."

oraz

"Kiedy posługujemy się argumentami statystycznymi, to warto pamiętać o tym, że właśnie statystyki wskazują na to, że agresja przestaje, ale jeszcze nie przestała, mieć płeć. Wśród nieletnich wzrost przestępczości z użyciem przemocy jest zdecydowanie wyższy wśród dziewcząt niż chłopców (aczkolwiek, pamiętajmy, że dziewczęta startują z niższego poziomu takich czynów). Trzeba o tym pamiętać, bo profilaktyka z definicji oznacza myślenie o przyszłości. A w przyszłości to pokolenie, które dziś tworzy właśnie wzrost przestępczości z użyciem przemocy, zacznie przecież zakładać rodziny."

Czy ta ustawa ma być wymierzona w kobiety oraz dziewczyny - jak pisze autor, "tworzące właśnie wzrost przestępczości z użyciem przemocy" - by w przyszłości, kiedy zostaną matkami ( w domyśle po tekście autora - agresywnymi ), ułatwić mężczyznom odbieranie im dzieci?

Poprzednie ustawy starają się ograniczać kobiety do funkcji inkubatorów na dzieci. Ta ustawa ma z kolei ograniczać władzę rodzicielską matek?

Wygląda na to, że mężczyznom-ojcom chodzi tylko o zapewnienie sobie wpływu światopoglądowego na kolejne pokolenia. Możliwość katowania kobiet, przede wszystkim matek, chcą pozostawić bez zmian.

"Mężczyźni są winni przemocy wobec kobiet i dzieci." - I żadne mylenie statystyk ze stereotypami ani manipulowanie faktami nie zmienia obecnego stanu, w którym to zdanie jest nadal prawdą.
...Ale właśnie o to mężczyznom próbującym zmywać winę z własnej płci chodzi. "Dobro dziecka istniejące w oderwaniu od dobra matki." "Ojciec ważniejszy i lepszy od matki." - takie myślenie charakteryzuje ruch ojców.
zarin dnia 14/03/2010
Myślę, że to coś tłumaczy:
http://www.jakubspiewak.pl/2010/02/20/pedofilia-a-gender-studies/
"Często mam wrażenie, że powstające jak grzyby po deszczu ośrodki gender studies i rozmaite badania prowadzone pod hasłami nauki o wolności, z równością w gruncie rzeczy mają niewiele wspólnego, a raczej stanowią propagandę tzw. poprawności politycznej. Trudno mi traktować poważnie opracowania Biblii polegające na zmienianiu płci bohaterek, czy też analizę bajki o Kopciuszku czy Królewnie Śnieżce z feministycznego punktu widzenia."
elektrycerka dnia 14/03/2010
no to proponuję porzucić seksizm, bo bez tego nie zwalczy sie przemocy.
elektrycerka dnia 14/03/2010
choćby dla dobra córki.
Leona dnia 14/03/2010
Od razu zaznaczam, że jakakolwiek forma przemocy mnie brzydzi i odrzuca.
Ale nie mogę się zgodzić z oskarżeniami pod adresem feministek. Skoro sam autor walczy z konkretną przemocą, wobec dzieci, to i kobiety mają prawo upomnieć się o dobro swoich koleżanek, przyjaciółek, matek etc.
Nie da się wykorzenić przemocy wobec dzieci, jeśli nie zajmiemy się eradykacją przemocy wobec kobiet.Bo przemoc rodzi przemoc, poza tym zgoda na przemoc, powoduje, ze jej ofiarami padają kolejne osoby., Dziecko widzi, jak ojciec bije matkę, często jest przez tego ojca również bite, z domu wynosi schemat by bić swoje dzieci i powstaje błędne koło.
A na przemoc istnieje pewne przyzwolenie patriarchalnego społeczeństwa. W ogóle widać to po publikacjach takich prawicowych Bronków, wystąpieniach posłow z PiSu i PO. Nie wiem, jak można kogoś nazywać głąbem. To świadczy o elementarnym braku kultury i empatii i o tym, że dany osobnik nie nadaje się na rodzica.
mrau dnia 15/03/2010
zgadzam się z twierdzeniem, że nie da się walczyć z przemocą, czy to w stosunku do kobiet, czy mężczyzn czy dzieci, bez podważania zasad patriarchatu, który zakłada hierarchię i prawo do egzekwowania przez silniejszego swojej władzy nad słabszym poprzez stosowanie przemocy. z tym raczej trudno się nie zgodzić... nie podobają mi się natomiast komentarze dotyczące przemocy wobec mężczyzn i sposobu, w jaki jest ona opisana w artykule: tak samo jak trżesienie ziemi na haiti nie powoduje że susza w sudanie jest mniej dotkliwa, tak istnitnie przemocy wobec kobiet nie oznacza, że przemoc wobec mężczyzn jest mniej destrukcyjna. tak, statystyki mówią że przemoc wobec kobiet jest częstsza niż przemoc wobec mężczyzn, ale chyba tylko w odniesieniu do osób w związku? bo skad twierdzenie że dziewczynki są przez rodziców częsciej bite niż chłopcy, to nie wiem... jeśli są na ten temat badania, to poproszę o odnośnik, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie. jeśli chodzi o ofiary premocy doznawanej przez dzieci od rodziców/opiekunów, to sądzę że panuje prawie pełne równouprawnienie: dziewczynki są bite tak samo jak chłopcy, a matki biją tylko niewiele rzedziej niż ojcowie ale nadal przyczyną jest system twierdzący, że można mieć władzę nad słabszym człowiekiem i można ją egzekwować przy pomocy siły.
zirytowało mnie też twierdzenie, że kobiety stosujące przemoc czy kupujące usługi seksualne wchodzą w męskie wzorce. czy to nie jest podtrzymywanie stereotypu: męski to znaczy brutalny, stosujący siłę, zajmujący wyższą pozycje w społeczeństwie i tej pozycji broniacy każdym sposobem? jak chcemy domagać sie równości kobiet i mężczyzn sotsujac przymiotnik "męski" jako synonim wszystkiego co w patriarchacie złe? zamiast wprowadzać dychotomię meżczyzna-kobieta, mówmy raczej o dychotomii pan-niewolnik, czy kat-ofiara, bo to ta "Zależność" występuje w sytuacji przemocy. nie tylko kobiety cierpią w patriarchacie, cierpią wszystkie słabsze jednostki.
myślę, że organizacje zajmujące się przemocą wobec mężczyzn są tak samo potrzebne jak te, która zajmują się przemocą wobec kobiet. ich działalność nie jest ani antagonistyczna ani konkurencyjna, i próba ustawianie tego w tej perspektywie jest głęboko szkodliwa dla wszystkich ofiar przemocy! bo gdzie ma sięzgłosić nastolatek katowany przez ojca? do rzecznika praw dziecka? do oragnizacji feministycznej? gdzie ma się zgłosić starszy mężczyzna katowany przez syna? mężczyźni zajmujacy silniejszą pozycję bywają katami wielu osób, nie tylko kobiet ze swojego otoczenia. gdzie mają szukać pomocy mężczyźni-ofiary? dlatego martwi mnie, kiedy tak samo jak w przypadku praw rodziców: organizacje ojców i matek, zamiast solidarnie starać się wpływać na prawodawców skaczą sobie do oczu wytykajac sobie wzajemnie kto jest gorszym rodzicem, tak samo teraz organizacje broniące praw ofiar kobiet i ofiar mężczyzn, istnienie drugiej organicacji traktują niemal jak zamach na sens swojego istnienia, zapominając jakby, że wróg jest zupełnie gdzie indziej.
dlatego cieszy mnie ten artykuł opublikowany na tej stronie, choć po przeczytaniu Waszych komentarzy rzeczywiście dostrzegam w tym artykule niekoniecznie profeministyczne tony... niemniej są to tylko tony, a nie sens całego artykułu. tak to przynajmniej odbieram.
know dnia 15/03/2010
mrau, zamiast strzelać kilometrowe epistoły o swoim wzburzeniu może po prostu zwróć uwagę na cudzysłów przy słowie "męska" w moim poście. chyba że cię również denerwuje samo słowo patriarchat, które twoim zdaniem powinno być zastąpione jakimś słowem niepochodzącym od wyrazu "pater"
arena dnia 15/03/2010
@Jakub
Co do Twojego wpisu dotyczącego pedofilii a gender studies.
Wyśmiewanie cudzych problemów, teorii i żądań jest typową metodą tzw. przemocy symbolicznej. Kiedy w Warszawie zebrał się Kongres Kobiet ekipa Faktów TVN nakręciła materiał o tym, że była tam dyskryminacja mężczyzn bo w sytuacji gdy było w Sali Kongresowej około 3 tysięcy kobiet to część toalet męskich została zamieniona na kobiece. Cała relacja z tego wydarzenia sprowadzała się do męskiego rechotu nad seksmisją i TVN nie powiedział ani słowa np. o panelu dotyczącym przemocy wobec kobiet gdzie bardzo dobre wystąpienie miała Kwaśniewska.
Ja sam z częścią postulatów feministycznych się nie zgadzam, albo ich nie rozumiem, ale nie zajmowałbym się wyśmiewaniem "gender studies" jako nauki motywowanej polityczną poprawnością, bo wiem, że teorie wypracowane w ramach tej dziedziny nauki pozwalają wyjaśniać pewne bardzo groźne zjawiska takie jak np. przemoc wobec kobiet. Jednym z katalizatorów przemocy wobec kobiet (nie jest to chyba bezpośrednia przyczyna) jest powszechnie panujący w krajach takich jak Polska seksizm polegający na opowiadaniu kawałów o molestowaniu seksualnym (np. o Anecie Krawczyk) lub słownym poniżaniu kobiet w przestrzeni publicznej (np. upupianie groźnych kobiet vide Środa lub przedstawianie kobiet jedynie jako obiekt seksualny).
Ostatnio ukazały się w Wielkiej Brytanii wyniki badań wykazujące zależność między seksualizacją mediów skierowanych do młodzieży, a poziomem przemocy wobec dziewcząt. Ja bym nie wyśmiewał takich badań, bo może się okazać, że chcąc "nie popadać w poprawne politycznie teorie" zaszkodzi się osobom, którym chce się pomagać.
Pozdrawiam,
SDA
zarin dnia 15/03/2010
Przypominam, że kwestia gender studies występowała w kontekście protestów wobec tego, żeby taki ośrodek w ogóle powstał.
Brak wzajemnego szacunku wyklucza porozumienie i tyle.
gattanera dnia 15/03/2010
Ciekawy artykuł, zgadzam się z autorem,-emocje,polityka,ponad ustawę i to co chce osiągnąć.Wspominając o przemocy wobec mężczyzn,wsadziłeś autorze kij w feministyczne mrowisko.
elektrycerka dnia 15/03/2010
Po piąte, nic nie poradzę, genderowe analizy bajki o królewnie Śnieżce, czy pisanie Biblii w rodzaju żeńskim po prostu mnie śmieszą. Moje prawo.

Jakub, ależ Twoje prawo uznawać własną niewiedzę za coś lepszego od cudzej wiedzy - ale to bynajmniej nie świadczy przeciw temu ostatniemu. Mnie śmieszą bajki o dobrych rycerzach - coś takiego przecież, jak wiemy, nigdy nie istniało. Niemniej nie będę bitym mezczynom opowiadać, że bajki o rycerzach są durne. Ponieważ - jak napisał arena - wyśmiewanie to przemoc symboliczna.
Wielu z nas nie rozumie efektu tunelowego - ale wyśmiewanie go to dowód głupoty, a nie racji.

Nie wątpię, że kwestia przemocy wobec dzieci leży Ci na sercu. Jednak nie mam wątpliwości, że kompetencje Joanny Piotrowskiej - zarówno na temat przemocy wobec kobiet, jak i dzieci - biją Twoje na głowę.
Masz córkę - jeśli nie chcesz, żeby córki były ofiarami, kiedy dorosną - to wsłuchaj się w głos ludzi, których z nią łączy płeć. (I którzy /e po prostu więcej wiedzą.)
mrau dnia 16/03/2010
know, przepraszam za rozwlekłą formę, z wiekiem robię się coraz bardziej wylewna...
nie odnosiłam się tylko do Twojego postu, niemniej fakt, cudzysłowu w twoim poście nie zauważyłam. ale nie sądzę by podważało to tezy zawarte w mojej epistole.

Jakubie, to może zamknijmy wszelkie filologie bo to nic innego jak 5 lat zastanawiania się co autor miał na myśli, dlaczego napisał "również" zamiast "także" i dlaczego czerwony kapturek spotkał wilka a nie lisa w lesie...
gender studies to nie studia o tym jak rozwiązywać problemy świata. studia służą studiowaniu, nie dają ani jasnych odpowiedzi ani wykształcenia zawodowego, więc może przestańmy je wreszcie tak traktować. jak ktoś ma ochotę analizować czerwonego kapturka na 15 różnych sposobów, to niech to robi, co to komu przeszkadza?
elektrycerka dnia 17/03/2010
Chciałabym wiedzieć, czy to prawda, że pan Śpiewak dzisiaj podczas posiedzenia komisji wypowiedział się przeciwko preambule zwracającej uwagę na szczególny, dyskryminacyjny kontekst przemocy w rodzinie?
elektrycerka dnia 17/03/2010
a skoro to prawda, proszę o wyjasnienie, co mogło Cię skłonić do zajęcia stanowiska zgodnego ze stanowiskiem zwolenników przemocy wobec kobiet?
zarin dnia 17/03/2010
Jeżeli istnieje po prostu przemoc człowieka wobec człowieka i nie istnieje związek między przemocą a patriarchatem, to konsekwentnie należałoby nie zajmować się przemocą wobec dzieci. Bo przecież to, że rodzice biją dzieci to tylko sytuacja statystyczna i zdarza się, że to dziecko bije rodzica. Poza tym, konsekwencją byłoby także postawienie analogicznego jak w tekście zarzutu tzw. środowiskom, że pomijają problem przemocy dzieci wobec rodziców i tym samym utrwalają stereotypy.
Wyśmiewanie mężczyzn będących ofiarami przemocy nie jest na niższym poziomie niż tekst autora o genderowym Kopciuszku. To nie jest niepodzielanie poglądów i nie ma co odwracać kota ogonem, to po prostu brak szacunku.
Pozostaje jeszcze kwestia postawienia w artykule zarzutu środowiskom kobiecym bez podania żadnego przykładu na poparcie tezy - to jest pustosłowie. Jak na moje oko ten zarzut miał być tak naprawdę esencją tego tekstu, celowo wrzuconego na feministyczny portal dla czystej prowokacji. Bo nie widzę tutaj żadnego zaproszenia do dyskusji - tak jak mówiłam: brak szacunku, brak argumentów.
elektrycerka dnia 17/03/2010
Jakub,

1. moja wypowiedź była pytaniem, więc kategoria "prawdziwa" się do niej nie stosuje. Dwója z logiki, pała z dobrej woli.

2. dwója z lojalności - nie wobec organizacji, tylko wobec ofiar przemocy.

3. dwója ze zrozumienia tematu. Wiesz doskonale, bo ci wytłumaczono, że przemoc ma płeć. Mimo tego, że większość ludzi jest kobietami.

5. nie szanujesz naszych poglądów, torpedujesz naszą walkę, a nieszczere deklaracje na ten temat są niegodne.

6. nie ma potrzeby, żebyśmy dyskutowali. Jest potrzeba, żebyś zapoznał sie z rzeczywistością i przestał szkodzić. Chcę widzieć, jak bardzo wyraźnie zajmujesz stanowisko w sprawie przemocy wobec kobiet, bez histerycznego a obłudnego zasłaniania się "człowiekiem".
Joanna Piotrowska dnia 18/03/2010
Jakub Spiewak, zgodnie z zyczeniem, zostal usuniety z listy uzytkownieczek/ow portalu feminoteki. niestety, nie wiedzialam, ze jednoczesnie usuwa to jego komenatrze raz na zawsze :-(. szkoda, bo chcialam sie odniesc do kilku nieprawadziwych informacji w nich zawartych.

1) poprosilam Jakuba Spiewaka o napisanie tekstu na feminoteke, by wypowiedzial sie w sprawie kwestionowanych przez Episkopat zapisow w ustawiedotyczacych m.in. zakazu przemocy wobec dzieci. Jakub sam z wlasnej i nieprzymuszonej woli dodal watek dotyczacy kobiet. Zapytalam, czy jest pewien, ze chce go zostawic ize napisal tekst na portal feministyczny, stwierdzil, ze tak, ostrzeglam go przed reakcja, powiedzial, ze zniesie. Tekst dalam na strony.

2) Jakub napisal takze w ktoryms z komentarzy (cytuje z pamieci), ze apel do poslow i poslanek w sprawie zapisow w dotyczacych kobiet nie byl ustalany podczas spotkania grupy ekspertek/ ow, ktora skrzynela sie facebooku. Nie byl, to prawda, poniewaz podczas spotkania omawiane byly poprawki do glownego tekstu ustawy, nie byl, nadal prawda, poniewaz feminoteka nie ma obowiazku ustalac swoich dzialan ze wszystkimi ludzmi na swiecie; nie byl takze dlatego, ze nie chcialam grupy facebookowej angazowac, w jak sie juz okazywalo po wpisach na feminotece i facebooku, ze wywoluje to bardzo silne emocje wsrod grupy na fcb. Kto chcial/a podpisac ta/ ten podpisala.

uwazam, ze gra byla warta swieczki, chocby raz jeszcze powtorzyc publicznie (na spotkanie komisji 16 marca wiadomo bylo, ze przyjdzie mnostwo osob ), a nie zaciszach podkomisji, ze przemoc ma plec.

3) prawda jest, ze podczas obrad komisji Jakub wypowiedzial sie przeciwko poprawce do preambuly zaproponowanej przez Izabele Jaruge Nowacką, ktora zawierala fragment, ze przemoc jest dyskryminacja ze wzgledu na plec.

Byc moze bylo bledem dawanie tego tekstu na strony feminoteki wraz z fragmentem o kobietach. jednak widze w tym pewna wartosc - m.in. dyskusja tutaj oraz na fcb, ktora pozwolila poznac argumenty przeciw takim zapisom z roznych zrodel. byla to frustrujaca lektura i lekcja, przyznaje, ale na pewno nie pojdzie na marne.

Dziekuje wszystkim za cierpliwosc, niecierpliwosc i wyrozumialosc.
know dnia 18/03/2010
pio, nie musisz się tłumaczyć z niepytania pana śpiewaka o pozwolenie na zaproponowanie poprawki. nasza petycja w sprawie wprowadzenia zapisu o kobietach i dzieciach do preambuły została szeroko upubliczniona, zebrałaś pod nią mnóstwo podpisów osób i organizacji, więc swoją błogą nieświadomość pan śpiewak zawdzięcza wyłącznie faktowi, że poczynania i chęci koalicjantek nic go nie obchodzą. trzeba było uważać, panie ekspercie :]
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.